wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdzial 4

Dzisiejszej nocy śniły mi się same koszmary. Dotyczyły one moich przybranych rodziców. Jeden z nich odzwierciedlał ich wypadek. Drugi zaś ich pogrzeb. Reszty niechcę sobie nawet przypominać. Po każdym z nich budziłam się cała spocona. Przez to wszystko nie było mowy o jakim kolwiek wyspaniu się nawet w najmniejszym stopniu.
- Hej Księżniczko budzimy się!!!! Pora wstać, samochodziki czekają!!-Ktoś zaczął wydzierać mi się do ucha. Przestraszyłam się i natychmiast otworzyłam oczy. Ujrzałam nad sobą rozbawionego Rom'a. Mam wielką ochotę go zabić za to co właśnie zrobił. Głowa mi pęka, nawet kac po całonocnej iprezie jest lepszy od tego. Nakryłam się pościelą od stup do głów zawijając się tym samym w szczelny "kokon". Po chwili usłyszałam jak jakaś druga osoba wchodzi do pokoju. Wyjrzałam spod kołdry i ujrzałam Briana z kubkiem w ręku, wydawał się nieco zdenerwowany. Jego mina ukazywała kilka emocji na raz.
- Roman debilu czego się tak wydzierasz?! Na dole cię słychać. Miałeś ją oobudzić,a nie zafundować ból głowy.- Blondynek trzasnął tego idiotę otawrtą dłonią w tył głowy na co ten zrobił oburzoną minę, potarł obolało miejsce po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi. Blondyn odprowadził go wzrokiem kiwając głową z dezaprobaty poczym podszedł do mnie i usiadł obok. Materac ugiął się lekko pod jego ciężarem.- Chachi wstań bo tamci zjedzą wszystko.- Jego głos był taki czuły i przyjemny dla ucha. Kuźwa czemu on tak na mnie działa??
- Jeszcze 5 minut błaaaagamm.- Nie miałam ochoty ruszać się z łóżka. Jęknęłąm głośno na co O'Conner zareagował ochrypłym śmiechem.
- No weź. Chyba nie chcesz stracić pysznego śniadania Letty. Mam coś dla ciebie.- Odwinęłam się lekko i spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Co masz??
- Kawę.
- Z mlekiem?
- Yhym.- Kiwnął twierdząco głową, a ja natychmiast usiadłam po turecku. Ułożyłąm sobie kołdrę na nogach tak aby było mi ciepło. Podał mi niebieski kubek wypełniony moją ukochaną cieczą. Upiłam łyk pysznej rozpuszczalnej i poczułam jak wypełnia mój zoładek.
- Dzięki.-  W tej chwili ta kawato było coś czego naprawdę potrzebowałam.
- Podziękuj Tej'owi bo to on robił . Wypij i  zbieraj się za nim Rom sam wszystko zje.- Puścił mi oczko na co delikatnie się uśmiechnęłam.
- Muszę? Nie chce mi się. Chcę spać dalej.- W tej chiwli wiem, że swym zachowaniem przypominałam małe dzieckko ale trudno mój stan mnie usprawiedliwia.
-Tak, jeśli chcesz zjeść.- Spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem w oczach wtedy po prostu uległam mu.
- Ugh! Dobra niech ci będzie.- Dopiłam kawę do końca po czym oddałam mu kubek i z wielkim wysiłkiem wstałam. Byłam cholernie zaspana, przez co ledwo patrzyłam na oczy. Kiedy postawiłam nogi na ziemi zachwiałam się lekko lecz opanowałam sytuacje i poczłapałam do garderoby po czyste ubrania. Wzięłam pierwsze lepsze po czym ślimaczym tępem poszłam do łazienki. Widziałam jak Brian śmieje się ze mnie widząc jak wyglądam oraz jak się poruszam, ale zemszcze się na nim za to. Po przekroczeniu łazienki zamknęłam drzwi na klucz, powiesiłam ubrania na haczykach wiszących na ścianie po lewej, a buty postawiłam na ziemi. Podeszłam do lustra, cholera wyglądam jak gówno. Ochlapałam twarz zimną wodą z zamiarem iż trochę się ocknę jednak to nic nie dało. Rozebrałam się, brudne ubrania wrzuciłam do kosza na nie, następnie weszłam pod prysznic. Stałam tam osłupiała mimo lecącej wody. Przysięgam, że zaraz  usnę tu na stojąco. W końcu umyłam się i jak najszybciej wyszłam z kabiny. Wytarłam się wielkim ręcznikiem po czym ubralam na na nowo w świerze ciuchy. Poprawiłam leniwie włosy, odkluczyłam drzwi i wyszłam z łazienki. Na łóżku dalej siedział Brian, tym razem wpatrywał się w okno, wydawał się bardzo zamyślony. Kiedy usłyszał, że wleke się powoli w jego stronę odwrócił się i stanął na przeciwko mnie. Kiedy go mijałam rzuciłam tylko kurtkę na łożko po czym potknęłam się o zawnięty dywanik. Miałam ochotę cofnąć się i wrócić do łóżka. Dobra te buty dzisiaj to nie najlepszy pomysł ale już trudno, nie chce mi się ich zmieniać.
- Pewna jesteś tego co masz na nogach?.- Spojrzał na mnie tym dziwnym spojrzeniem, a następnie zamknął za nami drzwi.
