sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 5

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!!




Oczy powiększyły mi się kilkakrotnie, a serce zabiło pięć razy szybciej. Wściekłość zaczęła krążyć w moich żyłach. Wstałam  z hukiem  po czym kopnęłam krzesło, które od razu się przewróciło. Wszyscy aż podskoczyli. Ze złości oraz z bezradności chwyciłam się za głowę stojąc tyłem to reszty. Dopiero tu był, dopiero się z nim widziałam. Kurwa mać! Zabili kolejną osobę. Znaliśmy się już kilka ładnych lat. Zawsze mogłam na niego liczyć. Boże nie daruje im tego! Za cholerę nie mogłam zebrać myśli do kupy!               
- Kto i w jaki sposób go zamordował?!- Oparłam się rękoma o stół po czym spojrzałam gliniarzowi w oczy.
- Strzał w tył głowy. Nie mamy odpowiednich dowodów ale prawdopodobnie to Jake Evans 
za tym stoi. Czekali na niego w jego domu. Jednak na 1000% nie stoi za tym Braga bo przecież siedzi. Evans pracuje dla kogoś innego i nie jest to człowiek twojego ojca.- To co usłyszałam sprawiło, że już nie wytrzymałam. 
- Dziękuje za informacje. Niech pan już idzie!- Uderzyłam otwartą dłonią w stół tym samym przygryzając górną wargę. Co tu się dzieje, z kim Billy miał na pieńku!? Braga siedzi już od roku więc nie ma szans, że to on. Do tego, to Brian go tam wsadził.
- Aria nie rób nic głupiego. Zajmiemy się tym.- Jeferson zerwał się na równe nogi.
- Do widzenia.- Odwróciłam się napięcie po czym pobiegłam do swojego pokoju. Wparowałam do garderoby biorąc inne ciuchy i od razu zaczęłam się przebierać. Jedyne co teraz wypełniało moje żyły to nieopanowana wściekłość i chęć zemsty. Kiedy już stałam ubrana na nowo. Wyszłam z pokoju, trzasnęłam drzwiami po czym po raz kolejny zaczęłam biec tym razem do garażu. Ujrzałam w nim całą ekipę. Olałam ich, otworzyłam wielką metalową szafę, z której wyciągnęłam dwa pistolety. Przeładowałam jeden z nich aby sprawdzić czy wszystko jest ok.
- Co chcesz zrobić?- Dominic odezwał się do mnie z wielkim opanowaniem na twarzy.
- Jak myślisz?! Nie odpuszczę im.- Ominęłam go po czym wsadziłam jeden z pistoletów za pasek na spodniach przeznaczony specjalnie do tego.
- Jedziemy z Tobą.- Brian skrzyżował ręce na torsie oraz spojrzał mi w oczy hipnotyzując mnie tym samym swoimi niebieskimi tęczówkami.
- Nie ma mowy, nie narażę was na to!- Wszyscy podeszli do mnie z wielką pewnością wymalowaną na twarzach.
- Jesteśmy rodziną i problemy rozwiązujemy razem.- Letty położyła dłoń na moim lewym ramieniu przez co automatycznie na nią spojrzałam.
- A JA mam ochotę skopać komuś tyłek.- Rom zatarł dłonie na znak, że jest gotów do pracy.
- Zaufaj nam. Będzie dobrze, a sama sobie nie poradzisz.- Han przejrzał mnie wzrokiem na wylot. Spuściłam głowę w dół i głośno wypuściłam powietrze z płuc. Mieli rację, sama nie dam sobie rady z Jake' iem i jego ludźmi. W końcu zdecydowałam się aby wziąć ich ze sobą.
- Zbierajmy się, bierzcie broń i jedziemy.- Jeszcze za nim wykonali moje polecenie przytulili mnie szybko. Trwało to może dwie sekundy, a potem wszyscy się wręcz rozbiegliśmy. Każdy brał pistolet i wsiadał do osobnego samochodu. Ja jedynie pojechałam z 
Brian'em ponieważ plan wymyślony w tej sekundzie polegał na tym, że miałam się dostać przez dach. Pierwszy pojechał Dom, a potem my i cała reszta za nami. Jedynie Tej został by wszystko monitorować.
- Wiesz co robisz?- Brian zerknął na mnie lecz zaraz  z powrotem skupił się na drodze. Jechaliśmy ponad 180 km/h. Także i u niego widać było zdenerwowanie.
- Nie, ale nie mam wyjścia.- Wzięłam krótkofalówkę aby poinformować resztę o tym co robimy.
- Dom jedzcie od frontu.
- Jasne, zaskoczymy ich jeśli wjedziemy im prosto do warsztatu.- Dom skwitował szybko moje polecenie.
- Tej co z Psami?- Ponowiłam próbę kontaktu tym razem z Parker'em.
- Czysto, macie wolną rękę.- Odetchnęłam z ulgą na tą myśl. Przynajmniej jeden kłopot z głowy.
- Brian jedz w lewo.- Wskazałam ręką w kierunku wąskiej uliczki. O' Conner natychmiast wykonał moją prośbę i ostro skręcił. Po paru minutach naszym oczom ukazał się niski i obskurny budynek w którym paliły się światła.
- Są. Podjadę od drugiej strony będzie łatwiej.- Zwolnił nieco oraz zgasił światła. Kiedy dojeżdżaliśmy na tył warsztatu zwolnił jeszcze bardziej do minimalnej prędkości.- Gotowa?
- Tak.- Pokiwałam głową po czym zrobiłam wdech i wydech, adrenalina znacznie  mi podskoczyła. Czułam jak z każdą sekundą wypełnia mój układ nerwowy coraz bardziej i szybciej.
- Uważaj na siebie.
- Będę.- Spojrzał na mnie ostatni raz po czym wyszłam przez szybę prosto na dach auta. To chyba najłatwiejsza rzecz do zrobienia tego wieczoru. Skoczyłam na drabinkę prowadzącą na dach po czym weszłam po niej na górę. W oknie ujrzałam tego Sukinsyna i pięciu innych kolesi. Nigdy dotąd ich nie widziałam.
- Możecie zaczynać.- Dałam im znać poprzez krótkofalówke. Widziałam, że się zbliżają. Otworzyłam po woli i cicho okno na samym końcu pomieszczenia po czym spuściłam się na rękach w dół. Usłyszeli coś jednak schowałam się za jeden z samochodów. Zaczęli iść w moim kierunku ale wtedy nasza ekipa wjechała z hukiem przez wielkie szyby. Mordercy mojego kumpla chcieli uciekać, ruszyli w moją stronę więc wtedy stanęłam im na przeciw celując w jednego z nich. Reszta ekipy zrobiła to samo. Jake i jego ludzie rozproszyli się, wsiedli błyskawicznie do kilku samochodów i odjechali z piskiem. Zrobiliśmy dokładnie to samo. Tym razem 
wzięłam motor, który stał pod ścianą. Wyjechałam zaraz za Dominic' iem i Letty. Jednak bardzo szybko ich dogoniłam. Tamci kierowali się w stronę morza jednak aby tam dojechać trzeba było przejechać strome wzgórze z zakrętami, na którym w sumie się znajdowaliśmy. Jeden z nich zajechał mi drogę i kiedy chciałam zahamować nie mogłam. Zrobiłam szybki unik. Cholera to nie ma hamulców!! Rozpędziłam się do180km/h. Zaczęłam manewrować gdyż tamci nie dawali za wygraną. Jednak Dom czegoś się domyślił. Podjechał bliżej i zaczął krzyczeć w moją stronę.

- Co jest?!!
- Nie mam hamulców!- Usłyszałam tylko jak przeklina, a potem każe Brian'owi i Roman'owi mnie ściągnąć. Letty, Gisele i Han pojechali z nim goniąc resztę. Dwójka moich przyjaciół podjechała tak iż byłam w środku. Rom wychylił się prawie do połowy po to aby mnie złapać.
- Musisz złapać mnie za rękę i jakoś skoczyć!!- Spojrzałam się najpierw na jednego potem na drugiego i zdecydowałam się na szybkie wykonanie tego. Podjechali jeszcze bliżej. Przełknęłam ślinę, lewą stopę postawiłam na baku, a potem nie zastanawiając się dłużej, odbiłam się i skoczyłam. Rom złapał mnie za prawą rękę co spowodowało, że poleciałam na maskę. Ogarnęłam się szybko i weszłam przez szybę na miejsce kierowcy zastępując Roman'a. On jedynie krzyknął  głośno na znak, że nam się udało.
- Dzięki.-Posłałam mu szybki uśmiech po czym spojrzałam na Brian'a jadącego obok. Wziął do ręki przedmiot naszego kontaktu.
- Teraz ja chcę się pobawić, weźmy się do roboty.
- Nie gadajcie tylko pomóżcie!- Letty skarciła nas, na co tylko przyśpieszyliśmy. Wtedy ujrzałam jak Dom uderza samochód jednego z nich. Auto dachowało, a następnie spadło ze skarpy. Po chwili kolejne tak skończyło tylko załatwione przez Han'a. Nagle z dwóch kolejnych zaczęli strzelać. Przestrzelili oponę Gisele. Nie zważając na to pojechaliśmy dalej.
- Masz plan?- Rom siedząc obok musiał zadać mi pytanie. Inaczej nie był by sobą.
- Mamy plan? Tej?- Po raz kolejny zwróciłam się do przyjaciół.
- Nie, robimy to co w czym jesteśmy najlepsi. Czyli improwizujemy.- Brian wyręczył Informatyka i odpowiedział na pytanie w sumie Pearc'a, a nie moje.
- Wy bierzcie te dwa czarne, Chachi i Brian bierzemy tego Jake'a.- Dom wydał mi polecenie, które ogromnie mi się spodobało. Letty Han skręcili w lewo goniąc tamtych. O' Conner pojechał  w prawo by pojechać górą, a Dominic jechał obok mnie. Wtedy ten skurwiel zaczął do nas strzelać.
-Rom łap się za broń!- Ciemnoskóry chwycił broń z tylego siedzenia po czym zaczął strzelać przez otwartą szybą. Nic to nie dało ponieważ nie mógł dobrze wcelować. Prawie cały czas pudłował. Chciałam podjechać od prawej by zepchnąć Evans'a za barierki ale było zbyt wąsko na tym odcinku. Kiedy już myślałam, że nie dam rady go dorwać Brian zajechał mu drogę. Razem z Dom'em zaczęliśmy gwałtownie hamować. Staliśmy nie ruchomo czekając co zrobi ponieważ wysiadł z samochodu. Zrobiliśmy to samo lecz ostrożnie, schowałam się za otwartymi drzwiami aby w razie czego strzelić. Dominic razem z Brian'em podeszli do niego, lecz wtedy Jake wycelował w nich trzymając po jednym pistolecie w obydwóch dłoniach. Chłopaki zatrzymali się gwałtownie Patrzyli na niego bez żadnych emocji na twarzach lecz wewnątrz na pewno ich roznosiło. Ruszyłam w ich stronę po cichu także z bronią w dłoniach.
- Nie trzeba było mieszać się w nie swoje sprawy.- Po wypowiedzeniu tych słów, puścił oczko Blondynowi i już miał pociągnąć za spust kiedy ja zrobiłam to pierwsza. Upadł gwałtownie na ziemię, a ja opuściłam gnata. W tej chwili poczułam dziwne ukłucie w sercu. Staliśmy we trójkę patrząc się na siebie. Po chwili jednak podeszli do mnie i mocno przytulili. Strzeliłam jeszcze kilka razy po to aby samochód się zapalił, a potem wybuchł. Ciało Evans'a spłonęło razem z samochodem gdyż leżało zaraz przy nim. Teraz czułam jak wszystkie emocje ze mnie spływają. Wypuściłam powietrze z płuc, spojrzałam ostatni raz na płomienie ognia i we trójkę udaliśmy się do swoich samochodów. Rom wyszedł nam na przeciw. Brian objął mnie pocierając przy tym ramię.
-Chodźmy.- Pociągnął mnie w stronę samochodu do, którego wsiadłam od strony pasażera. Milczeliśmy prawie przez cały czas. Po drodze Han scholował Gisele aby auto wróciło do naszego garażu.
- Dobra robota.- Dom z dumą w głosie pochwalił nasz wyczyn przez krótkofalówke.
- Dobra, bo nasza!- Odpowiedziałam mu mimo wszystko ciesząc się jak nigdy.
- No nie powiem spisaliście się. Chachi, ale następnym razem nie wsiadaj na obcy motor.- Tej także dołączył się do naszej rozmowy.
- Co to w ogóle było do cholery?! Jesteś zdrowo rąbnięta.- Roman zaczął temat mojej wpadki na tym ścigaczu.

- Nie sądziłam, że nie będzie miał hamulców! 

