czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 8


Bez tytułu #90
Bez tytułu #89Siedziałam razem z Gisele i Letty w mojej garderobie. Mieliśmy jechać dorwać Park'a. Plan Gis polegał na tym, że to my miałyśmy się do niego dostać. Facet zawsze ulegnie dwóm laską ubranym skąpo. Letty powiedziała, że nie wciśnie się w sukienkę więc wypadło na mnie i naszą drugą przyjaciółkę. Przebierałyśmy właśnie w ubraniach po to by po jakiś 30 minutach poszukiwań mieć dwa komplety ubrań na dzisiaj. Umalowałyśmy się, zrobiłyśmy włosy i na sam koniec ubrałyśmy się. Powiem szczerze, że sama jestem pod swoim wrażeniem. Dawno nie byłam tak ubrana. Mimo, że czuję się trochę dziwnie to podobam się sobie. Zeszłyśmy na dół by podgonić resztę. Kiedy weszłyśmy wszyscy spojrzeli na nas z niedowierzaniem. Tej i Roman otworzyli szeroko buzie.
- Już mi się podoba ten plan!- Rom potarł dłonie jedną o drugą uśmiechając się przy tym chytrze. Spojrzałam na Brian'a, widać było po nim, że jemu także podoba się to jak wyglądam. Lustrował mnie wzrokiem od góry do dołu kilkakrotnie.
- Super, nie licz na drugi taki. Zbierajcie się!- Gisele pogoniła ich ręką na co wszyscy się podnieśli i ruszyli do garażu. Po drodze Tej przypatrzył mi się jeszcze raz. Brian z uśmiechem na ustach popchnął go lekko by  przestał wlepiać we mnie wzrok, a sam podszedł do mnie.
- Pięknie wyglądasz.- Pocałował mnie po czym spojrzał mi w oczy. Uśmiechnęłam się do niego szeroko po czym złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę schodów. Wsiadłam do samochodu razem z Gisele i Letty, która kierowała.
- Chłopaki bądźcie na dworze, czekajcie w samochodach. Niech dwóch wejdzie z nami do środka, jeden niech czeka przed wejściem głównym, a dwóch pozostałych przed tylnim tak na wszelki wypadek. Najlepiej aby wszedł z nami Dom i Rom.- Gisele odsunęła tylnią szybę tam gdzie siedziała i zwróciła się do chłopaków.
- A czemu ja nie mogę wejść?- Brian spojrzał na nas podnosząc brwi.
- Bo będziesz zazdrosny.- Gis puściła mu oczko, a potem Letty ruszyła. 
Kiedy dojechaliśmy na miejsce zobaczyliśmy mnóstwo osób. Większość z nich była w naszym wieku i ubrana pawie tak samo jak my.
- Czekam w łazience tak jak się umawiałyśmy.- Letty zaparkowała i wyszłyśmy z samochodu. Pokiwałam tylko głową i razem z Gisele ruszyłam w kierunku wejścia. Po przekroczeniu progu skierowałyśmy się od razu do baru. Zamówiłyśmy po jednym drinku i usiadłyśmy przy jednym z wolnych stolików. Niedługo po tym dosiadł się do nas mój brat i Rom. 
- Patrzcie tam siedzi.- Rom wskazał głową w stronę ekskluzywnego stolika. Rzeczywiście siedział tam Park z kilkoma laskami i trzema ochroniarzami.
- Bierzmy się do pracy.- Dominik poprawił się na krześle na znak, że czas już działać.
- Dobra pójdę i go zagadam.- Roman zatarł dłonie i już miał wstać, gdy razem z Gisele zrobiłyśmy to pierwsze.
- To facet, tu trzeba innej taktyki.- Przyjaciółka puściła mu oczko i uśmiechnęła zadziornie. Poszłam przodem, po drodze Gis mnie dogoniła. Razem stanęłyśmy przed gorylami tego kolesia. Spojrzeli  na nas po czym kazali nam odejść mimo naszych zaprzeczeń.
- Niech wejdą, towarzystwa nigdy za wiele!- Park krzyknął w naszą stronę, ochroniarz przesunął się, a my usiadłyśmy obok naszego ściganego. Kiedy mijałam goryla zrobiłam minę typu "a nie mówiłam?". Ten tylko zmarszczył brwi i odwrócił głowę. Usiadłam na kolanach tego oblecha i w tej pozycji spędziłam jakąś godzinę. Gisele usiadła obok jednak on objął ją ramieniem. Cały czas wlewałyśmy w niego alkohol. Po jakimś czasie był już trochę pijany. Wstałam z jego kolan i pociągnęłam za rękę aby wstał. Oczywiście wykonał moją prośbę. We trójkę udaliśmy się w stronę toalety damskiej. Obejmował mnie w pasie podobnie jak Gisele. Nigdy mnie tak nie odpychało, od żadnego faceta myślałam, że zaraz zwymiotuję. 