- Uznajmy, że tak..- Ruszyłam w kierunku schodów. Czuję się jak bym była po dobrej imprezie. Kiedy już byłam prawie na dole noga mi się omskła,a ja poleciałam do przodu. Kdyby nie to iż Blondynek mnie złapał spadłabym i możliwe, ze skończyło by się na wybitych zębach. Zerkłam na niego z podziękowaniem  i ulgą wymalowaną na twarzy. On jedynie uśmiechnął się tępo i kiwnął głwą, że trzyma mnie. Jego jedna ręka podtrzymywała mnie w tali, a drugą trzymał mnie za ramię. W końcu doszłam do kuchni, a wszyscy spojrzęli na mnie.
- Cześć.- Rzuciałam szybko po czym usiadłam na przeciwko Dominica. Oparałm czolo o blat i zamknęąłm oczy.
- A ty co w nocy na ipreze się wyrwalaś czy jak? No chyba, że Brian pomyslił sypialnie.- Rom zaczął się ze mnie nabijać na co podnioslam głowę i spoirunowałam go wzrokiem.
- Bądź cicho bo zaraz oberwiesz.- Zaczął mnie przedrzeniać robiąc głupie miny po czym razem z Tej'em wyszedł z pomieszczenia.
- Proszę.- Gisele podała mi talerz, na którym leżały dwie kanapki z szynką oraz kubek z kolejną kawą.
- Aria czemu krzyczałaś w nocy?- Dominic spojrzał na mnie pytającą wraz z troską wymalowaną na twarzy.  Wypuściłam głośno powietrze z płuc. Niech to szlag! Czyli jednak darłam się w nocy. nawet tego nie pamiętam. Czyli nie tylkoja się nie wyspałam.
- Przeraszam, że nie mogliście spać przez moje krzyki.
- Spokojnie nic się nie stało. Ale o co chodziło?- Gisele położyła mi jedną dłoń na ramieniu.
- Nicpo prostu jednak w ciągu oastatnich dni trochę się porobiło, parę koszmarów i tyle.- Dom pokiwał tylko głową.
- Rozumiem.- Kiedy wróciłam do tematu śniadania przypomniało mi się o ketchupie. Podniosłam się i skierowałam do lodówki. Po otwarciu jej ujrzałam światło i praktycznie nic więcej. Przygryzłam policzek od środka po czym zamknęłam drzwiczki.
- Sory, że byliście skazani tylko na reszte szynki. Już się zbieram do sklepu.
- Spokojnie damy sobie radę.- Dominic puścił mi oczko po czym podszedł do mnie. Wtedy centralnie po między nami przeleciała piłka baseballowa i trafiła w naczynia stojące na stole. Potłukł się kubek z herbatą, która zalała dosłownie wszystko. Ucierpiały także moje kanapki. Spojrzeliśmy się w bok i ujrzęliśmy Roman'a i Tej'a z głupawymi uśmieszkami. Paarce wskazął na Parker'a na co ten wyraził oburzenie i poszedł sobie napięcie gestykulując reką. Rom zrobił to samo w bardzo szybkim tępie. Sojrzałam na Dom'a, który tylko westchnął i pokiwał głową z dezaprobaty. Gisele zaczęłą zbierać kawałki szkła, a Han od razu rzucił się z pomocą.
- Spokojnie to, że tu jesteśmy nie znaczy że masz nas utrzymywać.- Dom założył ręce na klatce piersiowej jednocześnie robiąc poważna minę.
- Tak, tak. Udam, że tego nie słyszałam.
- Chachi..- Mój braciszek nie dokończył gdyż mu porzerwałam.
- Cicho, nie słucham tego.
- Ona ma gorszy charakter o ciebie Dom, uparta też jest bardziej od ciebie.- Letty spojrzała na nas po czym posłała zadziorny uśmieszek.
- Przynajmiej wiemy, że na pewno jest moją siostrą.
- Tak, tak dobra! Głodna jestem, a im szybciej pojadę tym szsybciej zjem.- Zaczęłąm czuć, że te 1,5 kawy zaczyna już działać, a ja zaczynam normlanie funkcjonować. Odwrociłam się i poczłapłam z powrotem do sypilni po kurtkę. Mijając Roman'a wskazałam na niego placem i poroziłam.- Wisisz mi śniadanie pajacu.- Zmrużył oczy jednak po chwili odpuścił i zgodził się.
- Dobra, niech ci będzie Księżniczko.- Spojrzałam na niego z miną WTF. On się na coś zgadza? Zapiszmy to gdzieś. Otrząsnełam się z lekkiego szoku i skierowałam się ku schodą. Kiedy zeszłam już do garażu O'Conner też tam był i ogladał dokładnie swój  zmasakrowany wóz.
- Co robisz? Myślisz czy nie oddać go na szrot?- Podeszłam do szafki z kluczykami po czym wzięłam jedne od mojego białego autka.
- Czekam na ciebie. Nie oddam go, mam do niego sentyment- Odwrócił się po czym uśmiechnął do mnie delikatnie.
- Aha. Dokładnie w jakim celu czekasz na mnie?- Zrobiłam zaciekawioną minę, a następnie podeszłąm bliżej niego. Kurcze co on może ode mnie chcieć. Raczej nic mu nie zrobiłam ani nic.
- Muszę spłacić dług więc jadę z tobą.- Nie powiem bo na te słowa trochę mi ulżyło gdyż bałąm się, że będzie chodzić o coś innego. Sama nie wiemczego się niby spodziewalam ale dobra tam.