- Toretto z krwi i kości, "jedź albo giń" co Aria?- Mój braciszek zaczął się ze mnie lekko podśmiewywać na co tylko z lekkim uśmiechem pokręciłam głową.
- Dom musicie zmienić motto bo ona kiedyś naprawdę się zabije.- Super jeszcze Brian się teraz na mnie uwziął.
- Bujaj się! Poczekaj aż wrócimy do domu wtedy coś ci pokaże.- Spiorunowałam go wzrokiem ale pomyślałam, że po powrocie przejadę się jeszcze raz, jednak już na swoim ścigaczu.
- O nie, kolejny powiewający grozą pomysł.- Blondasek przewrócił oczyma na co pokazałam mu "fucka".
- Cholera niech ktoś się zatrzyma i zabierze mnie od niego!- Krzyknęłam przez krótkofalówkę na co O' Conner parsknął śmiechem.
- Jeśli powtórzysz ten numer ze skokiem na moją maskę to z chęcią cię zabiorę od niego.- Rom jak zwykle nie zrobi czegoś bezinteresownie. Kolejny na moją czarną listę. Jak tak to pierwszy do budzenia mnie, a teraz to co?!
- Spieprzaj bo przywalę ci w to wielkie czoło.- Kuźwa Brian nie patrz się tak na mnie! Blondyn cały czas bacznie mi się przyglądał.
- UUU co wymiękasz?!- Super teraz Rom zaczął mnie podpuszczać ale dobra niech mu będzie.
- W twoich snach! Chcesz się przekonać to podjedz bliżej.- Zasugerowałam,  na co usłyszałam szybkie "ok". Spięłam włosy w kucyk po czym zaczęłam wychylać się przez okno.
- Jesteś szalona.- Brian skwitował moje zachowanie na co tylko uśmiechnęłam się chytrze. Chłopak zwolnił abym mogła w miarę bezpiecznie wykonać ten manewr. Wspięłam się na dach przez okno, cały czas mocno się trzymając. Kiedy Rom miał podjechać Letty go zajechała, a ja przeskoczyłam na jej dach,  po czym weszłam do środka. Przybiłyśmy sobie piątki.
-Dzięki, Brian coś ćpa czy jak?- Zapytałam, trochę się śmiejąc z jego miny gdyż właśnie jechał obok nas. Wyglądał na trochę urażonego jednak było to dla żartów.
- Nie, ale to świetny facet uwierz mi. Stara się co do ciebie.- YYYYYYYY  zaraz co?!!!!!! W jakim sensie się stara?!
- Letty co to znaczy, że się stara?!-Spytałam jak na razie spokojnie i opanowanie.
- Stara się nawiązać z tobą dobry kontakt. Bardzo możliwe, że będzie chciał czegoś więcej niż przyjaźni. Jednak spokojnie komu jak komu ale jemu możesz zaufać i nie bać się iż coś pójdzie źle.- Słuchając jej, kiwałam głową z niedowierzaniem. Cholera jasna, jeżeli naprawdę jemu zależy trochę bardziej to mogiła. Nie powiem, że mi w ogóle  na nim nie zależy bo bym skłamała. Jednak Ja nie jestem gotowa na miłość czy związek. Nie po tym co było, już przez jednego płakałam przez niego nie zamierzam.
- Świetnie po prostu.- Wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- O kim tak rozmawiacie, o mnie co ?- Brian odezwał się przez krótkofalówke. Facet założyłeś  mi podsłuch czy co?! Kolejny jasnowidz się znalazł zaraz po Roman'ie.
- Chciałbyś O' Conner.- Letty z zawziętą miną próbowała go spławić.
- Pewnie, że bym chciał.
- Ej ludzie zamiast dyskutować może skupcie się na jeździe. Brian ja widzę co ty kombinujesz jeśli ją skrzywdzisz skopie ci dupę.- Dominic wtrącił się do naszej rozmowy. Zaraz tu wybuchnę przysięgam! O co im wszystkim chodzi?!
-Han, Tej ratujcie błagam!- Jęknęłam żałośnie i odwróciłam się w stronę jadącego obok Japończyka.
- Może już się nie przesiadaj i nie skacz dzisiaj więcej po dachach.- Tej odpowiedział z lekkim rozbawieniem w głosie na moje wołanie o pomoc.
- Chachi lepiej nie bo Brian się wkurzy.- Ekstra czyli teraz i Han spiskuje przeciwko mnie. Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Letty, która prowadziła zaśmiała się z mojej reakcji. Ja z nimi nie wytrzymam długo.
- Letty zjedz na stację benzynową.- Wskazałam ręką na zjazd znajdujący się paręnaście metrów dalej. Spojrzała na mnie podejrzliwie  po czym wykonała moje polecenie. Reszta widząc to zahamowała i udała się razem z nami na szybki postój. Wysiadłam z samochodu i pośpiesznie poszłam do kasy kupić paczkę papierosów. Zapłaciłam i wyszłam. Na zewnątrz stali wszyscy wokół samochodu Dominic'a. Wyjełam jednego szluga po czym zapaliłam. Stanęłam obok nich wciągając dym do płuc. Nie palę na codzień ale po tych wszystkich wydarzeniach potrzebuje tego. Spojrzeli na mnie obojętnie.
- Chce ktoś?- Wyciągnęłam w ich stronę rękę, w której trzymałam fajki. Wziął Brian i Dominic reszta odmówiła.
- Często palisz?- Han spojrzał na mnie z zaciekawieniem trzymając dłonie w kieszeniach.
- Tylko przy takich dniach jak dzisiaj. Ogólnie nie lubię palić.- Tak nie lubię palić mimo, że to właśnie robię. Palenie nie sprawia mi jakiejś tam przyjemności. Dym można powiedzieć iż po prostu mi śmierdzi.
- Ja rzuciłem, paliłem po dwie paczki dziennie.- Japończyk zaczął opowiadać w końcu coś o sobie. Wydawał mi się strasznie skryty, aż do teraz.
- Czyli to dlatego ciągle coś jesz? Musisz mieć coś cały czas w rękach i w buzi?- Zerknęłam na niego z zaciekawieniem po czym wypuściłam dym z płuc.
- Dokładnie, szkoda zdrowia. Wole zginąć w wypadku niż przez to świństwo.- Han rzucił wzrokiem na mojego papierosa, a potem na mnie. Dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedział. Wyrzuciłam papierosa na ziemie po czym ugasiłam przydeptując go.
- Masz rację.
- Jedź albo giń! - Roman krzyknął do nas z wielkim uśmiechem na twarzy na co wszyscy zareagowaliśmy śmiechem. Była to aluzja co do mnie.
- Rom bądź już cicho!- Gisele go skarciła. Stała obok ze skrzyżowanymi rękoma na piersiach obok Han'a. Po jej minie widać było, że jest nieźle wkurzona.
- Wyluzuj trochę.- Ludzie błagam Rom chce się kłócić z Gisele? Nie powiem odważny jest, albo wyjątkowo głupi.
- To nie tobie ten koleś przestrzelił oponę i  odstrzelił lusterko! Więc raz w życiu się zamknij bo nie trudno wcelować w twoje wielkie czoło.- Gis wydarła mu się przed twarzą. Jego reakcja była bezcenna. Uśmiechnął się tępo kiwając przy tym głową na znak, że rozumie. My natomiast wręcz ugryźliśmy się w język lub jak w moim przypadku w wargę aby tylko nie zacząć się śmiać.
- Zbierajmy się już, nie będziemy tu sterczeć pół nocy.- Dominic poważnym już głosem ponaglił nas abyśmy wracali do domu.- Aria, chodź pojedziesz tym razem ze mną.- Pośpieszył mnie ruchem ręki. Podążyłam za nim, a następnie wsiadłam do samochodu zapinając pasy. Odpalił silnik i ruszyliśmy z piskiem opon. Reszta była zaraz za nami, z tego co widziałam.
- Czemu to zrobiłaś?- Dom przerzucił bieg po czym spojrzał mi w oczy.  Miał je tego samego koloru co ja.
- Ale co niby?- Zmarszczyłam brwi na znak, że nie wiem o co chodzi. O co mogło mu chodzić? Pewnie o Billy'ego i to wszystko, ale jednak wolę wiedzieć dokładnie co miał na myśli.
- Dlaczego tak bardzo zależało ci na zemście?- Głośno wypuściłam powietrze z płuc. Cholera musiał zapytać prawda? Nienawidzę takich pytań rzecz jasna.
- Nie wiem. Po prostu to taki jakby odruch. Naprawdę nie wiem, robię to co uważam za stosowne. Taki impuls i tyle.- Przysięgam, że nie wiedziałam co powiedzieć. Nie umiem tłumaczyć takich rzeczy. Dobra tam, mniejsza z tym.
- Taki odruch.- Uśmiechnął się zadziornie tym samym nabijając się ze mnie. Miałam ochotę palnąć go w ten jego ogolony łeb.
- Oj nie śmiej się Ja nie mam jeszcze dyplomu od zabijania jak ty!- Ha! Niech się odczepi od takich tematów. Odegrałam się na nim. Jednak taka prawda on zabił więcej ludzi ode mnie.
- Nie mam dyplomu.- Zerknął na mnie kącikiem oka po czym odpowiedział z lekkim rozbawieniem.
- Jak tam chcesz.- Taaaa i na tym nasza rozmowa się zakończyła. Reszta też się w ogóle nie odzywała. Było jakoś tak dziwnie. Spojrzałam tylko na Brian'a jadącego po mojej prawej i posłałam mu lekki lecz sztuczny uśmiech, który odwzajemnił. Po dojechaniu do domu wszyscy zajęli swoje miejsca w garażu. Oni wszyscy poszli na górę, a ja zostałam aby zobaczyć w jakim stopniu uszkodzili auto Gisele. Obejrzałam go dokładnie z każdej strony. Czyli rzeczywiście tylko opona do wymiany i nowe lusterko trzeba założyć. Przykucnęłam także przy zderzaku aby zobaczyć czy nie jest 
obtarty. Na szczęście z nim było wszystko dobrze. Wtedy ktoś stanął za mną. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam Brian'a, który oglądał coś w ręku. Wstałam aby móc się przyjrzeć co to takiego.
- To chyba twoje.- Podał mi mój łańcuszek z krzyżykiem. Dostałam go od przybranych rodziców przed ich śmiercią. Musiałam go zgubić i nawet nie zauważyłam, że go nie mam na szyi.- Zgubiłaś kiedy wychodziłaś przez okno.- Zaśmieliśmy się oboje na wspomnienie o tym zdarzeniu. Podał mi go po czym od razu zapięłam go sobie z powrotem na szyi.
- Dzięki.- Uśmiechnęłam się do niego co oczywiście odwzajemnił. Nagle zauważyłam jego zamyśloną minę. Podrapał się z tyłu głowy po czym wypalił szybko.
- Słuchaj, może poszlibyśmy gdzieś jutro?- Zatkało mnie na początku. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po krótkim zastanowieniu postanowiłam, że nie mam nic do stracenia. W końcu nie mówię, że go nie lubię. Może nie będzie tak źle.
- Ok, jeśli bardzo ci zależy to tak.- Na moją odpowiedz od razu się rozpromienił.
- To może ta restauracja...- Nie dokończył gdyż mu przerwałam. Nienawidzę sztywnych... cholera to jest randka! Czasami naprawdę mam ochotę się palnąć w ten mój głupi łeb.
- Tylko nie to, jak najbardziej wystarczy mi plaża albo spacer po parku. Nie lubię tak na sztywno i w ogóle.- Posłałam mu lekko przepraszające spojrzenie.
- Jasne, nie ma sprawy. To co może być o 20?
- Tylko mi nie  mów, że po mnie przyjedziesz bo mieszkamy w jednym domu.- Oboje się roześmieliśmy. Spojrzał mi w oczy i od razu utonęłam w jego pełnych życia, niebieskich tęczówkach . Jasna cholera ile ja go znam? Może dwa dni i już idę z nim na randkę. Co się ze mną dzieje?!
- Nie, nie powiem. - Zbliżył się do mnie na dość bliską odległość.
- A co tu się dzieje?!-  Tej w naprawdę odpowiednim momencie wszedł do pomieszczenia. Podszedł i położył ręce na moich i Brian'a ramionach, tym samym uwieszając się na nas.
- Nic, tylko Brian do mnie zarywa.- Puściłam oczko Ciemnoskóremu na co prychnął śmiechem.
- Stary wiesz, że Dom cię zabije. - Blondasek spiorunował go wzrokiem na znak iż Tej ma się zamknąć.
- Wole zaryzykować. Idź już sobie.- Patrzyłam na nich z rozbawieniem. Dużo nie brakowało, a wybuchnęłabym tu nieopanowanym śmiechem. Zasłoniłam sobie usta bokiem dłoni.
- Nie śmiej się, bo narażasz go na stratę życia.- Perker pogroził mi palcem na co pokazałam mu język.- Będziesz miała go na sumieniu.
- Trudno będzie jednego mniej.- Wzruszyłam ramionami i udałam się na górę. W salonie siedzieli wszyscy i pili. Nie miałam ochoty się z nimi zabawiać.- Ja już idę na górę. Cześć wam!- Rzuciłam szybko i udałam się w kierunku schodów, a następnie pobiegłam do swojej sypialni. Zapaliłam wszystkie możliwe światła i poszłam do łazienki. Nalałam pełną wannę wody i nie żałowałam przy tym płynu do kąpieli. Rozebrałam się i po rzuceniu ciuchów na podłogę weszłam do ciepłej wody. Kiedy już czułam, że mam po prosu dość wyszłam wycierając się ręcznikiem. Wysuszyłam włosy, a następnie pokręciłam je lokownicą. Założyłam miętową piżamę i wyszłam przeczesując włosy palcami. Na moim łóżku zastałam Brian'a. Zdziwiłam się lekko i zmarszczyłam brwi.
- Co robisz?- Rzuciłam szybko i podeszłam do okna by je zasłonić.
- Aria, przepraszam cię. Jeśli ta moja propozycja na wspólne wyjście cię uraziła to przepraszam.- Spojrzał na mnie z lekką skruchą w oczach jak i nadzieją w jednym.
- Nie, co ty. Dawno nigdzie nie byłam, nawet na głupiej plaży więc miło będzie gdzieś iść. I przestań mnie ciągle przepraszać.- Wzruszyłam ramionami i usiadłam obok niego.
- W takim razie, dobrze wiedzieć.- Potarł dłoń jedna o drugą, a potem wstał i udał się do drzwi.- Dobranoc.- Uśmiechnął się do mnie zniewalająco.


