wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 6

Otworzyłam po woli powieki. światło, które dotarło do moich źrenic lekko mnie oślepiło. Muszę zapamiętać by na noc zasłaniać zasłony. Podniosłam się na łokciach cicho jęcząc i wyjrzałam przez okno. Ujrzałam piękny wschód słońca. Wyglądało to jak by wielka, świecąca pomarańcza wdrapywała się na niebo. Po dwóch minutach patrzenia się na to niezwykłe zjawisko, przerzuciłam wzrok na budzik stojący na szafce obok łóżka. Wskazywał równo 08:00. Nie wiem czemu obudziłam się tak szybko,  jednak mimo to niesamowicie się wyspałam. Wygrzebałam się spod pościeli i poszłam po czyste ubrania. Weszłam do łazienki i natychmiastowo wzięłam prysznic. Ciepłe krople wody uderzały o moją skórę. Uwielbiałam to uczucie, mogłabym stać tu przez całą wieczność. Jednak skoro już i tak wstałam pewnie jako pierwsza to należałoby zrobić jakieś śniadanie. Zakręciłam wodę zaraz po umyciu się i owijając się ręcznikiem wyszłam z kabiny. Dokładnie się wytarłam, a następnie ubrałam. Spojrzałam na łazienkę czy zostawiam ją w miarę dobrym stanie, dobra ujdzie potem się posprząta. Wzruszyłam ramionami i naciskając klamkę drzwi do dołu opuściłam ją. Pościeliłam jeszcze łóżko i po chwili opuściłam także sypialnie. Starałam się robić to delikatnie i po cichu zwłaszcza przy zamykaniu za sobą drzwi. Ruszyłam na dół, można by było powiedzieć, że wręcz na palcach. Nie chciałam ich wszystkich pobudzić. Zerknęłam po drodze do salonu by sprawdzić czy jest bardzo zasyfiony po wczorajszym. Ku mojemu zaskoczeniu był czysty. Spodziewałam się masy butelek i wielkiego pierdolnika. Jednak na szczęście nie było tu żadnego znaku bo ich balowaniu. Wzruszyłam ramionami i poszłam do kuchni. Nie miałam bladego pojęcia co zrobić do jedzenia. Po otwarciu lodówki jednak wpadłam na w miarę dobry pomysł. Postanowiłam zrobić naleśniki z jagodami. Wyjęłam wszystko co potrzebne i wzięłam się do pracy. Dla tylu osób potrzebuje góry tych placków! Zmieszałam wszystkie składniki w niebieskiej misce i zaczęłam smażyć. Po ponad godzinie wszystko było gotowe. Nie były jakieś mega niesamowite ale wyglądały dobrze. Chwyciłam kubek z kawą i usiadłam przy blacie. Zabrałam się za spożywanie śniadania, które okazało się przepyszne. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, pokazywał 10;30. Jeśli zaraz nie zejdą na na dół zacznę ich budzić i to w brutalny sposób. Wszystko zaraz wystygnie. Poczekam jeszcze dziesięć minut i idę do nich. Taaa minęło pół godziny i żywej duszy nie ma. Nalałam w średniej wielkości garnek lodowatej wody i poszłam na górę. Na pierwszy ogień poszedł Tej. Weszłam do jego pokoju, odstawiłam garnek i podbiegłam do niego szarpiąc go i krzycząc.
- Tej! Wojna jest! Szybko gdzie są twoje kluczyki od czołga!?- Chłopak zerwał się i zaczął szukać ich na szafce nocnej. Po chwili się kapnął o co chodzi. Spiorunował mnie wzrokiem i położył się z powrotem łapiąc za pewnie obolałą głowę.
- Nienawidzę cię Chachi, mam mega kaca więc daj mi spokój.- Odwrócił się ociężale na drugi bok i nakrył po uszy.
- Wstań bo sięgnę po broń większego kalibru.- Wskazałam na garnek z wodą. Spojrzał to na mnie to na moją "broń" i usiadł na łóżku  z rezygnacją. Miał mega zaspane lub skacowane oczy. W całym pokoju śmierdziało alkoholem. Rozejrzałam się i otworzyłam dwa okna na całą szerokość.
- Dobra, niech ci będzie już idę.- Uśmiechnęłam się do niego szeroko, chwyciłam garnek i wyszłam. Poszłam do pokoju obok. Zastałam tam Roman'a śpiącego z otwartą buzią. Chciało mi  się z niego śmiać jednak się powstrzymałam. Podeszłam do szafki, wzięłam słuchawki po czym założyłam je kumplowi na głowę. Podłączyłam je do mojego telefonu i puściłam heavy metal na full. Wiem moje metody są beznadziejne i głupie ale skuteczne. Pamiętam to z dzieciństwa, na obozach to był obowiązkowy punkt dnia.Zerwał się jak poparzony i błyskawicznie zrzucił sprzęt z głowy. Jęknął głośno i rozmasował sobie skronie.
- Nie masz serca ani litości. Nie wiesz, że ludzi w takim stanie się nie budzi?!- Miałam wrażenie, że zaraz mnie zabije. Patrzył się na mnie wzrokiem mordercy.
- Na dole jest śniadanie więc nie przesadzaj.- Na moją wiadomość przewrócił oczyma i uśmiechnął się rezygnacją.
- Dobra, wybaczam ci.- Prychnęłam śmiechem lecz po chwili zaczęłam się śmiać. Nie wiem z czego, z tego jak wygląda, czy z tego co powiedział.