- Dziewczyny takie, rzeczy to w pokoju hotelowym się robi.- Uśmiechnął się do nas znacząco na co spojrzałam na Dominic'a i kiwnęłam głową by poszli za nami. Lepiej aby czekali pod drzwiami toalety na wszelki wypadek. Będziemy miały też pewność, że nikt nie wejdzie. 
- My wolimy szybkie numerki.- Gisele uśmiechnęła się do niego zadziornie.
- Ja w sumie też.- Zaczął się śmiać, alkohol zrobił to co powinien. Po przekroczeniu wejścia do łazienki odsunęłyśmy się od niego i wtedy Letty z zaskoczenia walnęła go z łokcia w nos, z którego od razu poleciała krew. Zrobiła to na tyle mocno, że Facet upadł i zemdlał. Pociągnęłyśmy go do jednej z kabin i posadziłyśmy z trudem na muszli klozetowej. Kiedy się ocknął zaczął coś mamrotać i pocierać obolałą głowę. Lekko się przestraszył gdy dotknął złamanego nosa.
- Dobra mów dla kogo pracujesz i co Billy miał z tym wszystkim wspólnego. Miejsca w kabinie było na tyle dużo, że zmieściłyśmy się w niej w trójkę. Letty stałą przy drzwiach by mieć pewność, że nikt nie zakłóci nam pracy. Skrzyżowałam ręce na piersiach i spojrzałam na niego groźnie.
- Jjj..a nic nie wiem.- Na te słowa Gisele odbezpieczyła pistolet, który dała jej Ortiz i przyłożyła mu do głowy.
- Dobra, dobra! Billy sprowadzał jakieś tam części oraz narkotyki, a potem sam zaczął je sprzedawać. Kiedy szef się o tym dowiedział kazał go kropnąć. Ale Ja tylko przekazuje forsę.- Nasz zakładnik podniósł ręce w obronnym geście. Pogrzebałam w jego marynarce i znalazłam kartki. Od razu wpakowałam je sobie do torebki. 
- Chodźcie idziemy.- Kiwnęłam głową na znak opuszczenia pomieszczenia. Trzasnęłam drzwiami kabiny, w której został Park i wyszłyśmy. Przed drzwiami czekali już Rom z Dominic'iem. Ruszyłam przodem by w szybkim tempie opuścić budynek. Po przekroczeniu drzwi wyjściowych owiał mnie ciepły wiatr. W tłumie dostrzegłam samochód Brian'a do którego od razu wsiadłam. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem kiedy wyjęłam niewielką kartkę z torebki. Było to coś w rodzaju faktury czy czegoś podobnego. Jednak kiedy zobaczyłam adres tego ich szefa miałam ochotę się postrzelić. Faktura była zaadresowana do Tokio. Kiedy podałam ją z dezaprobatą Brian'owi ten tylko uśmiechnął się tępo i oddał mi kartkę.
- To czeka nas wycieczka do Japonii.- Odpalił silnik i ruszył. Nie no świetnie, o niczym nie marzę tak jak o tułaniu się cholera wie gdzie za jakimś tam tanim dilerem.

*
Siedzieliśmy wszyscy przy stole w kuchni myśląc nad tym co zrobić. Nie chcieliśmy lecieć do Tokio, jednak aby wszystko się wyjaśniło musieliśmy to zrobić.
- To co robimy?- Roman spojrzał się na Dominic'a, a potem na mnie. Swój wzrok także skierowałam na brata, który opadł na oparcie krzesła odkładając fakturę na blat.
- Lecimy i to jutro.- Tej pijący piwo kiedy usłyszał te słowa zakrztusił się nim. Ja zrobiłam wielkie oczy i głośno wypuściłam powietrze z płuc. 
- Nie załatwimy na jutro ośmiu biletów na samolot.- Han zerknął na mnie jak by wiedział, że ja mogę załatwić to i owo. Rzeczywiście mogłam. Boże nie lubię jakoś zbytnio tego, że jestem adoptowaną córką milionera, ale jednak czasem ma to swoje plusy. Podniosłam się i wyszłam do salonu. Wykonałam parę telefonów i udało mi się załatwić prywatny samolot na jutro rano. Kiedy wróciłam rzuciłam tylko szybko;
- Pakujcie się jutro o 09:00 lecimy.- Siedem par oczu zlustrowało mnie wzrokiem z chytrymi uśmieszkami na twarzach. 