- Dobranoc.- Odpowiedziałam mu trochę mniej entuzjastycznie gdyż byłam już zmęczona. Zamknął drzwi, a ja weszłam pod pościel wcześniej zamykając drzwi na klucz na wypadek Roman'a. Jednak cały czas przewalałam się z boku na bok. Nie mogłam zmrużyć oka. Nie było to powodem, że tamci siedzieli w salonie, śmieli się i pili. Było to spowodowane lękiem. Bałam się, po protu się bałam. Bałam się tego co może nadejść. Dzisiaj było to co było i wiem, że to dopiero początek. Będzie jeszcze gorzej. Jednak nigdy nie przejmowałam się takimi rzeczami. Teraz  boje się o nich. O moją rodzinę. Znam ich dopiero z dwa może trzy dni ale już są dla mnie najważniejsi. Nie wiem co bym zrobiła gdyby ktoś z nich nagle odszedł. Nie wiem czy bym sobie z tym poradziła.  Dzisiaj Brian i Dom byli na celowniku, nie wiadomo jak by było gdybym nie strzeliła. Wiem, że sama wybrałam ten świat i kocham go ale czasem chciałabym cofnąć czas. Nie ja nie mogę! Wstałam by zejść do kuchni i wziąć proszki nasenne. Od kluczyłam drzwi i potruchtałam do kuchni, w której znajdował się Han. Stał przy mikrofali z butelką piwa w ręku. Prawdopodobnie robił popcorn. Podeszłam do szafki by wyciągnąć proszki.
- Czego szukasz?- Spojrzał na mnie podejrzliwie, a następnie skierował w moją stronę butelkę z piwem.
- Nie dzięki, szukam tabletek nasennych.- Zmarszczył brwi po czym wyjął gotowy popcorn i wsypał do  plastikowej miski.
- Ej sory jeśli jesteśmy za głośno, powiem im żeby się przymknęli.- Wzięłam od niego trochę białej przekąski i wsadziłam sobie do buzi po chwili połykając. Pokiwałam na znak, że nie chodzi o nich.
- Po prostu myśli doprowadzają mnie do szału.- Połknęłam znalezionego proszka i popiłam wodą.
- Rozmiem to, gdy za dużo rzeczy dzieje się na raz człowiek przestaje sobie radzić. Wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że przewróciliśmy twój świat do góry nogami. Ale wiesz jeśli wolisz zawsze przecież możemy stąd zniknąć.- Napił się po raz kolejny "zupy chmielowej" po czym wzruszył obojętnie ramionami. Przytuliłam się do niego mocno. Coś w środku na jego słowa pękło we mnie.
- Nie możecie zniknąć bo właśnie tego się najbardziej boje. Boje się, że się obudzę, a was już nie będzie. Obiecaj mi, że nigdy nie zostawicie mnie samej.- Wiem rozczuliłam się nad sobą, ale nie wiem dlaczego Han tak na mnie działa. Prawie się popłakałam na jego ramieniu. Odstawił popcorn i butelkę po czym odwzajemnił mój gest tym samym gładząc moje plecy.
- Spokojnie, obiecujemy ci to wszyscy. Nie zawiedziesz się na nas.- Odkleiłam się od niego na te ostatnie słowa. Otarłam szybko jedną łzę, która spłynęła mi po prawym policzku.
- Dziękuje.- Wyszeptałam to jedno słowo o wielkim znaczeniu.- Dobranoc Han.- Dopełniłam swoją  i tak krótką wypowiedz , a następnie poszłam z powrotem na górę. Zamknęłam za sobą drzwi i wślizgnęłam się pod ciepłą pościel, wcześniej jeszcze gasząc światło. Poczułam iż proszki zaczynają powoli działać. Powieki same zaczęły mi opadać i już dłużej z nimi nie walcząc zasnęłam. Jednak pod czas momentu zasypiania zamknęłam w swej dłoni krzyżyk od rodziców, tym samym przypominając sobie o nich. Ostatnia pojedyncza łza wydostała się z mojego oka i spłynęła po policzku znikając na poduszce.


----------------------------------
Hej!!!!
Tak!!! Wyrobiłam się z czasem *brawa* haah. Wiem, wiem rozdział mógłby być o niebo lepszy. Jednak bardzo was proszę o komentowanie. Z całego serduszka dziękuję trzem dziewczyną, które swoimi komentarzami pod ostatnim postem zmotywowały mnie, (popłakałam się czytając wasze komentarze hahah). Zrobiłam sobie zeszyt na moje pomysły i ogl tak do tego bloga. Zapisałam sobie w nim WSZYSTKIE komentarze. Także kiedy próbuje zebrać myśli otwieram go, czytam te miłe słowa i wtedy daję rade. Mam parę pytań do was:
1) Jak z muzyką? Podoba wam się? Pasuje do odpowiednich fragmentów?
2) Jak z gifami? Chcecie ich więcej?
3) Chcecie zwiastun?
4) Co byście zmienili na blogu ( dodali coś albo usunęli)?
To tyle kocham was wszystkich z całego serca<3 Gdyby komuś się nudziło niech napisze mi jak on widzi dalszą fabułę. Chcę zobaczyć jak daleko sięga wasza wyobraźnia :D

P.S Ten gif mnie rozwalił, leże na podłodze i nie mogę się ogarnąć. ahahah ale to ja, mnie  śmieszy wszystko. Tak wgl to muszę wam powiedzieć w sekrecie, że Aria jest trochę takim moim odzwierciedleniem. Tworzę ją w duży stopniu na moich zachowaniach czy charakterze ale ciiicho to tylko dla wtajemniczonych :P

piątek, 23 stycznia 2015

Wena i stylizacje.

Hejjj słuchajcie postanowiłam dać wam linka do projektów ubrań, które dodaje do rozdziałów. Oczywiście dziękuje mojej przyjaciółce Klaudii, która zrobiła większość z nich <3 Także gdyby ktoś chciał sobie wejść i zobaczyć to zapraszam.

Jeszcze jedna sprawa może trochę dziwna i wgl, ale no muszę was  o coś poprosić. Wiem, że dopiero są 4 rozdziały, ale ja już tracę wenę. Spokojnie nie poddam się xd. Bardzo wam dziękuje za te wszystkie komentarze, które motywują jednak chciałabym aby ktoś z was po prostu napisał mi pod tym postem taki komentarz abym w końcu wzięła się do roboty. Po prostu potrzebuje takiego przysłowiowego "kopa w D". Więc gdyby ktoś z was odważył by się mi troszkę dowalić to bardzo proszę aby to zrobił. WIEM DOPIERO ZACZĘŁAM, A JUŻ MARUDZĘ ALE TEN BRAK WENY NIE BIERZE SIĘ ZE MNIE UWIERZCIE. KOCHAM WAS<3