- Ok, ale ty prowadzisz.- Rzuciłam mu kuczyki, które złapał i obejrzał w ręku. Udałam się do samochodu od razu wsiadając, a już po dwóch sekundach on siedział obok mnie odpalając silnik. Trochę dziwnie czułam się będąc z nim w jednym samochodzie.  Odwróciłam głowę w stronę okna po to aby ujrzeć jak na główną drogę. Po chwili niezręcznej ciszy włączyłam radio.
- Robisz coś jeszcze oprucz ściagania się?- Odwrociłam głowę w jego stronę i ujrzałąm jego śliczne niebiekie oczy.
- Tańczę.- Zagwizdał głośno na znak zdziwnienia albo podziwu, sama nie wiem co to do końca oznaczało.- Co dokładnie?
- Hip-Hop, Street Dance i trochę Break dance.- Pokiwał głową na znak, że ta wiadomość dotarła do niego.- Mogę cię o coś spytać?- Dominic mówił, że Brian pracowal w FBI więc postanowiałam sama się dowiedzieć czegoś więcej.
- Tak jasne, pytaj o co chcesz.- Odwrócił głowę tylko na chwilę po czym wrócił do patrzenia na drogę wcześniej wzruszając ramionami.
- To prwda, że byłeś agentem FBI?- Czekałam na jego reakcję wciąż patrząc na jego prawy profil. Po chwili zastanowienia odwrócił się do mnie po raz kolejny znowu patrząc w oczy. I tak przez dłuższy. Dopiero po chwili zwróciłam uwage, że wogóle nie patrzy na drogę.
- Brian!
- Co?!- Zaczął się śmiać z mojej rekacji.
- Co ty robisz?!
- Patrzę się na ciebie, nie widać?- Uniusł jedną brew do góry. Parsknęłam śmiechem gdyż cała ta sytuacja robiła się powoli dziwna i wręcz śmieszna,
- Widać aż za dobrze! Patrz się na drogę, nie na mnie.
- A co boisz się, że będzie czołowe?- Nieprzestawał lustrować mnie wzrokiem szczerząc się przez cały czas.
- Raczej wątpie. Popisy i tyle.
- Popisy?!- Zrobił obrażoną minę na co nie wytrzymałam i zaczęłąm się śmiać na cały głos doprowadzajc go do tego samego.
- Brian do cholery!- Dobra no zabawa zabawą ale mimo wszytsko jestęśy na drodzę gdzie jeździ dość dużo samochodów. Na szczęście zwolnił i jechaliśmy stosunkowo wlno.
- Boisz się?
- Chyba śnisz.- SKrzyżowałam ręce na piersiach po czym odwróciąłnm głowę.
- Jasne.- Prychnął aby odejrzewam mnie wkurzyć.
- A co nie wierzysz mi?- Przysunęłąm twarz bliżej juego. Dopiero po chwili zauważyłam, że jesteśmy zbyt blisko siebie oraz iż stoimy. Nasze usta dzieliło może pieć centymetrów, a już po chwili on  zmniejszał tą odległość do czasu kiedy nagle coś zatrąbiło. Brian gwałtownie się rozejrzał, a ja aż podskoczyłam. Okazało się, że stoimy na zielonym świetle, a za nami sznur samochodów. Ta no to teraz będzie dopiero niezręcznie. Jezu co to wogóle bylo!! Miałam ochotę walnąć się otwartą dłonią w czoło.
- Nie odpowiedzialeś mi na pytanie.- Mimo wszystko chciałam znać odpowiedzieć i uniknąć ciszy. Przęłknął ślinę po czym w końcu się wysłowił.
- Tak byłem, ale to dawno i nie prawda.
- Pomogłeś mnie znaleźć?- Drążyłam temat dalej ponieważ chciałam wiedzieć wszystko.
- Tak, na początku bylo trochę trudno ale daliśmy radę.- Uśmiechnął się do mnie szeroko. Pokiwałam tylko głową. Nim się spostrzegłam byliśmy już pod wielki hipermarket. Zatrzymał się ale nie wysiadł.
- Przepraszam.- Zrobiłam zdziwioną minę trzymając już rękę na klamce.
- Za co?
- Za to przed chwilą.
- Nie przepraszaj. Chodz nie zamierzam sama pchać wózka.- Nie wiem za co dokładnie przepraszał. Za to, że się wydurniał czy za to, że prawie mnie pocałował. Dobra mniejsza z tym. Dałam mu znak ręką aby wysiadł i oczywiście wykonał mją prośbę. Już po chwili szliśmy obok siebie. Wzięliśmy jednak dość głeboki wózek, który już po pięciu minutach był wypełniony do połowy. Oboje braliśmy wszystko co potrzebne lub trochę mniej. Wtedy zadzwonił mi telefon, który automatycznie odebrałam.
- Tak?
- Siema Chach mam te części,które chciałaś.- Usłyszałam głos Billy'ego w słuchawce i od razu lekko się uśmiechnęłam. Wiadomo,że on dzwoni tylko z dobrymi wiadomościami.
-Ooo super dzięki.- Od razu rozpromieniłam się. Czekałam na nie miesiać i w końcu są. Mimo, że są teraz Brian'a to i tak jestem przeszczęśliwa. No tak jak można być szczęśliwym z powodu samochodu i części? Otuż można. Każdy kto żyje w moim świecie rozumie to.
- Przywiozę ci e za godzinę ok?
- Tak, jasne będę czekała.
