poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 2

Ej zaraz co jest? świetnie jeszcze włamywaczy mi tu brakuje! Postawiłam torbę na ziemi, a następnie szybkim krokiem wróciłam się po schodach do garażu. Chwyciłam pierwszą lepszą rzecz leżącą na szafce. Okazało się iż przedmiotem mojej obrony miał być klucz francuski. Z powrotem weszłam na górę,wzięłam głęboki oddech po czym popchnęłam delikatnie drzwi. W środku panowała totalna ciemność. Podniosłam klucz do góry w razie czego. Próbowałam się rozejrzeć jednak na marne. Dałam kroka do przodu, potem już szedłam normalnie trzymając się ściany. W końcu trafiłam na włącznik światła. Kiedy go zapaliłam ujrzałam ciemnoskórego, łysego kolesia stojącego ze mną twarzą w twarz. Przerażona zaczęłam krzyczeć, a on razem ze mną. Wtedy ktoś stanął za moimi plecami.
-Odłóż to bo zrobisz komuś krzywdę.- Kolejny facet chciał zabrać mi moją "broń". Ze strachu nadepnęłam mu z całej siły na stopę po czym uderzyłam  go z łokcia w brzuch. Chłopak także o ciemnym kolorze skóry jęknął i zgiął się w pół.
- Co tu się do cholery dzieje!- Usłyszałam głos dziewczyny która po chwili zbiegła po schodach, a za nią jakaś druga laska i trzech następnych facetów. Rozejrzeli się po pomieszczeniu,a potem ich wzrok skupił się na mnie. Ta, która zbiegła tu pierwsza była mojego wzrostu, miała czarne dość długie włosy oraz piękną opaleniznę. Druga natomiast  blada jak ściana, nieco niższa ode mnie, a jej włosy były koloru  karmelowego brązowego. Najwyższy z nich był chyba najstarszy. Był łysy tak jak jego kolega, ale za to bardzo dobrze zbudowany. Blondynek, który stał za nim i z ciekawością przyglądał mi się miał piękne niebieskie oczy które mnie hipnotyzowały. Natomiast ostatni z nich był chyba Chińczykiem. Miał średniej długości włosy i ciągle posyłał mi delikatny uśmiech. 
- O co chodzi?! Kim wy do kurwy nędzy jesteście?!
- Zaraz ci wszystko wytłumaczymy, ale najpierw błagam odłóż to.- Niebieskooki podszedł do mnie po czym zabrał mi klucz.
- Dobra to raczej ona, wystartowała do nas z kluczem francuskim widzę, że to coś rodzinnego.- Koleś, który przestraszył mnie na wejściu pomógł wstać temu drugiemu po czym spojrzał na mnie gniewnie.
- Chcę wiedzieć o co chodzi. Doczekam się w końcu?!
- Dobrze, ale może nie tutaj.- Ten najwyższy zerknął na mnie, a następnie wskazał ręką na salon.
- Tak jasne.- Ruszyłam przodem zajmując miejsce na kanapie. Oni zrobili to samo i usiedli obok mnie. Jedynie ten ich przywódca usiadł na fotelu na przeciwko mnie. Dzielił nas tylko stolik kawowy.
- Od czego by tu zacząć?- Podrapał się po policzku, na którym było widać lekki zarost.
- Może tak się przestawicie?- Uniosłam jedną brew, a na mojej twarzy malował się znak zapytania.
- Tak, ta Blondi obok ciebie to Brian O'Conner.- Spojrzałam na Blondaska, a ten szeroko się do mnie uśmiechnął. Nie powiem wydawał się całkiem w porządku, oni wszyscy się tacy wydawali.- Po twojej prawej Gisele Harabo , obok niej Han Seoul- OH, dalej Letty Ortiz, facet wielkim czołem to Roman Pearce, a ten którego powaliłaś to Tej Parker, a ja to  Dominic Toretto.- Zilustrowałam wzrokiem ich wszystkich po kolei. Zaraz co?!! Toretto?!!!! Widziałam po nich, że czekali na moją rekacje.