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdzial 4

Dzisiejszej nocy śniły mi się same koszmary. Dotyczyły one moich przybranych rodziców. Jeden z nich odzwierciedlał ich wypadek. Drugi zaś ich pogrzeb. Reszty niechcę sobie nawet przypominać. Po każdym z nich budziłam się cała spocona. Przez to wszystko nie było mowy o jakim kolwiek wyspaniu się nawet w najmniejszym stopniu.
- Hej Księżniczko budzimy się!!!! Pora wstać, samochodziki czekają!!-Ktoś zaczął wydzierać mi się do ucha. Przestraszyłam się i natychmiast otworzyłam oczy. Ujrzałam nad sobą rozbawionego Rom'a. Mam wielką ochotę go zabić za to co właśnie zrobił. Głowa mi pęka, nawet kac po całonocnej iprezie jest lepszy od tego. Nakryłam się pościelą od stup do głów zawijając się tym samym w szczelny "kokon". Po chwili usłyszałam jak jakaś druga osoba wchodzi do pokoju. Wyjrzałam spod kołdry i ujrzałam Briana z kubkiem w ręku, wydawał się nieco zdenerwowany. Jego mina ukazywała kilka emocji na raz.
- Roman debilu czego się tak wydzierasz?! Na dole cię słychać. Miałeś ją oobudzić,a nie zafundować ból głowy.- Blondynek trzasnął tego idiotę otawrtą dłonią w tył głowy na co ten zrobił oburzoną minę, potarł obolało miejsce po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi. Blondyn odprowadził go wzrokiem kiwając głową z dezaprobaty poczym podszedł do mnie i usiadł obok. Materac ugiął się lekko pod jego ciężarem.- Chachi wstań bo tamci zjedzą wszystko.- Jego głos był taki czuły i przyjemny dla ucha. Kuźwa czemu on tak na mnie działa??
- Jeszcze 5 minut błaaaagamm.- Nie miałam ochoty ruszać się z łóżka. Jęknęłąm głośno na co O'Conner zareagował ochrypłym śmiechem.
- No weź. Chyba nie chcesz stracić pysznego śniadania Letty. Mam coś dla ciebie.- Odwinęłam się lekko i spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Co masz??
- Kawę.
- Z mlekiem?
- Yhym.- Kiwnął twierdząco głową, a ja natychmiast usiadłam po turecku. Ułożyłąm sobie kołdrę na nogach tak aby było mi ciepło. Podał mi niebieski kubek wypełniony moją ukochaną cieczą. Upiłam łyk pysznej rozpuszczalnej i poczułam jak wypełnia mój zoładek.
- Dzięki.-  W tej chwili ta kawato było coś czego naprawdę potrzebowałam.
- Podziękuj Tej'owi bo to on robił . Wypij i  zbieraj się za nim Rom sam wszystko zje.- Puścił mi oczko na co delikatnie się uśmiechnęłam.
- Muszę? Nie chce mi się. Chcę spać dalej.- W tej chiwli wiem, że swym zachowaniem przypominałam małe dzieckko ale trudno mój stan mnie usprawiedliwia.
-Tak, jeśli chcesz zjeść.- Spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem w oczach wtedy po prostu uległam mu.
- Ugh! Dobra niech ci będzie.- Dopiłam kawę do końca po czym oddałam mu kubek i z wielkim wysiłkiem wstałam. Byłam cholernie zaspana, przez co ledwo patrzyłam na oczy. Kiedy postawiłam nogi na ziemi zachwiałam się lekko lecz opanowałam sytuacje i poczłapałam do garderoby po czyste ubrania. Wzięłam pierwsze lepsze po czym ślimaczym tępem poszłam do łazienki. Widziałam jak Brian śmieje się ze mnie widząc jak wyglądam oraz jak się poruszam, ale zemszcze się na nim za to. Po przekroczeniu łazienki zamknęłam drzwi na klucz, powiesiłam ubrania na haczykach wiszących na ścianie po lewej, a buty postawiłam na ziemi. Podeszłam do lustra, cholera wyglądam jak gówno. Ochlapałam twarz zimną wodą z zamiarem iż trochę się ocknę jednak to nic nie dało. Rozebrałam się, brudne ubrania wrzuciłam do kosza na nie, następnie weszłam pod prysznic. Stałam tam osłupiała mimo lecącej wody. Przysięgam, że zaraz  usnę tu na stojąco. W końcu umyłam się i jak najszybciej wyszłam z kabiny. Wytarłam się wielkim ręcznikiem po czym ubralam na na nowo w świerze ciuchy. Poprawiłam leniwie włosy, odkluczyłam drzwi i wyszłam z łazienki. Na łóżku dalej siedział Brian, tym razem wpatrywał się w okno, wydawał się bardzo zamyślony. Kiedy usłyszał, że wleke się powoli w jego stronę odwrócił się i stanął na przeciwko mnie. Kiedy go mijałam rzuciłam tylko kurtkę na łożko po czym potknęłam się o zawnięty dywanik. Miałam ochotę cofnąć się i wrócić do łóżka. Dobra te buty dzisiaj to nie najlepszy pomysł ale już trudno, nie chce mi się ich zmieniać.
- Pewna jesteś tego co masz na nogach?.- Spojrzał na mnie tym dziwnym spojrzeniem, a następnie zamknął za nami drzwi.
- Uznajmy, że tak..- Ruszyłam w kierunku schodów. Czuję się jak bym była po dobrej imprezie. Kiedy już byłam prawie na dole noga mi się omskła,a ja poleciałam do przodu. Kdyby nie to iż Blondynek mnie złapał spadłabym i możliwe, ze skończyło by się na wybitych zębach. Zerkłam na niego z podziękowaniem  i ulgą wymalowaną na twarzy. On jedynie uśmiechnął się tępo i kiwnął głwą, że trzyma mnie. Jego jedna ręka podtrzymywała mnie w tali, a drugą trzymał mnie za ramię. W końcu doszłam do kuchni, a wszyscy spojrzęli na mnie.
- Cześć.- Rzuciałam szybko po czym usiadłam na przeciwko Dominica. Oparałm czolo o blat i zamknęąłm oczy.
- A ty co w nocy na ipreze się wyrwalaś czy jak? No chyba, że Brian pomyslił sypialnie.- Rom zaczął się ze mnie nabijać na co podnioslam głowę i spoirunowałam go wzrokiem.
- Bądź cicho bo zaraz oberwiesz.- Zaczął mnie przedrzeniać robiąc głupie miny po czym razem z Tej'em wyszedł z pomieszczenia.
- Proszę.- Gisele podała mi talerz, na którym leżały dwie kanapki z szynką oraz kubek z kolejną kawą.
- Aria czemu krzyczałaś w nocy?- Dominic spojrzał na mnie pytającą wraz z troską wymalowaną na twarzy.  Wypuściłam głośno powietrze z płuc. Niech to szlag! Czyli jednak darłam się w nocy. nawet tego nie pamiętam. Czyli nie tylkoja się nie wyspałam.
- Przeraszam, że nie mogliście spać przez moje krzyki.
- Spokojnie nic się nie stało. Ale o co chodziło?- Gisele położyła mi jedną dłoń na ramieniu.
- Nicpo prostu jednak w ciągu oastatnich dni trochę się porobiło, parę koszmarów i tyle.- Dom pokiwał tylko głową.
- Rozumiem.- Kiedy wróciłam do tematu śniadania przypomniało mi się o ketchupie. Podniosłam się i skierowałam do lodówki. Po otwarciu jej ujrzałam światło i praktycznie nic więcej. Przygryzłam policzek od środka po czym zamknęłam drzwiczki.
- Sory, że byliście skazani tylko na reszte szynki. Już się zbieram do sklepu.
- Spokojnie damy sobie radę.- Dominic puścił mi oczko po czym podszedł do mnie. Wtedy centralnie po między nami przeleciała piłka baseballowa i trafiła w naczynia stojące na stole. Potłukł się kubek z herbatą, która zalała dosłownie wszystko. Ucierpiały także moje kanapki. Spojrzeliśmy się w bok i ujrzęliśmy Roman'a i Tej'a z głupawymi uśmieszkami. Paarce wskazął na Parker'a na co ten wyraził oburzenie i poszedł sobie napięcie gestykulując reką. Rom zrobił to samo w bardzo szybkim tępie. Sojrzałam na Dom'a, który tylko westchnął i pokiwał głową z dezaprobaty. Gisele zaczęłą zbierać kawałki szkła, a Han od razu rzucił się z pomocą.
- Spokojnie to, że tu jesteśmy nie znaczy że masz nas utrzymywać.- Dom założył ręce na klatce piersiowej jednocześnie robiąc poważna minę.
- Tak, tak. Udam, że tego nie słyszałam.
- Chachi..- Mój braciszek nie dokończył gdyż mu porzerwałam.
- Cicho, nie słucham tego.
- Ona ma gorszy charakter o ciebie Dom, uparta też jest bardziej od ciebie.- Letty spojrzała na nas po czym posłała zadziorny uśmieszek.
- Przynajmiej wiemy, że na pewno jest moją siostrą.
- Tak, tak dobra! Głodna jestem, a im szybciej pojadę tym szsybciej zjem.- Zaczęłąm czuć, że te 1,5 kawy zaczyna już działać, a ja zaczynam normlanie funkcjonować. Odwrociłam się i poczłapłam z powrotem do sypilni po kurtkę. Mijając Roman'a wskazałam na niego placem i poroziłam.- Wisisz mi śniadanie pajacu.- Zmrużył oczy jednak po chwili odpuścił i zgodził się.
- Dobra, niech ci będzie Księżniczko.- Spojrzałam na niego z miną WTF. On się na coś zgadza? Zapiszmy to gdzieś. Otrząsnełam się z lekkiego szoku i skierowałam się ku schodą. Kiedy zeszłam już do garażu O'Conner też tam był i ogladał dokładnie swój  zmasakrowany wóz.
- Co robisz? Myślisz czy nie oddać go na szrot?- Podeszłam do szafki z kluczykami po czym wzięłam jedne od mojego białego autka.
- Czekam na ciebie. Nie oddam go, mam do niego sentyment- Odwrócił się po czym uśmiechnął do mnie delikatnie.
- Aha. Dokładnie w jakim celu czekasz na mnie?- Zrobiłam zaciekawioną minę, a następnie podeszłąm bliżej niego. Kurcze co on może ode mnie chcieć. Raczej nic mu nie zrobiłam ani nic.
- Muszę spłacić dług więc jadę z tobą.- Nie powiem bo na te słowa trochę mi ulżyło gdyż bałąm się, że będzie chodzić o coś innego. Sama nie wiemczego się niby spodziewalam ale dobra tam.
- Ok, ale ty prowadzisz.- Rzuciłam mu kuczyki, które złapał i obejrzał w ręku. Udałam się do samochodu od razu wsiadając, a już po dwóch sekundach on siedział obok mnie odpalając silnik. Trochę dziwnie czułam się będąc z nim w jednym samochodzie.  Odwróciłam głowę w stronę okna po to aby ujrzeć jak na główną drogę. Po chwili niezręcznej ciszy włączyłam radio.
- Robisz coś jeszcze oprucz ściagania się?- Odwrociłam głowę w jego stronę i ujrzałąm jego śliczne niebiekie oczy.
- Tańczę.- Zagwizdał głośno na znak zdziwnienia albo podziwu, sama nie wiem co to do końca oznaczało.- Co dokładnie?
- Hip-Hop, Street Dance i trochę Break dance.- Pokiwał głową na znak, że ta wiadomość dotarła do niego.- Mogę cię o coś spytać?- Dominic mówił, że Brian pracowal w FBI więc postanowiałam sama się dowiedzieć czegoś więcej.
- Tak jasne, pytaj o co chcesz.- Odwrócił głowę tylko na chwilę po czym wrócił do patrzenia na drogę wcześniej wzruszając ramionami.
- To prwda, że byłeś agentem FBI?- Czekałam na jego reakcję wciąż patrząc na jego prawy profil. Po chwili zastanowienia odwrócił się do mnie po raz kolejny znowu patrząc w oczy. I tak przez dłuższy. Dopiero po chwili zwróciłam uwage, że wogóle nie patrzy na drogę.
- Brian!
- Co?!- Zaczął się śmiać z mojej rekacji.
- Co ty robisz?!
- Patrzę się na ciebie, nie widać?- Uniusł jedną brew do góry. Parsknęłam śmiechem gdyż cała ta sytuacja robiła się powoli dziwna i wręcz śmieszna,
- Widać aż za dobrze! Patrz się na drogę, nie na mnie.
- A co boisz się, że będzie czołowe?- Nieprzestawał lustrować mnie wzrokiem szczerząc się przez cały czas.
- Raczej wątpie. Popisy i tyle.
- Popisy?!- Zrobił obrażoną minę na co nie wytrzymałam i zaczęłąm się śmiać na cały głos doprowadzajc go do tego samego.
- Brian do cholery!- Dobra no zabawa zabawą ale mimo wszytsko jestęśy na drodzę gdzie jeździ dość dużo samochodów. Na szczęście zwolnił i jechaliśmy stosunkowo wlno.
- Boisz się?
- Chyba śnisz.- SKrzyżowałam ręce na piersiach po czym odwróciąłnm głowę.
- Jasne.- Prychnął aby odejrzewam mnie wkurzyć.
- A co nie wierzysz mi?- Przysunęłąm twarz bliżej juego. Dopiero po chwili zauważyłam, że jesteśmy zbyt blisko siebie oraz iż stoimy. Nasze usta dzieliło może pieć centymetrów, a już po chwili on  zmniejszał tą odległość do czasu kiedy nagle coś zatrąbiło. Brian gwałtownie się rozejrzał, a ja aż podskoczyłam. Okazało się, że stoimy na zielonym świetle, a za nami sznur samochodów. Ta no to teraz będzie dopiero niezręcznie. Jezu co to wogóle bylo!! Miałam ochotę walnąć się otwartą dłonią w czoło.
