niedziela, 22 lutego 2015

Stało się!



Stało się! Założyłam nowego bloga! Teraz czekam na falę śmiechu związaną z tematyką :D Jak by ktoś chciał to zapraszam do czytania.
Rozdział na Jedz albo giń już jest prawie napisany więc spokojnie nic nie zaniedbam.

Lećmy razem ponad chmury

środa, 18 lutego 2015

Pomocy?

Czesc wszystkim :*
Sluchajcie musze wam cos powiedziec i poprosic o rade. Chodzi o to ze zastanawiam sie czy nie zalozyc drugiego bloga tylko o innej tematyce. Nie powiem wam na razie jakiej. Tylko chodzi o to ze gdy bede miala 2 blogi rozdzialy nie beda tak czesto dodawane. Poza tym nie chce by bylo zaraz ze zafascynowalam sie czym innym i od razu rzucam wszystko. Chodzi o taki slomiany zapalxd Ja chce dalej prowadzic tego bloga ale boje sie ze nie wyrobie z jednym i drugim. Znowu ta nowa fabula bardzo mnie ciagnie do siebie.  Poza tym mialab takie troche oderwanie bo tak to siedze i mysle tylko o tym co zrobic na bloga zeby bylo dobrze. Siedze i maltretuje jeden temat i niedlugo dojdzie do tego ze bede miala dosc tego bloga i odejde. Bo w sumie ile mozna myslec tylko o jednym. Jednak nie chce by ktos powiedzial ze teraz zaniedbuje tego bloga chciaz w jakims stopniu w sumie tak bedzie. Naprawde nie wiem co zrobic pomozecie mi jakos? Co wy wgl o tym sadzicie?

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 7

Leżałam w łóżku ze słuchawkami na uszach. Była szósta rano, a ja już nie spałam. Minął ponad miesiąc od tych wszystkich wydarzeń, a mnie nadal co noc nawiedzały koszmary. Bardzo często śnią mi się rodzice ginący w wypadku, albo ktoś z naszej ekipy tracący życie. Mimo to, przez ten miesiąc dużo się nie zmieniło. Wszystko wręcz ucichło. Policja dała nam spokój, po tym jak odkupiłam warsztat. Jedynie Brian'a szukał ktoś z FBI ale sprawa jest już załatwiona. Właśnie, z Brian'em jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, tak samo jak z pozostałą częścią ekipy. Jedyny problem w tym, że Go kocham. Zdałam sobie z tego sprawę niedawno. Tak Aria Toretto się zakochała, to coś niecodziennego, a wręcz nienormalnego. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu i jakoś samo wyszło. Jednak nic mu nie mówię bo nie chce niczego zepsuć. Za każdym razem jak go widzę w żołądku lata mi rozwścieczone stado motyli. Mimo to jestem singlem i w sumie dobrze mi z tym. Ogólnie czekam na dalsze rozwinięcie się akcji. Życie samo wybiera nam drogi i trzeba po nich iść, czy się tego chce czy nie. Innego wyjścia nie ma. Dobra koniec o Brian'ie bo jakoś to będzie! Nasza ekipa jeszcze bardziej zespoiła się w całość. Kocham i uwielbiam ich wszystkich. Nie wiem co bym zrobiła gdyby ich teraz nie było. Przez ponad trzy tygodnie, dzień w dzień siedzieliśmy od rana do nocy w warsztacie doprowadzając do ładu wóz O'Conner'a. Trochę nam to zajęło i kosztowało sporo pracy, ale warto było nie powiem. Na pogrzebie Billy'ego byłam jednak sama, nie wzięłam reszty bo uznałam, że nie ma co robić zbędnego tłoku bo  przecież oni i tak go nie znali. Jedyne uczucie jakie mi tam towarzyszyło to złość. Stałam tam z dłońmi zwiniętymi w pięści, patrzyłam się cały czas na trumnę, a potem na grób. Nie mogłam darować tego, że to on odszedł. Poszłam stamtąd jako ostatnia i to w nocy. Nie wiem czemu nie mogłam odejść od tego miejsca. Dopiero Dominic przyjechał i zabrał mnie do domu. Taaa leże tu już jakiś czas i wzięło mi się na wspominki. Normalnie bym wstała ale obok mojego łóżka na dmuchanym materacu śpi właśnie Dom i nie chcę go budzić. Przez te moje sny i wydzieranie się po nocach postanowił,że będzie mnie "pilnował". Kiedy byłam temu przeciwna i nie chciałam tego on i tak stawiał na swoim. Mówiłam mu, że skoro i tak tu jest to żeby kładł się normalnie ze mną ale uparł się, że wtedy ja się nie wyśpię. Trochę wkurza mnie jego obecność tutaj, ponieważ on jest z Letty. Wiadomo pewnie chcą spędzić wieczór, czy noc razem, a on jest tu ze mną zamiast z nią. Jedyny plus jest taki, że kiedy wstaje i wyglądam jak szop pracz to nie muszę się tym przejmować w jego obecności. Usiadłam po cichu rozglądając się po pokoju. Nie minęło sporo czasu, jest 06:10. No super i co będę teraz robiła przez tyle czasu? Wyłączyłam muzykę, odłożyłam słuchawki ostrożnie na szafkę nocną i opadłam bezwładnie z powrotem na materac. Jednak po chwili nudzenia się, chciałam wziąć książkę z szafki nad łóżkiem. Najciszej jak potrafiłam stanęłam na nim i kiedy otworzyłam małe drzwiczki wszystko się wysypało. Każda książka, magazyn o pierdołach, zeszyt lub zwykła kartka. Wszystko wyleciało z hukiem na łóżko, podłogę, a jeden niebieski notes trafił w mojego brata. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło. Idiotka!! Dom od razu się obudził, z wkurzoną jak i za razem zdziwioną minął zrzucił go z siebie. Następnie spojrzał na mnie pytająco.
- Taki mały wpadek, sorki.- Wzruszyłam ramionami z niewinną miną na twarzy po czym wzięłam się szybko za upychanie tego wszystkiego z powrotem do szafki.
- Która godzina?- Dominic wstał, a następnie usiadł u mnie na łóżku.
- 06:25.- Odpowiedziałam po czym skoczyłam obok niego upadając na tyłek. Wtuliłam się w niego dość mocno, a on objął mnie ramieniem. Uwielbiałam to robić, fajnie mieć starszego brata. Przyznaje, że przy nim czuję się bezpiecznie. - Naprawdę nie musisz spać tutaj. Idź do siebie i się w końcu wyśpij.- Widziałam jego zmęczoną twarz. To nie pierwszy raz gdy widzę Go w takim stanie. Oczy miał podkrążone i lekko sine.
-Wiem co robię. Nie powinnaś być tu sama.- Pogłaskał mnie po plecach po czym oderwaliśmy się od siebie.
- Dominic nie będziesz tu więcej spał po to by mnie pilnować. Nic mi nie będzie, naprawdę.
- Jeszcze zobaczymy, ale dobra teraz pójdę trochę do Letty.- Wstał i udał się w stronę wyjścia.
- Jasne, idź.- Puściłam mu oczko i już po chwili zniknął za drzwi zamykając je za sobą. Wypuściłam powietrze z płuc i poszłam do
#36 garderoby po ubrania. Wzięłam pierwsze z brzegu i udałam się do łazienki. Napuściłam całą wannę wody i nalałam dużo czekoladowego płynu do kąpieli. Weszłam do niej powoli, gdyż woda była trochę gorąca. Kiedy już przyzwyczaiłam się do jej temperatury, położyłam się rozkoszując chwilą. Czekoladowy zapach rozpieszczał mój umysł przez co prawie zasnęłam. Kiedy do tego doszło, szybko się umyłam i wyszłam. Spuściłam wodę i wytarłam ręcznikiem. Ubrałam się, umyłam zęby i ogarnęłam jeszcze włosy za nim opuściłam pomieszczenie. Potem jeszcze pościeliłam łózko i wypuściłam powietrze z materaca. Dom nie będzie tu już spać, zaczynało się to robić dziwne po dwóch tygodniach. Spojrzałam na zegarek, wskazywał już 08:15. Mimo to oni pewnie nadal śpią. Wyszłam z pokoju i udałam się do salonu. W całym domu panowała totalna cisza. Położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor,w którym totalnie nic nie było. Kiedy tak leżałam bezczynnie, telefon zaczął mi dzwonić. Odebrałam go, w słuchawce usłyszałam niespokojny głos dyrektorki akademii.
- Dzień dobry, co się stało?- Usiadłam leniwie i wyłączyłam pilotem telewizor.
- Aria wiem, że odeszłaś ale potrzebuje cię dzisiaj. Połowa moich nauczycieli jest na zwolnieniu lekarskim. Jutro już wraca jedna z nauczycielek, ale chcę abyś dzisiaj zajęła się najmłodszą grupą.- O nie!!! Błagam nie!! Lubie uczyć te maluchy ale  nie chcę się tam pokazywać. Nie po moim odejściu.
- Przykro mi, nie dam rady dzisiaj- Odpowiedziałam jej z największym smutkiem w głosie jaki tylko umiałam z siebie wydobyć.
- Ale Chachi jesteś moją jedyną nadzieją, proszę cię!- Przewróciłam oczami na jej błaganie. Dobra niech stracę. Ta Babka  zawsze mi pomagała, dużo dla mnie zrobiła więc jestem jej to winna.
- Dobrze, już jadę. Zaraz będę.
- Dziękuje, ratujesz mi życie!- Krzyknęła mi do słuchawki, a ja odruchowo odsunęłam telefon od ucha. Rozłączyłam się i pokiwałam głową z lekkim uśmiechem na ustach. Podniosłam się przeciągając, a następnie potruchtałam do sypialni po torbę z ubraniami i zbiegłam do garażu garażu. Wsiadłam do samochodu i wyjechałam. Po drodze włączyłam radio i nuciłam cicho piosenki, które znałam.  Po dotarciu na miejsce weszłam do szatni by szybko
girl#1 się przebrać, a potem prosto na sale gdzie dzieciaki już czekały. Postanowiłam, że skoro i tak jestem na małe zastępstwo dam im trochę "wolności". Zrobiliśmy małą rozgrzewkę, pokazałam im parę kroków, a na koniec sami układani choreografie. 