- Sory, ale ja idę zdjąć z siebie to coś. Ciasno mi w tym i w ogóle le się w tym czuje.- Wskazałam na swoją sukienkę po czym poszłam na górę. Przebrałam się w piżamę, wyjęłam walizkę oraz torbę i zaczęłam wpychać w nią najpotrzebniejsze rzeczy. Wolałam zrobić to teraz, niż jutro rano na wariackich papierach. No dobra wszystko super, ale ja nie zostawię samochodów w garażu. Chwyciłam szybko telefon i zadzwoniłam do Jeferson'a poprosiłam go aby miał oko na dom i warsztat pod czas naszej nieobecności. Oczywiście zgodził się jak to on. Kiedy odkładałam komórkę na szafkę nocną do pokoju wszedł Brian. Uśmiechnęłam się do niego lekko. Następnie usiadłam na łóżku po to by po chwili ułożyć się do spania. Blondyn poczłapał leniwie do łazienki, nie było go jakieś 15 minut. Kiedy wyszedł poszedł w moje ślady i położył się obok mnie przytulając od tyłu.
- Dobranoc.- Powiedziałam cicho, na co odpowiedział tym samym i cmoknął mnie w głowę. Jego ciepło oplatało całe moje ciało. Czułam się niesamowicie spokojna. Tylko on tak na mnie działał. Przy nim byłam zupełnie inną osobą, wydawało mi się iż jestem zupełnie bezbronna. Leżałam rozmyślając przez długi czas i wtedy wpadłam na pewien pomysł. Odwróciłam się by sprawdzić czy Brian śpi. Kiedy się upewniłam, że tak jest wstałam i ubrałam się po cichu, a następnie wyszłam z pokoju. Chciałam wyjść z domu nie zauważona. Kiedy mijałam kuchnie mój plan wziął w łeb, zauważyli mnie Roman i Tej.
- Gdzie idziesz?- Rom spojrzał na mnie pytająco unosząc brwi.
- Ej cicho wy nic nie wiecie. Chcecie mi pomóc?- Podeszłam do nich szepcząc. Spojrzeli na mnie podejrzliwie.
- W czym?- Tej wsadził sobie do ust chips'a i puścił mi oczko.
- W zemście na pustej blondynce?- Wzruszyłam ramionami robiąc przy tym słodką i niewinną minkę. Chciałam odegrać się na Emily jeszcze przed wyjazdem.
- Wchodzimy  w to.- Rom pokiwał głowę uśmiechając się szeroko.
- To ruszcie się tylko cicho.- Położyłam palec na swoich ustach i ruszyłam w ręcz na palcach do garażu. Chłopaki pogasili światła i ruszyli za mną. Wsiedliśmy do samochodu Tej'a ponieważ był najmniej rozpoznawalny. Ruszyłam bardzo po woli by nikogo nie pobudzić. Jednak na głównej drodze znacznie przyśpieszyłam. Roman włączył radio gdyż siedział na miejscu pasażera z przodu. Leciał w nim jakiś rap, który Roman znał. Zaczął naśladować kolesia z radia wygłupiając się przy tym. Wszyscy zaczęliśmy się okropnie śmiać. Gdyby ktoś na nas popatrzył powiedział by, że jesteśmy ostro naćpani. Po chwili zjechałam w boczną uliczkę i zgasiłam światła. Zaparkowałam z tyłu domu Emily by nikt nas nie widział. Całe szczęście, że nie było jej w domu. Wszystko było pogaszone więc pewnie balowała. Przeszliśmy przez ogrodzenie do garażowych drzwi. Tej trochę pokombinował przy zamku i po dłuższym czasie udało nam się wejść. W środku stało zaparkowane Porshe. Bez dłuższego zastanowienia wzięłam gaśnice stojącą dotychczas w kącie i wybiłam wszystkie szyby po kolei. Chłopaki tylko zaczęli klaskać i gwizdać w celu dopingowania tego co robię.
- Nie stójcie tak tylko pomóżcie.- Rom wziął gwóźdź, który znalazł na podłodze, popatrzył na niego po czym wzruszył ramionami i przejechał kilkakrotnie po bokach auta. Tej napisał czarną farbą na masce "DZIWKA" i nawet nie wiem skąd ją wytrzasnął. Ja natomiast pospuszczałam powietrze z opon dziurawiąc je wziętym od Roman'a gwoździem. Po skończonej zabawie spojrzeliśmy na to wszystko dumnymi spojrzeniami. Nie powiem teraz byłyśmy kwita. Zemściłam się i już. Tylko tego chciałam. Nim się spostrzegłam chłopaki weszli do środka domu i porozpieprzali wszystko. Kiedy wnętrze domu było zmasakrowane po cichu wróciliśmy do wozu i odjechaliśmy.