- Nie odpowiedzialeś mi na pytanie.- Mimo wszystko chciałam znać odpowiedzieć i uniknąć ciszy. Przęłknął ślinę po czym w końcu się wysłowił.
- Tak byłem, ale to dawno i nie prawda.
- Pomogłeś mnie znaleźć?- Drążyłam temat dalej ponieważ chciałam wiedzieć wszystko.
- Tak, na początku bylo trochę trudno ale daliśmy radę.- Uśmiechnął się do mnie szeroko. Pokiwałam tylko głową. Nim się spostrzegłam byliśmy już pod wielki hipermarket. Zatrzymał się ale nie wysiadł.
- Przepraszam.- Zrobiłam zdziwioną minę trzymając już rękę na klamce.
- Za co?
- Za to przed chwilą.
- Nie przepraszaj. Chodz nie zamierzam sama pchać wózka.- Nie wiem za co dokładnie przepraszał. Za to, że się wydurniał czy za to, że prawie mnie pocałował. Dobra mniejsza z tym. Dałam mu znak ręką aby wysiadł i oczywiście wykonał mją prośbę. Już po chwili szliśmy obok siebie. Wzięliśmy jednak dość głeboki wózek, który już po pięciu minutach był wypełniony do połowy. Oboje braliśmy wszystko co potrzebne lub trochę mniej. Wtedy zadzwonił mi telefon, który automatycznie odebrałam.
- Tak?
- Siema Chach mam te części,które chciałaś.- Usłyszałam głos Billy'ego w słuchawce i od razu lekko się uśmiechnęłam. Wiadomo,że on dzwoni tylko z dobrymi wiadomościami.
-Ooo super dzięki.- Od razu rozpromieniłam się. Czekałam na nie miesiać i w końcu są. Mimo, że są teraz Brian'a to i tak jestem przeszczęśliwa. No tak jak można być szczęśliwym z powodu samochodu i części? Otuż można. Każdy kto żyje w moim świecie rozumie to.
- Przywiozę ci e za godzinę ok?
- Tak, jasne będę czekała.
- Spoko, to do zobaczenia.
- Pa.- Jedynie to zdążyłam rzucić gdyż rozłączył się.- Brian będziesz miał co robić. Przyszły części do twojego jak na razie grata.- Podesząłm do niego kiedy brał piwa z półki i poklepałam po ramieniu.
- Raczej Dom się tym zajmie, ale mimo wszystko dzięki. Chyba jedne zakupy nie spłacą długu.- Posłał mi jeden ze swoich pięknych uśmiechów, który powalał na kolana.
- Dług już spłaciłeś. To już wszysto czy coś jeszcze?- Przejrzałam wóżek, który był wypełniony po brzegi.
- Raczej wszystko.- Wzruszył ramionami, a następnie ruszył do kasy. Kiedy już doszliśmu do taśmy wyjeliśmy wszystko na blat. Kasjerka była lekko zdziwiona taką ilością zakupów ale mniejsza z tym. Brian sięgnął do tylnej kieszeni spodni aby wyjąć pieniądze. Spiorunowałm go wzrokiem.
- Jeśli to wyjmiesz to nigdy więcej się do mnie nie odzywaj, kumasz?- Podeszłam do niego po czym powiedziałam dość cicho aby inni stojący za nami tego nie słyszeli. On jedynie pomyślał chwile po czym cofnął rękę i lekko oburzony odwrócił głowę. Wróciłam do kasjerki po czym wyjęłam gotówkę  z kieszeni kurtki i zapłaciłam. Na pakingu Blondasek pakował zakupy a ja stałm i czytałam paragon. Wtedy zobaczyłam kogoś kogo nie powinnam zobaczyć. Ten debil szedł w naszą stronę. Odwróciłam się i udałam, że go nie widzę. Wręcz schowałam się troche za Braian, który nie wiedział o co chodzi. Kiedy nas mijał rzucił do mnie krótko.
- Suka.- Zacisnęłąm pięśći tak iż paznokcie wbiły mi sięw skóę co spowodowało lekki ból. Braian od razu zauważył moją reakcję i  odwrócił się do niego napięcie.
- Co powiedziałeś?- Tamtem tylko powtorył swoje, a następnie popchnął O'Connera. Mina jednego jak idrugiego ukazywała złość jak nie wściekłość. Chciałam podejść i rozdzielić ich. Nie przeszkadza mi to, że Jake dostał by w twarz czy coś tylko znam go i wiem, że zemściłby się. Stanęłam po między nimi twarzą do Jake'a.
- Spieprzaj stąd. Nie twój teren i nie wiem co tu wogole robisz. Chyba zapomniałęś o paru zasadach.- Skrzyżowałam ręcę na piersiach i spiornowałam go wzrokiem.
- Zamknkij się dziwko i zajmij swoim chłopaczkiem bo oboje źle skończycie.
-Ha! śmieszny jesteś! Dobrze wiesz z kim zaczynasz.- Prychnęłam mu śmiechem  prosto w twarz.
- Co taka odważna nagle jesteś bo braciszek przyjechał?- Zaraz skąd on  o tym wie do cholery? Jak to możliwe, że się dowiedział?!!
- Zawsze jestem odważna, a ty skąd wiesz o Dominic'u?!
- Wszycy już wiedzą. Całe miasto o tym gada. Samo to, że pojawili się na wyścigu daje dużo do myślenia.- Zaraz eksplodujue! Jakim cudem wie o wyścigu!!?
- Skąd wiesz o wczorajszej nocy?! Złamałeś umowe! Nie daruje ci tego. Dobrze wiesz, że to ja jestem odpowiedzialna za to co się dzieje na dzielnicy!
- A kto powiedział, że to ja byłem u was?!- Wydarł się gestykulując rękoma.- Skoro nie on to kto?! Mam dość jego wtrącania się we wszystko co się tutaj dzieje.
- Więc kto?!
- Spytaj swoich. Ktoś z nich powinien wiedzieć skoro dla nas pracuje.-  Przybliżył się do mnie po czym szepnął mi to na ucho.- Cholera by to wzieła jeśli ktoś z z naszych ścigaczy trzyma z nimi to jest pozamiatane. Trzeba złożyć wizyte jednej osobie aby to wyjaśnić. Po raz kolejny łamią zasady. Najważniejsze jest aby znaleźć tą osobę.
- Wynoś się stąd ty męska dziwko!- Wycedziłam prez zaciśnięte zęby z wściekłości. Jake zamachnął się ponieważ chciał mnie uderzyć z przysłowiowego liścia jednak w porę się odsunęłam. Brian mnie ominął po czym złapał go za koszulkę.
- Przeprioś ją w tej chwili! NIe wiesz, że kobiet się nie obraża ani nie podnosi na nie ręki.- Zaczynało się robić coraz gorzej. Ten Sukinsyn chciał się wyrwać z z uścisku Blondyna na co ten z całej siły przygwoździł go twarzą do tylnej szyby mojego samochodu.- Koleś głuchy jesteś?! Powoli tracę już cierpliwość.- Jake zaczął coś mamrotać więc Brian puścił go. Stanął naprzeciwko mnie z zakrwawionym nosem.
- Pieprz się.- Splunął na asfalt obok mnie po czym poszedł. Brian chciał za nim pójść jednak złapałam go za ramię. Spojrzał na mnie pytająco na co pokiwałam głową przecząco.
- Daj spokój nie warto.- Przełknął śline, a następnie podszedł i zamknął otwarte, tylnie drzwi samochodu.
- Jak wolisz, może i masz rację.- Przez jakiś czas podczas drogi powrotnej siedziałam cicho patrząc się przed siebie. On także nic nie mowił. Odezwał się dopiero po około 5 minutach.
- Kto to był i o co mu chodziło?- Spojrzał na mnie troskliwie lecz zaraz powrócił wzrokiem na drogę.
- Mój były. Ma na imię Jake. Nazwał mnie Suką gdyż sądzi, że zdradziłam  Go mimo że on robił to codzinnie.
- A zdradziałaś?
- Nie!- Spojrzałam na niego z oburzeniem.
- Rozumiem,to dupek nie zasługiwał na ciebie.- Wzruszył ramionami, a nastepnie posłał mi szeroki uśmiech.
- Wiem.- Podparłam się trzymając łokieć przy szybie.
- Aria a tak wogule to jaki teren miałaś na myśli?- Odwróciłm głowę zabierając tym samym rękę z drzwi.
- On pracuje dla szefa jednego z gangów. Nie mają wstępu do tej części miasta tak samo jak ja i inni z tych okolic nie możemy przekroczyć granicy ich części.
- A co jeśli ktoś się zapuści za daleko tak jak on dzisiaj?
- Na ogól jest mega awanutra, a ostatnio mój stary mechanik stracił życie z nieswojej winy.- Brian podniósł obie brwi ze zdziwnienia. Niestety są tu głupie zasady i trzeba ich przestrzegać jeśli chce się żyć.
- Ja ze względu na ojca, który robił interesy z ich szefem mam jakieś prawo do bycia tam. Facet wciąż liczy, że i mnie uda się namówić do współpracy.
- A uda?
- Nie. Nie chcę skońćzyć w więzieniu.Pozat6m nie zostawie swoich ludzi. Apropos policji i więzienia czemu was nie szukają? Chyba czyści to wy nie jesteście?
- Nie szukają bo mamy umowę z policją, to dość skomplikowane.- Otworzyłam szybę na kilkanaście centymetrów co spowodowało, że ciepły wiatr potargał moje włosy. Dzisiaj jest dość słoneczny dzień jednak nie tak jka zawsze. Mamy lato lecz mimo to pogodna nie zawsze jest idealna. Przez resztę drogi myślałam o tym dzisiejszym zdarzeniu pod sklepem. Coś musiało być nie tak. Nie  przekraczali by granicy o tak. Wiedzą, że to może sie źle skończyć. Nim się obejrzałam wjechaliśmy do garażu, w któym buszwoał Dom z Letty. Wysiadłam po czym podeszłam do bagażnika aby zabrać trochę zakupów jednak nie zrobiłam tego gdyż przyjechał Billy z częściami. Zatrzasnął za sobą drzwi białego dostawczaka po czym podszedł do mnie.
- Hej.- Posłałam mu promienny uśmiech, który odwzajemnił. Spojrzał na Dominic'a, Letty i Brian'a.
- A to kto?
- Mój brat oraz przyjaciele.- Zrobił zdziwioną minę, a następnie uścisnął po męsku dłoń Blondynka oraz Dom'a, a do Letty rzucił szybkie ''czesc'',ktore odwzajamniła.
- Jak to brat? Czemu ja nic nie wiem?
- Billy to skomplikowane kiedyś ci wszystko wytłumaczę. Masz te części?
- Tak przecież dlatego przyjechałem, chodź.- Machnął ręką abym poszła za nim co uczyniłam. Utworzł drzwi, a moim oczom ukazała się cała góra różnej wielkości kartonów.
- Dużo tego.- Jeszcze raz zilustrowałam wszysko dokładnie wzrokiem.
- Chciałaś wszystko od A do Z.
- Tak wiem,dzięki. Pomożesz wnieść?
- Tak.- Złapał pierwsze pudło z brzegu, a następnie zaniusł je do środka. Ja zrobiłam to samo, z resztą zaraz pozostała trójka wzięła z nas przykład. Po kilku minutach wszystko było przeniesione i ustawone na podłodze w piramidę. Podeszłam do metalowego biurka z szuflady, którego wyjęłam pieniądze. Dałam plik zielonych mojemu dostawcy, który tyko pokiwał głową.
- Tyle wystarczy?
- Jasne, pomóc ci z remontem tego złomu?
- Nie, nie trzeba. Nie obraź się, ale mam już tutaj kilku mechaników. Będę dzwonić jka coś.
- Jasne, nie ma sprawy. Dobra bede się juz zbierał mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Na razie Chachi.- Schował kasę do kieszeni spodni, a anstępnie opścił pomieszcenie. Jednak miałam mu coś jeszcze do powiedzenia. Pobiegłam i dogoniłam go.
- Słuchaj dzisiaj miałam nie zbyt przyjemne spotkanie z Evans'em. Był na  Westwood. Mówił, że ktoś z naszych jest z nimi.- Zilustrowałam go wzrokiem. Potarł głowę  co oznaczało, że jest zdenerwowany.
- Chach posłuchaj mnie. Kilka miesięcy temu zagrozili mi, że jeśli im nie pomogę z częściami to puszczą z dymem mój warsztat. Nie maiłem wyjścia więc załatwiłem i m te części. Ale potem było gorzej wkręcili mnie w to bez mojej wiedzy. Nigdy nie puściłem pary z ust na ważniejsze tematy na twój czy kogoś innego z naszych. Uwierz nie chciąlem tego. Zrozum bałem się.- Mówił to wszystko z wielkim żalem. Miałam wrażenie, że zaraaz się popłacze. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Jezu, trzeba było mówić, wyciągnęła bym cię z tego przecież.- Położyłąm rękę na jego ramieniiu.
- Wiem ale nie mogłem nic mówić. Jeśli się dowiedzą, że ci teraz to powiedziałem wiesz jak to się skońćzy.
- Nie bój sie jesteś sam. Jedz do domu i wyluzuj. Wszystko załatwie. ok?- Spojrzałam w jego brązowe oczy pełne strachu.
- Ok. Tylko uważaj na siebie.- Przytulił mnie co odwzajemniłam.
- Będę, jedź już.- Odkleił się ode mnie po czym szybkim krokiem ruszył do busa. Wróciłam do reszty, a po paru sekundach usłyszałam jak odpala samochód i odjezdża.
- No, mówiłeś, że nie będziesz miał co robić. Traz już masz.- Uśmiechnęłam się szeroko do mojego Brata, który otworzył jedno z pudeł, aby zobaczyć co jest w środku. Chciałam jak najszybciej zmienić temat aby nie dać po sobie niczego poznać. Nie byłam zła na Billy'ego, wręcz przeciwnie martwiłam się o niego. Jutro z samego rna jadę do Bragi i odkręcam to wszystko.
- No trochę pracy jest, O'Conner nie myśl sobie,że sam zrobi ci wóź.- Dom posłał mu zadziorne spojrzenie.