*
Właśnie wychodzę z akademii, a jest już 15:30. Okazało się, że jeszcze jedna grupa nie miała nauczyciela na dzisiaj. Skoro i tak już tu byłam to zajęłam się i nimi. Pomijam to, że jestem bardzo zmęczona i głodna. Chce iść do domu i walnąć się na kanapie. Kiedy mijałam ostatnią sale w drodze do wyjścia ktoś mnie zawołał. Zajrzałam zza drzwi, w środku znajdowało się stado tych idiotów. Przerzuciłam oczyma, wypuściłam powietrze z płuc, a następnie weszłam do nich z zadziorną miną.
- Co jest?- Skrzyżowałam ręce na piersiach i uśmiechnęłam się do nich tępo.
- Boże jak ty wyglądasz. Coś ty z siebie zrobiła?!- Emily zaczęła lustrować mnie wzrokiem od góry do dołu na co lekko wkurzona odwróciłam głowę.
- Ja? Normalnie wyglądam. To ty masz włosy jak na mopie i  tone szpachli na twarzy tak, że widać cię z kilometra. Myślałam, że sezon na Jelenie w twoim przypadku zaczyna się na lato.- Odgryzłam się robiąc przy tym głupie miny. Widziałam jak po woli robi się czerwona. Mimo wszystko łatwo ją wyprowadzić z równowagi.- Poza tym mam w dupie to co o mnie myślisz, najlepiej by było abyś stąd wyszła bo powietrze marnujesz. Przez ciebie normalni ludzie nie mają czym oddychać.- Boże po co ja z nią w ogóle dyskutuje?! To nie ma żadnego sensu. Odwróciłam się w stronę drzwi by upuścić to miejsce.- Cześć wam!- Rzuciłam na odchodne i już miałam wyjść gdy zatrzymała mnie jednym zdaniem.
- Ej wiesz co? Ten twój Brian jest nieziemski w łóżku!- Odwróciłam się napięcie i podeszłam do niej. Krew zagotowała się w moich żyłach. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę! Do jasnej cholery co to ma znaczyć!!?
- Co powiedziałaś?!- Wydarłam się jej prosto w twarz.
- To co słyszałaś, przekaż mu iż z chęcią to powtórzę.- Posłała mi całusa, w tej chwili miałam olbrzymią ochotę jej przyjebać raz, a porządnie!
- Nie wierze ci, kiedy niby się z nim przespałaś?- Zacisnęłam dłonie w pięści by trochę się uspokoić co jednak nie wiele dało.
- Dwa tygodnie temu, był w Night Clubi'e z twoim Braciszkiem, dwoma czarnuchami i Chińczykiem. No nie powiem, niezła z was ekipa. Prawie każda rasa człowieka. Chcesz mogę pokazać ci zdjęcie.- Nie!!!! Błagam nie!!! Wszystko tylko nie to! Chłopaki rzeczywiście byli dwa tygodnie temu w clubie! Miałam ochotę się tam rozryczeć jak małe dziecko. Jednak moja wściekłość wzięła górę. Rzuciłam się na nią. Tamci mimo, że przez cały czas stali cicho i się patrzyli teraz próbowali nas rozdzielić. Po jakimś czasie udało im się. Ja jestem cała, ale jej podbiłam oko. 
Należało się tej Suce! 
- Tej i Roman nie nazywają się czarnuchami Dziwko, a Han jest Japończykiem! Nie wasz się więcej tknąć palcem Brian'a bo przysięgam, że oberwiesz jeszcze bardziej!- Spojrzała na mnie po czym prychnęła śmiechem, chciałam dopaść ją jeszcze raz lecz za mocno mnie trzymali. Wyrwałam się i szybkim krokiem wyszłam stamtąd. 


Wsiadłam do samochodu i rozpłakałam się jak nigdy dotąd. Nie jestem z Brian'em ale coś wewnątrz mnie pękło jak bańka mydlana. Nie mogłam w to uwierzyć. Każdy tylko nie on! Przejechałam kilkanaście metrów i mój samochód stanął. Cholera, zapomniałam zatankować! Uderzyłam ręką o kierownice i wysiadłam z wozu. Zamknęłam go i zaczęłam iść w stronę domu cały czas płacząc. Chciałam zadzwonić, ale za złość nie wzięłam telefonu z domu. Boże gorzej być już nie może! To najgorszy dzień mojego życia! I właśnie w tej chwili zaczęło jeszcze kropić!- Nie! Nie błagam, czym tak zgrzeszyłam?!- Spojrzałam w niebo i otarłam zapłakane policzki. Dlaczego akurat z nią musiał  się przespać?! Nie to wszystko to stanowczo za dużo jak na jeden dzień. Mam dość. Chcę do domu po to by zamknąć się w pokoju i zawinąć w koc. Po 20 minutach poruszania się pieszo zaczęło jeszcze bardziej padać. Byłam już nieźle przemoczona. Kopnęłam niewielki kamień leżący na mojej drodze. Obok mnie przeszła para pod parasolem, trzymali się za ręce i byli prze szczęśliwi. Załkałam jeszcze bardziej. Czułam się żałośnie, jak totalna idiotka. Kochałam kogoś kto nie kocha mnie. Obiecałam sobie, że nigdy więcej się nie zakocham oraz iż nie będę płakała przez chłopaka. I nie płaczę to fakt, ja tylko ryczę i wyje jak nienormalna. Boże co ja robię ze swoim życiem?!
 Co się ze mną dzieje?! Nigdy taka nie byłam. Oni  zmienili mnie o 180 stopni stopni w jeden miesiąc. Pokazali, że najważniejszą wartością jest rodzina i miłość. Codziennie się zastanawiam dokąd to moje nienormalne życie mnie zaprowadzi ale tego się nie spodziewałam! To jest jakieś nienormalne, mogłabym nakręcić hiszpański komedio-dramat. ,,Moda na sukces" jest lepsza od tego. Dlaczego doszło do tego wszystkiego?! Skrzyżowałam ręce na piersiach i lekko się zgarbiłam by zrobiło mi się trochę cieplej. Przestałam na chwilę płakać tylko po to aby teraz przyszłą kolejna fala łez, tym razem jeszcze większa. Jedyna dobra rzecz to taka, że nie jestem umalowana wtedy by było jeszcze gorzej.  
- Cholera Aria!- Wtedy usłyszałam dobrze znany mi głos. Odwróciłam się by zobaczyć jak w moją stronę biegnie nie kto inny tylko Brian. Nie no pięknie! Mam olbrzymią ochotę zapaść się pod ziemię. Stanął na przeciwko mnie jednak spuściłam lekko głowę by nie widział mojej twarzy.- Gdzie masz samochód?
- Paliwa mi zabrakło więc go zostawiłam.- Starałam się by mój głos brzmiał jak najbardziej normalnie.
- Nic ci nie jest? Dominic dostał sms z wiadomością, że cię śledzą. Grozili, że mamy na ciebie uważać.- Patrzyłam się w ziemię więc nie wiem jaki miał wyraz twarzy. Nie chciałam go w sumie widzieć.
- Nie, nic.
- Widziałaś kogoś dziwnego?
- Nie.- Przydeptałam sobie lewego buta. By tylko nie musieć na niego patrzeć.
- Zaraz ty płakałaś?- Uniósł mój podbródek do góry. Zamknęłam oczy by nie spotkać jego wzroku. Szybko się wyrwałam i otarłam twarz.
- Nie to tylko deszcz.
- Nie kłam, przecież widzę. Masz czerwone i podpuchnięte oczy. Co się stało?- Spojrzałam prosto na niego i walnęłam prosto z mostu.
- Zeszmaciłeś się z Emily- Pojedyncza łza spłynęła mi po prawym policzku. Ruszyłam przed siebie ponownie lekko się garbiąc. On chwile stał w miejscu zdezorientowany. Jednak po chwili dogonił mnie i zatrzymał. Stanął prze mną i delikatnie trzymał za ramiona.
- Zaraz, o czym ty mówisz?
- Byłam w akademii powiedziała mi, że przespałeś się z nią.- Spojrzałam na niego obojętnie, a on lekko się zdenerwował.
- Posłuchaj nie spałem z nią. Fakt wypiliśmy parę drinków, ale gdy się dowiedziałem jakie macie relacje i kim jest od razu stamtąd wyszedłem.- Zaczął się mi tłumaczyć co było zupełnie nie potrzebne. W tej chwili miałam to głęboko gdzieś. W tej chwili nie było mi przykro, ja po prostu byłam nieziemsko wkurwiona.
- Nie ważne to twoje życie, rób co chcesz.- Minęłam go i poszłam dalej. Teraz także mnie dogonił i zatrzymał. Gdyby ktoś popatrzył na to od boku powiedział by, że jesteśmy nienormalni.
- Więc czemu się wściekasz?!- Spojrzał mu prosto w oczy  i zastanawiał się co mu powiedzieć. Spuściłam wzrok i ruszyłam dalej. - Chachi to powiedz chociaż dlaczego płaczesz!- Krzyknął za mną. Stanęłam jak wryta. Musze mu w końcu powiedzieć! Odwróciła się napięcie i podeszłam do niego.
- Bo cię kocham ty pieprzony Idioto!!- Wydarłam się na pół miasta. Podejrzewam, że tutejsi mieszkańcy to słyszeli. Dodatkowo zaczęło lać jeszcze bardziej.- BO cię kocham, teraz już wiesz. Spokojnie, dobrze wiem, że to nic nie zmienia.- Przyciągnął mnie do siebie i 
namiętnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek i wplotłam swoje palce w jego blond włosy. Nie wiem co to wszystko znaczyło, ale podobało mi się. Po oderwaniu się od siebie spojrzałam na niego pytająco.
- Ja ciebie też. Najbardziej na świecie, jak nikogo innego. Kiedyś bałem się, że gdy będę sam zapomnę co to miłość ale wtedy pojawiłaś się ty. Twoje oczy śnią mi się każdej nocy. Nie mogę przestać o tob...- Nie dokończył gdyż teraz to ja uciszyłam Go pocałunkiem. Uśmiechnął się podczas niego. Boże byłam tak cholernie szczęśliwa jak nigdy dotąd.
- Teraz jesteś tylko moja.- Spojrzał mi w oczy co sprawiło, że utonęłam w jego niebieskich tęczówkach.
- Podoba mi się to.- Uśmiechnęłam się szeroko, a on jeszcze raz musnął moje wargi. 