- Takie akcje to tylko z wami chłopaki!- Przybiliśmy sobie piątki ciesząc się jak dzieci. Należało jej się za to wszystko co robiła od początku. Kiedy dotarliśmy już do domu rozeszliśmy się do siebie. Brian na szczęście nadal spał. Przebrałam się z powrotem w piżamę i wsunęłam obok niego. Nim zdążyłam pomyśleć o czym kolwiek zasnęłam.
#54


*

Otworzyłam szeroko oczy ponieważ mój budzik zaczął dzwonić jak szalony. Spojrzałam na zegarek, pokazywał 07:30 Zerwałam się jak poparzona i od razu obudziłam Brian'a by zwlekł się z łóżka. Było już naprawdę późno i musieliśmy biegiem się zbierać na lotnisko. Blondyn ziewnął ociężale, chciał coś powiedzieć w drodze protestu, jednak kiedy zobaczył godzinę zaklną i zaczął się ubierać. Wybiegłam na korytarz i zaczęłam otwierać drzwi od każdej sypialni z hukiem, nie patrząc na to kto w niej śpi. Oczywiście wszyscy w tej chwili mieli ochotę mnie zabić, jednak po chwili i oni zaczęli biegać po domu. Chłopaki natychmiast zaczęli znosić torby na dół. Zadzwoniłam po dwie taksówki, które miały przyjechać za 10 minut. Zakręciłam wszystko co było możliwe od prądu, przez gaz aż do wody tak na wszelki wypadek. Stanęłam na środku salonu i zaczęłam rozmyślać czy na pewno wszystko jest wzięte. Nic nowego nie przyszło mi do głowy więc wyszliśmy za zewnątrz, a ja zamknęłam drzwi na klucz po czym schowałam je do torby. Kiedy żółte samochody przyjechały zapakowaliśmy się do nich. W jednej jechałam ja z przodu, a z tyłu Brian, Dom i Letty. Do drugiej taksówki wpakowała się reszta. Na szczęście o tej porze nie ma korków więc sprawnie przedostaliśmy się lotnisko. Ludzi było od groma, każdy się śpieszył i biegł w swoją stronę. Spojrzałam na gorące słońce Los Angeles. Będę musiałam się z nim pożegnać na jakiś czas. Było cholernie gorąco i jedynym pocieszeniem był lekki wiatr, który w jakimś stopniu schładzał. Taksówkarz pomógł nam z bagażami i udaliśmy się szybkim krokiem w stronę odprawy. Przez ten cały czas nikt nie odzywał się ani słowem. Każdy był zamyślony tym co czeka nas po przylocie do Tokio. Oprócz Han'a nie znamy tam nikogo, będziemy musieli działać na własną rękę. Odłożyliśmy bagaże na taśmę, która je zabrała. Nie musieliśmy mieć tego całego prześwietlania nas ponieważ samolot był prywatny. Już po chwili udaliśmy się na pas startowy by stamtąd wsiąść na pokład nie dużego lecz luksusowego samolotu. Po przekroczeniu progu rozklapiłam się na kanapie opadając na nią ciężko. Wypuściłam powietrze z płuc i odchyliłam głowę do tyłu. 
- Ale wypas! Skąd to masz?- Roman stał na środku i uśmiechał się głupkowato. Przewróciłam oczyma po czym wstałam i podeszłam do ekspresu do kawy. Mój organizm natychmiastowo potrzebował kofeiny. 
- Skąd? Roman dobrze wierz ile wynosi kwota pieniędzy na koncie w banku.- Posłałam mu znaczące spojrzenie na co tylko przytaknął i dorwał się whisky stojącej w otwartym barku. Nacisnęłam przycisk i do kubka nalała się duża, biała kawa z cukrem.
- No to ten, rozgośćcie się?- Wzruszyłam ramionami nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Usiadłam z kubkiem obok Brian'a, który objął mnie ramieniem. Podałam mu kubek z gorącą cieczą aby i on się napił, nie odmówił i upił kilka łyków.
- Na miejscu trzeba będzie załatwić kilka wozów.- Letty spojrzała na nas wszystkich po kolei jak leciało. Pokiwałam głową i z powrotem umoczyłam usta w gorzkawej lecz pysznej kawie.
- Spokojnie, od czego są wyścigi.- Dominic oparł się o oparcie kanapy i skrzyżował ręce na torsie.
- No dobra, ale żeby się ścigać trzeba mieć czym. Chyba nie będziesz tego robił rowerem?- Brian zwrócił się do mojego brata, na co zaczęliśmy się śmiać. No tak, rower raczej nie pokona nissana po tiuningu. 