- Spoko, to do zobaczenia.
- Pa.- Jedynie to zdążyłam rzucić gdyż rozłączył się.- Brian będziesz miał co robić. Przyszły części do twojego jak na razie grata.- Podesząłm do niego kiedy brał piwa z półki i poklepałam po ramieniu.
- Raczej Dom się tym zajmie, ale mimo wszystko dzięki. Chyba jedne zakupy nie spłacą długu.- Posłał mi jeden ze swoich pięknych uśmiechów, który powalał na kolana.
- Dług już spłaciłeś. To już wszysto czy coś jeszcze?- Przejrzałam wóżek, który był wypełniony po brzegi.
- Raczej wszystko.- Wzruszył ramionami, a następnie ruszył do kasy. Kiedy już doszliśmu do taśmy wyjeliśmy wszystko na blat. Kasjerka była lekko zdziwiona taką ilością zakupów ale mniejsza z tym. Brian sięgnął do tylnej kieszeni spodni aby wyjąć pieniądze. Spiorunowałm go wzrokiem.
- Jeśli to wyjmiesz to nigdy więcej się do mnie nie odzywaj, kumasz?- Podeszłam do niego po czym powiedziałam dość cicho aby inni stojący za nami tego nie słyszeli. On jedynie pomyślał chwile po czym cofnął rękę i lekko oburzony odwrócił głowę. Wróciłam do kasjerki po czym wyjęłam gotówkę  z kieszeni kurtki i zapłaciłam. Na pakingu Blondasek pakował zakupy a ja stałm i czytałam paragon. Wtedy zobaczyłam kogoś kogo nie powinnam zobaczyć. Ten debil szedł w naszą stronę. Odwróciłam się i udałam, że go nie widzę. Wręcz schowałam się troche za Braian, który nie wiedział o co chodzi. Kiedy nas mijał rzucił do mnie krótko.
- Suka.- Zacisnęłąm pięśći tak iż paznokcie wbiły mi sięw skóę co spowodowało lekki ból. Braian od razu zauważył moją reakcję i  odwrócił się do niego napięcie.
- Co powiedziałeś?- Tamtem tylko powtorył swoje, a następnie popchnął O'Connera. Mina jednego jak idrugiego ukazywała złość jak nie wściekłość. Chciałam podejść i rozdzielić ich. Nie przeszkadza mi to, że Jake dostał by w twarz czy coś tylko znam go i wiem, że zemściłby się. Stanęłam po między nimi twarzą do Jake'a.
- Spieprzaj stąd. Nie twój teren i nie wiem co tu wogole robisz. Chyba zapomniałęś o paru zasadach.- Skrzyżowałam ręcę na piersiach i spiornowałam go wzrokiem.
- Zamknkij się dziwko i zajmij swoim chłopaczkiem bo oboje źle skończycie.
-Ha! śmieszny jesteś! Dobrze wiesz z kim zaczynasz.- Prychnęłam mu śmiechem  prosto w twarz.
- Co taka odważna nagle jesteś bo braciszek przyjechał?- Zaraz skąd on  o tym wie do cholery? Jak to możliwe, że się dowiedział?!!
- Zawsze jestem odważna, a ty skąd wiesz o Dominic'u?!
- Wszycy już wiedzą. Całe miasto o tym gada. Samo to, że pojawili się na wyścigu daje dużo do myślenia.- Zaraz eksplodujue! Jakim cudem wie o wyścigu!!?
- Skąd wiesz o wczorajszej nocy?! Złamałeś umowe! Nie daruje ci tego. Dobrze wiesz, że to ja jestem odpowiedzialna za to co się dzieje na dzielnicy!
- A kto powiedział, że to ja byłem u was?!- Wydarł się gestykulując rękoma.- Skoro nie on to kto?! Mam dość jego wtrącania się we wszystko co się tutaj dzieje.
- Więc kto?!
- Spytaj swoich. Ktoś z nich powinien wiedzieć skoro dla nas pracuje.-  Przybliżył się do mnie po czym szepnął mi to na ucho.- Cholera by to wzieła jeśli ktoś z z naszych ścigaczy trzyma z nimi to jest pozamiatane. Trzeba złożyć wizyte jednej osobie aby to wyjaśnić. Po raz kolejny łamią zasady. Najważniejsze jest aby znaleźć tą osobę.
- Wynoś się stąd ty męska dziwko!- Wycedziłam prez zaciśnięte zęby z wściekłości. Jake zamachnął się ponieważ chciał mnie uderzyć z przysłowiowego liścia jednak w porę się odsunęłam. Brian mnie ominął po czym złapał go za koszulkę.
- Przeprioś ją w tej chwili! NIe wiesz, że kobiet się nie obraża ani nie podnosi na nie ręki.- Zaczynało się robić coraz gorzej. Ten Sukinsyn chciał się wyrwać z z uścisku Blondyna na co ten z całej siły przygwoździł go twarzą do tylnej szyby mojego samochodu.- Koleś głuchy jesteś?! Powoli tracę już cierpliwość.- Jake zaczął coś mamrotać więc Brian puścił go. Stanął naprzeciwko mnie z zakrwawionym nosem.
- Pieprz się.- Splunął na asfalt obok mnie po czym poszedł. Brian chciał za nim pójść jednak złapałam go za ramię. Spojrzał na mnie pytająco na co pokiwałam głową przecząco.
- Daj spokój nie warto.- Przełknął śline, a następnie podszedł i zamknął otwarte, tylnie drzwi samochodu.