- Nie pozwolę cię skrzywdzić Chachi.- Wtuliłam się w niego 
mocno, a on zaczął gładzić moje mokre plecy. Boże co to wszystko znaczy? Nie mogę naprawdę w to wszystko uwierzyć. Tak nagle wszystko odwróciło się na dobrą stronę?- Chodź jesteś cała mokra, nie ukrywam podoba mi się to ale jednak lepiej abyś nie była chora.- Spiorunowałam go wzrokiem na co przewrócił oczyma. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu. Wsiadłam od strony pasażera i od razu włączyłam ogrzewanie, które dopiero po paru minutach zaczęło dmuchać ciepłym powietrzem .Nagle pewna myśl przyszła mi do głowy, zaczęłam się śmiać. Brian spojrzał na mnie pytająco.
-Z czego się tak śmiejesz?- Uniósł jedną brew do góry.
- Jestem ciekawa jak zareaguje reszta na to, że jesteśmy razem. Już to sobie wyobrażam.- Uśmiechnął się lekko, po czym stanął na czerwonym świetle. Pocałował mnie i lekko przygryzł oraz pociągnął moją dolną wargę. Było to niesamowite uczucie.
- Nieważne jak. W nalepszym wypadku Rom wymyśli sobie, że trzeba to oblać i nawali się jak  ostatnio.- Wzruszyłam ramionami i skupiłam się na drodze. Strugi deszczu odgarniały w szybkim tępię wycieraczki. Nim się obejrzałam byliśmy już w garażu. Zastaliśmy w nim wszystkich. Sześć par oczu zwróciło się na nas. Kiedy wysiedliśmy Brian od razu zjawił się przy mnie i splótł nasze dłonie.
- YY, a wy to co zimno wam, że sobie ręce grzejecie?- Rom spojrzał na nas głupkowato. Wtedy podnieśliśmy dłonie trochę wyżej by się domyślili o co chodzi. Kiedy do tego doszło Rom zaczął się śmiać.
- Ej gratulacje, trzeba to oblać!- Spojrzałam na mojego chłopaka, Jezu jak to cudnie brzmi, po czym oboje się zaśmialiśmy.
- Widzisz mówiłem.- Puścił mi oczko,  a ja pokiwałam głową z dezaprobaty.
- Miałeś ją znaleźć Stary, a nie rozkochiwać.- Tej dla żartu pokiwał głową jak by był niezadowolony po czym roześmiał się. Dom podszedł do nas od tyłu i poklepał po ramieniu Brian'a.
- Pamiętaj co ci mówiłem.- Uśmiechnął się do niego zadziornie, a mnie przytulił.
- Dobra nie róbmy z tego teraz afery na skale światową. Może jeszcze puśćcie to do telewizji i na bilbordy.- Skwitowałam całą tą sytuację, taka prawdą robią z tego nie wiadomo co.
- Spokojnie nie denerwuj się tak.- Tej podniósł ręce w obronnym geście.
- Nie denerwuje, ej dobra idę się przebrać bo woda ze mnie cieknie.- Rozciągnęłam swoją bluzkę palcami na znak potwierdzenia iż jestem mokra i poszłam na górę. Chwyciłam nowe
 ubrania i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic bygirl#3 się rozgrzać. Ubrałam się szybko na nowo. Po wyjściu z łazienki zastałam w pokoju już suchego i także przebranego Brian'a. Leżał w poprzek mojego łóżka na plechach z rękoma pod głową. Kiedy usłyszał, że wyszłam przechylił głowę do tyłu i z uśmiechem na ustach spojrzał na mnie. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam lekko. Pociągnął mnie lekko tak, że wylądowałam na nim. Wdrapałam się wyżej i usiadłam na jego udach okrakiem. Następnie nachyliłam aby go pocałować. Podparł się na jednym łokciu by było nam wygodniej, a drugą ręką trzymał mnie w pasie. Pocałunki z każdą kolejną chwilą stawały się coraz bardziej zachłanne i namiętne. Kiedy oderwałam się od niego spojrzałam mu w oczy przygryzając dolną wargę.
- Kocham cię.- Powiedział cicho na co się uśmiechnęłam i wstałam z niego. W tym samym momencie mój telefon wydał z siebie dźwięk powiadomienia co oznaczało, że dostałam smsa. Kiedy go zobaczyłam miałam ochotę rozwalić smartphona o ścianę. Złość, a raczej wściekłość automatycznie wypełniła mój organizm. Ta idiotka przesłała mi zdjęcie jak całuje się z Brian'em. Widząc iż podnoszę rękę w celu rzucenia urządzeniem  mój chłopak złapał mnie za nią i zabrał telefon.
-Zapomnij. Nie wracajmy do tego więcej.- Usunął mmsa i oddał mi komórkę. Złość powoli ze mnie spływała. Jednak całkowicie się uspokoiłam kiedy Brian zamknął mnie w szczelnym uścisku. Wypuściłam powietrze z płuc po to by po chwili rozkoszować się zapachem pięknych męskich perfum. Po dłuższej chwili puścił mnie. Spojrzałam na niego i pokiwałam głową.
- Chodźmy, ciekawa jestem co robią.- Ruszyłam po woli w stronę drzwi. Pociągnęłam za klamkę i wyszłam. Brian szedł zaraz za mną. Po zejściu po schodach zastałam resztę w kuchni. Gisele stała i mieszała coś na patelni. Usiadłam na krześle obok Dominic'a i oparłam brodę o wcześniej położone na stole ręce. Przysięgam nigdy dotąd nie byłam tak bardzo szczęśliwa i za razem zmęczona jak teraz.
-Ej słuchajcie, jutro też idziemy dorwać tego kolesia?- Roman spojrzał na nas grzebiąc łyżeczką w cukiernicy. Zmarszczyłam brwi gdyż na początku nie załapałam o co chodzi ale już po chwili zajarzyłam.
- Warto spróbować.- Han wzruszył tylko ramionami i oparł się łokciami o stół.
- Mamy plan?- Letty spojrzała to na mnie to na mojego brata. Pokiwałam przecząco głową. Wtedy kiedy znalazłam tą kartkę z informacją o spotkaniu  z Park'iem pojechaliśmy tam w wyznaczoną sobotę. Jednak nie było go. Kiedy udaliśmy się tam za dwa tygodnie był na miejscu. My mimo wszystko nie mieliśmy jak do niego podejść. Miał kilkunastu ochroniarzy. Rom oczywiście porywał się z  "motyką na słońce" lecz w odpowiednim momencie Brian go zatrzymał.
- Trzeba coś wymyślić.- Tej przez cały czas patrzył się to na mnie, to na Brian'a. W końcu  z rezygnacją opadł na oparcie krzesełka.
- Zostawcie to mi, Chachi i Letty. We trzy świetnie damy sobie radę.- Gisele zerknęła na nas zadziornie krzyżując ręce na piersiach. Po jej minie widać było,że ma świetny plan.
- Co zamierzasz zrobić?- Brian stanął obok niej z rękoma w kieszeniach.
- Wszystkiego dowiecie się jutro. To taka moja słodka tajemnica.- Gis puściła mi oczko na co  pokiwałam jej głową z pewnym siebie uśmieszkiem.
- Dobra, zostawiamy to wam.- Dominic spojrzał na naszą babską trójkę z zaciekawieniem.
- Spokojnie sądzę, że wy także się przydacie.- Letty spojrzała po chłopakach.
- Podejrzewam, że Gisele wsadzi was na tyły.- Spojrzałam na Roman'a z uśmiechem na ustach, chciałam się z nim trochę podroczyć. Oczywiście musiał zrobić to samo co ja. Idiota zaczął mnie naśladować.
- Dobra! Koniec tematu. Makaron się pali.- Han podniósł ręce w obronnym geście by "załagodzić" sytuację a raczej by Rom przestał się wydurniać. Gisele przemieszała jak się okazało makaron z serem po czym nałożyła go na talerze i podała.
Po zjedzonym obiedzie lub obiado-kolacji gdyż jest już 19:00 poszliśmy do salonu. Oczywiście jak to ja zajęłam jedną z kanap, reszta usiadła na drugiej. Włączyli jakiś tam mecz piłki nożnej i zaczęli oglądać. Powiem szczerze, że nie miałam ochoty patrzeć na to jak kilku spoconych facetów lata jak stado małp za piłką. Miałam wrażenie iż moje powieki z każdą minutą są coraz cięższe. Po niedługim czasie zasnęłam. Nie wiem czy mój stan trwał długo ale w pewnym momencie lekko się przebudziłam gdyż poczułam iż ktoś mnie niesie. Nie otworzyłam oczu by  sprawdzić kto to gdyż poznałam po perfumach kto jest moim tragarzem. Brian ostrożnie położył mnie na łóżku i już chciał nakryć mnie kołdrą kiedy go zatrzymałam. Usiadłam zaspana, zdjęłam skarpety rzucając je w kąt, sweter gdyż pod spodem miałam jeszcze czarną bokserkę by było mi ciepło oraz prawie na oślep pozbyłam się leginsów. Następnie wgramoliłam się pod kołdrę. Brian zgasil mi lampkę nocną i już miał wychodzić, jednak nie pozwoliłam mu na to.
- Brian?- Zapytałam cicho gdyż nie miałam siły wydusić z siebie normalnego dźwięku.
- Tak?- Podszedł bliżej paląc lampkę z powrotem.
- Gdzie ty idziesz?- Ponowiłam litanie moich pytań.
- Na dół.- Odpowiedział patrząc się na mnie z lekkim zdezorientowaniem.
- Możesz zostać ze mną?- Spojrzałam mu prosto w oczy uśmiechając się lekko. Pokiwał tylko głową po czym zdjął koszulkę i został w szarych dresach. Po chwili także wsunął się pod pościel obok mnie, wcześniej gasząc lampkę. Przytuliłam się do niego. Pocałował mnie w czoło i przysunął jeszcze bliżej do siebie.
- Dobranoc.- Powiedział cicho, prawie że szepcząc mi do ucha. Uśmiechnęłam się szeroko po czym prawie od razu zasnęłam, lecz wcześniej odpowiedziałam mu tym samym. Przy nim czuje się tak wyjątkowo. Czułam bijące od niego ciepło, które uspokajało mnie od środka. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się przy kimś czułam. No pomijając Dominic'a, ale on się nie liczy.