- Jak się nazywasz?!!
- Toretto.
- O co w tym chodzi?!- Kurde ludzie się zjawiają u mnie  w domu i nagle jakiś Dominic TORETTO. Jaja sobie robią czy co?
- Już tłumacze. Jest to dość skomplikowane. Dobrze mnie teraz wysłuchaj.- Kiwnęłam mu głową na znak zrozumienia. Byłam ciekawa tego co ma mi do powiedzenia.
- Więc tak, twoi rodzice nie są biologicznymi rodzicami, a wypadek w którym zginęli nie był zwykłym wypadkiem. Zostałaś adoptowana przez nich kiedy miałaś 2 lata. Ja jestem twoim bratem,a nasi rodzice oddali cię na  tylko dlatego, że w domu było ciężko. Mimo to zawsze cię kochali.- że co proszę?!!! Pojebało mu się chyba coś! Nie ja w to nie wierze!
- Nie!- Krzyknęłam głośno. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.
- Wiemy, że ciężko w to uwierzyć ale tak jest. Nie zastanawiało cię nigdy, że twoi przybrani rodzice mieli inne nazwiska?
- Mama miała panieńskie, a tata musiał zmienić gdy byłam mała ponieważ miał problemy z policja.
-Wierzysz w to?- Spojrzał mi prosto w oczy. Co jeśli to prawda?! To ma w sumie jakiś tam sens.
- Ja muszę się przewietrzyć przepraszam, ale lepiej żebyście sobie już poszli.- Wstałam po czym wyszłam szybkim krokiem przez taras. Kierowałam się za dom. Wdrapałam się na dach garażu po czym usiadłam ze spuszczonymi nogami w dół. Uwielbiałam to miejsce. Nie raz siedziałam tu godzinami patrząc w na gwiazdy. Teraz niebo rozjaśniało się już po woli. Co jeśli to prawda? Jeżeli 20 lat żyłam w kłamstwie? Co to znaczy, że ten wypadek to nie zwykła stłuczka?! Tyle lat byłam sama, a teraz pojawia się ktoś i mówi, że jest moi bratem. Mam szanse mieć w końcu rodzinę. Jednak  jeśli on kłamie i chce wpakować mnie w kłopoty tylko na tym stracę. Mimo wszystko to brzmi bardzo prawdziwie i szczerze.
- NIE! TO NIE PRAWDA NIE MAM BRATA ANI RODZINY! KONIEC KROPKA!-Zamknęłam oczy, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza pierwsza od jakiś 4 lat. Od śmierci rodziców nigdy nie byłam tak rozdarta na pół. Jednak lepiej będzie jak oni stąd wyjadą, a ja zapomnę o wszystkim.


-----------------------
Hej!
Mam nadzieję, że rozdział się podoba:) Przepraszam za błędy pewnie jest ich cała masa. Bardzo proszę o komentowanie bo to BARDZO motywuje do pisania.
Do następnego! :)

5 komentarzy:

  1. Hmm.. blog fajny, opowiadanie też, ale w 2 rozdziale za bardzo nie wiadomo jak doszło do odnalezienia chachi przez dominica... Nie uważasz.. ? trochę przykrutkie, i mało szczegółowe. Mam nadzieje że nadrobisz to w 3 rozdziale.. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za komentarz oraz za uwagi dotyczace posta na pewno sa przydatne :*

      Usuń
  2. Czy tylko mi się wydaje że ten blog już na samym początku zapowiada się świetnie ? ;) Czekam na next i mam nadzieje że w nastepnym dowiem się jak on znalazł chachi i po co ? ;d /Marzena

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam na mojego bloga fanficition: http://wild-fanfiction.blogspot.com
    Dziękuję i przepraszam za spam! :)

    OdpowiedzUsuń