- Spokojnie dam sobie radę sam.
- Jasne. Jak bym cię nie znała.- Letty zaczęła się nabijać z Briana na co ten tylko........ oczyma.
- Nie wiem jak wy ale ja jestem głodna.- Wzięłam dwie torby z zakupami po czym udałam się po schodach garażowych na górę. Otworzyłam drzwi poprzez ich lekkie kopnięcie. Wchodząc do kuchni ujrzałam w niej Teja.
- Hej Królewno.
- Hej, nie jestem Królewną. Gdybym nią była nie tachałabym zakupów. Zaraz za mną wszedł Dominic i Brian z restzą siatek.
- To co dziś na obiad?!- Dołaczył do nas także Rom. Podszedł do mnie po czym podparł się łokciem o moje ramię. Nie przeszkadzało mi to. To, że jestem dla niego taka jaka jestem nie znaczy, że go nie lubie. On także należy do rodziny z resztą mimo wszystko uwielbiam go.
- To co zawsze.- Po zostawieniu toreb na szface spojrzałam na Dominica z ciekawością.
- Dobra to wy róbcie co tam chcecie kuchnia wasza,a ja się nie wtrącam. - Unosłam ręce w obronnym gęscie co spowodowało iż ręka Pearca się zsunęła, a on poleciał w bok. Na szczęście złapał równowagę i wrócił do pionu.
- Ej Rom spokojnie twoje wielkie czoło zamortyzowało by upadek.- Tej rzucił w ofiarę swoje żartu serowym chrupkiem, którym się właśnie zajadał. Parker stał rozbawiony minioną sytuacją.- Nie wiedziałem, że padasz przed laskami na kolana.- Jezu błagam! Te ichżarty są tak bezsensowne i głupie, że zaczynają robić się śmieszne. Odwróciłam się tyłem do nich i udałam do salonu zdejmując po drodzę kurtkę i buty. Oczywiście słyszałam jak Roman się odszczekuje na co tylko pokiwałam głową. Rzuciłam się na kanape, a nastęonie wlączyłam telwizor i zaczęłam oglądać  Avengers gdyż właśie to leciało. Po chwili dołaczyli do mnie Han z Gisele i Brian który usiadł na końcu wersalki. Podkurczyłam nogi by zrobić mu miejsce, za co odpowiedział krótkim "dzięki".
- Właśnie Han skąd ty pochodzisz?- Tak wiem dziwne pytanie ale no nie wiedziałam czy jest z Chin czy skąd tam jeszcze. Brian zaczął się ze mnie śmiać za co kopnęłam go lekko w prawy bok. Pozostałej dojki to nie rozbawiło.
- Z Tokio.- Czyli jednka Japończyk zwruszyła ramionami jka by nigdy nic. Najwidoczniej dla wszystkich to było normalne pytanie. Jedynie Brian jest popieprzony i śmieje się z byle czego.
- Ej ludzie,a która jest godzina?- Zwróciłam się w stronę Gisele po dwudziestu minutach głuchej ciszy. Gis siedziała na fotelu na kolanach swojego chłopaka. Oboje spojrzęli na zegarek Han'a.
- 14:30.- Odpowiedzi na moje pytanie udzieliła moja przyjaciółka.
- Dzięki.- Uśmiechnęłam się do niej lekko i już po chwili zwlekłam się z kanapy, a trzy opary oczu powędrowały na mnie.
- A ty gdzie?- Gisele zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Muszę się zbierać, mam też inne zajęcie niż to tutaj.- Nasze gołąbeczki spojrzały na nie z wielki zaciekawieniem oraz ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Ona tańczy.- Brian skwitował krótko moją wypowiedz i oczywiście posłałam mu jedno z tych groźnych spojrzeń. Han z Gisele wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem.
- Serio?- Japończyk włożył do ust kolejne ciastko jednak nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Serio Han.- Przewróciłam oczami po czym poszłam do kuchni gdzie zastałam Letty z resztą gromady. Na stole i szafkach leżały już rozpakowane zakupy. Najwidoczniej zaczęli coś przygotowywać. Nalałam do szklanki coca-coli, a potem upiłam z niej dwa łyki.
- Ja muszę lecieć, dacie sobie rade co nie?- Letty i Dom spojrzęli na mnie podejrzliwie po czym podeszli bliżej.
- Przecież dopiero przyjechaliście.- Dominic skrzyżował ręcę na piersi, podczas gdy brunetka wymawiała to zdanie.
- Tak wiem, ale ja mam trening.
- Co trenujesz?- Roman zwrócił się do mnie z ustami pełnymi po brzegi chipsami.
- Street dance, Hip-Hop i Breakdance.
- Ta?! Ale wypas! Pokaż co umiesz!- Ciemnskóry wyadawał się nieco zbytnio podekscytowany gdyż po połknieciu jedzenia zaczął się szeroko uśmiechać i cieszyć jak dziecko na widok lizaka.
- Może nie tutaj, później.
- Dobra.- Udał obrażnoego,a potem powrócił do krojenia warzyw.
- Słuchaj nie możesz tego przesunąć?- Letty zwróciła się do mnie, a w jej głosie śłychać było, że jest to prośba.
- Niewiem z resztą i tak tamci są już na mnie wystarczająco wściekli.
- Niby czemu?- Letty wzruszyła ramionami na znak iż nie rozumie o co mi chodzi.
- Nasz zespół taneczny można opwiedzieć jest trochę "fikcyjny". Od pół roku są nie do wytrzymania. Ciągle mają do mnie jakieś pretensje o dkąd zostałam liderką. Zostałam tam tylko dla dyrektorki, która sądzi że mogę dużo wnieść do jej szkoły. Naprawdę zrobiła bym wszytstko aby dzisiaj odpuścić sobie tą katorgę bo cholernie nie chce mi się tam iść. Jednak nie chę dać im kolejnego powodu do pieprzenia na lewo i prawo o tym jaka to ja nie jestem.
- I ty sobie na to pozwalasz? Jak się nazywasz?- Dominic spiorunował mnie wzrokiem.
- Aria Toretto.- Odpowiedziałam na jego drugie pytanie z ogromną ciekawością.
- No właśnie, więc weź się w garść i pokaż im, że to ty rządzisz. Skoro to ty masz ich prowadzić to rób to.- Dom mówił z ogromną pewnością. Dodatkowo gestykulował prawą ręką. 
- żeby to było takie proste. Jednak może masz i rację- Przytulił mnie, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. On naprawdę miał racje. Przy wszytskich potrafię być być sobą, a przy nich nie. Przy nich podkulam ogon. Nawet nie zwróciłam uwagi na to,że coś jest z tym nie tak. Nie jestem jak inne laski. Ja mam silny i mocny charakter. Zawsze stąpam twardo po ziemi i wiem czego chcę. Więc do jasnej cholery muszę tam dzisiaj wejść i usatlić parę zasad.
- Zawsze mam rację, jestem twoim starszym bratem.- Uśmiechnął się do mnie cwaniacko po czym puścił mi oczko.- Weź telefon i powiedz, że będziesz poźniej bo musisz najpier z nami zjeść. Zawsze jemy wszyscy razem więc ty też musisz być.- Wyjęłam telefon z kieszeni po czym zadzwoniłam do Emily. Odebrał po kilku sekunadach.
- Tak?
- Cześć będe dopiero na 17 więc przyjdzie później.
- Co?!! źartujesz sobie?!!! Nie jesteś tu najważniejsza!! Jak mamy osiągnąc sukces skoro ty wszystko olewasz?!! Zawsze musi być po twoijemu i jak na tym wychodzimy?!!- Zaczęła wydzierać mi się do słuchawki.
- Przestań się drzeć ty pieprzony Plastiku. Zapomnij o tym co mówiłam. Odchodzę!Radźcie sobie sami, zobaczymy jak wyjdziecie na braku osoby, która świeci za was oczyma. Powodzenia!-Rozłączyłam się natychmiast chowając tlefon spowrotem na swoje miejsce. Wyszłotrochę inaczej ale mniejsza z tym. Przynajmniej się od nich uwolniłam.-No to od dziś jestem na wczesnej emeryturze.- Wzruszyłam ramionami i wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Piskliwy ma ten głosik.- Letty zaczęła się śmiać co spowodowało iż ja zrobiłam to samo.
- żebyś wiedziała. Nie chciałabyś jej poznać.
- Nie przeszło mi to nawet przez myśl. Nie dokońca o to chodziło. Nie musiałaś odchodzić.- Laska mojego brata schowała rece do kieszeni swoich spodni i uśmiechnęła się tępo.
- Dobra nie chcę psuć sobie nią chumoru. Więc co na obiad Dom?- Spojrzałam na niego podejrzliwie. Podał mi miskę wypełnioną po przegi dobrze przyprawionym miejscem. Dodatkowo obdarzył mnie tym jego zadziornym uśmieszkiem.
- Domyśl się.- Wzięlam metalową miskę po czym poszłam za nim na taras. Ujrzałam tam już rozpalonego grilla,a przy nim Tej'a.- Postaw miskę na stole. Musisz poznać taką naszą tradycję.- Wykonałam jego polecenie po czym podeszłam do niego.
- Jaką tradycję?- Skrzyżowałam ręcę, a on układając mieso na ruszcie zwrocił się do mnie.
- Nasz tata robił taki obiad co niedziela. Zapraszał każdego kto był w kościele. Nie było cię tam nie jadłeś. Dzisiaj jest wtorek ale to nie problem. - Uśmiechnęłam się lekko na myśl o tacie. Nie pamiętam ani jego ani mamy ale mimo to mam wrażenie, ze brakuje mi ich.
- Tak, to nie przeszkadza. Oby tylko było zjadliwe.- Zczęłam się z niego nabijac na co przez chwilę nie reagował.
- Jasne, poczekajmy aż ty zaczniesz gotować.- PO dwudziestu minutach uśiedliśmy do stołu gdyż większość była już gotowa. Rom chciał jako pierwszy wziąć kawałek kurczaka. Wtedy Dominic odchrząknął tym samym upominając go o coś lecz nie wiedziałam o co.
- Pierwszy wyciągasz łapy po jedzienie więc zmawiasz modlitwę.- Trochę mnie to zdziwiło ale czekałam z ciekawością aż Pearce coś powie.
- Panie Boże dziękujemy ci za te dary, szybkie wozy oraz za to, że gliny się w końcu od nas odpieprzyły.- Prychnęłam śmiechem za co przeprosiłam ale reakcja reszty była bardzo podobna.
- Nie wysiliłeś się zbytnio.- Skwitowałam go szybko na co pokazał mi język. Zaczęliśmy sobie nakładac wszystkiego po trochu. Spróbowałam kawałek mięsa i muszę przyznać, że było pyszne. Właściwie to wszystko mi ogromnie smakowało. Oczywiście wszyscy popijaliśmy jedzenie piwem.
- Tej znowu spaliłeś!- Roman zaczął wykłucać się z Parker'em, a my bacznie przyglądaliśmy się jak akcja się rozwinie
- Przecież ja nigdy nie przypalam!- Tej oczywiście zaczął się bronić co było do przewidzenia.
- Dajcie spokój chcociaż raz.- Brian także tym rozbawiony próbował jakoś ich pogodzić kiedy nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Podniosłam się ociężale jednak najpierw swprawdziłam przez okno kto to. Okazało się iż to policja. Taaaa Rom wykrakał! Jeszce Psów mi tu brakowało do pełni szczęścia. Po otawrciu drzwmi moim oczom ukazał się dobrze znany mi funkcjonariusz. Jest dobrze po czterdziestce i zna mnie oraz moich przybranych rozdziców od dawna. Zajmował się moją sprawą od ich śmierci.
- Dzień dobry.- Chciałam być dla nego miła choć w najmniejszym stopniu. Mimo wszystko dużo mu zawdzięczam.
- Dla kogo dobry, ten dobry Aria.- Potarł skronie dłonią, zawsze tak robił gdy nie wiedział co ma powiedzieć.
- Co jest?- Spytałam lekko zdezorientowana. Zaczęłam się trochę martwić tym, że dość długo nic nie mówi.
- Słuchaj wiem o dzisiejszym zajściu na parkingu, mogę wejść? Wiem, że twój brat tu jest, spokojnie.- Spojrzał się na mnie z nadzieją na twarzy. Zastanowiłam się przez chwilę po czym odsunełam się aby mógł przekroczyć próg. Facet doskonale wie w czym siedze lecz nigdy mnie nie wydał. Zamknęłam drzwi i udałam się za nim na taras. Wszyscy spojrzęli na nas z rozkojarzeniem. Dom zacisnął pięści.
- Wszystko jest OK. To taki przyjaciel rodziców. Niech pan siada.- Wskazałam na jedno z krzeseł, wykonał moje polecenie, a ja znalazłam miejsce na przeciwko niego obok Dominic'a i Brian'a. Moi przyjaciele wciąż siedzili nie spokojnie.
- Wiesz, że bez powodu bym nie przyjeżdżał.- Pokiwałam głową na znak zrozumienia.
- Panie Jeferson więc o co chodzi?
- Dzisiaj jakieś trzydzieści minut tewmu zamordowano jednego z tych twoich ścigaczy. Dosłownie przed chwilą znaleziono go. Powiedzili mi o tym przez radio i od razu tu przyjechałem- Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak to wogule możliwe?! Nikt z naszych nie zrobiłby tego, no chyba że miał dobry powód.
- Kogo zabili?- Skupiłam wzrok na jakimś punkcie w oddali tylko po to aby nie musieć patrzeć na przyjaciół. W tym momencie chciałam tylko wiedzieć kto nie żyje.
- Billy'ego.