*
Bez tytułu #96Obudziłam się i pierwsze co, to rozejrzałam się dookoła siebie. Obok mnie spał Brian. Patrząc na niego, uśmiech samoistnie wkradł mi się na twarz. Powiem szczerze trochę nie mogłam uwierzyć w to, że jesteśmy razem. Tak cholernie Go kochałam. Budzik pokazywał dopiero 08:00. Wstałam ostrożnie uważając by nie obudzić mojego chłopaka. Po drodze do garderoby zebrałam wczorajsze ubrania i zaniosłam je wcześniej do łazienki. Dopiero kiedy wzięłam czyste ciuchy weszłam do niej ponownie. Umyłam się szybko, ogarnęłam włosy i na koniec umyłam zęby.Otworzyłam drzwi najciszej jak potrafiłam i wyszłam. Brian nadal spał, był taki uroczy. Włosy zasłaniały mu pół twarzy na widok czego lekko się uśmiechnęłam. Usiadłam na malutkiej kanapie z laptopem na kolanach. Pod czas kiedy się włączał wyjrzałam przez okno. Dzisiejsza pogoda niczym nie przypominała wczorajszej. Było słonecznie z kilkoma chmurkami na niebie. Wróciłam wzrokiem do komputera i uruchomiłam przeglądarkę. Chciałam poszukać jakiś wozów do remontu. Niestety albo były w fatalnym stanie więc nie opłacało by się ich brać i robić, albo w ogóle nie było żadnych. Chciałam aby były do naszego użytku bo aut w naszym przypadku nigdy za wiele. Kiedy podniosłam wzrok wyżej ujrzałam Brian'a bacznie mnie obserwującego. Patrzył na mnie lekko czerwonymi i podpuchniętymi od snu oczyma.
- Hej.- Posłał mi szeroki uśmiech na co odpowiedziałam mu prawie tym samym tylko bardziej "uroczo".
- Hej. Tylko mi nie mów, że się nie wyspałeś przez moje krzyki.- Zaczęłam bawić się moimi palcami u rąk lekko spuszczając głowę.
- Aria spałaś jak dziecko. Wyspałem się jak nigdy dotąd.- Spojrzał mi w oczy ze szczęściem wypisanym w jego źrenicach. Ej no fakt, rzeczywiście nic mi się dziś nie śniło. Byłam w lekkim szoku. Wystarczyło, że Brian spał ze mną i to sprawiło, że wszystkie te złe wspomnienia zginęły? Uśmiechnęłam się na tą myśl. Zamknęłam przenośny komputer i podeszłam do mojego chłopaka po czym wdrapałam się obok niego na łóżko. Bez chwili zastanowienia złączył nasze wargi. Nagle do pokoju wparował Roman. Automatycznie się od siebie oderwaliśmy. Spojrzał na nas zniesmaczony.
- Dobra potem dokończycie, zbierajcie się! Musimy jechać do warsztatu. Kilka osób chce zostawić wozy.- Pokiwaliśmy tylko głowami na znak zgody. Roman zamknął za sobą drzwi, a my zaczęliśmy się śmiać. Podniosłam się pierwsza ciągnąć za pościel na znak iż chce pościelić. Brian wstał leniwie zarzucając na siebie koszulkę.
- Idź się ogarnij, ja pójdę już na dół.- Wskazałam głową na drzwi by poszedł do siebie przebrać się. Pokiwał głową i wyszedł. Skończyłam z łóżkiem, wzięłam telefon i zbiegłam po schodach wprost do garażu. Był w nim Dom, Han i Letty.- Hej!- Krzyknęłam w ich stronę, na co odpowiedzieli tym samym.
- Ludzie, pojedzie ktoś po mój samochód? Stoi nie daleko China Town, nie ma paliwa.- Spytałam się ich, trzymając ręce w kieszeniach spodni.
- Pojadę po niego z Gisele.- Letty od razu mi odpowiedziała. Wzięła nawet już kluczyki na znak, że jest gotowa do drogi.
- Pojedź z Han'em, Roman'em i Tej'em do warsztatu, ja muszę załatwić coś z Brian'em.- Dominic wydał mi polecenie. Przytaknęłam tylko głową po czym podeszłam do Tej'a uwieszając się na nim. Kiedy dołączyła do nas reszta każdy wsiadł do swojego wozu. Ja jedynie postanowiłam przyjechać się ścigaczem, a Gis 
pojechała razem z Letty.
- EJ! Tylko sprawdź czy masz hamulce!- Rom krzyknął do mnie na co spiorunowałam go wzrokiem i opuściłam szybkę kasku. Wyjechałam jako pierwsza prosto na główną drogę. Byłam daleko na przodzie. Uwielbiałam jeździć na tej maszynie, przynajmniej mam czas pobyć sama ze sobą. Nim się obejrzałam po mojej lewej jechał Han, po prawej Tej, a za mną Roman. Popatrzyłam to na jednego to na drugiego i przyśpieszyłam. Wyprzedzałam każdy samochód po kolei. Wiele osób trąbiło, na co nie zwracałam żadnej uwagi. Na miejsce dojechałam jako pierwsza. Zdjęłam kask i upuściłam nóżkę. Chłopaki podjechali ostro hamując, tym samym zrobili ogromną chmurę kurzu. Otworzyłam drzwi warsztatu a oścież by wpuścić trochę ciepłą i świeżego powietrza. Zostawiłam zegarek na biurku i od razu wzięłam się za zmianę opon w jednym z samochodów. Kilka dni temu stały klient Billy'ego dostarczył nam ten wóz do niewielkiej naprawy. Chłopaki wczoraj wstawili przednią szybę więc zostały tylko opony, które wystarczyło tylko założyć. Wzięłam komplet opon i jedną po drugiej przeturlałam obok auta. Tej i Rom wzięli się za szukanie w komputerze telefonu do tego faceta. Han natomiast zaczął mi pomagać.
- Ej, a czemu tak się tu zerwaliśmy?- Spojrzałam na Czarnoskórych kumpli, a potem na Japończyka.
- Bo jakaś laska dzwoniła rano i mówiła, że ma trochę potłuczony wóz i trzeba go ogarnąć.- Pokiwałam tylko głową i wróciłam do zakładania opony. Wtedy pod warsztat podjechał czarny, spory samochód holujący białego Chevrolet'a. Od razu rozpoznałam ten wóz. Zacisnęłam dłonie w pięści i wstałam. Wzięłam ścierkę i zaczęłam wycierać dłonie. Z auta wysiadła Emily, jednak jej kierowca został w samochodzie. Miałam ochotę podejść i podbić jej to drugie oko. To wczorajsze miała mocno przypudrowane jednak i tak było widać. Chłopaki podeszli do mnie. Ona natomiast rzuciła Han'owi kluczyki, które złapał.
- Myślałam, że będzie tu właściciel.- Skrzyżowała ręce na silikonowych cyckach i zrobiła kapryśną minę. Kumple spojrzeli na mnie z lekkim niedowierzaniem.
- My jesteśmy właścicielami, jak się nie podoba to wypierdalaj. Mało ci po wczorajszym?- Rzuciłam ostro w jej stronę. Rom wskazał na jej oko, a potem po raz kolejny  zerknął na mnie z rozbawieniem w oczach.
- To ty jej to zrobiłaś?- Roman uśmiechnął się szeroko, na co tylko przytaknęłam.
- Ej grzeczniej do klienta.- Podeszła do nas bliżej i spojrzała mi w
oczy.
- Wiesz co chyba pomyliłaś miejsca. Nie zamawialiśmy dziwki.- Odpowiedziałam jej szybko, Han odwrócił głowę w moją stronę z lekkim i dumnym uśmieszkiem na twarzy. Puścił mi oczko na znak, że mam rację mówiąc jej to wszystko.
- Jasne mów sobie co chcesz, ale Brian'a umiałam zadowolić.- W tej chwili po raz kolejny rzuciłam się na nią. Han złapał mnie i 
odciągał, Roman robił to samo z nią, a Tej stanął pomiędzy nami by dodatkowo zwiększyć dzielącą nas odległość.
- Co wy robicie?!- Wtedy Dominic poszedł do nas razem z  reszta ekipy, która dojechała. Nie zwracałam na nikogo uwagi.
- Jesteś nienormalna! Wynoś się stąd!!- Krzyknęłam w jej kierunku prawie centralnie do ucha Tej'a.
- Dość. Wystarczy!- Brian stanął razem z Parker'em. Dominic pomógł Japończykowi i odciągnęli mnie daleko od tej Idiotki. Ją natomiast ogarnęła Letty gdyż Rom nie mógł sam dać sobie z nią rady. Kiedy Dom mnie puścił wróciłam się do niej. Jednak po drodze Brian mnie złapał w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nie rób tego.- Szepnął mi do ucha. Przekalkulowałam sobie jego słowa w głowie. Policzyłam w myślach do dziesięciu z zamkniętymi oczyma. Kiedy wyczuł, że już się uspokoiłam puścił mnie. Jednak wciąż pilnował bym stała w miejscu. Han odrzucił jej klucze.
- Znajdź inny warsztat.- Dominik skwitował dość głośno. Stanął po mojej lewej ze skrzyżowanymi rękoma na torsie. Stałam po między nimi wciąż zdenerwowana. Ona tylko popatrzyła na nas i odwróciła się napięcie. Kiedy zniknęła nam z oczu wszyscy mnie krążyli.
- Patrząc na ciebie widzę siebie samego.- Dominic spojrzał na mnie lekko wkurzonym wzrokiem. Mimo to nie był wkurwiony na mnie.
- Wiem.- Pokiwałam tylko głową.
- Wisisz mi aparat słuchowy.- Tej potarł dłonią zewnętrzną część ucha krzywiąc się lekko. Przytuliłam go mocno oplatając jego szyję rękoma.
- Przepraszam Tej.- Odkleiłam się od niego i wróciłam na swoje stałe miejsce.
- Jest spoko.- Parker tylko posłał mi miły uśmiech i usiadł na krzesełku obok.
- O co poszło?- Letty spojrzała to na mnie, to na Tej' a i Rom'a, a na koniec na Han'a.
- To nie jest ważne. Liczy się to, że Chachi miała rację. Nie wierze, że to mówię ale sam miałem ochotę ją stąd wywalić.- Han pokiwał głową z niedowierzaniem na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Chodziło o mnie prawda?- Brian i wyszeptał mi to do ucha, tak by nikt inny tego nie usłyszał. Pokiwałam lekko głową na "tak" i przymknęłam oczy. Powiem szczerze, że ona zepsuła mi już dzisiejszy dzień. Wszystkiego już mi się odechciało. Jak to możliwe, że jedna osoba może w taki pozbawić cię chęci do czegokolwiek? Sama tego nie rozumiem ale wiem, że z jej strony na tym się nie skończy. Jestem bardzo ciekawa co jeszcze wymyśli oraz czemu to robi.

---------------------------
Hej! 
I jak podoba sie?? Miałam inną wizję ale specjalnie dla was spiknęłam ich:D Rozdział zostawiam wam do oceny. Licze oczywiście na komentarze:* Mam nadzieje, ze nie zabijecie mnie za Little Mix ale ta piosenka wydawala mi sie naprawde pasujaca do sytuacji. Do następnego, pozdrawiam!

http://givemethepotencyof.blogspot.com/ link do bloga mojej przyjaciolki, mam nadzieje, ze zajrzycie :*

sobota, 7 lutego 2015

Hallo!

Hej wam!
Słuchajcie po ostatnim poście mam wrażenie, że tylko Sandra i Marzena (no i Klaudia ale to sie nie liczy :P) czytają tego bloga. Z każdym nowym rozdziałem jest coraz mniej komentarzy. Ja będe wdzieczna jesli ktos napisze chociaz jedno słowo pod rozdziałam, bede wtedy wiedziala ze ktos wgl czyta moje wypociny. Dla was to minuta, a dla mnie cos naprawde waznego. Więc  prosze was o nawet skromne komentowanie. Teraz z  innej beczki jak wam sie podoba nowy wyglad bloga? Mi osobiscie bardzo :D Rozdział już się pisze i myśle, że bedziecie zadowoleni z niego :P
Do następnego!