- Ależ ty jesteś łaskawy. Powinnam cię teraz całować po stopach.- Zaczęłam Go przedrzeźniać robiąc miny takie jak on zawsze robi. Odwdzięczył mi się tym samym. Rom jest tu chyba jedyną osobą, z którą mogę się naprawdę wydurniać. Posłałam mu całusa na przeprosiny i po raz kolejny wyszłam z garnkiem lecz teraz udałam się po cichu do Brian'a. Woda była potrzebna właśnie do mojej zemsty. Nabijał się wczoraj ze mnie kilkanaście razy,teraz moja kolej! Wieeeem zachowuje się jak dziecko, nie raz to już słyszałam ale trudno. Nie zmienię się i chyba już zawsze będę biegała z garnkiem wody. O' Conner spał na brzuchu przytulając pościel. Jego blond włosy zasłoniły mu prawe oko ponieważ miał je w lekkim nieładzie. Był taki uroczy kiedy spał. Wydawał się taki niewinny. Mój wzrok przykuł jeszcze jego wyrzeźbiony tors. Kuźwa Aria, ogarnij się! Potrząsnęłam głową i delikatnie weszłam na łóżko trzymając garnek w dłoniach. Stanęłam na wysokości jego brzucha tak, że leżał pomiędzy moimi nogami. Uśmiechnęłam się chytrze, bez dłuższych zastanowień wylałam na niego lodowatą wodę i rzuciłam garnek na podłogę. Zerwał się jak poparzony. Był zdezorientowany i jeszcze nie doszło do niego to co się właśnie stało. Zaczęłam się z niego głośno śmiać. Spojrzał na mnie zadziornie po czym złapał i przewrócił na mokry materac. Górował nade mną siedząc na mnie okrakiem. Spojrzał mi w  oczy i zaczął łaskotać. Nienawidzę tego, zaczęłam się wyrywać. Dodatkowo śmiałam śmiałam się na cały głos i błagałam by przestał.
- Trzeba było mnie nie oblewać wodą.- Bawiła go cała ta sytuacja, a zwłaszcza moja reakcja na jego tortury.
- Brian proszę cię przestań!- Nie mogłam opanować śmiechu co oczywiście motywowało go do dalszego znęcania się nade mną.
- Przeproś to dam ci spokój.- Posłał mi to jedno z jego zniewalających spojrzeń i uśmiechów co oczywiście zahipnotyzowało mnie. Ha! Ja mam go przepraszać?! Porypało go do reszty!...Cholera, dobra jednak nie mam wyjścia. Miałam już naprawdę dość więc powiedziałam szybko to jedno słowo.
- Pp-rzeee-praaaa-szaaam!- Krzyknęłam głośno aby tylko już przestał mnie łaskotać.
- Co powiedziałaś?- Jednak kontynuował, a ja miałam coraz większą ochotę aby mu przywalić.
- Kurwa przepraszam!- Już nie wytrzymałam. Na te słowa przestał i zszedł ze mnie. Usiadłam podkurczając nogi, schowałam głowę pomiędzy nie. Zaczęłam łapać szybko powietrze by nadrobić jego braki. Brzuch mnie rozbolał od tego śmiechu i do tego byłam prawie całą mokra od materaca. Siedzieliśmy obok siebie. Muszę przyznać, że w mokrych włosach wygląda mega seksownie.- Idiota!- Walnęłam go poduszką na co się roześmiał.
- To ty mnie oblałaś wodą.- Po raz  kolejny posłał mi to zniewalające spojrzenie i piękny uśmiech. Facet przestań mi to robić no!!
- Bo zasłużyłeś! Trzeba było się ze mnie nie naśmiewać.- Zaczęłam gestykulować rękoma doprowadzając go tym samym do jeszcze większego rozbawienia.
- Dobra, przepraszam. Jesteśmy kwita.- Podał mi rękę na zgodę, którą niechętnie uścisnęłam. Lepsza zgoda niż łaskotki lub inne tortury.
- Ok, niech będzie. Chodź pomóż mi z materacem, trzeba go wysuszyć na balkonie, pościel z resztą też.- Wstałam i podałam mu rękę aby pomóc mu wstać. Oczywiście skorzystał z tego i już po chwili stał obok mnie. Podniósł materac i zaniósł go ciągnąc bokiem po podłodze wprost na balkon. Ja chwyciłam mokrą pościel i poszłam w jego ślady. Pogoda była dziś przecudna. Słońce bardzo grzało, a lekki i przyjemny wiatr plątał włosy. Wystawiłam twarz w stronę ogniska ciepła zamykając przy tym oczy.
- Czyli co plaża dzisiaj?- Spojrzałam w jego stronę. Opierał się o barierki rękoma. No ta jeszcze dzisiejsza randka z nim! Pokiwałam twierdząco głową.- Chodźmy na dół.- Odepchnął się od barierki i wszedł z powrotem do sypialni. Zrobiłam to samo co on. Po drodze założył szarą koszulkę, która leżała na krześle. Wyminęłam go i wyszłam z pokoju, jednak poczekałam na niego na korytarzu. Zamknął za nami drzwi i razem udaliśmy się do kuchni gdzie o dziwo byli już wszyscy. Mieli niewyraźne skacowane miny lecz  mimo to pochłaniali naleśniki.
- Cześć wam!!- Krzyknęłam dość głośno na co tylko spiorunowali mnie wzrokiem.
- Przymknij się błagam.- Rom posłał mi proszące spojrzenie, któremu uległam. Pokiwałam głową na znak, że będę już cicho.
- Co u was tak głośno było? Piski, śmiechy ludzie takie rzeczy to nie publicznie.- Letty zerknęła na mnie zadziornie. Zrobiło mi się trochę głupio. Wiem, że robiła sobie z nas żarty lecz mimo wszystko czułam się dziwnie. Jednak szybko znalazłam coś na swoją obronę.
- Ten tu znęcał się nade mną.- Wskazałam głową na Blondyna, na co uśmiechnął się lekko.
- Przypominam ci, że to ty oblałaś mnie wodą. ja się tylko broniłem.- Podniósł ręce w obronnym geście.
- Jak to wodą?- Dom uniósł prawą brew na znak zapytania.