- Jak wolisz, może i masz rację.- Przez jakiś czas podczas drogi powrotnej siedziałam cicho patrząc się przed siebie. On także nic nie mowił. Odezwał się dopiero po około 5 minutach.
- Kto to był i o co mu chodziło?- Spojrzał na mnie troskliwie lecz zaraz powrócił wzrokiem na drogę.
- Mój były. Ma na imię Jake. Nazwał mnie Suką gdyż sądzi, że zdradziłam  Go mimo że on robił to codzinnie.
- A zdradziałaś?
- Nie!- Spojrzałam na niego z oburzeniem.
- Rozumiem,to dupek nie zasługiwał na ciebie.- Wzruszył ramionami, a nastepnie posłał mi szeroki uśmiech.
- Wiem.- Podparłam się trzymając łokieć przy szybie.
- Aria a tak wogule to jaki teren miałaś na myśli?- Odwróciłm głowę zabierając tym samym rękę z drzwi.
- On pracuje dla szefa jednego z gangów. Nie mają wstępu do tej części miasta tak samo jak ja i inni z tych okolic nie możemy przekroczyć granicy ich części.
- A co jeśli ktoś się zapuści za daleko tak jak on dzisiaj?
- Na ogól jest mega awanutra, a ostatnio mój stary mechanik stracił życie z nieswojej winy.- Brian podniósł obie brwi ze zdziwnienia. Niestety są tu głupie zasady i trzeba ich przestrzegać jeśli chce się żyć.
- Ja ze względu na ojca, który robił interesy z ich szefem mam jakieś prawo do bycia tam. Facet wciąż liczy, że i mnie uda się namówić do współpracy.
- A uda?
- Nie. Nie chcę skońćzyć w więzieniu.Pozat6m nie zostawie swoich ludzi. Apropos policji i więzienia czemu was nie szukają? Chyba czyści to wy nie jesteście?
- Nie szukają bo mamy umowę z policją, to dość skomplikowane.- Otworzyłam szybę na kilkanaście centymetrów co spowodowało, że ciepły wiatr potargał moje włosy. Dzisiaj jest dość słoneczny dzień jednak nie tak jka zawsze. Mamy lato lecz mimo to pogodna nie zawsze jest idealna. Przez resztę drogi myślałam o tym dzisiejszym zdarzeniu pod sklepem. Coś musiało być nie tak. Nie  przekraczali by granicy o tak. Wiedzą, że to może sie źle skończyć. Nim się obejrzałam wjechaliśmy do garażu, w któym buszwoał Dom z Letty. Wysiadłam po czym podeszłam do bagażnika aby zabrać trochę zakupów jednak nie zrobiłam tego gdyż przyjechał Billy z częściami. Zatrzasnął za sobą drzwi białego dostawczaka po czym podszedł do mnie.
- Hej.- Posłałam mu promienny uśmiech, który odwzajemnił. Spojrzał na Dominic'a, Letty i Brian'a.
- A to kto?
- Mój brat oraz przyjaciele.- Zrobił zdziwioną minę, a następnie uścisnął po męsku dłoń Blondynka oraz Dom'a, a do Letty rzucił szybkie ''czesc'',ktore odwzajamniła.
- Jak to brat? Czemu ja nic nie wiem?
- Billy to skomplikowane kiedyś ci wszystko wytłumaczę. Masz te części?
- Tak przecież dlatego przyjechałem, chodź.- Machnął ręką abym poszła za nim co uczyniłam. Utworzł drzwi, a moim oczom ukazała się cała góra różnej wielkości kartonów.
- Dużo tego.- Jeszcze raz zilustrowałam wszysko dokładnie wzrokiem.
- Chciałaś wszystko od A do Z.
- Tak wiem,dzięki. Pomożesz wnieść?
- Tak.- Złapał pierwsze pudło z brzegu, a następnie zaniusł je do środka. Ja zrobiłam to samo, z resztą zaraz pozostała trójka wzięła z nas przykład. Po kilku minutach wszystko było przeniesione i ustawone na podłodze w piramidę. Podeszłam do metalowego biurka z szuflady, którego wyjęłam pieniądze. Dałam plik zielonych mojemu dostawcy, który tyko pokiwał głową.
- Tyle wystarczy?
- Jasne, pomóc ci z remontem tego złomu?
- Nie, nie trzeba. Nie obraź się, ale mam już tutaj kilku mechaników. Będę dzwonić jka coś.
- Jasne, nie ma sprawy. Dobra bede się juz zbierał mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Na razie Chachi.- Schował kasę do kieszeni spodni, a anstępnie opścił pomieszcenie. Jednak miałam mu coś jeszcze do powiedzenia. Pobiegłam i dogoniłam go.
- Słuchaj dzisiaj miałam nie zbyt przyjemne spotkanie z Evans'em. Był na  Westwood. Mówił, że ktoś z naszych jest z nimi.- Zilustrowałam go wzrokiem. Potarł głowę  co oznaczało, że jest zdenerwowany.
- Chach posłuchaj mnie. Kilka miesięcy temu zagrozili mi, że jeśli im nie pomogę z częściami to puszczą z dymem mój warsztat. Nie maiłem wyjścia więc załatwiłem i m te części. Ale potem było gorzej wkręcili mnie w to bez mojej wiedzy. Nigdy nie puściłem pary z ust na ważniejsze tematy na twój czy kogoś innego z naszych. Uwierz nie chciąlem tego. Zrozum bałem się.- Mówił to wszystko z wielkim żalem. Miałam wrażenie, że zaraaz się popłacze. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Jezu, trzeba było mówić, wyciągnęła bym cię z tego przecież.- Położyłąm rękę na jego ramieniiu.