- On ma rację. Trzeba mieć chociaż jakiś jeden samochód.- Tej zmienił pozycję na skórzanym fotelu podpierając się łokciem o małą komódkę. Dominic zerknął na nas znacząco. Chciał ukraść parę wozów i był to dobry pomysł. Jednak powinniśmy je dopracować aby dały radę wygrać wyścig. Pogrzebałam po kieszeniach i po kilku sekundach z kieszeni kurtki wyciągnęłam złotą kartę. Rzuciłam ją na mały, szklany stolik. Wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie.
- Za coś trzeba je zrobić nie? No, ale równie dobrze możemy ścigać się tymi rowerami. Doczepi się do nich nitro i już. Tylko trzeba znaleźć chętnego na przetestowanie.- Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam szeroko. Reszta natomiast wybuchła nie opanowanym śmiechem.


*
Minęła dopiero godzina od startu. Tej i Rom oglądali telewizję, Dom siedział obok mnie z Letty na kolanach. Han z Gisele przeglądali części do samochodów przez internet korzystając z laptopa, a ja usypiałam również siedząc na kolanach Brian'a. Położyłam głowę w zagłębieniu jego szyi i zamknęłam oczy wdychając jego perfumy.  
- Chachi mamy coś.- Gisele zwróciła się do mnie, wstałam ociężale i podeszłam do nich siadając obok przyjaciółki. Han wskazał mi palcem butle na podtlenek azotu. Były bardzo duże i idealnie by się nadawały.
- Wiesz gdzie w Tokio można takie kupić?- Spojrzałam się na kumpla, który przytaknął.
- O ile tamten warsztat istnieje to wiem. Ile tego trzeba będzie?-  Zerknął na mnie z wielkim znakiem zapytania na twarzy.Wzruszyłam tylko ramionami i wróciłam na swoje stare miejsce.
- Bierz wszystkiego tyle aby było na każdy samochód.- Han popatrzył na mnie z nad ekranu.
- No dobra, dużo tego ale da się załatwić.- Japończyk zamknął komputer i odłożył go na stolik.
- Gorzej jak się okaże, że tego kolesia nie ma w Tokio.- Rom odwrócił się do nas z głupawym uśmieszkiem na twarzy. Chwyciłam jednego ze swoich wcześniej zdjętych butów po to by było mi wygodniej i rzuciłam w niego trafiając w ramię.
- Nie kracz Pearce!- Pogroziłam mu palcem na co ten spiorunował mnie wzrokiem, a następnie potarł niby obolałą rękę.
- Przecież nic nie mówię!- Uniósł obie ręce do góry w obronnym geście, a ja przerzuciłam oczyma. Czasami naprawdę jest z niego idiota. Ciekawi mnie tylko jedna rzecz. On jest głupi czy po prostu udaje? Trudno stwierdzić, są różne sytuacje zaprzeczające jednemu jaki drugiemu.
- Poczekajcie, na co nam tyle samochodów, przecież nie zostajemy tam na długo.- Gisele popatrzyła na każdego z nas. Przemyślałam jej słowa jeszcze raz bardzo dokładnie. W sumie ma rację, bo co jeśli tego faceta nie ma w Tokio? Zorganizujemy samochody na próżno, szkoda kasy mimo wszystko. Dominic spojrzał się na mnie znacząco kiwając lekko głową, prawie że nie widocznie.
- Gisele dobrze mówi. Wystarczą nam dwa na początek, jeżeli trzeba będzie więcej wtedy je zorganizujemy.- Podniosłam się i wyjrzałam za małe okrągłe okienko. Ujrzałam w nim tylko ogromną ilość białych chmur. Słońce przenikało przez nie powodując przepiękny widok. Wsunęłam ręce do tylnich kieszeni spodni i przystanęłam z palców u nóg na pięty i tak kilka razy.
- Ciekawe z kim będziemy mieć do czynienia tym razem.- Tej upił łyka whisky ze swojej szklanki i zerknął na mnie kątem oka.
- Handlarz narkotyków, nielegalne wyścigami i bardzo możliwe, że  handel częściami. W końcu Billy był zamieszany właśnie w to.- Odwróciłam się w stronę przyjaciół spuszczając wzrok.
- Trzeba będzie jakoś do niego dotrzeć. Co, znowu ktoś pójdzie jako wtyka? Jestem prawie pewny, że kojarzą Dominic'a i nas z resztą też. Jedynie Chachi jest dla nich nowością.- Roman skrzyżował ręce na torsie lustrując nas poważnym wzrokiem. No tak, ich wszyscy kojarzą w końcu telewizja trąbiła o nich na całym świecie. Dziwnie aby ściganci nawet jeżeli to Tokio, nie słyszeli o nich.- Wszystkie pary oczy zwróciły się na mnie. Jednak nie patrzyłam na nich tylko w jeden punkt nad głową Dominic'a.