- To była zemsta.- Skrzyżowałam ręce na piersiach z triumfalną miną wymalowaną na twarzy.
- Coś lubisz się mścić.- Gisele spojrzała na mnie, a potem na Dominic'a by dać mi do zrozumienia, że on też tak ma. Może i lubię się mścić ale taka moja natura.
- Tak w ogóle to dobre to.- Tej krojąc kawałek naleśnika wskazał na niego widelcem i zwrócił się do mnie.
- Dzięki.- Uśmiechnęłam się szeroko i napiłam kawy.- Dobra wy sobie tutaj trzeźwijcie, a ja jadę do warsztatu Billy'ego. Musze zabrać stamtąd kilka rzeczy za nim policja wszystko skonfiskuje.- Włożyłam kubek do zlewu i ruszyłam w stronę drzwi. Chciałam zrobić tam porządek, Billy chciałby tego. Zawsze powtarzał, że co jego to i moje.
- Chachi czekaj!- Miałam już nacisnąć na klamkę jednak zatrzymałam się i wróciłam do kuchni. Dom coś ode mnie chciał. Jeśli chodzi o proszki na kaca to ich nie posiadam.
- Co jest?- Spojrzałam na niego z zaciekawienie gdyż wyglądał jak by się nad czymś zastanawiał.
- Co z tym warsztatem? Będzie stał pusty?- Zadał mi pytanie, jednak nie wiedziałam do czego zmierza. Uniosłam brew do góry i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Taaak i co w związku z tym?
- Myślisz, że Billy nie miałby nic przeciwko gdybyśmy my otworzyli tam warsztat?- Ja chyba źle słyszę. Pomysł jest dobry, nawet bardzo dobry ale... W sumie nie ma żadnego "ale" ani przeszkód! Cholera mogli by zacząć w końcu normalnie zarabiać, jak ludzie.
- Nie miałby, cieszył by się że to ja tam będę, a nie policja.- Rozpromieniałam na twarzy widząc jego uśmieszek.
- Poczekaj na nas, jedziemy z tobą.- Dopił kawę i wstał od stołu.
- W takim stanie? Ledwo patrzycie na oczy. Gdyby coś to nawet nie uciekniecie przed Psami.- Pokiwałam głową z dezaprobaty. Jak oni to widzą? Będą jechać slalomem przez środek jezdni?
- Ona ma rację. Pojedziemy na trzy samochody i tyle. Gisele i Letty śmiało mogą kierować.- Brian wtrącił się do naszej rozmowy. Gestykulował przy tym ręką i patrzył się to na mnie to na dziewczyny.
- Spoko ja mogę jechać.- Letty z ostatnim kawałkiem naleśnika na widelcu wyraziła zgodę na robienie za kierowcę.
- W takim razie, ja też.- Gisele siedząc obok Han'a także zdeklarowała się prowadzić, jednak z większą obojętnością w głosie.
- Super, ale ludzie zbierajcie się no!- Ponagliłam ich ręką na co podnieśli się z krzeseł i ruszyli na górę. Pokiwałam tylko głową patrząc jak się przy tym męczą. Po odprowadzeniu ich wzrokiem zeszłam do garażu. Obejrzałam samochody po wczorajszej akcji. Auto Dominic'a tak samo jak Han'a miało obtarty przód i urwany zderzak. Jedynie bez szwanku było auto Letty, moje i Brian'a. Super czyli czeka nas kolejna naprawa. Nie dawno rozbiłam jeden wóz, a teraz aż trzy są do remontu. Na szczęście są to drobne szkody. Po jakiś dwudziestu minutach bezczynnego siedzenia w samochodzie i czekania na nich w końcu zeszli. Gisele wzięła inne auto na czas naprawy, czyli do jutra. Pojechał z nią Han, z Letty pojechał Dominic i Tej, a ze mną Brian i Rom. Bo oczywiście O' Conner musiał wpakować mi się do wozu! Całą trójką jechaliśmy w okularach przeciwsłonecznych, ja bo mnie słońce oślepiało,oni by ukryć skacowane oczy. Jechaliśmy wszyscy ponad 100km/h , mijając wszystkie auta po kolei. W radiu akurat leciała moja ulubiona piosenka, podgłośniłam prawie na maxa by zrobić im na złość. Od razu zareagowali łapiąc się za głowę  i ją pocierając.
- Chachi kurwa! Wyłącz to!- Rom wsadził głowę pomiędzy mnie a Blondyna.
- Ciesz się, że nie zaczęłam śpiewać!- Krzyknęłam mu wprost do ucha. Podskoczył do góry jęcząc. Zaczęłam się śmiać z jego reakcji.
- Jesteś potworem. Uroczym, ale jednak potworem.- Brian skwitował szybko moje zachowanie z pięknym uśmiechem na twarzy. Pokiwałam głową z dezaprobaty i przyciszyłam muzykę z powrotem skupiając się na drodze.
- Aria gdzie teraz?- Letty zapytała się mnie przez krótkofalówkę. Wzięłam ją do ręki i odpowiedziałam.
- Na następnym zjeździe w prawo i cały czas prosto.- Rzuciłam urządzenie na kolana Brian'a.- Roman  trzymasz się tam jakoś? Tylko pawia nie puść na siedzenie.- Spojrzałam na niego poprzez środkowe lusterko uśmiechając się przy tym zadziornie.
- Jest ok.-Jezu musi być z nim naprawdę źle jeśli odpowiada tylko dwoma słowami. Zawsze gada jak najęty, a teraz co? Zjechałam na odpowiednią drogę i zaczęłam jechać za resztą. Po paru minutach dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam i podeszłam do drzwi warsztatu. Miałam do nich klucz więc otworzyłam je. Wszystko wyglądało dobrze, jak to w warsztacie. Ekipa zaczęła się po nim rozglądać.