niedziela, 4 stycznia 2015

Szablon

Hej kochani!
Po raz kolejny mam sprawe do was.  Chodzi mi o szablon na blogu. Wydaje mi sie, ze nie jest najgorszy ale mimo wszystko chcialabym go zmienic. Problem w tym, ze sama nie potrafie stworzyc idealnego. Jezeli ktos umie tworzyc i moglby zrobic mi taki szablon bardzo prosze o kontakt bede ogromnie wdzieczna.
Rozdzial juz sie pisze jest w jakiejs 2/7 biorac pod uwage dlugosc ostatniego. Nie wiem czy uda sie aby znowu byl tak dlugi bo to zalezy od weny ale postaram sie.
Aga odeszla i teraz pisze oraz robie wszystko sama wiec prosze o wyrozumialosc co do czasu dodania nowego rozdzialu .
To tak w skrocie to co mialam do przekazania. Pisze to na telefonie wiec ogromnie przepraszam za bledy.
Do nastepnego! :*

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 3

Kochani szczęśliwego nowego roku!




Minęły już dwa dni od tego chorego spotkania z tymi ludźmi. Jednak nie mam pewności czy to co mówił Dominic nie jest prawdą. Dziś znowu udaję się na tor aby mieć trochę zabawy. Właśnie skręciłam w jedną z ciasnych uliczek po to aby po chwili ukazał mi się ten sam widok co ostatnio. Dzisiaj ludzi było znacznie więcej. Swój wzrok skupiłam na wielkim zbiegowisku wokół jakiegoś auta mimo, że nie widziałam go dokładnie. Wzruszyłam ramionami po czym podjechałam i zatrzymałam się na linii startu. Cały plac dookoła rozświetlało kilka wysokich latarni. Kiedy odwróciłam 
głowę w lewą stronę zobaczyłam samochód w dość niezłym stanie ale mimo to wydawał się stary. Był to ten wóz, który  wcześniej osaczyły te wszystkie laski. Po chwili wszyscy zbiegli się do nas. Jeden problem nie widzę kierowcy gdyż ma on przyciemniane szyby. Wysiadłam ociężale po czym oparłam się o maskę mojej maszyny. To co zobaczyłam po chwili wprawiło mnie w osłupienie. Nogi się pode mną ugięły i jestem pewna, że gdyby nie moje auto na pewno był upadła. Z samochodu wysiadł Dominic z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Podszedł do mnie z rękoma założonymi na klatce piersiowej.
- Cześć.- Rzucił do mnie krótko po czym odwrócił głowę w drugą stronę.
- Czego chcesz?!- Tak wiem jestem niemiła ale koleś zaczyna mnie już wkurzać.
- Pogadać.- Spojrzał mi prosto w oczy. W jego widać było iskierkę nadziei jak i zwątpienia jednocześnie.
-Nie mamy już chyba o czym.- Przygryzam odruchowo dolną wargę. Nie byłam pewna na 100 procent czy dobrym wyjściem jest olanie tego wszystkiego, ale mimo to chciałam być twarda i nie dać się ugiąć. Coś w środku mówiło mi abym dała mu szanse wyjaśnić to wszystko do końca.
- Zrobimy tak: jeśli wygram wyścig, wysłuchasz uważnie to co mam ci do powiedzenia, a jeśli to ty wygrasz zniknę stąd jeszcze dziś.- Zrobił pewną siebie minę po czym podał mi rękę na znak przyjęcia wyzwania. 
- Dobra!- Zgodziłam się i uścisnęłam dłoń Dom'a no bo czemu miałabym się nie zgodzić? Jeśli wygram będzie dobrze jeśli nie jednym uchem wpadnie mi to co będzie mówił, a drugim wypadnie. Dużo nie stracę, to jest pewne.- A gdzie twoi kumple?- Odeszłam od niego i stanęłam przy otwartych już drzwiach mojego auta z zamiarem zajęcia miejsca kierowcy.
- Powiedzmy, że są w terenie.- Uśmiechnął się zadziornie, a ja przełknęłam ślinę. Co to znaczy w trenie?1 Dobra mniejsza z tym.
- Aha. To co jedziemy?- Siedziałam już w środku i odpaliłam silnik, który wydobył cudny dźwięk.
- Jasne im szybciej tym lepiej.- On także zajął już swoje miejsce i odpalił. Na środek wyszła bardzo chuda blondynka, a długich nogach z flagą w ręku. 
- Gotowi?- Kiwnęłam jej głową nie zważając na tego dupka w brązowym samochodzie obok mnie. Kiedy usłyszałam "START" docisnęłam pedał gazu i ruszyłam. Cały czas jechaliśmy łeb w łeb. Bardzo mało było sytuacji kiedy to ja go wyprzedziłam i na odwrót. Czekałam aż użyje tego cholernego dopalacza ale nie zrobił tego. Nagle z nikąd pojawiły się gliny. Jednak oprócz nich dwa inne samochody. Dobra niema na co czekać trzeba stąd spieprzać i to szybko. Tamci otworzyli szyby w jednym z aut kierował Brian, a z nim jechał Tej i Rom, w drugim kierowała Letty, a z nią byli Han i Gisele. Spojrzałam najpierw na jednych potem na drugich, a następnie dałam znak aby jechali za mną. Zrobili to posłusznie. Policji robiło się coraz więcej. Skręciłam w jedną z uliczek ledwo się wyrabiając, na szczęście oni także dali radę. Co
 prawda wyjechaliśmy pod prąd ale ruch był w miarę mały. Rozpędziłam się jeszcze bardziej, a oni naśladowali każdy mój ruch. Zbliżaliśmy się do przejazdu kolejowego, na którym świeciły się jak szalone czerwone, migające światła. Oznaczało to tylko jedno: pociąg. Zwiększyłam prędkość do 240 km/h. Ogromna maszyna zbliżała się coraz bardziej. Tamci zmienili pozycje i teraz jechali w jednej linii ze mną. Nie powiem bo trochę się bałam robić takie akcje na kolei. W chwili gdy przejeżdżaliśmy przez to cholerstwo zamknęłam oczy. Po sekundzie poczułam duże szarpnięcie, rozejrzałam się i na szczęście nam wszystkim się udało. Skręciłam w kolejną uliczkę zwalniając, a potem zatrzymałam się. Otworzyłam szybę i rzuciłam do nich szybko.
- Tu zostawcie wozy i uciekajcie w przeciwnym razie złapią was.
- A nasza umowa?- Dominic wysiadł i podszedł do mnie. 
- Wciąż aktualna, wiesz gdzie mnie szukać. Bądź lub bądźcie u mnie za godzinę.- Kończąc ostatni wyraz ruszyłam z piskiem w kierunku domu. Już po jakiś 3 minutach wjechałam na podjazd lecz i tak zaparkowałam w garażu. Nie miałam już ochoty wchodzić do domu. Poszłam po raz kolejny na dach. To było moje miejsce do przemyśleń. nikt mi tam nie przeszkadzał. Byłam sama ze sobą. Siedziałam tak jeszcze przez jakiś czas wydawało się to wiecznością. Nagle usłyszałam czyjeś kroki, a już po chwili ten cały Dominic siedział obok mnie ze skrzyżowanymi ramionami na klatce piersiowej. Nie spojrzałam nawet na niego.




~MUZYKA~


-  Czyli co nie wierzysz mi?- Pokręciłam przecząco głową nadal wpatrując się w niebo.- Może to ci pomoże podjąć decyzje.- Podał mi małe zdjęcie z obciętymi rogami. Wzięłam je nie pewnie po czym dobrze zaczęłam  ilustrować wzrokiem. Znajdowała się na nim dwójka małych dzieci. Chłopiec, który mógł mieć około 5 lat i dziewczynka. Stali przytuleni, a na ich twarzach widniały piękne uśmiechy.  Na tym zdjęciu to byłam ja. Wiem jak wyglądałam jako dziecko, a ten chłopczyk był podobny do Dominic'a. Odwróciłam zdjęcie, z tyłu widniał napis "Aria 2 latka i Dominic 5 lat".
 Następnie dał mi jeszcze mój prawdziwy zgięty na 4 części akt urodzenia. Było tam imię i nazwisko moje oraz rodziców, miejsce i data urodzenia oraz inne mniej istotne dopiski. Czyli jednak to prawda. Mam rodzinę i nie jestem sama na świecie. Uśmiechnęłam się po raz kolejny tym razem szerzej. Nie mogę w to uwierzyć. Zawsze myślałam, że takie rzeczy to tylko na filmach lub dramatycznych serialach ciągnących się po 5 tysięcy odcinków. Pojedyncze łzy szczęścia zaczęły wydobywać się z moich oczu przez co obraz mi się rozmazał. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w jego silnych ramionach. Przytuliłam się do niego jeszcze mocniej. Wiem, że to dla wielu osób dziwne bo w sumie Go nie znam ale czułam się bezpiecznie jak nigdy dotąd. Dla wielu ludzi to absurd kochać kogoś kogo zna się 2 dni, ale ja w ciągu minuty zdążyłam go pokochać. 
- Toretto nie płaczą. To zdjęcie zawsze nosze przy sobie od kilkunastu lat. - Odsunął się ode mnie, otarł kciukami łzy z mojej twarzy po czym posłał zadziorny uśmieszek.
- Wiem tylko oczy mi się pocą. Nie mogę w to wszystko uwierzyć, nie dochodzi to do mnie.- Pokiwałam głową z niedowierzaniem, jednak po sekundzie spojrzałam się na niego.
- Co niby?- Zmarszczył brwi z zaciekawieniem.
- To, że mam brata. Przez tyle lat byłam sama, a tu proszę jednego dnia wszystko się zmienia.
- Już nigdy nie będziesz sama. Ci ludzie co przyjechali tu ze mną, także są twoją rodziną. To NASZA ekipa.- Wszystko to co mówił wprawiało mnie o szybsze bicie serca.
- Mogę im ufać?
- Jak nikomu innemu. Mówiłem jesteśmy rodziną, a rodzina trzyma się razem w każdej nawet najgorszej sytuacji.- Mówił to wszystko z niewiarygodną troską, wiarygodnością oraz szczerością w głosie.
- Zawsze i wszędzie?- Wiem powtarzam to wszystko ale chcę mieć pewność, że to nie jest posrany sen.
- Nawet na końcu świata. Razem pójdziemy do piekła.- Prychnęłam śmiechem na jego ostatnie zdanie.
- Czemu do piekła?
- Aniołkiem to ty nie jesteś z tego co wiem. Sam diabeł się nas boi. Tak w ogóle to jestem pod wrażeniem jeździsz prawie tak dobrze jak ja.- Teraz oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Nie? Ja jeżdżę o wiele lepiej.- Objął mnie ramieniem, a ja znowu przytuliłam się do niego.- Dominic jak mnie w ogóle znalazłeś?
- Parę lat temu w notatkach ojca znalazłem imiona i nazwiska ludzi, do których trafiłaś. Poza tym znam parę osób. Brian także bardzo mi pomógł. Miałem zamiar przyjechać tu dużo wcześniej ale trochę się działo.
- Jak to Brian?- Zdziwiłam się trochę no bo w jaki sposób mógł niby pomóc.
- Nasz Blondynek był agentem FBI.- Zrobiłam minę typu " no co ty pierdolisz" na co on tylko rzucił krótko.- Serio sama się go spytaj.
- Może później. No dobra, a w jakim celu chciałeś mnie znaleźć?- Byłam ciekawa tego wszystkiego, chciałam wiedzieć dosłownie wszystko.
- Gdybym to ja był bym na twoim miejscu nie szukałabyś mnie?- Wstał po czym dał mi znak abym zrobiła to samo. Wykonałam jego polecenie i odruchowo wytrzepałam sobie tyłek.
- Szukałabym.- Złapał się krawędzi dachu, a następnie spuścił na rękach w dół wprost na ziemie. W tym wypadku także zrobiłam to samo co i on. Kiedy już stanęłam obok mojego brata ruszyliśmy  po woli w stronę domu. Jeju "mojego brata" ale to fajnie brzmi.
- Więc sama widzisz. Ale jest coś jeszcze.- Spojrzał na mnie niepewnie.
- Co takiego?
- Jest jeden dość niebezpieczny koleś. Nie wiem co planuje ale trzeba go dorwać. Na razie jednak powiedzmy, że mamy wakacje. Będziemy się powoli szykować do tego wszystkiego ale mamy bardzo dużo czasu.- Aha i jak zwykle wszystko się komplikuje. Postanowiłam wysłuchać go do końca, a dopiero potem się wtrącić.- Prawdopodobnie twój przybrany ojciec prowadził z nim lewe interesy i to ten facet zorganizował cały ten wypadek, w którym zginęli twoi "rodzice".- Od razu dłonie zacisnęły mi się w pięści, a wzrok skierował się na moje stopy. Boże jeżeli to  przez niego to obiecuje, że zabije tego sukinsyna. Mimo iż nie byli to moi prawdziwi rodzice kochałam ich i nadal tak jest.
- Pomogę wam z nim. Z resztą jesteśmy rodziną tak? Rodzina sobie pomaga.- Miałam wrażenia, że jego wzrok, którym badał moją twarz był pełen dumy.
- Tak jesteśmy, jesteśmy wszyscy razem. Aria tylko jest jeden problem.
- Jaki? I mów Chachi nie Aria.- Stanęłam i zilustrowałam go całego.
- Po ostatnim ganianiu się z handlarzem narkotyków straciliśmy dom. Nie mamy gdzie mieszkać. Nie mamy garażu, w którym możemy pracować, a zwłaszcza nie mamy samochodów po dzisiejszym starciu z psami.
- Spokojnie zostaniecie tu jak najdłużej, a resztę się załatwi.- Mówiłam to z wielką łatwością. Skoro jesteśmy jedną ekipą to co jest moje to i ich.
-Dziękuje.- Zamknął mnie w szczelnym uścisku, na który odpowiedziałam delikatnym uśmiechem.
- Nie dziękuj. Nie masz za co Dominic.
- Mów Dom jeśli ty mnie poprawiasz to i ja ciebie, a i nie wyskakuj więcej z kluczem francuskim bo Rom będzie miał pretekst do naśmiewania się z naszej dwójki.
- A to czemu?- Zdziwiłam się trochę i byłam bardzo ciekawa o co chodzi.      

 - Siedziałem kiedyś za pobicie faceta takim właśnie kluczem.- Nie wiedziałam co powiedzieć, to co właśnie usłyszałam zatkało mnie.
- Czemu to zrobiłeś.- Z każdą chwilą robiło się coraz dziwniej.
- Bo przez niego zginął nasz tata. Ścigał się, a ten wyjechał mu od boku. Widziałem jak wszystko się paliło.- Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Nie wiedziałam co powiedzieć ani jak się teraz zachować.
- A mama?- Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Ona także nie żyje, zmarła na raka. Dlatego tak ważne jest to, że tu przyjechałem. Mamy tylko siebie i musimy trzymać się razem.
- Masz racje. Jednak nie czas teraz na rozpaczanie, a Roman'a można łatwo zgasić. Jego wielkie czoło to idealny temat.- Po raz kolejny dzisiaj zaczęliśmy się śmiać. Kiedy się  ogarnęliśmy ruszyliśmy z powrotem do domu. W czasie gdy weszliśmy do salonu przez taras, 6 par oczu zwróciło się w naszą stronę. Nastała niezręczna cisza. Tylko pytanie jak oni dostali się do salonu? No tak nie zamknęłam drzwi dlatego weszli do środka.
- Wszystko jest już ok. Przeszła na ciemną stronę mocy.- Szturchnął mnie delikatnie łokciem. Musiałam się opanować aby nie zacząć się śmiać.

