niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 10




Tak jak mówiłam, wszystko było by  dobrze gdyby nie wściekłość mojego konkurenta. Kiedy wysiadłam z samochodu i chciałam iść w stronę ekipy, ten złapał mnie za ramię, odwrócił w swoją stronę, a potem łapiąc mnie za gardło przygwoździł do ściany. 
- Ty suko! Nie grałaś fair!- Krzyknął mi prosto w twarz i kiedy już przymierzałam się by kopnąć go kolanem w brzuch, Brian uderzył go z całej siły w twarz.  Po chwili kumple tego japońca dołączyli się. Nasza ekipa kontra jego kolesie. Nie minęła minuta, a Brian, Dom, Rom, Tej oraz Han napieprzali się ostro z tamtymi. Kiedy z dziewczynami zauważyłyśmy, że robi się za ostro razem z Gisele wyciągnęłyśmy gnaty. 
- Co chcesz zrobić?- Letty spojrzała na mnie zdziwiona.
- To co powinnam. - Przeładowałyśmy broń po czym szybkim krokiem podeszłyśmy do bójki. Nie czekając na nic przestrzeliłam opony w kilku wozach po to zwrócić ich uwagę na siebie. Kiedy jeden z nich ten, który bił się z Brianem spojrzał się na mnie wycelowałam w jego kierunku.- Dotnij go jeszcze raz, a z tobą zrobię to samo.- Posłałam mu mordercze spojrzenie, a potem ogarnęłam sytuację z Dominickiem. Gisele natomiast zajęła się resztą.- Kluczyki.- Wyciągnęłam rękę przed siebie po czym zachęciłam kolesia palcem. Rzucił w moją stronę to co chciałam, splunął i odszedł. Dominic złapał jeszcze tego drugiego i docisnął do ziemi.
- Nie waż się nigdy więcej podnosić ręki na moją rodzinę.- Podeszłam do brata, złapałam go za ramię i odciągnęłam. Po chwili wszyscy się rozeszli, a ja stanęłam na przeciwko ekipy obok Doma i Briana.
- Czas się zbierać.- Dominic powiedział szybko po czym wsiadł do wygranego wozu. Każdy z nas poszedł w jego ślady i już po paru minutach byliśmy z powrotem w naszym prowizorycznym garażu. Twinkie i Shaun odłączyli się od nas po drodze, jednak zapowiedzieli, że w razie problemów mamy dawać znać.
Wysiedliśmy z aut i każdy rozszedł się w swoją stronę wcześniej biorąc po piwie. Kiedy tak stałam bez żadnego celu przy jednym z wozów, spostrzegłam Brian'a siedzącego przy biurku. Wydawał się być czymś wyraźnie zmartwiony.Podeszłam do niego kładąc dłoń na jego ramieniu.
- Brian.. Wszystko w porządku?- Spojrzałam na niego czule, a kiedy odwrócił się i spojrzał mi w oczy dostrzegłam w nich strach. Nie czekając na jego dalszą reakcję, usiadłam mu na kolanach bokiem do niego. Prawą ręką objęłam go za szyję, a dłonią głaskałam tył jego głowy. 
- Boje się o ciebie. To dzisiaj to było nic w porównaniu do tego co pewnie będzie się dziać.- Mówiąc to ciągle wpatrywał się we mnie. Wtedy coś wpadło mi do głowy. Zdjęłam ze swojej szyi wisior z krzyżykiem i położyłam mu na dłoni. Zdziwił się trochę, jednak doskonale wiedział, że robię to dla niego. Chciałam wesprzeć go na duchu.
- Ja też się boje. Jednak nie o siebie samą tylko o was. Nie darowałabym sobie gdyby komuś z was coś się stało. Wrócę po to, a ty prędzej później będziesz musiał mi to oddać. Ani ty, ani ja nie możemy się poddać.- Posłałam mu blady uśmiech, który odwzajemnił. Schował naszyjnik w zasuwanej kieszeni bluzy po czym złączyliśmy swoje czoła. Przymknęłam na chwile oczy by móc rozkoszować się jego zapachem. 
- Kocham cię, Aria.- Na te słowa uchyliłam powieki i uśmiechnęłam się lekko.
- Ja ciebie też.- Odpowiedziałam szybko i złączyłam nasze wargi w czułym pocałunku. Nie trwał on długo ale poczułam, że mam Briana przy sobie, miałam wrażenie jak by nasz czas stanął w miejscu. Nagle poczuliśmy jak ktoś oplata nas ramieniem.