*Brian*

Wysiadłem z Roman'em i odprowadziłem Arię wzrokiem aż do wejścia.
- Ej stary gapiłeś się!- Rom walnął mnie w ramię z tym głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.
- Nie gapiłem!- Zacząłem zaprzeczać z poirytowaniem. Wiem,że się gapiłem ale mimo wszystko Roman nie może mieć racji. Zawsze zgrywa cwaniaka, znam go od dziecka i nic się nie zmienił
- Gapiłeś!- Ciągle stawiał na swoim! Dobra z tym Idiotą i tak nie wygram! Nie przegadam Go więc po jaką cholerę się kłócić?! Wzruszyłem ramionami i pokiwałem głową.
- Dobra, gapiłem się. Zamknij się!- Walnąłem go otwartą dłonią w tył głowy.
- Sam się zamknij!- Stanął na przeciw mnie z pięścią przy mojej twarzy. Przysięgam, jeśli nie przestanie to rzucę się zaraz na niego.
- Oboje się zamknijcie!!- Gisele przechodziła właśnie obok nas. Spojrzała na nas morderczym spojrzeniem i weszła do środka. Rom opuścił rękę i wrócił do poprzedniej pozycji, czyli znowu szedł obok mnie.


*Chachi*

- Wygląda dobrze.- Parker przykucnął podnosząc klucz francuski z ziemi.
- Tej sprawdź w komputerze czy były jakieś zamówienia, po prostu przegrzeb wszystko.- Od razu zabrał się do pracy. Była spora możliwość, że znajdzie w komputerze coś co wyjaśni sprawę Billy'ego. Usiadłam obok niego na obrotowym krześle i zaczęłam grzebać w biurku. Reszta natomiast wzięła się z wielkim trudem za uporządkowywanie wszystkiego. W szufladach nie znalazłam niczego szczególnego. W szafce to samo, po prostu pustka. Jednak w notesie znalazłam karteczkę na, której pisało " sobota, godzina 22:00, Night Club, spotkanie z Park'iem". To to już coś mamy.
- Tej sprawdź komputerze czy  jest coś napisane o sobocie.-Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, jednak wykonał moje polecenie. Nie minęły może dwie minuty, a On już coś znalazł.
- Jest to samo co na tej kartce. Jednak sprawdzę tego Kolesia.- Poszperał trochę w internecie i znalazł to czego szukał. Okazało się iż siedział kilka lat za morderstwo i za nielegalne handlowanie wozami. Był to Chińczyk około trzydziechy. Nigdy dotąd Go nie widziałam.
- No to mamy co robić w sobotę.- Wymieniłam się z Ciemnoskórym zadowolonymi i dumnymi spojrzeniami oraz przybiłam z nim "żółwika". Nagle pod warsztat przyjechała policja. Wyszłam z całą ekipą przed budynek. Stały tam trzy radiowozy i sześciu policjantów. Nie no super, jeszcze ich brakowało do pełni szczęścia!
- Aria Toretto, jej Braciszek i kumple, co za spotkanie.- Jeden z nich stanął na przeciwko mnie z głupawym uśmieszkiem. Skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Warsztat jest mój.- Powiedziałam pewnie na co po raz kolejny uśmiechnął się zadziornie. Nienawidzę takich gliniarzy!
- Niby na jakiej podstawie?- Koleś ja ci zaraz powiem na jakiej podstawie! Pokazałam mu klucze unosząc jedną brew, posłałam mu tym samym uśmiech zwycięzcy.
- Mogłaś je równie dobrze ukraść.- Nie wytrzymałam, zacisnęłam dłonie w pięści i ruszyłam w jego stronę.
- Wszyscy dobrze wiedzą, że był to mój przyjaciel! Każdy wie, że nie miał rodziny i to ja w jakimś stopniu mu ją zastępowałam. Więc do jasnej cholery nie wtrącaj się Facet! Poza tym nie jestem jakąś tam złodziejką więc niech mnie Pan za wcześnie nie osądza!- Wykrzyczałam mu to wszystko prosto w twarz. Reszta gliniarzy wyciągnęła pistolety i skierowała je na mnie. Wtedy moja ekipa zrobiła to samo i także policjanci byli na celowniku. Mierzyłam się z wzrokiem z tym nie dość wysokim Gliniarzem.
- Będę miał was na oku.- Rzucił szybko i udał się do samochodu tak samo jak reszta Psów. Odjechali zostawiając za sobą chmurę kurzu. Nie powiem jakoś dziwnie łatwo poszło. Odprowadziłam ich wzrokiem i wróciłam do reszty po drodze poklepałam po ramieniu Rom'a, który zaczął już trzeźwieć.
- Weźniemy na lawetę samochód Brian'a i doprowadzimy go do ładu tutaj.- Dom skwitował nam swój plan idąc za mną. Schowałam ręce do kieszeni wcześniej zamykając drzwi warsztatu na klucz. Wsiadłam do samochodu oglądając raz jeszcze znalezioną kartkę, tym razem dokładniej.
- Jedźmy dzisiaj na wyścigi.- Letty stanęła obok mnie opierając się o auto.
- Chcecie to jedzcie, my już mamy plany.- Brian wskazał głową na mnie uśmiechając się przy tym uroczo. Letty natomiast uśmiechnęła się lekko do mnie. Miałam ochotę przywalić temu Blond Idiocie. On robi to specjalnie!
- Dobry pomysł, kasy nigdy za wiele.- Han poparł przyjaciółkę, w tym samym czasie wyrzucił pustą paczkę po chipsach.
- Dobra, to załatwione. Chodźcie wracajmy.- Dom wsiadł do samochodu obok, puszczając mi przy tym oczko. Jednak tym razem usiadł jako kierowca, a Letty na  miejscu pasażera. Już wiem o co mu chodziło. Do trzeciego wsiadł Han i Roman ponieważ Gisele wraca lawetą. Spojrzeliśmy się na niego i od razu załapał o co chodzi. Chcieli się ścigać jednak ja nie mam teraz na to ochoty. Po chwili na swoje miejsce wrócił Brian jednak teraz Tej jechał z nami. Odpaliłam silnik i zapięłam pasy podobnie jak reszta. Ruszyłam w stronę autostrady tuż za Dominic' iem. Kiedy dojechaliśmy do zjazdu oni się ustawili  do startu, Ja pojechałam dalej.