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 6

Otworzyłam po woli powieki. światło, które dotarło do moich źrenic lekko mnie oślepiło. Muszę zapamiętać by na noc zasłaniać zasłony. Podniosłam się na łokciach cicho jęcząc i wyjrzałam przez okno. Ujrzałam piękny wschód słońca. Wyglądało to jak by wielka, świecąca pomarańcza wdrapywała się na niebo. Po dwóch minutach patrzenia się na to niezwykłe zjawisko, przerzuciłam wzrok na budzik stojący na szafce obok łóżka. Wskazywał równo 08:00. Nie wiem czemu obudziłam się tak szybko,  jednak mimo to niesamowicie się wyspałam. Wygrzebałam się spod pościeli i poszłam po czyste ubrania. Weszłam do łazienki i natychmiastowo wzięłam prysznic. Ciepłe krople wody uderzały o moją skórę. Uwielbiałam to uczucie, mogłabym stać tu przez całą wieczność. Jednak skoro już i tak wstałam pewnie jako pierwsza to należałoby zrobić jakieś śniadanie. Zakręciłam wodę zaraz po umyciu się i owijając się ręcznikiem wyszłam z kabiny. Dokładnie się wytarłam, a następnie ubrałam. Spojrzałam na łazienkę czy zostawiam ją w miarę dobrym stanie, dobra ujdzie potem się posprząta. Wzruszyłam ramionami i naciskając klamkę drzwi do dołu opuściłam ją. Pościeliłam jeszcze łóżko i po chwili opuściłam także sypialnie. Starałam się robić to delikatnie i po cichu zwłaszcza przy zamykaniu za sobą drzwi. Ruszyłam na dół, można by było powiedzieć, że wręcz na palcach. Nie chciałam ich wszystkich pobudzić. Zerknęłam po drodze do salonu by sprawdzić czy jest bardzo zasyfiony po wczorajszym. Ku mojemu zaskoczeniu był czysty. Spodziewałam się masy butelek i wielkiego pierdolnika. Jednak na szczęście nie było tu żadnego znaku bo ich balowaniu. Wzruszyłam ramionami i poszłam do kuchni. Nie miałam bladego pojęcia co zrobić do jedzenia. Po otwarciu lodówki jednak wpadłam na w miarę dobry pomysł. Postanowiłam zrobić naleśniki z jagodami. Wyjęłam wszystko co potrzebne i wzięłam się do pracy. Dla tylu osób potrzebuje góry tych placków! Zmieszałam wszystkie składniki w niebieskiej misce i zaczęłam smażyć. Po ponad godzinie wszystko było gotowe. Nie były jakieś mega niesamowite ale wyglądały dobrze. Chwyciłam kubek z kawą i usiadłam przy blacie. Zabrałam się za spożywanie śniadania, które okazało się przepyszne. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, pokazywał 10;30. Jeśli zaraz nie zejdą na na dół zacznę ich budzić i to w brutalny sposób. Wszystko zaraz wystygnie. Poczekam jeszcze dziesięć minut i idę do nich. Taaa minęło pół godziny i żywej duszy nie ma. Nalałam w średniej wielkości garnek lodowatej wody i poszłam na górę. Na pierwszy ogień poszedł Tej. Weszłam do jego pokoju, odstawiłam garnek i podbiegłam do niego szarpiąc go i krzycząc.
- Tej! Wojna jest! Szybko gdzie są twoje kluczyki od czołga!?- Chłopak zerwał się i zaczął szukać ich na szafce nocnej. Po chwili się kapnął o co chodzi. Spiorunował mnie wzrokiem i położył się z powrotem łapiąc za pewnie obolałą głowę.
- Nienawidzę cię Chachi, mam mega kaca więc daj mi spokój.- Odwrócił się ociężale na drugi bok i nakrył po uszy.
- Wstań bo sięgnę po broń większego kalibru.- Wskazałam na garnek z wodą. Spojrzał to na mnie to na moją "broń" i usiadł na łóżku  z rezygnacją. Miał mega zaspane lub skacowane oczy. W całym pokoju śmierdziało alkoholem. Rozejrzałam się i otworzyłam dwa okna na całą szerokość.
- Dobra, niech ci będzie już idę.- Uśmiechnęłam się do niego szeroko, chwyciłam garnek i wyszłam. Poszłam do pokoju obok. Zastałam tam Roman'a śpiącego z otwartą buzią. Chciało mi  się z niego śmiać jednak się powstrzymałam. Podeszłam do szafki, wzięłam słuchawki po czym założyłam je kumplowi na głowę. Podłączyłam je do mojego telefonu i puściłam heavy metal na full. Wiem moje metody są beznadziejne i głupie ale skuteczne. Pamiętam to z dzieciństwa, na obozach to był obowiązkowy punkt dnia.Zerwał się jak poparzony i błyskawicznie zrzucił sprzęt z głowy. Jęknął głośno i rozmasował sobie skronie.
- Nie masz serca ani litości. Nie wiesz, że ludzi w takim stanie się nie budzi?!- Miałam wrażenie, że zaraz mnie zabije. Patrzył się na mnie wzrokiem mordercy.
- Na dole jest śniadanie więc nie przesadzaj.- Na moją wiadomość przewrócił oczyma i uśmiechnął się rezygnacją.
- Dobra, wybaczam ci.- Prychnęłam śmiechem lecz po chwili zaczęłam się śmiać. Nie wiem z czego, z tego jak wygląda, czy z tego co powiedział.
- Ależ ty jesteś łaskawy. Powinnam cię teraz całować po stopach.- Zaczęłam Go przedrzeźniać robiąc miny takie jak on zawsze robi. Odwdzięczył mi się tym samym. Rom jest tu chyba jedyną osobą, z którą mogę się naprawdę wydurniać. Posłałam mu całusa na przeprosiny i po raz kolejny wyszłam z garnkiem lecz teraz udałam się po cichu do Brian'a. Woda była potrzebna właśnie do mojej zemsty. Nabijał się wczoraj ze mnie kilkanaście razy,teraz moja kolej! Wieeeem zachowuje się jak dziecko, nie raz to już słyszałam ale trudno. Nie zmienię się i chyba już zawsze będę biegała z garnkiem wody. O' Conner spał na brzuchu przytulając pościel. Jego blond włosy zasłoniły mu prawe oko ponieważ miał je w lekkim nieładzie. Był taki uroczy kiedy spał. Wydawał się taki niewinny. Mój wzrok przykuł jeszcze jego wyrzeźbiony tors. Kuźwa Aria, ogarnij się! Potrząsnęłam głową i delikatnie weszłam na łóżko trzymając garnek w dłoniach. Stanęłam na wysokości jego brzucha tak, że leżał pomiędzy moimi nogami. Uśmiechnęłam się chytrze, bez dłuższych zastanowień wylałam na niego lodowatą wodę i rzuciłam garnek na podłogę. Zerwał się jak poparzony. Był zdezorientowany i jeszcze nie doszło do niego to co się właśnie stało. Zaczęłam się z niego głośno śmiać. Spojrzał na mnie zadziornie po czym złapał i przewrócił na mokry materac. Górował nade mną siedząc na mnie okrakiem. Spojrzał mi w  oczy i zaczął łaskotać. Nienawidzę tego, zaczęłam się wyrywać. Dodatkowo śmiałam śmiałam się na cały głos i błagałam by przestał.
- Trzeba było mnie nie oblewać wodą.- Bawiła go cała ta sytuacja, a zwłaszcza moja reakcja na jego tortury.
- Brian proszę cię przestań!- Nie mogłam opanować śmiechu co oczywiście motywowało go do dalszego znęcania się nade mną.
- Przeproś to dam ci spokój.- Posłał mi to jedno z jego zniewalających spojrzeń i uśmiechów co oczywiście zahipnotyzowało mnie. Ha! Ja mam go przepraszać?! Porypało go do reszty!...Cholera, dobra jednak nie mam wyjścia. Miałam już naprawdę dość więc powiedziałam szybko to jedno słowo.
- Pp-rzeee-praaaa-szaaam!- Krzyknęłam głośno aby tylko już przestał mnie łaskotać.
- Co powiedziałaś?- Jednak kontynuował, a ja miałam coraz większą ochotę aby mu przywalić.
- Kurwa przepraszam!- Już nie wytrzymałam. Na te słowa przestał i zszedł ze mnie. Usiadłam podkurczając nogi, schowałam głowę pomiędzy nie. Zaczęłam łapać szybko powietrze by nadrobić jego braki. Brzuch mnie rozbolał od tego śmiechu i do tego byłam prawie całą mokra od materaca. Siedzieliśmy obok siebie. Muszę przyznać, że w mokrych włosach wygląda mega seksownie.- Idiota!- Walnęłam go poduszką na co się roześmiał.