- Lubie jak moja rodzina jest szczęśliwa, jednak musicie mi pomóc.- Dominic odezwał się do nas tym swoim niskim głosem uśmiechając się przy tym.- Spojrzeliśmy na niego, a on wskazał nam wzrokiem nasze samochody. Podniosłam się i podeszłam do pomarańczowego, sportowego autka uśmiechając się triumfalnie. To cacko już jest moje. Co z tego, że uwielbiam białe, czarne lub niebieskie samochody w tym wypadku pomarańcz przejdzie. 
- Ej, ej! Ja go zaklepałem!- Roman krzyknął do mnie wskazując palcem pojazd. Nie zastanawiając się dłużej pokazałam mu "fucka", a zaczął iść w moim kierunku.
- Nie jesteś godny tego auta. Nawet nie myśl, że ci go oddam.- Wyszłam mu na przeciw z zadziornym wyrazem twarzy.
- O nie, nie, nie. Tej powiedz jej, że byłem pierwszy!- No super zaczyna się. Do zabawy dołączył Parker. Stanął obok nas w taki sposób, że teraz tworzyliśmy trójkąt.
- Rom daj spokój, po pierwsze masz za ciężką nogę, a po drugie jeździsz ja baba!- Tej stanął po mojej stronie, a ja zaczęłam się śmiać razem z resztą naszych "gapiów''. Rom spiorunował go wzrokiem.
- Zamknij się Tej.- Pearce syknął na kumpla po czym wrócił wzrokiem do mojej osoby.
- Rom, nie ustąpię ci. Nie dam ci rozwalić tego wozu po dwóch dniach. Mam zamiar zabrać go do domu. Nie zostawię go tu. Więc tym bardziej nie powierzę go tobie pod opiekę.
- A co to pies jest, że musi być pod dobrą opieką?- Roman oburzył się wymachując rękoma.
- Nie, ale już zdążyłam pokochać to autko.- Zrobiłam minę "zbitego kotka" na co Rom machnął ręką i poszedł usiąść obok Han'a. 
- Baby.- Na to jedno słowo wypowiedziane w komiczny sposób przez Romana pokiwałam przecząco głową śmiejąc się. Podniosłam maskę samochodu i zaczęłam dokładnie wszystko oglądać. Sprawdziłam poziom oleju, który okazał się być dobry. Mimo tego co już ten samochód posiada, przydałoby się podrasować go jeszcze bardziej. Kiedy się odwróciłam dostrzegłam Twinkiego. Nawet nie wiedziałam kiedy tu przyszedł. Siedział z Tejem i Hanem. Podeszłam do niego, a po chwili reszta także.
- Dobrze, że jesteś. Załatwisz mi części?- Spojrzałam na niego obojętnie wycierając ręce w kawałek szmaty.
- Jasne! Co potrzebujesz?- Na moje pytanie roześmiał się od ucha do ucha i podniósł się z krzesła by po chwili stać naprzeciwko mnie.
- Trzy butle z podtlenkiem azotu.- Rzuciłam szybko i już miałam odejść gdy mnie zatrzymał.
- Nie ma sprawy, zawsze do usług ale aż trzy? Wylecisz w powietrze!- Odwróciłam się napięcie z wkurzoną miną wymalowaną na twarzy. Nienawidzę gdy ktoś mnie poucza, a zwłaszcza ktoś młodszy ode mnie.
- Nie jadę na drift, tylko ścigać mordercę mojego przyjaciela. - Odpowiedziałam szybko i już miałam odejść jednak po kilku sekundach coś zaczęło mnie zastanawiać.- Czemu ty nam tak w ogóle pomagasz co? Nie znasz nas.- Nastała głucha cisza, a już po chwili Twinkie ją przerwał.
- Znam was, już teraz mogę powiedzieć coś o każdym z was.- Wzruszył ramionami, a potem zaczął wskazywać głową na każdego  nas po kolei.
- Były policjant, albo coś w tym stylu. Nieudany haker. Han. Groźna dziewczyna Hana. Gadatliwy śmieszek. Alfa. Pani Alfa. Alfa junior.- Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, pokiwałam przecząco głową i wróciłam do swojego wozu. Jedynie Tej zaczął kłócić się z Teletubisiem o to co powiedział, a Rom zapewniał, że jest Alfą plus. Kiedy w końcu Twinkie poszedł sobie, Rom postanowił pomóc mi trochę i tym samym zaczął grzebać mi pod maską. Niech ma trochę zabawy, a ja i tak zrobię po swojemu. Stałam upijając łyka Corony kiedy do pomieszczenia z hukiem wjechał pancerny, obszerny, wojskowy wóz. Sama, aż zakrztusiłam się alkoholem, Roman pieprznął się w głowę o podniesioną maskę, a reszta stała z głupimi uśmieszkami oraz lekkim niedowierzaniem wymalowanym na twarzach. Podeszłam szybko to Teja, który kiwał głową na "nie".