- Chachi, a ty?- Usłyszałam w krótkofalówce głos Han'a.
- Ja pasuje.- Brian oraz Tej spojrzeli na mnie lekko zdziwieni.
- To powiedz chociaż start.- Przewróciłam oczyma i ostatecznie się zgodziłam na prośbę Dom'a.
- Do startu, gotowi, START!- Po chwili zobaczyłam ich w lusterkach. Nie minęła chwila, a minęli mnie. Pokiwałam tylko głową z uśmiechem na ustach. Przyśpieszyłam trochę by mimo wszystko nie być za bardzo w tyle. Wyścig wygrał Dominic, po powrocie do domu chłopaki zmienili oponę w wozie Gisele. Założyli także nowe lusterko. Potem wepchnęliśmy na lawetę rozwalonego grata Brian'a. Dominic, Han i Letty pojechali z powrotem do warsztatu w celu zaczęcia naprawy, przy okazji ogarną też samochód Dominic'a i Japończyka po wczorajszym. Zapakowali części na tylne siedzenia, wzięli co im tam jeszcze potrzebne i pojechali. Blondasek podszedł do mnie spoglądając tymi niebieskimi oczyma prosto w moje.
- Pojadę z nimi, żeby nie było. Wrócę na tą dwudziestą, spokojnie.- Posłał mi zniewalający uśmiech, który odwzajemniłam po czym wsiadł do samochodu i ruszył z piskiem opon. Nasza pozostała czwórka została w garażu. Podeszłam do Parker'a wlepiającego wzrok w komputery.
- Tej sprawdzisz mi tego kolesia jeszcze raz? Tylko tak naprawdę dokładnie, każdy szczegół.- Podparłam się o jego ramie łokciem uwieszając się tym samym na nim.
- Jasne, nie ma sprawy.- Spojrzał na mnie z zadziornym uśmieszkiem i pokiwał głową.
- Dzięki.- Poklepałam go po ramieniu i podeszłam do Rom'a który bawił się bronią.
- Ej Roman zostaw to, bo jeszcze pomylisz tarczę ze swoim czołem.- Obdarzyłam go przesłodkim uśmiechem, a on natomiast spiorunował mnie wzrokiem.
- Coś ty się tak na mnie uwzięła co?- Skrzyżował ręce na torsie wcześniej odkładając pistolet na miejsce.
- Bo cię lubię.- Puściłam mu oczko i wróciłam do Tej'a.
- I co?
- Słuchaj nic więcej nie ma.- Wypuścił głośno powietrze z płuc i klepnął dłońmi o kolana na znak rezygnacji. Przygryzłam wargę i wzruszyłam ramionami.
- Trudno, damy radę bez tego.- Nic nie zrobię, musimy działać na podstawie tego co mamy. Jakoś sobie poradzimy. Muszę dorwać tego kolesia i już.
- Chachi co chcesz w ogóle zrobić?- Gisele podeszła do mnie z zaciekawioną miną. Szczerze to nie miałam jako takiego planu działania. Dopiero zacznę się nad tym wszystkim zastanawiać.
- Nie wiem, musimy to przemyśleć.- Wzruszyłam tylko ramionami z lekką rezygnacją wymalowaną na twarzy. Naprawdę miałam już dzisiaj dość tego wszystkiego.
- Damy radę, zobaczysz- Położyła swoją stosunkowo małą dłoń na mym ramieniu, chciała dodać mi trochę otuchy. Uśmiechnęłam się do niej lekko w podziękowaniu. Podszedł do nas Rom i uwiesił na naszej czwórce. Miał wielki uśmiech na twarzy. Uwielbiałam Go właśnie za to, był tak cholernie pozytywny. Co by się nie działo on i tak tryska optymizmem.
- Chodźcie, nie ma co główkować. Obiad sam się nie zrobi.- Zaczęliśmy się śmiać. Jednak tak jak mówił, poszliśmy na górę. Pomyślałam chwilę co zrobić do jedzenia i  wpadłam do pewien pomysł.
- Zamawiam pizze chcecie?- Wybrałam numer najlepszej pizzerii w mieście. Nie chciało mi się teraz gotować, więc fast food to świetne rozwiązanie.
- Jasne! Weź nam dużą z salami i pieczarkami!- Rom pierwszy się wyrwał wskazując na siebie i Tej'a. Zamówiłam cztery duże pizze, dwie takie jakie jak chcieli, jedną hawajską, a druga z szynką i pieczarkami. Czekaliśmy jakąś godzinę i widziałam po chłopakach, że była to ich najdłuższa godzina w życiu. Oczywiście z Gisele nie zjadłyśmy po całej więc trochę zostało. Kiedy oni wylegiwali się nad basenem ja z przyjaciółką poszłyśmy do mnie. Mimo wszystko chciałam jakoś wyglądać dziś wieczorem. Rozklapiłyśmy się  u mnie na łóżku.
- Aria kochasz Go co?- Gisele uniosła brwi ku górze i uśmiechnęła się zadziornie. Boże!! Ona musi mi to robić prawda?! Nie wiem! Po prostu nie wiem! Tak możliwe, że Aria Chachi Toretto się zakochała w kimś kogo zna niecały tydzień! Wypuściłam powietrze z płuc napełniając nim policzki.
- Gisele ja sama nie wiem. Nie jestem pewna.- Odwróciłam głowę by nie musieć na nią patrzeć.
- To widać. Kiedy on jest blisko masz iskierki w oczach.- Uśmiechnęłam się na tą myśl. Czyli jednak widać po mnie cokolwiek. Nie mówię, że jest mi całkiem obojętny bo tak nie jest.Tylko jeden problem...
- Nie jestem pewna czego chce. Trochę się boje, że nie wyjdzie, a ja będę cierpieć.- Z nerwów zaczęłam bawić się własną dłonią i palcami.