- Więc ja będę wtyczką. To może być bardzo dobre rozwiązanie.- Wzruszyłam ramionami i przestąpiłam z nogi na nogę.
- Nie! Nikt nie będzie robił za żywy cel. Zwłaszcza nie Chachi. To samobójstwo. Wystarczy, że Letty skończyła jak skończyła.- Brian na moje słowa od razu zesztywniał, wstał i oparł się o framugę w niewielkim przejściu. Spojrzałam na niego pytająco. O co chodzi z Letty? Nic nie wiem i nic nie słyszałam.
- Brain ma rację, wystarczy że ja prawie zginęłam. Nie potrzebujemy więcej ofiar.- Brunetka popatrzyła na mnie czule po czym potarła swoje kolana dłońmi.
- Wybijmy sobie ten pomysł z głowy, nie poślę własnej siostry na szpiegowanie.- Dom oparł się po raz olejny o oparcie kanapy, na której się znajdował podpierając się rękoma po bokach. Patrzyłam na nich z niedowierzaniem. Mam wrażenie, że coś mnie kiedyś ominęło jednak nie chcę w to teraz wnikać. 
-Uważam, że bycie wtyczką wypaliło by. Wszystko było by łatwiejsze. Po za tym co się niby może stać?- Odpowiedziałam z pewnością siebie w głosie gestykulując ręką.
- Nie. Ja już raz wsadziłem wtykę. Była nią Letty i omal nie zginęła! Nie ma mowy, że teraz ty weźmiesz w tym udział.- Brian podszedł do mnie patrząc mi głęboko w oczy. Jego niebieski tęczówki przyciągały mnie niesamowicie.
- Brian przestań. Całę moje życie polega na byciu w niebezpieczeństwie. To moja praca i wasza z resztą też. Dobrze wszyscy wiemy że ja i tak zrobię po swojemu. Robiłam gorsze rzeczy  i nie mów mi, że ty jesteś święty. Co, nagle to wszystko zrobiło się zbyt niebezpieczne? Jak mam zginać to prędzej czy później i tak zginę. Jeżeli bycie wtyczką rozwiążę sprawę to nią zostanę, koniec i kropka.- Skrzyżowałam ręce na piersiach z zawziętą minął. Nie zamierzam odpuścić, nie należę do osób, które dają sobie z czymś spokój,  ja walczę do końca bez względu na cenę. Miałam wrażenie, że mój chłopak zagotował się w środku. Popatrzył na mnie ze zdenerwowaniem po czym zwrócił się do Dominic'a.
- Dom weź jej coś powiedz! Chyba jej na to nie pozwolisz?!- Brian wskazał na mnie ręką, pod czas gdy ja stałam w miejscu i patrzyłam się na każdego po kolei. Ich miny wyrażały zdenerwowanie i zmartwienie. Byłam pewna, że oni mają takie same zdanie jak ja.
- Chachi, nie zrobisz tego co będziesz chciała bo jesteśmy jedną ekipą. Ale jak na ciebie patrzę  i słucham tego co mówisz widzę w tobie siebie samego i naszego ojca. Masz rację jednak nie chcę cię narażać. Zrobimy to co będzie koniecznie. Gdyby doszło do tego, że będziesz musiała to zrobić to zadbam abyś była bezpieczna. Nie darował bym sobie gdyby coś ci się stało.-Dom wstał i mocno mnie przytulił co odwzajemniłam.
- Jesteś pewny Dominic?- Letty podeszłą do nas i położyła mu rękę na ramieniu.
- Tak, ona da sobie świetnie radę. W końcu to Toretto.- Posłał mi ciepły uśmiech, na który odpowiedziałam tym samym.
- Pod za tym złego diabli nie biorą.- Puściłam mu oczko na co roześmiał się. Wtedy zauważyłam jak Brian odwraca się w drugą stronę.
- O' Conner, zaufaj mi. Nie próbuj przejmować inicjatywy bo źle na tm wyjdziemy. Daj spokój, dopilnujemy aby wszystko dobrze się skończyło.- Brian spojrzał na nas wzrokiem zabójcy.
- Ty chyba nie wiesz co mówisz. Chcesz posłać własną siostrę w czarną dziurę. Letty też miała być bezpieczna.- Blondyn podszedł do nas i wtedy się zaczęło.