- Przepraszam, że was źle potraktowałam a zwłaszcza ciebie Tej.- Wskazałam na chłopaka siedzącego na kanapie ze splecionymi w koszyczek dłońmi.
- Nie, to moja wina nie potrzebnie podszedłem cie od tyłu.
- Wiecie co chodźcie tu wszyscy.- Gisele podniosła się z fotela po czym rozłożyła szeroko ręce na znak abyśmy podeszli do niej.- Na ogół się nie przytulam, ale w tej sytuacji mogę zrobić wyjątek.
- Jak ty to i ja.- Roman wtrącił się, a już po kilku sekundach wszyscy staliśmy wtuleni w siebie. Nie powiem dusili  mnie ale ciepło bijące od nich wprawiało mnie w niezwykły stan. Nie trwało to zbyt długo jednak mimo to było świetne.
- Ej Chachi mogę pogrzebać w lodówce? Umieram z głodu.- Roman zrobił błagalna minę.
- Tak jasne czujcie się jak u siebie. Tylko, że nie zdążyłam zrobić zakupów. Potem pojadę do sklepu. Han takie ciastka znajdziesz w kuchni w  pierwszej szafce po lewej.- Zwróciłam się do chłopaka po czym kiwnęłam głową w stronę pomieszczenia, o którym mówiłam. Powiedziałam mu o tym gdyż zauważyłam, że odkąd tu są on ciągle je spożywa.
- Dużo ich tam?
- Kilka paczek.
- Odkupie.
- Nie trzeba i tak ich nie jem.
- Dobra, mniejsza z ciastkami skoro wiesz już o wszystkim pomożesz z wozami?- Letty stanęła naprzeciwko mnie z miłym wyrazem twarzy.
- Tak, chodźcie coś wam pokarze.- Spojrzeli po sobie po czym ruszyli za mną. Kiedy doszłam do drzwi przystanęłam w nich, a następnie wsadziłam palca w miejsce gdzie powinna znajdować się klamka.- W takim razie i dzisiaj śpimy przy otwartych drzwiach.- Od 2 dni nie zamykam się od strony garażu bo nawet nie mam jak.
- To się naprawi.- Dom podszedł do mnie po czym podniósł wciąż leżące na ziemi dwie części klamki, a następnie wsadził je z obu stron. Jakoś nie zwróciłam szczególnej uwagi na to, żeby je sprzątnąć przez te 48 godzin.
- Dzięki, ale z zamkiem tak nie zrobisz trzeba będzie go wymienić. - Machnęłam ręką aby poszli dalej. Zapaliłam światło schodząc po schodach. Jedno tylko było dziwne, wszyscy się odzywali oprócz Briana ten jedynie ciągle śledził mnie wzrokiem co nie uszło mojej uwadze. Stanęliśmy przy dwóch samochodach. Popatrzyli się na mnie trochę dziwnym wzrokiem gdyż pomieszczenie było małe, ciemne i nie dało by się tutaj nic zrobić.
- Yyyy...- Rom podrapał się po głowie i odwrócił w stronę schodów. Podeszłam do drugiej ściany, przełączyłam kolejne 3 włączniki, a ich oczom ukazała się dalsza część pomieszczenia. Było ono wielkie, pod plandekami stała reszta aut. Pociągnęłam materiał, który odsłonił samochody jeden po drugim. W rogu natomiast stał profesjonalny sprzęt komputerowy. Tej od razu tam podbiegł i zaczął co majstrować. Reszta ekipy natomiast rozeszła się i zaczęła oglądać pojazdy. Gisele od razu zainteresowała się czterema ścigaczami i oglądała je z zaciekawieniem.
- To wszystko twoje?- Brian w końcu odezwał sie i z niedowierzaniem popatrzył po raz dziesiąty na to wszystko.
- Tak tam jest jeszcze jeden.- Wskazałam ręką na najgorszy z wozów. Tego nie odsłoniłam  ponieważ stwierdziłam, że nie ma takiej potrzeby. Chłopak podszedł, zsunął ostatnią plandekę po czym stanął jak wryty.
- Co jest?- Położyłam dłoń na jego ramieniu.
- To mój wóz.
- Jak to?- Zmarszczyłam brwi i czekałam na odpowiedz. Jak to JEGO wóz?
- Brian przegrał go w wyścigach.- Pearce oparł się o mnie za razem nabijając się z O' Conner' a.
- Rom chociaż raz w życiu się przymknij!- Blondyn skarcił Ciemnoskórego na co ten podniósł ręce w obronnym geście.
- Skąd go masz?- Niebieskie oczy powędrowały na mnie. Były pełne zaniepokojenia.
- Wygrałam go, ale jest w fatalnym stanie koleś bardzo go zajechał i potłukł. Co prawda części już zamówiłam ale dużo roboty przy nim.
- Chachi ile za niego chcesz?- Brian stanął ze mną twarzą w twarz. Takiego pytania się nie spodziewałam. Na dosłownie chwile utonęłam w jego oczach. Kiedy ocknęłam się z amoku podeszłam do metalowej szafeczki z kluczykami, zdjęłam jedne z haczyka po czym rzuciłam  w jego stronę, oczywiście złapał je z wielką gracją.
- Nic, jest twój. Bierz go ale nie wiem czy cokolwiek z niego będzie.- Popatrzył to na mnie to na kluczyk, a potem znowu na mnie.
- Dzięki, odwdzięczę się.- Posłał mi olbrzymi uśmiech, który był przepiękny. Kurwa Aria ogarnij się do jasnej cholery!
- Nie ma za co, ale wiem jak możesz spłacić dług.- Wpadłam na genialny pomysł. Uśmiechnęłam się do niego zadziornie na co ten uniósł prawą brew ku górze.
- Jasne co tylko chcesz.
- Pomożesz mi z zakupami i będziemy kwita.
- Nie ma problemu.- Po raz setny posłał mi ten zniewalający uśmiech. Podeszłam do Tej'a, który sprawdzał żywotność sprzętu.
- Dobra to co nada się to wszystko?
- Jeszcze pytasz?!- Ciemnoskóry krzyknął z niewiarygodnym podekscytowaniem w głosie.
- Ja zaklepuję tego!- Rom wsiadł do Nissana "350Z" jednego z aut tej aut serii, która tu miałam.
- Ok! Niech każdy bierze sobie co tam chce i którego chce tylko nie porozbijać mi ich pierwszego dnia.- Pogroziłam palcem Roman'owi na co ten pokazał mi język.- Ten, którym się dziś ścigałam jest mój ulubiony więc ja się nim "zaopiekuje"
- A co mają pod maską?- Dom podszedł do czarnego  SkyLina, którym niedawno wróciłam podniósł klapę, pogrzebał coś po czym, spojrzał na mnie.- I tak w każdym? Kiwnęłam mu twierdząco głową z lekkim uśmiechem na twarzy. Zamknął przód samochodu po czym potarł dłoń jedną o drugą podchodząc do nas.
- Nie będę miał tu co robić one mają wszystko i są niesamowite i do tego same Nissany.
-  Tak, myślę że ta marka jest najlepsza, a do roboty zawsze coś się znajdzie, spokojnie.- Puściłam mu oczko, a następnie skupiłam wzrok na zegarku
 wiszącym na ścianie, była już 6 nad ranem. Na pewno było widać iż odczuwałam już zmęczenie, z resztą nie tylko po mnie po nich tak samo.
- Wiecie co?
- Tak?- Letty podniosła jedną brew pytająco.
- Ja idę spać! Mam dość i zaraz usnę na stojąco wy pewnie też, chodźcie już. Pobawicie się tym wszystkim później.- Skrzyżowałam dłonie w błagalnym geście, a moja twarz wyrażała ten sam gest.
- Ona ma rację chodźmy,- Han poparł mnie na znak czego ruszył przodem. Po drodze zgarnęłam czapkę z daszkiem i założyłam ją Rom'owi. Ten jedynie spojrzał na mnie jak na debila.
- No co? Musiałam to zrobić bo jeszcze jakiś samolot pomyliłby twoje wielkie czoło z pasem startowym.- Tej wybuchł nieopanowanym śmiechem, Brian wraz z Han'em i Gisele zareagowali z resztą tak samo tylko, że próbowali to ukryć, lecz Roman spiorunował mnie wzrokiem.
- Dobre!- Przybiłam piątkę z naszym informatykiem. Tamten zdjął szybko czapkę i pobiegł na górę. My mimo wszystko zrobiliśmy to samo.
- Chodź
cie pokaże wam sypialnie.-Pokonaliśmy jeszcze jedne schody i znaleźliśmy się na piętrze domu.- Tamta jest moja.- Wskazałam na ostatnie drzwi na końcu korytarza. Tu jest siłownia- Odwróciłam się w stronę pomieszczenia, do którego stałam odwrócona tyłem.- Reszta to już same pokoje, wybierajcie sobie sami to co wam najbardziej odpowiada. Dziewczyny możecie korzystać z mojej  garderoby co prawda jest u mnie w pokoju ale śmiało wchodźcie  kiedy chcecie. Chłopaki znajdą ciuchy u Brian'a.
- Ok, świetnie.- Gisele posłała mi uroczy uśmiech.
- Ja i Dom weźniemy jednen wspólny pokój.- Letty podeszła do pierwszych drzwi od lewej po czym weszła do środka.
- Ja i Han tak samo.- Gis pociągnęła swojego chłopaka za rękę i zajęli sypialnie obok mojego brata i prawdopodobnie przyszłej bratowej. Tej wziął sypialnie naprzeciwko naszej drugiej pary zakochanych, Rom pokój obok niego, a Brian sypialnie przez ścianę ze mną.
- Dziewczyno skąd ty masz to wszystko? Stać cię na to?- Roman zaczął obracać się dookoła oglądając wszystko.
- O nielegalnych wyścigach coś wiesz, ale moi jak się okazuje przybrani rodzice zostawili mi ogromny majątek do tej pory nie mogę się doliczyć ile tego jest.
- No nieźle. Jeszcze mi powiedz, że masz basen a zostanę tu na zawsze.- Tak bardzo chciało mi  się spać, a jemu zabrało  się teraz na zadawanie pytań. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej z dezaprobaty.
- Znajdziesz go przy drugim tarasie Rom.
- Nie!?-Wyraz jego twarzy był niezapomniany. Mogłabym zrobić zdjęcie i wrzucić do internetu, 10000 lajków w minute gwarantowane.
- Tak! Idź już spać!
- Ale..!- Ciemnoskóry nie zdążył nic powiedzieć ponieważ przerwałam mu po czym wepchnęłam Go do jego sypialni zamykając drzwi z hukiem. Jezu czy on zawsze tyle gada? Jeśli tak to już sobie współczuje. Odwróciłam się napięcie 
w stronę swojej sypialni i już miałam wejść kiedy ktoś za mną odchrząknął. Odwróciłam się i ujrzałam Brian'a.
- Jeszcze raz dziękuje za to co dla nas robisz i oczywiście za dzisiejszy "ratunek".- Oparł się o framugę moich drzwi.
- Mówiłam już Brian nie masz za co. To nie był ratunek tylko wskazówki jak uciec.
- No dobrze w takim razie dobranoc śpij dobrze.- Posłał mi uroczy i słodki uśmiech, który odwzajemniłam.
- Dobranoc,
 ty także się wyśpij.- Zamknęłam drzwi za sobą po czym od razu rzuciłam się na łóżko. Ten dzień to jakaś parodia filmów dla nastolatków. Mimo to całe moje wnętrze skakało i wyło z radości. Nigdy nie czułam się tak przecudnie jak teraz. Poleżałam tak chwile rozmyślając dalej, co doprowadziło do uśnięcia w ubraniach.

~Brian~


Kiedy Chachi zniknęła za drzwiami stałem przed jej pokojem jeszcze przez chwilę. W końcu stwierdziłem, że ta czynność nie ma sensu. Poszedłem wreszcie do siebie po tym ciężkim dniu. Byłem pod wrażeniem wyglądu tego wszystkiego, warte to było kilkanaście tysięcy, a raczej milionów dolarów. Poczłapałem do łazienki, zdjąłem wszystkie ubrania i od razu wszedłem pod prysznic. Letnie krople zmywały ze mnie całe napięcie  oraz stres. Mimo wszystko nie trwało to długo bo już po  chwili zatęskniłem za łóżkiem. Wyszedłem spod strumienia wody wcześniej go zakręcając, założyłem bokserki, a następnie przeszedłem przez drzwi i położyłem się na miękkim łóżku. Ciekawe czy Aria już śpi? Nie wiem co mi się stało ale odkąd ją zobaczyłem ciągle o niej myślę. Była naprawdę piękna, jej włosy są cudowne, mocno zielone oczy są bardzo tajemnicze, a jednak przyciągają i błagają o kontakt z nimi. Czuję, że potrzebuje bliskości z nią i nie chodzi mi tylko i wyłącznie o sam seks. Nie wiadomo jak to wszystko wyjdzie ale oby jak najlepiej. Dobra nie ma się teraz co przejmować czas wszystko pokaże ,a teraz jednak warto w końcu zasnąć. Zamknąłem oczy i już po chwili odpłynąłem...


Samochody należące do Chachi: 350Z, 200SX, 350z350Z, S15, 350z, 350Z, 350Z, 350Z, SkyLine, GT-R

Ścigacze: 1, 2, 3, 4
----------------------------
Hejo!

Mam nadzieje, że rozdział jest lepszy od pozostałych. Jednak mam wrażenie, że to spieprzyłam bo za szybko się wszystko działo ale nie miałam serca ich ciągle skłócać ze sobą. Dziękuje bardzo za wszystkie komentarze bo jak już mówiłam ONE STRASZNIE MOTYWUJĄ. Tym razem zrobię trochę inaczej.
5 kom.=next
Mam nadzieje, że się postaracie i będzie te 5 koment jak nie więcej. 
Do następnego! :*