- Wiem ale nie mogłem nic mówić. Jeśli się dowiedzą, że ci teraz to powiedziałem wiesz jak to się skońćzy.
- Nie bój sie jesteś sam. Jedz do domu i wyluzuj. Wszystko załatwie. ok?- Spojrzałam w jego brązowe oczy pełne strachu.
- Ok. Tylko uważaj na siebie.- Przytulił mnie co odwzajemniłam.
- Będę, jedź już.- Odkleił się ode mnie po czym szybkim krokiem ruszył do busa. Wróciłam do reszty, a po paru sekundach usłyszałam jak odpala samochód i odjezdża.
- No, mówiłeś, że nie będziesz miał co robić. Traz już masz.- Uśmiechnęłam się szeroko do mojego Brata, który otworzył jedno z pudeł, aby zobaczyć co jest w środku. Chciałam jak najszybciej zmienić temat aby nie dać po sobie niczego poznać. Nie byłam zła na Billy'ego, wręcz przeciwnie martwiłam się o niego. Jutro z samego rna jadę do Bragi i odkręcam to wszystko.
- No trochę pracy jest, O'Conner nie myśl sobie,że sam zrobi ci wóź.- Dom posłał mu zadziorne spojrzenie.
- Spokojnie dam sobie radę sam.
- Jasne. Jak bym cię nie znała.- Letty zaczęła się nabijać z Briana na co ten tylko........ oczyma.
- Nie wiem jak wy ale ja jestem głodna.- Wzięłam dwie torby z zakupami po czym udałam się po schodach garażowych na górę. Otworzyłam drzwi poprzez ich lekkie kopnięcie. Wchodząc do kuchni ujrzałam w niej Teja.
- Hej Królewno.
- Hej, nie jestem Królewną. Gdybym nią była nie tachałabym zakupów. Zaraz za mną wszedł Dominic i Brian z restzą siatek.
- To co dziś na obiad?!- Dołaczył do nas także Rom. Podszedł do mnie po czym podparł się łokciem o moje ramię. Nie przeszkadzało mi to. To, że jestem dla niego taka jaka jestem nie znaczy, że go nie lubie. On także należy do rodziny z resztą mimo wszystko uwielbiam go.
- To co zawsze.- Po zostawieniu toreb na szface spojrzałam na Dominica z ciekawością.
- Dobra to wy róbcie co tam chcecie kuchnia wasza,a ja się nie wtrącam. - Unosłam ręce w obronnym gęscie co spowodowało iż ręka Pearca się zsunęła, a on poleciał w bok. Na szczęście złapał równowagę i wrócił do pionu.
- Ej Rom spokojnie twoje wielkie czoło zamortyzowało by upadek.- Tej rzucił w ofiarę swoje żartu serowym chrupkiem, którym się właśnie zajadał. Parker stał rozbawiony minioną sytuacją.- Nie wiedziałem, że padasz przed laskami na kolana.- Jezu błagam! Te ichżarty są tak bezsensowne i głupie, że zaczynają robić się śmieszne. Odwróciłam się tyłem do nich i udałam do salonu zdejmując po drodzę kurtkę i buty. Oczywiście słyszałam jak Roman się odszczekuje na co tylko pokiwałam głową. Rzuciłam się na kanape, a nastęonie wlączyłam telwizor i zaczęłam oglądać  Avengers gdyż właśie to leciało. Po chwili dołaczyli do mnie Han z Gisele i Brian który usiadł na końcu wersalki. Podkurczyłam nogi by zrobić mu miejsce, za co odpowiedział krótkim "dzięki".
- Właśnie Han skąd ty pochodzisz?- Tak wiem dziwne pytanie ale no nie wiedziałam czy jest z Chin czy skąd tam jeszcze. Brian zaczął się ze mnie śmiać za co kopnęłam go lekko w prawy bok. Pozostałej dojki to nie rozbawiło.
- Z Tokio.- Czyli jednka Japończyk zwruszyła ramionami jka by nigdy nic. Najwidoczniej dla wszystkich to było normalne pytanie. Jedynie Brian jest popieprzony i śmieje się z byle czego.
- Ej ludzie,a która jest godzina?- Zwróciłam się w stronę Gisele po dwudziestu minutach głuchej ciszy. Gis siedziała na fotelu na kolanach swojego chłopaka. Oboje spojrzęli na zegarek Han'a.
- 14:30.- Odpowiedzi na moje pytanie udzieliła moja przyjaciółka.
- Dzięki.- Uśmiechnęłam się do niej lekko i już po chwili zwlekłam się z kanapy, a trzy opary oczu powędrowały na mnie.
- A ty gdzie?- Gisele zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Muszę się zbierać, mam też inne zajęcie niż to tutaj.- Nasze gołąbeczki spojrzały na nie z wielki zaciekawieniem oraz ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Ona tańczy.- Brian skwitował krótko moją wypowiedz i oczywiście posłałam mu jedno z tych groźnych spojrzeń. Han z Gisele wpatrywali się we mnie z niedowierzaniem.