-  To ty ją tam posłałeś bez niczyjej wiedzy!  Gdyby ktoś z nas wiedział, że ona podjęła się tej pracy nie było by całej tej pojebanej sytuacji. Letty nie wylądowała by w szpitalu z amnezją. Nic nikomu nie powiedziałeś. Aria nie jest dzieckiem. Czasem mam wrażenie, że ma większe jaja od ciebie! To ty nas zdradziłeś, to ty byłeś pieprzoną gliną. Oszukałeś nas wszystkich więc to ja będę decydował za moją rodzinę!- Brian z Dominic'iem zaczęli się przepychać i kłócić. Patrzyłam na to wszystko z nie dowierzaniem. Letty i reszta próbowali to jakoś wszystko załagodzić jednak na próżno. Stanęłam po między nimi i krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam.
- Zamknijcie się oboje!!!- Położyłam jedną dłoń na torsie jednego, a drugą na torsie drugiego patrząc to na Dom'a to na Brian'a wzrokiem mordercy.
- Po pierwsze! Ja decyduje sama za siebie! Po drugie przestańcie się kłócić bo wszyscy jesteśmy rodziną! Po trzecie robimy tą akcję razem więc też mam coś do powiedzenia w tej sprawie. Po czwarte Brian przestań patrzeć na wszystko jedną miarą, przestań bać się o coś na co nie masz wpływu bo może stać się różnie. A na sam koniec Dominic przestań wytykać komuś jego błędy bo sam lepszy nie jesteś. Uspokójcie się oboje i wrzucie na luz bo zaraz to ja wybuchnę do jasnej cholery i przysięgam, że was wyrzucę z tego pieprzonego  samolotu!!!- Puściłam ich i usiadłam po między Gisele, a Han'em zasłaniając się czasopismem o samochodach leżącym na stoliku. Udawałam, że czytam pod czas gdy musiałam ochłonąć. W samolocie zapanowała totalna cisza. Nikt się nie odzywał i siedział na swoim miejscu. 
- Czyli nie mamy planu działania? Idziemy na żywioł tak jak zawsze?- Uniosłam wkurzony wzrok znad gazety i spojrzałam na Roman'a. Siedział lekko rozbawiony, z resztą jak zawsze. Przerzuciłam oczyma i wróciłam do oglądania kolorowych zdjęć.
- Nie, nie mamy najpierw w ogóle dolećmy na miejsce i dopiero wtedy rozmyślajmy nad planem. 


*

Wstałam przeciągając się ospale. Po naprawdę długim locie w końcu wylądowaliśmy. Założyłam swoje buty i udałam się do wyjścia samolotu. Kiedy stanęłam na pierwszym schodku, lodowaty wiatr owiał moje ciało. Cholera jak tu jest zimno! Już tęsknie za swoim słonecznym Los Angeles. Naciągnęłam na siebie jeszcze mocniej kurtkę krzyżują ręce na piersiach i skulając się by ciepło nie opuszczało tak szybko mojego ciała. Chciałam zachować go jak najwięcej. Zaraz za mną szedł Brian, który widząc moje zachowanie złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. Nie dało to zbyt dużo ale lepsze to niż nic. Obok nas w podobny sposób szła reszta. Wzięliśmy bagaże i złapaliśmy dwie taksówki. Siedząc z tyłu z Brian'em i Roman'em podziwiałam to ogromne miasto. Wszędzie było pełno świateł i świecących bilbordów. Ludzi było naprawdę od groma. Mogę powiedzieć, że podoba i się tu. Jednak wolałabym być teraz w domu. Miałam dziwne przeczucie, że coś jest tam nie tak. Potrząsnęłam głową by pozbyć się tych myśli. Mamy robotę do zrobienia i tylko to się teraz liczy. Jesteśmy najlepsi w ty czym robimy i tego się trzymajmy. Spojrzałam na mojego chłopaka i gdy spotkałam jego ciepły wzrok uśmiechnęłam się lekko. On złączył nasze usta, w krótkim lecz wspaniałym pocałunkiem. Za każdym razem gdy to robił motyle rozsadzały mnie od środka i towarzyszyło im dziwne ukłucie oraz ciepło u dołu brzucha. Samochód w pewnym momencie zatrzymał się przed hotelem, zapłaciliśmy i po wyjęciu z bagażnika walizek i toreb ruszyliśmy do recepcji. Wzięliśmy cztery podwójne pokoje ponieważ Rom i Tej zgodzili się dzielić pokój we dwoje. Przecież jesteśmy tu tylko na jedną noc. Jutro trzeba będzie poszukać czegoś mniej luksusowego, a najlepiej jakiś garaż. Mieliśmy pokoje obok siebie, znajdowały się one na siódmym piętrze dlatego też wjechaliśmy windą. Brian przekręcił kluczyk w drzwiach i popchnął je do przodu od razu zapalając światło. Przepuścił mnie przodem i od razu po przekroczeniu progu zaczęłam się rozglądać. Pokój był dość spory, na ścianach była świetna szaro-czarna tapeta w różne dziwne wzory. Po lewej stronie stało ogromne łóżko, a na przeciwko niego na ścianie wisiał telewizor. Olbrzymie okna zasłaniały jasno szare zasłony. Na jednym ze stolików nocnych obok łóżka oprócz lampki znajdował się telefon. Po prawo widniały drzwi od równie pięknej łazienki. Zdjęłam buty z powrotem i rzuciłam się na łóżko, które lekko się ugięło pod moim i tak nie dużym ciężarem. Wyciągnęłam ręce przed siebie leżąc na brzuchu, wtedy też poczułam jak obok mnie siada Brian. Pogłaskał mnie dłonią po plecach, a potem złożył na mojej szyi mokry pocałunek. Podniosłam się na rękach, a następnie usiadłam po turecku na przeciwko niego. Posłałam mu ciepły uśmiech, który odwzajemnił.