- To ty mnie oblałaś wodą.- Po raz  kolejny posłał mi to zniewalające spojrzenie i piękny uśmiech. Facet przestań mi to robić no!!
- Bo zasłużyłeś! Trzeba było się ze mnie nie naśmiewać.- Zaczęłam gestykulować rękoma doprowadzając go tym samym do jeszcze większego rozbawienia.
- Dobra, przepraszam. Jesteśmy kwita.- Podał mi rękę na zgodę, którą niechętnie uścisnęłam. Lepsza zgoda niż łaskotki lub inne tortury.
- Ok, niech będzie. Chodź pomóż mi z materacem, trzeba go wysuszyć na balkonie, pościel z resztą też.- Wstałam i podałam mu rękę aby pomóc mu wstać. Oczywiście skorzystał z tego i już po chwili stał obok mnie. Podniósł materac i zaniósł go ciągnąc bokiem po podłodze wprost na balkon. Ja chwyciłam mokrą pościel i poszłam w jego ślady. Pogoda była dziś przecudna. Słońce bardzo grzało, a lekki i przyjemny wiatr plątał włosy. Wystawiłam twarz w stronę ogniska ciepła zamykając przy tym oczy.
- Czyli co plaża dzisiaj?- Spojrzałam w jego stronę. Opierał się o barierki rękoma. No ta jeszcze dzisiejsza randka z nim! Pokiwałam twierdząco głową.- Chodźmy na dół.- Odepchnął się od barierki i wszedł z powrotem do sypialni. Zrobiłam to samo co on. Po drodze założył szarą koszulkę, która leżała na krześle. Wyminęłam go i wyszłam z pokoju, jednak poczekałam na niego na korytarzu. Zamknął za nami drzwi i razem udaliśmy się do kuchni gdzie o dziwo byli już wszyscy. Mieli niewyraźne skacowane miny lecz  mimo to pochłaniali naleśniki.
- Cześć wam!!- Krzyknęłam dość głośno na co tylko spiorunowali mnie wzrokiem.
- Przymknij się błagam.- Rom posłał mi proszące spojrzenie, któremu uległam. Pokiwałam głową na znak, że będę już cicho.
- Co u was tak głośno było? Piski, śmiechy ludzie takie rzeczy to nie publicznie.- Letty zerknęła na mnie zadziornie. Zrobiło mi się trochę głupio. Wiem, że robiła sobie z nas żarty lecz mimo wszystko czułam się dziwnie. Jednak szybko znalazłam coś na swoją obronę.
- Ten tu znęcał się nade mną.- Wskazałam głową na Blondyna, na co uśmiechnął się lekko.
- Przypominam ci, że to ty oblałaś mnie wodą. ja się tylko broniłem.- Podniósł ręce w obronnym geście.
- Jak to wodą?- Dom uniósł prawą brew na znak zapytania.
- To była zemsta.- Skrzyżowałam ręce na piersiach z triumfalną miną wymalowaną na twarzy.
- Coś lubisz się mścić.- Gisele spojrzała na mnie, a potem na Dominic'a by dać mi do zrozumienia, że on też tak ma. Może i lubię się mścić ale taka moja natura.
- Tak w ogóle to dobre to.- Tej krojąc kawałek naleśnika wskazał na niego widelcem i zwrócił się do mnie.
- Dzięki.- Uśmiechnęłam się szeroko i napiłam kawy.- Dobra wy sobie tutaj trzeźwijcie, a ja jadę do warsztatu Billy'ego. Musze zabrać stamtąd kilka rzeczy za nim policja wszystko skonfiskuje.- Włożyłam kubek do zlewu i ruszyłam w stronę drzwi. Chciałam zrobić tam porządek, Billy chciałby tego. Zawsze powtarzał, że co jego to i moje.
- Chachi czekaj!- Miałam już nacisnąć na klamkę jednak zatrzymałam się i wróciłam do kuchni. Dom coś ode mnie chciał. Jeśli chodzi o proszki na kaca to ich nie posiadam.
- Co jest?- Spojrzałam na niego z zaciekawienie gdyż wyglądał jak by się nad czymś zastanawiał.
- Co z tym warsztatem? Będzie stał pusty?- Zadał mi pytanie, jednak nie wiedziałam do czego zmierza. Uniosłam brew do góry i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Taaak i co w związku z tym?
- Myślisz, że Billy nie miałby nic przeciwko gdybyśmy my otworzyli tam warsztat?- Ja chyba źle słyszę. Pomysł jest dobry, nawet bardzo dobry ale... W sumie nie ma żadnego "ale" ani przeszkód! Cholera mogli by zacząć w końcu normalnie zarabiać, jak ludzie.
- Nie miałby, cieszył by się że to ja tam będę, a nie policja.- Rozpromieniałam na twarzy widząc jego uśmieszek.
- Poczekaj na nas, jedziemy z tobą.- Dopił kawę i wstał od stołu.
- W takim stanie? Ledwo patrzycie na oczy. Gdyby coś to nawet nie uciekniecie przed Psami.- Pokiwałam głową z dezaprobaty. Jak oni to widzą? Będą jechać slalomem przez środek jezdni?
- Ona ma rację. Pojedziemy na trzy samochody i tyle. Gisele i Letty śmiało mogą kierować.- Brian wtrącił się do naszej rozmowy. Gestykulował przy tym ręką i patrzył się to na mnie to na dziewczyny.
- Spoko ja mogę jechać.- Letty z ostatnim kawałkiem naleśnika na widelcu wyraziła zgodę na robienie za kierowcę.
- W takim razie, ja też.- Gisele siedząc obok Han'a także zdeklarowała się prowadzić, jednak z większą obojętnością w głosie.
- Super, ale ludzie zbierajcie się no!- Ponagliłam ich ręką na co podnieśli się z krzeseł i ruszyli na górę. Pokiwałam tylko głową patrząc jak się przy tym męczą. Po odprowadzeniu ich wzrokiem zeszłam do garażu. Obejrzałam samochody po wczorajszej akcji. Auto Dominic'a tak samo jak Han'a miało obtarty przód i urwany zderzak. Jedynie bez szwanku było auto Letty, moje i Brian'a. Super czyli czeka nas kolejna naprawa. Nie dawno rozbiłam jeden wóz, a teraz aż trzy są do remontu. Na szczęście są to drobne szkody. Po jakiś dwudziestu minutach bezczynnego siedzenia w samochodzie i czekania na nich w końcu zeszli. Gisele wzięła inne auto na czas naprawy, czyli do jutra. Pojechał z nią Han, z Letty pojechał Dominic i Tej, a ze mną Brian i Rom. Bo oczywiście O' Conner musiał wpakować mi się do wozu! Całą trójką jechaliśmy w okularach przeciwsłonecznych, ja bo mnie słońce oślepiało,oni by ukryć skacowane oczy. Jechaliśmy wszyscy ponad 100km/h , mijając wszystkie auta po kolei. W radiu akurat leciała moja ulubiona piosenka, podgłośniłam prawie na maxa by zrobić im na złość. Od razu zareagowali łapiąc się za głowę  i ją pocierając.
- Chachi kurwa! Wyłącz to!- Rom wsadził głowę pomiędzy mnie a Blondyna.
- Ciesz się, że nie zaczęłam śpiewać!- Krzyknęłam mu wprost do ucha. Podskoczył do góry jęcząc. Zaczęłam się śmiać z jego reakcji.
- Jesteś potworem. Uroczym, ale jednak potworem.- Brian skwitował szybko moje zachowanie z pięknym uśmiechem na twarzy. Pokiwałam głową z dezaprobaty i przyciszyłam muzykę z powrotem skupiając się na drodze.
- Aria gdzie teraz?- Letty zapytała się mnie przez krótkofalówkę. Wzięłam ją do ręki i odpowiedziałam.
- Na następnym zjeździe w prawo i cały czas prosto.- Rzuciłam urządzenie na kolana Brian'a.- Roman  trzymasz się tam jakoś? Tylko pawia nie puść na siedzenie.- Spojrzałam na niego poprzez środkowe lusterko uśmiechając się przy tym zadziornie.
- Jest ok.-Jezu musi być z nim naprawdę źle jeśli odpowiada tylko dwoma słowami. Zawsze gada jak najęty, a teraz co? Zjechałam na odpowiednią drogę i zaczęłam jechać za resztą. Po paru minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam i podeszłam do drzwi warsztatu. Miałam do nich klucz więc otworzyłam je. Wszystko wyglądało dobrze, jak to w warsztacie. Ekipa zaczęła się po nim rozglądać.