- Serio?- Japończyk włożył do ust kolejne ciastko jednak nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Serio Han.- Przewróciłam oczami po czym poszłam do kuchni gdzie zastałam Letty z resztą gromady. Na stole i szafkach leżały już rozpakowane zakupy. Najwidoczniej zaczęli coś przygotowywać. Nalałam do szklanki coca-coli, a potem upiłam z niej dwa łyki.
- Ja muszę lecieć, dacie sobie rade co nie?- Letty i Dom spojrzęli na mnie podejrzliwie po czym podeszli bliżej.
- Przecież dopiero przyjechaliście.- Dominic skrzyżował ręcę na piersi, podczas gdy brunetka wymawiała to zdanie.
- Tak wiem, ale ja mam trening.
- Co trenujesz?- Roman zwrócił się do mnie z ustami pełnymi po brzegi chipsami.
- Street dance, Hip-Hop i Breakdance.
- Ta?! Ale wypas! Pokaż co umiesz!- Ciemnskóry wyadawał się nieco zbytnio podekscytowany gdyż po połknieciu jedzenia zaczął się szeroko uśmiechać i cieszyć jak dziecko na widok lizaka.
- Może nie tutaj, później.
- Dobra.- Udał obrażnoego,a potem powrócił do krojenia warzyw.
- Słuchaj nie możesz tego przesunąć?- Letty zwróciła się do mnie, a w jej głosie śłychać było, że jest to prośba.
- Niewiem z resztą i tak tamci są już na mnie wystarczająco wściekli.
- Niby czemu?- Letty wzruszyła ramionami na znak iż nie rozumie o co mi chodzi.
- Nasz zespół taneczny można opwiedzieć jest trochę "fikcyjny". Od pół roku są nie do wytrzymania. Ciągle mają do mnie jakieś pretensje o dkąd zostałam liderką. Zostałam tam tylko dla dyrektorki, która sądzi że mogę dużo wnieść do jej szkoły. Naprawdę zrobiła bym wszytstko aby dzisiaj odpuścić sobie tą katorgę bo cholernie nie chce mi się tam iść. Jednak nie chę dać im kolejnego powodu do pieprzenia na lewo i prawo o tym jaka to ja nie jestem.
- I ty sobie na to pozwalasz? Jak się nazywasz?- Dominic spiorunował mnie wzrokiem.
- Aria Toretto.- Odpowiedziałam na jego drugie pytanie z ogromną ciekawością.
- No właśnie, więc weź się w garść i pokaż im, że to ty rządzisz. Skoro to ty masz ich prowadzić to rób to.- Dom mówił z ogromną pewnością. Dodatkowo gestykulował prawą ręką. 
- żeby to było takie proste. Jednak może masz i rację- Przytulił mnie, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. On naprawdę miał racje. Przy wszytskich potrafię być być sobą, a przy nich nie. Przy nich podkulam ogon. Nawet nie zwróciłam uwagi na to,że coś jest z tym nie tak. Nie jestem jak inne laski. Ja mam silny i mocny charakter. Zawsze stąpam twardo po ziemi i wiem czego chcę. Więc do jasnej cholery muszę tam dzisiaj wejść i usatlić parę zasad.
- Zawsze mam rację, jestem twoim starszym bratem.- Uśmiechnął się do mnie cwaniacko po czym puścił mi oczko.- Weź telefon i powiedz, że będziesz poźniej bo musisz najpier z nami zjeść. Zawsze jemy wszyscy razem więc ty też musisz być.- Wyjęłam telefon z kieszeni po czym zadzwoniłam do Emily. Odebrał po kilku sekunadach.
- Tak?
- Cześć będe dopiero na 17 więc przyjdzie później.
- Co?!! źartujesz sobie?!!! Nie jesteś tu najważniejsza!! Jak mamy osiągnąc sukces skoro ty wszystko olewasz?!! Zawsze musi być po twoijemu i jak na tym wychodzimy?!!- Zaczęła wydzierać mi się do słuchawki.
- Przestań się drzeć ty pieprzony Plastiku. Zapomnij o tym co mówiłam. Odchodzę!Radźcie sobie sami, zobaczymy jak wyjdziecie na braku osoby, która świeci za was oczyma. Powodzenia!-Rozłączyłam się natychmiast chowając tlefon spowrotem na swoje miejsce. Wyszłotrochę inaczej ale mniejsza z tym. Przynajmniej się od nich uwolniłam.-No to od dziś jestem na wczesnej emeryturze.- Wzruszyłam ramionami i wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Piskliwy ma ten głosik.- Letty zaczęła się śmiać co spowodowało iż ja zrobiłam to samo.
- żebyś wiedziała. Nie chciałabyś jej poznać.
- Nie przeszło mi to nawet przez myśl. Nie dokońca o to chodziło. Nie musiałaś odchodzić.- Laska mojego brata schowała rece do kieszeni swoich spodni i uśmiechnęła się tępo.
- Dobra nie chcę psuć sobie nią chumoru. Więc co na obiad Dom?- Spojrzałam na niego podejrzliwie. Podał mi miskę wypełnioną po przegi dobrze przyprawionym miejscem. Dodatkowo obdarzył mnie tym jego zadziornym uśmieszkiem.
- Domyśl się.- Wzięlam metalową miskę po czym poszłam za nim na taras. Ujrzałam tam już rozpalonego grilla,a przy nim Tej'a.- Postaw miskę na stole. Musisz poznać taką naszą tradycję.- Wykonałam jego polecenie po czym podeszłam do niego.