- Nie będziesz cierpieć, prędzej Brian będzie. On jest tą osobą, która angażuje się zbyt mocno. - Spojrzałam na nią z lekkim niedowierzaniem na co pokiwała głową. Jeśli naprawdę tak jest to wiem, że gdyby coś mogę spróbować. Na razie nie jesteśmy razem i nie wiadomo czy w ogóle będziemy. Ja nie jestem pewna swoich uczuć ale dzisiaj wszystko wyjdzie na jaw. Kiedy tak siedziałyśmy usłyszałyśmy odgłosy silników pod domem.
Zeszłyśmy na dół by upewnić się czy to reszta ekipy. Okazało, się że tak. Weszli do domu i od razu rozgościli się na kanapie w salonie.
- I jak? Będzie śmigał?- Usiadłam na przeciwko nich na podłodze.
- Będzie, o ile Brian go prędko nie rozbije.- Dominic posłał mi szyderczy uśmiech i tym samym Blondasek pokazał mu "fuck'a" śmiejąc się przy tym. Pokiwałam tylko głową z dezaprobaty.
- Naprawa zajmie nam trochę, ale damy radę.- Letty wzruszyła tylko ramionami i udała się do kuchni. Spojrzałam na zegar na ścianie, było już po osiemnastej. Cholera ale ten czas leci! Podniosłam się z podłogi i wyjrzałam na taras gdzie chłopaki moczyli się w basenie. Wpadłam na jeden głupkowaty pomysł. Zdjęłam buty i spięłam włosy w kucyk gumką którą miałam na nadgarstku.
- Chcesz zrobić to co myślę?- Dom zaczął się ze mnie śmiać. Reszta z resztą podobnie.
- To zależy co myślisz. Ja własnie skaczę do basenu!- Zaczęłam biec i po przekroczeniu wejścia na taras skoczyłam na bombę prosto po między Roman'a, a Tej'a. Woda była naprawdę ciepła. Wynurzyłam się i uśmiechnęłam szeroko do kumpli.
- Wariatka z ciebie!- Tej zaczął chlapać mnie wodą więc zrobiłam to samo. Potem jeszcze trochę go podtopiłam na co zareagował z oburzeniem. Jednak ze względu na brak czasu wyszłam. Poczekałam jak woda trochę ze mnie ścieknie i wróciłam do salonu robiąc mokre ślady. Ekipa patrzyła na mnie śmiejąc się.
- Wybaczcie ale pójdę na górę, trochę mi mokro.- Poczłapałam w stronę swojej sypialni bardzo się ślizgając. Po przekroczeniu jej zamknęłam drzwi na klucz i zrzuciłam z siebie mokre ciuchy. Poszłam do garderoby po nowe i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy i pokręciłam je lokówką, a następnie ubrałam się na nowo. Po wyjściu z pomieszczenia sprzątnęłam te mokre ubrania leżące nadal na podłodze. Usiadłam na łóżku spoglądając na zegarek, 19:30 fajnie. Odpowiedziałam sobie z rezygnacją. Z jednej strony cieszyłam się na dzisiejszy wieczór ale z drugiej nie chciałam tego. Wyszłam na balkon by trochę odetchnąć. Wdech, wydech i tak kilka razy aż się ogarnęłam.
- Weź się w garść Chachi, to tylko głupia randka.- Zacisnęłam dłonie w pięści i weszłam z powrotem do pokoju tylko  po to by zaraz go opuścić. Na korytarzu wpadłam właśnie na Brian'a wychodzącego ze swojej sypialni. Był ubrany w jeansową, sportową koszulę z krótkim rękawem. Pachniało od niego pięknymi perfumami.
- Wyglądasz ślicznie.- Zlustrował mnie wzrokiem od stup do głów.  Nie jestem pewna, ale mam wrażenie, że lekko się zarumieniłam.
- Dzięki.- Posłałam mu szeroki uśmiech, który odwzajemnił.
- Możemy już iść?- Spytał się mnie w wielką nadzieją w oczach.
- Tak, jasne.- Pokiwałam głową twierdząco, wskazał ręką na schody w których kierunku poszłam. Na dole tylko krzyknął:
- To my idziemy!- Nikt nic nie odpowiedział więc zeszliśmy do garażu. Wziął kluczyki od mojego wozu i już chciał otworzyć mi drzwi kiedy Go wyprzedziłam i wsiadłam sama.
- Brian, nie staraj się być dżentelmenem bo sama umiem otwierać drzwi. Nie zrozum mnie źle po prostu nie lubię czegoś takiego.- Spojrzałam się na niego przepraszająco. Nie wiem, może inne laski uwielbiają jak chłopak koło nich skacze, jednak ja nie należę do tej grupy osób. Wolę być samodzielna, nic mi się nie stanie jak sama otworze drzwi.
- Jasne, rozumiem.- Uśmiechnął się delikatnie, a ja nasunęłam okulary na nos. Wyjechaliśmy z garażu i ruszyliśmy w stronę plaży. Słońce już po woli zachodziło. Po dotarciu tam uznaliśmy, że idziemy na spacer wzdłuż wody. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o budkę z lodami. Czerwone słońce pięknie odbijało się od tafli wody. Ludzi było bardzo mało jak na nasze szczęście. Chodząc gadaliśmy o wszystkim i o niczym, prawie cały czas się śmiejąc. Było już grubo po 21 i księżyc pięknie świecił. Kiedy Brian próbował wepchnąć mnie do wody wskoczyłam mu na plecy. Jednak zeskoczyłam w chwili gdy zauważyłam, że idzie w stronę oceanu. Wziął mnie na ręce jak "pannę młodą" i zakręcił nas wokół własnej osi. Nim się obejrzałam nasze buty leżały daleko na piachu, a my staliśmy po kolana w wodzie. On jednak dalej mnie trzymał.
- Brian błagam!!- Zapiszczałam, a on zaczął się śmiać z mojej reakcji. Wiem, że woda jest płytka ale są fale, a ja nie chcę być mokra. Nagle obok nas przepłynęła motorówka tym samym ochlapując nas. Puścił mnie, jednak nie upadłam tyłkiem tylko stałam na nogach. Przeczesałam mokre włosy palcami lekko się przy tym uśmiechając.