- Przepraszam- Powiedział do mnie cicho, widząc jego minę domyśliłam się o co mu uchodzi. Uklękłam przed nim i spojrzałam w oczy wypełnione żalem.
- Nie przepraszaj bo i tak cię kocham.- Uśmiechnęłam się szeroko i wpiłam w jego gorące wargi...

--------------------------------------------------------
Hej Misiaki!
Więc jest ten długo oczekiwany rozdział!! Szczerze mówiąc dodaje go na szybko i nie jestem z niego zadowolona. Jednak jego ocene pozostawiam wam. Chciałabym aby ruszył twitter, na którym dodawałabym różne informacje dotyczące bloga. Piszcie co o tym sądzicie. I jeszcze jedno postanowiłam, że się ujawnię. Chcę zrobić to niedługo w swoje urodziny. Postanowiłam nagrać wam filmik, trochę tam pogadam i wgl. W związku z tym możecie zadawać mi już od teraz pytania, na które odpowiem. Róbcie to  w zakładce "filmik". Mam nadzieje, że pytań będzie dużo:D
Do następnego!
p.s: pierwsza sukienka jest Gisele, Chachi ta bez ramiączek.:*

8 komentarzy:

  1. W końcu, w końcu, w końcu!!! ^^ :D :)
    Doczekałam się xd
    Rozdział taki super, że OJANIEMOGE! :D
    Briaaaan taki kochany, tak się martwi o Chachi...Widać że się wini, za to, co się stało z Letty, a Dominic jeszcze na niego za to naskakuje.. :/ Niedobry! xd Wgl uwielbiam Romana i Teja, niby głupkowaci, ale dobrzy kumple w każdej sytuacji (i do tańca, i do zemsty xd)
    No i jestem ciekawa co to za gościu w Tokio, i co się stało z domem Chachi (podejrzewam, że jej przeczucie nie było mylne, prawda?)
    Super, że chcesz się ujawnić, miło wiedzieć to jest po drugiej stronie, w weekend wymyślę jakieś pytania, tak więc SZYKUJ SIĘ NA PRZESŁUCHANIE! ;P
    Pozdrawiam! ;**
    Pogonistka

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha ciesze się, że się podoba:D No nie wiem czy sluszne moze tak, moze nie:* oj szykuje szykuje juz nie moge sie doczekac na te wszystkie pytania hahaah
    Rownierz pozdrawiam i do nastepnego!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. No nareszcie ! Ja tam sądzę że warto było tyle czekać bo rozdział jak zwykle wspaniały ! Co do Roma tego gościa kocham <3 Aria i Braian to świetna para *,* Ta akcja z zemstą była zajebista ! ;d
    Czekaam z niecierpliwością na next ;* /Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sie ciesze, ze sie podoba! tak czekalam na twoj komentarz i sie doczekalam haha ja tez kocham Romana hah

      Usuń
  4. Nie mam czasu, ale szybko napiszę że zakochałam się w tym rozdziale, zdecydowanie wyszedł ci świetnie, jest super <3 Podoba mi się :** Pozdrowionka //SANDRA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hah od kiedy "lanie wody" wychodzi super? nie wiem ale widocznie mi wyszlo xd coz ciesze sie, ze ci sie podoba i dziekuje za komentarz!:D

      Usuń
  5. Kiedy next ? :) - Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze mowiac nie wiem, mam teraz tyle na glowie, ze z niczym nie wyrabiam:/

      Usuń