- Jaką tradycję?- Skrzyżowałam ręcę, a on układając mieso na ruszcie zwrocił się do mnie.
- Nasz tata robił taki obiad co niedziela. Zapraszał każdego kto był w kościele. Nie było cię tam nie jadłeś. Dzisiaj jest wtorek ale to nie problem. - Uśmiechnęłam się lekko na myśl o tacie. Nie pamiętam ani jego ani mamy ale mimo to mam wrażenie, ze brakuje mi ich.
- Tak, to nie przeszkadza. Oby tylko było zjadliwe.- Zczęłam się z niego nabijac na co przez chwilę nie reagował.
- Jasne, poczekajmy aż ty zaczniesz gotować.- PO dwudziestu minutach uśiedliśmy do stołu gdyż większość była już gotowa. Rom chciał jako pierwszy wziąć kawałek kurczaka. Wtedy Dominic odchrząknął tym samym upominając go o coś lecz nie wiedziałam o co.
- Pierwszy wyciągasz łapy po jedzienie więc zmawiasz modlitwę.- Trochę mnie to zdziwiło ale czekałam z ciekawością aż Pearce coś powie.
- Panie Boże dziękujemy ci za te dary, szybkie wozy oraz za to, że gliny się w końcu od nas odpieprzyły.- Prychnęłam śmiechem za co przeprosiłam ale reakcja reszty była bardzo podobna.
- Nie wysiliłeś się zbytnio.- Skwitowałam go szybko na co pokazał mi język. Zaczęliśmy sobie nakładac wszystkiego po trochu. Spróbowałam kawałek mięsa i muszę przyznać, że było pyszne. Właściwie to wszystko mi ogromnie smakowało. Oczywiście wszyscy popijaliśmy jedzenie piwem.
- Tej znowu spaliłeś!- Roman zaczął wykłucać się z Parker'em, a my bacznie przyglądaliśmy się jak akcja się rozwinie
- Przecież ja nigdy nie przypalam!- Tej oczywiście zaczął się bronić co było do przewidzenia.
- Dajcie spokój chcociaż raz.- Brian także tym rozbawiony próbował jakoś ich pogodzić kiedy nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Podniosłam się ociężale jednak najpierw swprawdziłam przez okno kto to. Okazało się iż to policja. Taaaa Rom wykrakał! Jeszce Psów mi tu brakowało do pełni szczęścia. Po otawrciu drzwmi moim oczom ukazał się dobrze znany mi funkcjonariusz. Jest dobrze po czterdziestce i zna mnie oraz moich przybranych rozdziców od dawna. Zajmował się moją sprawą od ich śmierci.
- Dzień dobry.- Chciałam być dla nego miła choć w najmniejszym stopniu. Mimo wszystko dużo mu zawdzięczam.
- Dla kogo dobry, ten dobry Aria.- Potarł skronie dłonią, zawsze tak robił gdy nie wiedział co ma powiedzieć.
- Co jest?- Spytałam lekko zdezorientowana. Zaczęłam się trochę martwić tym, że dość długo nic nie mówi.
- Słuchaj wiem o dzisiejszym zajściu na parkingu, mogę wejść? Wiem, że twój brat tu jest, spokojnie.- Spojrzał się na mnie z nadzieją na twarzy. Zastanowiłam się przez chwilę po czym odsunełam się aby mógł przekroczyć próg. Facet doskonale wie w czym siedze lecz nigdy mnie nie wydał. Zamknęłam drzwi i udałam się za nim na taras. Wszyscy spojrzęli na nas z rozkojarzeniem. Dom zacisnął pięści.
- Wszystko jest OK. To taki przyjaciel rodziców. Niech pan siada.- Wskazałam na jedno z krzeseł, wykonał moje polecenie, a ja znalazłam miejsce na przeciwko niego obok Dominic'a i Brian'a. Moi przyjaciele wciąż siedzili nie spokojnie.
- Wiesz, że bez powodu bym nie przyjeżdżał.- Pokiwałam głową na znak zrozumienia.
- Panie Jeferson więc o co chodzi?
- Dzisiaj jakieś trzydzieści minut tewmu zamordowano jednego z tych twoich ścigaczy. Dosłownie przed chwilą znaleziono go. Powiedzili mi o tym przez radio i od razu tu przyjechałem- Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jak to wogule możliwe?! Nikt z naszych nie zrobiłby tego, no chyba że miał dobry powód.
- Kogo zabili?- Skupiłam wzrok na jakimś punkcie w oddali tylko po to aby nie musieć patrzeć na przyjaciół. W tym momencie chciałam tylko wiedzieć kto nie żyje.
- Billy'ego.

8 komentarzy:

  1. Nosz kurwa! W takim momencie! Nie ,no ja sie tak nie bawie.
    A na serio to rozdział jest no zajebisty ;))
    Nie mogę sie doczekać następnych notek.
    Buźka, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHAH zrobilam to specjalnie :* bardzo dziekuje i ciesze sie, ze sie podoba :D pooozdrawiam!!

      Usuń
    2. Kiedy następny rozdział? ^*^

      Usuń
    3. Mysle, ze po niedzieli albo w niedziele lecz watpie bo chyba sie nie wyrobie. Rozdzial juz pisze spokojnie :*

      Usuń
  2. JEZU JEZU JEZU JEZU <3 CUDOWNE ♥ /Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHHA DZIEKUJE KOCHANA :* czekałam z niecierpliwoscia na twoja opinie:D

      Usuń