- Głupek.- Skwitowałam szybko popychając Brian'a żartobliwie. Potem spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy i utonęłam w nich. Nasze twarze dzieliły może trzy centymetry. Zmniejszyliśmy tą odległość tak że nasze wargi się zetknęły. Położyłam dłoń na jego karku i przyciągnęłam go bliżej siebie. Z każą chwilą pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Czułam się świetnie. Stado motyli latało mi w brzuchu. Byłam prze szczęśliwa. Po chwili jednak oderwaliśmy się od siebie i z uśmiechami na twarzach spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Objął mnie w pasie i pociągnął na brzeg. Zebraliśmy swoje buty i usiedliśmy na piachu. Nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Oparłam głowę o jego ramie i spoglądałam na piękny księżyc i gwiazdy. Mimo wszystko to przed chwilą nie powinno się wydarzyć.
- Co teraz będzie? Znamy się kilka dni.- Brian spuścił głowę pocierając ją. Człowieku czytasz mi w myślach czy co? Wzruszyłam tylko ramionami.
- Na razie zapomnijmy o tym. Tak będzie najlepiej.- Westchnęłam głośno odwracając głowę w prawą stronę.
- Tak, masz rację to dobre wyjście. Przepraszam cię za ten pocałunek.- Spojrzał mi w oczy ze zmartwioną miną.
- Nie przepraszaj, to też moja wina. Zapomnijmy i tyle.- Pokiwał tylko głową na znak zgody i wtedy też zadzwonił mój telefon. Odebrałam natychmiast.
- Tak?
- Chachi mamy mały problem, przyjedzcie szybko na wyścigi!- To była Letty, miała niespokojny głos.
- Dobrze, ale co jest?- Spytałam się jej szybko, Brian spojrzał na mnie z zaniepokojeniem.
- Jeśli nie przyjedziesz przegramy twój samochód. Chodzi o to, że musisz okrążyć te beczki , ale Dominic i Rom muszą jechać z kimś. Oni chcą po trzy osoby. Nikt z nas nie pojedzie bo wszyscy już jechaliśmy. Ich przeciwnicy Powiedzieli, że tylko z tobą będą się ścigać.- Niech to szlag! Nie dość, że mówiła to wszystko od czapy i nie wiele zrozumiałam to jeszcze mogę stracić auto! W co oni się znowu wpakowali? Zostawić ich na chwilę samych i od razu problemy.
- Już jedziemy, będziemy za pięć minut.- Rozłączyłam się i zaczęłam biec w stronę samochodu. Brian zaraz za mną.
- Co jest?!
- Opowiem ci po drodze!- Wsiedliśmy do samochodu, ja na miejscu pasażera. Blondasek po drodze założył buty, ja pod czas drogi na obrzeża miasta.
- Więc w co się wpakowali?
- Przygrywają mój wóz, muszę ścigać się z nimi.- Brian przewrócił oczyma i z powrotem skupił się na drodze. Byłam trochę zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Byłam ciekawa kim są osoby, które chcą się ze mną ścigać. Po dotarciu na miejsce wszyscy się na nas patrzyli, wysiadłam z wozu jak poparzona i podeszłam do ekipy.
- Dom z kim jedziemy?- Mój brat wskazał tylko głową na trzech facetów stojących obok. Na ich widok żołądek podskoczył mi do gardła. Wszyscy to zauważyli. Jeden z nich to szatyn w moim wieku, dwaj pozostali to jego starsi kumple.
- Co jest?- Roman spoważniał i zerknął jeszcze raz na nich, a potem z powrotem na mnie. Stali z chytrymi uśmieszkami na twarzach.
- Nic po prostu,kiedyś się z nimi ścigałam. Grali nie czysto, przez nich wypadłam z toru i skończyło się kilkakrotnym dachowaniem i śpiączką trwającą dwa miesiące.- Starałam się połknąć gulę, która narosła mi w gardle. Denerwowałam się trochę. Przypomniało mi się tamto zdarzenie. Wręcz przeleciało mi przed oczami. Naprawdę nie wiem czego chcą. O coś jednak musi im chodzić skoro kazali po mnie dzwonić.
- Nie pojedziesz, samochód nie jest najważniejszy- Dom przytulił mnie mocno jednak wyrwałam się i wsiadam do swojego auta. Ustawiłam się zaraz za Roman'em. Nie odpuszczę tym Frajerom muszę się odegrać. Tej podszedł do mnie i otworzył mi drzwi.
- Jesteś pewna?- Spojrzałam na niego zawzięcie.
- Jestem.- Dominic i Roman także wsiedli już do aut i czekali na sygnał. Jako pierwszy miał jechać Ciemnoskóry, potem ja i na końcu mój brat. Na środek wyszła chuda Blondynka ubrana skąpo. Miała dać sygnał startu. Na jej znak pojechali z piskiem opon. Rom był daleko w tyle przez cały czas, kiedy wracał nawet nitro nic nie dało. Przejechał przez linie jako drugi. Ruszyłam zaraz po jego dotarciu na metę. Dogoniłam tamtego kolesia z wielkim trudem. W tych pieprzonych bytach nie da się kierować! Tęsknie za swoimi trampkami! Okrążyłam beczki zaraz za nim. W końcu go wyminęłam lecz wtedy chciał zrobić to samo co kiedyś. Próbował uderzyć mnie w w tył tak abym zjechała na bok. Jednak nie pozwoliłam mu na to. Zajeżdżałam mu drogę tylko po to by nie mógł mnie wyprzedzić. Byłam coraz bliżej mety i udało mi się minąć ją jako pierwsza.  Nie trwało to wszystko długo i poszło dość sprawnie. Ten, z którym Dom się ścigał zajechał mu drogę od boku w nadziei, że uda mu się zepchnąć mojego brata. Jednak ten szybko zareagował. Dominic przekroczył linie mety jako pierwszy. Jednak postanowiliśmy, że nie bierzemy ich wozów, chcieliśmy tylko odzyskać moje auto...