*Brian*

Wysiadłem z Roman'em i odprowadziłem Arię wzrokiem aż do wejścia.
- Ej stary gapiłeś się!- Rom walnął mnie w ramię z tym głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.
- Nie gapiłem!- Zacząłem zaprzeczać z poirytowaniem. Wiem,że się gapiłem ale mimo wszystko Roman nie może mieć racji. Zawsze zgrywa cwaniaka, znam go od dziecka i nic się nie zmienił
- Gapiłeś!- Ciągle stawiał na swoim! Dobra z tym Idiotą i tak nie wygram! Nie przegadam Go więc po jaką cholerę się kłócić?! Wzruszyłem ramionami i pokiwałem głową.
- Dobra, gapiłem się. Zamknij się!- Walnąłem go otwartą dłonią w tył głowy.
- Sam się zamknij!- Stanął na przeciw mnie z pięścią przy mojej twarzy. Przysięgam, jeśli nie przestanie to rzucę się zaraz na niego.
- Oboje się zamknijcie!!- Gisele przechodziła właśnie obok nas. Spojrzała na nas morderczym spojrzeniem i weszła do środka. Rom opuścił rękę i wrócił do poprzedniej pozycji, czyli znowu szedł obok mnie.


*Chachi*

- Wygląda dobrze.- Parker przykucnął podnosząc klucz francuski z ziemi.
- Tej sprawdź w komputerze czy były jakieś zamówienia, po prostu przegrzeb wszystko.- Od razu zabrał się do pracy. Była spora możliwość, że znajdzie w komputerze coś co wyjaśni sprawę Billy'ego. Usiadłam obok niego na obrotowym krześle i zaczęłam grzebać w biurku. Reszta natomiast wzięła się z wielkim trudem za uporządkowywanie wszystkiego. W szufladach nie znalazłam niczego szczególnego. W szafce to samo, po prostu pustka. Jednak w notesie znalazłam karteczkę na, której pisało " sobota, godzina 22:00, Night Club, spotkanie z Park'iem". To to już coś mamy.
- Tej sprawdź komputerze czy  jest coś napisane o sobocie.-Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, jednak wykonał moje polecenie. Nie minęły może dwie minuty, a On już coś znalazł.
- Jest to samo co na tej kartce. Jednak sprawdzę tego Kolesia.- Poszperał trochę w internecie i znalazł to czego szukał. Okazało się iż siedział kilka lat za morderstwo i za nielegalne handlowanie wozami. Był to Chińczyk około trzydziechy. Nigdy dotąd Go nie widziałam.
- No to mamy co robić w sobotę.- Wymieniłam się z Ciemnoskórym zadowolonymi i dumnymi spojrzeniami oraz przybiłam z nim "żółwika". Nagle pod warsztat przyjechała policja. Wyszłam z całą ekipą przed budynek. Stały tam trzy radiowozy i sześciu policjantów. Nie no super, jeszcze ich brakowało do pełni szczęścia!
- Aria Toretto, jej Braciszek i kumple, co za spotkanie.- Jeden z nich stanął na przeciwko mnie z głupawym uśmieszkiem. Skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Warsztat jest mój.- Powiedziałam pewnie na co po raz kolejny uśmiechnął się zadziornie. Nienawidzę takich gliniarzy!
- Niby na jakiej podstawie?- Koleś ja ci zaraz powiem na jakiej podstawie! Pokazałam mu klucze unosząc jedną brew, posłałam mu tym samym uśmiech zwycięzcy.
- Mogłaś je równie dobrze ukraść.- Nie wytrzymałam, zacisnęłam dłonie w pięści i ruszyłam w jego stronę.
- Wszyscy dobrze wiedzą, że był to mój przyjaciel! Każdy wie, że nie miał rodziny i to ja w jakimś stopniu mu ją zastępowałam. Więc do jasnej cholery nie wtrącaj się Facet! Poza tym nie jestem jakąś tam złodziejką więc niech mnie Pan za wcześnie nie osądza!- Wykrzyczałam mu to wszystko prosto w twarz. Reszta gliniarzy wyciągnęła pistolety i skierowała je na mnie. Wtedy moja ekipa zrobiła to samo i także policjanci byli na celowniku. Mierzyłam się z wzrokiem z tym nie dość wysokim Gliniarzem.
- Będę miał was na oku.- Rzucił szybko i udał się do samochodu tak samo jak reszta Psów. Odjechali zostawiając za sobą chmurę kurzu. Nie powiem jakoś dziwnie łatwo poszło. Odprowadziłam ich wzrokiem i wróciłam do reszty po drodze poklepałam po ramieniu Rom'a, który zaczął już trzeźwieć.
- Weźniemy na lawetę samochód Brian'a i doprowadzimy go do ładu tutaj.- Dom skwitował nam swój plan idąc za mną. Schowałam ręce do kieszeni wcześniej zamykając drzwi warsztatu na klucz. Wsiadłam do samochodu oglądając raz jeszcze znalezioną kartkę, tym razem dokładniej.
- Jedźmy dzisiaj na wyścigi.- Letty stanęła obok mnie opierając się o auto.
- Chcecie to jedzcie, my już mamy plany.- Brian wskazał głową na mnie uśmiechając się przy tym uroczo. Letty natomiast uśmiechnęła się lekko do mnie. Miałam ochotę przywalić temu Blond Idiocie. On robi to specjalnie!
- Dobry pomysł, kasy nigdy za wiele.- Han poparł przyjaciółkę, w tym samym czasie wyrzucił pustą paczkę po chipsach.
- Dobra, to załatwione. Chodźcie wracajmy.- Dom wsiadł do samochodu obok, puszczając mi przy tym oczko. Jednak tym razem usiadł jako kierowca, a Letty na  miejscu pasażera. Już wiem o co mu chodziło. Do trzeciego wsiadł Han i Roman ponieważ Gisele wraca lawetą. Spojrzeliśmy się na niego i od razu załapał o co chodzi. Chcieli się ścigać jednak ja nie mam teraz na to ochoty. Po chwili na swoje miejsce wrócił Brian jednak teraz Tej jechał z nami. Odpaliłam silnik i zapięłam pasy podobnie jak reszta. Ruszyłam w stronę autostrady tuż za Dominic' iem. Kiedy dojechaliśmy do zjazdu oni się ustawili  do startu, Ja pojechałam dalej.
- Chachi, a ty?- Usłyszałam w krótkofalówce głos Han'a.
- Ja pasuje.- Brian oraz Tej spojrzeli na mnie lekko zdziwieni.
- To powiedz chociaż start.- Przewróciłam oczyma i ostatecznie się zgodziłam na prośbę Dom'a.
- Do startu, gotowi, START!- Po chwili zobaczyłam ich w lusterkach. Nie minęła chwila, a minęli mnie. Pokiwałam tylko głową z uśmiechem na ustach. Przyśpieszyłam trochę by mimo wszystko nie być za bardzo w tyle. Wyścig wygrał Dominic, po powrocie do domu chłopaki zmienili oponę w wozie Gisele. Założyli także nowe lusterko. Potem wepchnęliśmy na lawetę rozwalonego grata Brian'a. Dominic, Han i Letty pojechali z powrotem do warsztatu w celu zaczęcia naprawy, przy okazji ogarną też samochód Dominic'a i Japończyka po wczorajszym. Zapakowali części na tylne siedzenia, wzięli co im tam jeszcze potrzebne i pojechali. Blondasek podszedł do mnie spoglądając tymi niebieskimi oczyma prosto w moje.
- Pojadę z nimi, żeby nie było. Wrócę na tą dwudziestą, spokojnie.- Posłał mi zniewalający uśmiech, który odwzajemniłam po czym wsiadł do samochodu i ruszył z piskiem opon. Nasza pozostała czwórka została w garażu. Podeszłam do Parker'a wlepiającego wzrok w komputery.
- Tej sprawdzisz mi tego kolesia jeszcze raz? Tylko tak naprawdę dokładnie, każdy szczegół.- Podparłam się o jego ramie łokciem uwieszając się tym samym na nim.
- Jasne, nie ma sprawy.- Spojrzał na mnie z zadziornym uśmieszkiem i pokiwał głową.
- Dzięki.- Poklepałam go po ramieniu i podeszłam do Rom'a który bawił się bronią.
- Ej Roman zostaw to, bo jeszcze pomylisz tarczę ze swoim czołem.- Obdarzyłam go przesłodkim uśmiechem, a on natomiast spiorunował mnie wzrokiem.
- Coś ty się tak na mnie uwzięła co?- Skrzyżował ręce na torsie wcześniej odkładając pistolet na miejsce.
- Bo cię lubię.- Puściłam mu oczko i wróciłam do Tej'a.
- I co?
- Słuchaj nic więcej nie ma.- Wypuścił głośno powietrze z płuc i klepnął dłońmi o kolana na znak rezygnacji. Przygryzłam wargę i wzruszyłam ramionami.
- Trudno, damy radę bez tego.- Nic nie zrobię, musimy działać na podstawie tego co mamy. Jakoś sobie poradzimy. Muszę dorwać tego kolesia i już.
- Chachi co chcesz w ogóle zrobić?- Gisele podeszła do mnie z zaciekawioną miną. Szczerze to nie miałam jako takiego planu działania. Dopiero zacznę się nad tym wszystkim zastanawiać.
- Nie wiem, musimy to przemyśleć.- Wzruszyłam tylko ramionami z lekką rezygnacją wymalowaną na twarzy. Naprawdę miałam już dzisiaj dość tego wszystkiego.
- Damy radę, zobaczysz- Położyła swoją stosunkowo małą dłoń na mym ramieniu, chciała dodać mi trochę otuchy. Uśmiechnęłam się do niej lekko w podziękowaniu. Podszedł do nas Rom i uwiesił na naszej czwórce. Miał wielki uśmiech na twarzy. Uwielbiałam Go właśnie za to, był tak cholernie pozytywny. Co by się nie działo on i tak tryska optymizmem.
- Chodźcie, nie ma co główkować. Obiad sam się nie zrobi.- Zaczęliśmy się śmiać. Jednak tak jak mówił, poszliśmy na górę. Pomyślałam chwilę co zrobić do jedzenia i  wpadłam do pewien pomysł.
- Zamawiam pizze chcecie?- Wybrałam numer najlepszej pizzerii w mieście. Nie chciało mi się teraz gotować, więc fast food to świetne rozwiązanie.
- Jasne! Weź nam dużą z salami i pieczarkami!- Rom pierwszy się wyrwał wskazując na siebie i Tej'a. Zamówiłam cztery duże pizze, dwie takie jakie jak chcieli, jedną hawajską, a druga z szynką i pieczarkami. Czekaliśmy jakąś godzinę i widziałam po chłopakach, że była to ich najdłuższa godzina w życiu. Oczywiście z Gisele nie zjadłyśmy po całej więc trochę zostało. Kiedy oni wylegiwali się nad basenem ja z przyjaciółką poszłyśmy do mnie. Mimo wszystko chciałam jakoś wyglądać dziś wieczorem. Rozklapiłyśmy się  u mnie na łóżku.
- Aria kochasz Go co?- Gisele uniosła brwi ku górze i uśmiechnęła się zadziornie. Boże!! Ona musi mi to robić prawda?! Nie wiem! Po prostu nie wiem! Tak możliwe, że Aria Chachi Toretto się zakochała w kimś kogo zna niecały tydzień! Wypuściłam powietrze z płuc napełniając nim policzki.
- Gisele ja sama nie wiem. Nie jestem pewna.- Odwróciłam głowę by nie musieć na nią patrzeć.
- To widać. Kiedy on jest blisko masz iskierki w oczach.- Uśmiechnęłam się na tą myśl. Czyli jednak widać po mnie cokolwiek. Nie mówię, że jest mi całkiem obojętny bo tak nie jest.Tylko jeden problem...
- Nie jestem pewna czego chce. Trochę się boje, że nie wyjdzie, a ja będę cierpieć.- Z nerwów zaczęłam bawić się własną dłonią i palcami.
- Nie będziesz cierpieć, prędzej Brian będzie. On jest tą osobą, która angażuje się zbyt mocno. - Spojrzałam na nią z lekkim niedowierzaniem na co pokiwała głową. Jeśli naprawdę tak jest to wiem, że gdyby coś mogę spróbować. Na razie nie jesteśmy razem i nie wiadomo czy w ogóle będziemy. Ja nie jestem pewna swoich uczuć ale dzisiaj wszystko wyjdzie na jaw. Kiedy tak siedziałyśmy usłyszałyśmy odgłosy silników pod domem.
Zeszłyśmy na dół by upewnić się czy to reszta ekipy. Okazało, się że tak. Weszli do domu i od razu rozgościli się na kanapie w salonie.
- I jak? Będzie śmigał?- Usiadłam na przeciwko nich na podłodze.