---------------------------------------------
Hej! Tak wiem, zakończenie do dupy. Co do Brian'a i Chachi to w nastepnym rozdziale obiecuje wszystko sie wyjasni itd, itp. ale nie obiecuje niczego takiego bardzo pozytywnego i wgl.
Mam jednka nadzieje, ze chociaz troche sie ten rozdzial podoba i tym samym prosze o KOMENTARZE <3 Zwiastun (beznadziejny i do kitu) jest dodany w nowej stronie(zakladace). Tak co to jeszcze?
Udanych ferii kochani! Żadnych innych informacji chyba nie mam. Tylko pytanko:
Czy ktos chce sie ze mna skataktowac w jaki kolwiek sposob i z czym kowliek? Tak tylko pytam bo chce pozmeiniac pare rzeczy i nie wiem. Jak tak, to zachecam, mozecie zadawc mi pytania i nie tylko. Jesli ktos taki jest niech napisze pod postem ze ma taki zamiar.
A i przepraszam za brak gifow i za bledy (taa to juz taka tradycja) naprawde krucho z czasem i dodaje ten post na szybko bo sie troche spiesze, przepraszam:*
Do nastepnego!


www.youtube.com/watch?v=lcE4yOZvcpY

14 komentarzy:

  1. AAAAAAA ♥ Cudowny rozdział, tylko szkoda że Aria i Brian chcą zapomnieć ;< No ale cóż mam nadziej że tak nie będzie. Aria i hevy metal to jest to ! ;* Pop prostu świetnie piszesz ! Zobaczyłam zwiastun , jest prostu ale to czyni go bardzo fajnym, zawiera wszystko co każdy czytelnik na początku powinien wiedzieć, bardzo mi się podoba. Pozdrawiam i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i co z Romem on też brał udział ;d /Marzena

      Usuń
    2. BARDZO ci dziękuje. Tak jak napisałam z Arią i Brian'em wszystko wyjdzie na jaw w nastęnym rozdziale. Ale w czym Rom brał udział?

      Usuń
    3. Rom brał udział w wyścigu, nie było napisane czy dojechał na mete...zrobiłaś to specjalnie ( tak go pominęłaś ) ;d /Marzena

      Usuń
    4. Nie no jak przeciez pisze :D dojechal jako drugi :*

      Usuń
  2. Czy tylko ja jak wchodzę na bloga i widzę nową notke zaczynam piszczeć i się cieszyć jak głupia ? :o :D
    Notka jest wspaniała, po prostu zajebista. Brian i Chich muszą być parą ! Oni są wspaniali, megaa <3 Rom jest extra, ja nie wiem jakoś tak jego głupota mnie przyciąga ^^ Rozdział jest wspaniały, pozdrawiam i czekam na next, no i weny życzę ;* /SANDRA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast zaczynam piszczec i sie cieszyc jak glupia kiedy wchodze i widze nowy komentarz!! Hah naprawde kiedy mam zly dzien i czytam te mile slowa usmiech sam sie na twarzy pojawia:* Co do Chachi i Brian' a nie wiem jak bedzie, ciagle sie nad tym zastanawiam jednak chce aby w nowym rozdziale wszystko sie juz jakos tam rozwiazalo. Dlatego czekam i jeszcze nie pisze. Mam dwa pomysly wiec zobaczymy jak to bedzie. Ja szczerze nie chcialabym ani oni byli razem ale to taki tam szczegol xd ale sie rozpisalam! No nic pozdrawiam i do nastepnego! <3

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz fajnie, naprawdę bohaterowie zwłaszcza Tej i Rom są tak samo stuknięci jak w filmie. Jedyjne co mogę Ci poradzić, oddzielaj dialogi od myśli bohaterów.
    W pewnych mmentach nie wiadomo czy to część dialogu czy już to o czym aktualnie myśli bohater/ka.
    Ogółem super.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    http://druga-szansa-od-zycia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedynie*
      przepraszam, za literówkę. :)

      Usuń
    2. Bardzo dziekuje za opinie:* wlasnie co do tych dialogow i wgl to "zawsze" oddzielam je myslnikiem i jesli czasem go brakuje to wlasnie sa te moje bledy. W nastepnym rozdziale bardziej sie przypatrze co do tego.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Uuu supi ale i tak mam nadzieję że będą razem ❤ kiedy nastep ny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
  6. Sesję już zaliczyłam, więc mogę w końcu przeczytać i skomentować. Chachi jest bez serca, budzenie skacowanego człowieka to GRZECH! ;D
    Jakie słodziaki z Arii i Briana... nie ma to jak zacząć dzień od tarzania się po łóżku z ciasteczkiem <3
    Co do warsztatu, to super, że chcą go przejąć, żeby się nie zmarnował. Jednak sądzę, że posiadanie kluczy to nie jest wystarczający dowód bycia właścicielem nieruchomości (zaufaj mi, jestę prawnikię xdd) No chyba, że Billy sporządził testament, to inna sprawa. :D
    Wgl nieogar ze mnie xd W opisie randki, przeczytałam, że zahaczyli o BUTELKĘ z lodami, zamiast budkę. To pewnie dlatego, że po tłustym czwartku był alko piątek..xd
    Trochę szkoda, że chcą zapomnieć o całusku, ale z drugiej strony sądzę, że niezłe z nich kłamczuszki, bo wątpię, że chcieliby zapomnieć o takim romantycznym pocałunku. ;)

    Czekam na następny rozdział! :D

    Buziaczki! ;*

    Pogonistka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHha Boze czytam ten komentarz i smieje sie do telefonu hahah maly alko piatek byl nie powiem, ze nie hhaha tak to sa te moje kochane bledy:D co do warsztatu wszystko sie jeszcze wyjasni spokojnie. Co do Arii i Brian'a to sama zobaczysz jak to bedzie juz w nastepnym rozdziale :) Ogromnie sie ciesze, ze zaliczylas sesje trzymalam za cb kciuki hah kiedy rozdzial na twoim blogu? Bo nie moge sie juz doczekac hah
      Dziekuje i do nastepnego:*

      Usuń