- Będzie, o ile Brian go prędko nie rozbije.- Dominic posłał mi szyderczy uśmiech i tym samym Blondasek pokazał mu "fuck'a" śmiejąc się przy tym. Pokiwałam tylko głową z dezaprobaty.
- Naprawa zajmie nam trochę, ale damy radę.- Letty wzruszyła tylko ramionami i udała się do kuchni. Spojrzałam na zegar na ścianie, było już po osiemnastej. Cholera ale ten czas leci! Podniosłam się z podłogi i wyjrzałam na taras gdzie chłopaki moczyli się w basenie. Wpadłam na jeden głupkowaty pomysł. Zdjęłam buty i spięłam włosy w kucyk gumką którą miałam na nadgarstku.
- Chcesz zrobić to co myślę?- Dom zaczął się ze mnie śmiać. Reszta z resztą podobnie.
- To zależy co myślisz. Ja własnie skaczę do basenu!- Zaczęłam biec i po przekroczeniu wejścia na taras skoczyłam na bombę prosto po między Roman'a, a Tej'a. Woda była naprawdę ciepła. Wynurzyłam się i uśmiechnęłam szeroko do kumpli.
- Wariatka z ciebie!- Tej zaczął chlapać mnie wodą więc zrobiłam to samo. Potem jeszcze trochę go podtopiłam na co zareagował z oburzeniem. Jednak ze względu na brak czasu wyszłam. Poczekałam jak woda trochę ze mnie ścieknie i wróciłam do salonu robiąc mokre ślady. Ekipa patrzyła na mnie śmiejąc się.
- Wybaczcie ale pójdę na górę, trochę mi mokro.- Poczłapałam w stronę swojej sypialni bardzo się ślizgając. Po przekroczeniu jej zamknęłam drzwi na klucz i zrzuciłam z siebie mokre ciuchy. Poszłam do garderoby po nowe i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy i pokręciłam je lokówką, a następnie ubrałam się na nowo. Po wyjściu z pomieszczenia sprzątnęłam te mokre ubrania leżące nadal na podłodze. Usiadłam na łóżku spoglądając na zegarek, 19:30 fajnie. Odpowiedziałam sobie z rezygnacją. Z jednej strony cieszyłam się na dzisiejszy wieczór ale z drugiej nie chciałam tego. Wyszłam na balkon by trochę odetchnąć. Wdech, wydech i tak kilka razy aż się ogarnęłam.
- Weź się w garść Chachi, to tylko głupia randka.- Zacisnęłam dłonie w pięści i weszłam z powrotem do pokoju tylko  po to by zaraz go opuścić. Na korytarzu wpadłam właśnie na Brian'a wychodzącego ze swojej sypialni. Był ubrany w jeansową, sportową koszulę z krótkim rękawem. Pachniało od niego pięknymi perfumami.
- Wyglądasz ślicznie.- Zlustrował mnie wzrokiem od stup do głów.  Nie jestem pewna, ale mam wrażenie, że lekko się zarumieniłam.
- Dzięki.- Posłałam mu szeroki uśmiech, który odwzajemnił.
- Możemy już iść?- Spytał się mnie w wielką nadzieją w oczach.
- Tak, jasne.- Pokiwałam głową twierdząco, wskazał ręką na schody w których kierunku poszłam. Na dole tylko krzyknął:
- To my idziemy!- Nikt nic nie odpowiedział więc zeszliśmy do garażu. Wziął kluczyki od mojego wozu i już chciał otworzyć mi drzwi kiedy Go wyprzedziłam i wsiadłam sama.
- Brian, nie staraj się być dżentelmenem bo sama umiem otwierać drzwi. Nie zrozum mnie źle po prostu nie lubię czegoś takiego.- Spojrzałam się na niego przepraszająco. Nie wiem, może inne laski uwielbiają jak chłopak koło nich skacze, jednak ja nie należę do tej grupy osób. Wolę być samodzielna, nic mi się nie stanie jak sama otworze drzwi.
- Jasne, rozumiem.- Uśmiechnął się delikatnie, a ja nasunęłam okulary na nos. Wyjechaliśmy z garażu i ruszyliśmy w stronę plaży. Słońce już po woli zachodziło. Po dotarciu tam uznaliśmy, że idziemy na spacer wzdłuż wody. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o budkę z lodami. Czerwone słońce pięknie odbijało się od tafli wody. Ludzi było bardzo mało jak na nasze szczęście. Chodząc gadaliśmy o wszystkim i o niczym, prawie cały czas się śmiejąc. Było już grubo po 21 i księżyc pięknie świecił. Kiedy Brian próbował wepchnąć mnie do wody wskoczyłam mu na plecy. Jednak zeskoczyłam w chwili gdy zauważyłam, że idzie w stronę oceanu. Wziął mnie na ręce jak "pannę młodą" i zakręcił nas wokół własnej osi. Nim się obejrzałam nasze buty leżały daleko na piachu, a my staliśmy po kolana w wodzie. On jednak dalej mnie trzymał.
- Brian błagam!!- Zapiszczałam, a on zaczął się śmiać z mojej reakcji. Wiem, że woda jest płytka ale są fale, a ja nie chcę być mokra. Nagle obok nas przepłynęła motorówka tym samym ochlapując nas. Puścił mnie, jednak nie upadłam tyłkiem tylko stałam na nogach. Przeczesałam mokre włosy palcami lekko się przy tym uśmiechając.
- Głupek.- Skwitowałam szybko popychając Brian'a żartobliwie. Potem spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy i utonęłam w nich. Nasze twarze dzieliły może trzy centymetry. Zmniejszyliśmy tą odległość tak że nasze wargi się zetknęły. Położyłam dłoń na jego karku i przyciągnęłam go bliżej siebie. Z każą chwilą pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Czułam się świetnie. Stado motyli latało mi w brzuchu. Byłam prze szczęśliwa. Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie i z uśmiechami na twarzach spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Objął mnie w pasie i pociągnął na brzeg. Zebraliśmy swoje buty i usiedliśmy na piachu. Nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Oparłam głowę o jego ramie i spoglądałam na piękny księżyc i gwiazdy. Mimo wszystko to przed chwilą nie powinno się wydarzyć.
- Co teraz będzie? Znamy się kilka dni.- Brian spuścił głowę pocierając ją. Człowieku czytasz mi w myślach czy co? Wzruszyłam tylko ramionami.
- Na razie zapomnijmy o tym. Tak będzie najlepiej.- Westchnęłam głośno odwracając głowę w prawą stronę.
- Tak, masz rację to dobre wyjście. Przepraszam cię za ten pocałunek.- Spojrzał mi w oczy ze zmartwioną miną.
- Nie przepraszaj, to też moja wina. Zapomnijmy i tyle.- Pokiwał tylko głową na znak zgody i wtedy też zadzwonił mój telefon. Odebrałam natychmiast.
- Tak?
- Chachi mamy mały problem, przyjedzcie szybko na wyścigi!- To była Letty, miała niespokojny głos.
- Dobrze, ale co jest?- Spytałam się jej szybko, Brian spojrzał na mnie z zaniepokojeniem.
- Jeśli nie przyjedziesz przegramy twój samochód. Chodzi o to, że musisz okrążyć te beczki , ale Dominic i Rom muszą jechać z kimś. Oni chcą po trzy osoby. Nikt z nas nie pojedzie bo wszyscy już jechaliśmy. Ich przeciwnicy Powiedzieli, że tylko z tobą będą się ścigać.- Niech to szlag! Nie dość, że mówiła to wszystko od czapy i nie wiele zrozumiałam to jeszcze mogę stracić auto! W co oni się znowu wpakowali? Zostawić ich na chwilę samych i od razu problemy.
- Już jedziemy, będziemy za pięć minut.- Rozłączyłam się i zaczęłam biec w stronę samochodu. Brian zaraz za mną.
- Co jest?!
- Opowiem ci po drodze!- Wsiedliśmy do samochodu, ja na miejscu pasażera. Blondasek po drodze założył buty, ja pod czas drogi na obrzeża miasta.
- Więc w co się wpakowali?
- Przygrywają mój wóz, muszę ścigać się z nimi.- Brian przewrócił oczyma i z powrotem skupił się na drodze. Byłam trochę zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Byłam ciekawa kim są osoby, które chcą się ze mną ścigać. Po dotarciu na miejsce wszyscy się na nas patrzyli, wysiadłam z wozu jak poparzona i podeszłam do ekipy.
- Dom z kim jedziemy?- Mój brat wskazał tylko głową na trzech facetów stojących obok. Na ich widok żołądek podskoczył mi do gardła. Wszyscy to zauważyli. Jeden z nich to szatyn w moim wieku, dwaj pozostali to jego starsi kumple.
- Co jest?- Roman spoważniał i zerknął jeszcze raz na nich, a potem z powrotem na mnie. Stali z chytrymi uśmieszkami na twarzach.
- Nic po prostu,kiedyś się z nimi ścigałam. Grali nie czysto, przez nich wypadłam z toru i skończyło się kilkakrotnym dachowaniem i śpiączką trwającą dwa miesiące.- Starałam się połknąć gulę, która narosła mi w gardle. Denerwowałam się trochę. Przypomniało mi się tamto zdarzenie. Wręcz przeleciało mi przed oczami. Naprawdę nie wiem czego chcą. O coś jednak musi im chodzić skoro kazali po mnie dzwonić.
- Nie pojedziesz, samochód nie jest najważniejszy- Dom przytulił mnie mocno jednak wyrwałam się i wsiadam do swojego auta. Ustawiłam się zaraz za Roman'em. Nie odpuszczę tym Frajerom muszę się odegrać. Tej podszedł do mnie i otworzył mi drzwi.
- Jesteś pewna?- Spojrzałam na niego zawzięcie.
- Jestem.- Dominic i Roman także wsiedli już do aut i czekali na sygnał. Jako pierwszy miał jechać Ciemnoskóry, potem ja i na końcu mój brat. Na środek wyszła chuda Blondynka ubrana skąpo. Miała dać sygnał startu. Na jej znak pojechali z piskiem opon. Rom był daleko w tyle przez cały czas, kiedy wracał nawet nitro nic nie dało. Przejechał przez linie jako drugi. Ruszyłam zaraz po jego dotarciu na metę. Dogoniłam tamtego kolesia z wielkim trudem. W tych pieprzonych bytach nie da się kierować! Tęsknie za swoimi trampkami! Okrążyłam beczki zaraz za nim. W końcu go wyminęłam lecz wtedy chciał zrobić to samo co kiedyś. Próbował uderzyć mnie w w tył tak abym zjechała na bok. Jednak nie pozwoliłam mu na to. Zajeżdżałam mu drogę tylko po to by nie mógł mnie wyprzedzić. Byłam coraz bliżej mety i udało mi się minąć ją jako pierwsza.  Nie trwało to wszystko długo i poszło dość sprawnie. Ten, z którym Dom się ścigał zajechał mu drogę od boku w nadziei, że uda mu się zepchnąć mojego brata. Jednak ten szybko zareagował. Dominic przekroczył linie mety jako pierwszy. Jednak postanowiliśmy, że nie bierzemy ich wozów, chcieliśmy tylko odzyskać moje auto...

---------------------------------------------
Hej! Tak wiem, zakończenie do dupy. Co do Brian'a i Chachi to w nastepnym rozdziale obiecuje wszystko sie wyjasni itd, itp. ale nie obiecuje niczego takiego bardzo pozytywnego i wgl.
Mam jednka nadzieje, ze chociaz troche sie ten rozdzial podoba i tym samym prosze o KOMENTARZE <3 Zwiastun (beznadziejny i do kitu) jest dodany w nowej stronie(zakladace). Tak co to jeszcze?
Udanych ferii kochani! Żadnych innych informacji chyba nie mam. Tylko pytanko:
Czy ktos chce sie ze mna skataktowac w jaki kolwiek sposob i z czym kowliek? Tak tylko pytam bo chce pozmeiniac pare rzeczy i nie wiem. Jak tak, to zachecam, mozecie zadawc mi pytania i nie tylko. Jesli ktos taki jest niech napisze pod postem ze ma taki zamiar.
A i przepraszam za brak gifow i za bledy (taa to juz taka tradycja) naprawde krucho z czasem i dodaje ten post na szybko bo sie troche spiesze, przepraszam:*
Do nastepnego!


www.youtube.com/watch?v=lcE4yOZvcpY