- Nie może być.- W tym momencie z samochodu wysiadł wysoki, nieźle napakowany facet.- A jednak.- Spojrzałam się na Teja w dość dziwny sposób lecz dzięki temu po chwili sprostował swoją wypowiedź.- To Hobbs, stary przyjaciel.- Pokiwałam głową na znak, że kumam i już po chwili ujrzałam jak wszyscy się witają. Podeszłam do Briana i Dominica nie spuszczając wzroku z tego mięśniaka. Po chwili i on zlustrował mnie wzrokiem.
- No Toretto, czyli to jest twoja siostra. Nie boisz się konkurencji?- Facet uśmiechną się do mnie zadziornie jednak te słowa sprawiły, że na wszystkich twarzach znowu pojawiły się uśmiechy.
- Już dawno mnie wyprzedziła, ale przynajmniej wiem, że będę miał godnego następcę. - Spojrzałam się miło na brata, a potem wróciłam oczyma na twarz Hobbsa.
- Jestem Hobbs.- Mężczyzna podał mi rękę więc uścisnęłam ją przedstawiając się.
- Chachi. - Kiwnął mi jeszcze głową, a potem cała atmosfera wyjątkowo się rozluźniła. Dom dał mu piwo i po niedługim czasie wszyscy siedzieliśmy gadając i śmiejąc się.
- Nie sądziłem, że zadzwonisz Dom, z prośbą o pomoc.- Na te słowa wyraźnie widziałam jak mój brat wyprostował się nerwowo przełykając ślinę. Co tu się do jasnej cholery dzieje!! Brian się boi i zaczyna mieć wątpliwości, ze mną robi się po woli to samo, a teraz Dom?!! To jest jakieś niedorzeczne! Tu musi chodzić o coś zupełnie innego niż głupi handlarz narkotyków. Dominic i Brian wiedzą kim jest ten człowiek, ale nie chcą powiedzieć. Podniosłam się z miejsca i ruszyłam do samochodu. Zaczęłam grzebać pod siedzeniami i w schowku. Znalazłam w nim sporo paczkę, w której było z 300 działek amfetaminy.
- Niech to szlag!- Powiedziałam sama do siebie wychodząc z wozu z narkotykami w ręku. Podeszłam niezauważona do ekipy i rzuciłam im to pod nogi. Spojrzeli na mnie dość dziwnym wzrokiem, takim nie do odgadnięcia. -Mamy naszego ściganego, te wozy są pewnie jego.- Odpowiedziałam szybko po czym wróciłam się do dwóch pozostałych. W nich było to samo. Wszyscy zaczęliśmy przeszukiwać wszystko bardzo dokładnie. Tej podpiął się pod system aut i znalazł w każdym z nich nadajnik.
- Będzie chciał odzyskać towar. Tej wyjmij GPS z samochodów zanim nas znajdzie, ale pewnie i tak nas już namierzył.- Brian stanął obok przyjaciela lustrując dokładnie wnętrzności mojego wozu. Atmosfera zrobiła się teraz cholernie napięta, każdy stał zaciskając pięści lub zęby.
- Stary! Ten wóz jest tak naszpikowany tym cholerstwem, że z tydzień zajmie mi wyciąganie tego wszystkiego! Może po prostu wyprowadźmy stąd auta?- Tej patrzył się na nas błagalnym spojrzeniem. Jednak na twarzy Doma widać było, że wymyśla nowy plan. 
- Tu nie chodzi tylko o towar, w tych torebkach musi być coś jeszcze. Kiedy będziemy wiedzieli co, gra potoczy się dalej.- Dominic popatrzył na każdego z nas zadziornie lekko się uśmiechając. Ja, Brian i Gisele założyliśmy silikonowe rękawiczki znajdujące się w apteczce samochodowej. Na metalowym stole rozłożyliśmy wszystkie torebeczki i zaczęliśmy wysypywać ich zawartość na blat. Robiliśmy to stopniowo tak by potem móc z powrotem wpakować proszek do opakowań. Po dobrej godzinie szukania miałam już dość. Tu nic nie było. Kiedy chciałam odejść już od tej cholernej roboty w jednej z torebek dostrzegłam maleńką karteczkę.
- Mam!- Zawołałam radośnie podając ją Brianowi. Rozłożył ją, widniały na niej imię i nazwisko, adres, telefon i konto bankowe.
-  A my mamy jego.- Letty posłała mi zwycięski uśmiech.
- Dorwiemy skurwysyna.- Hobbs ruszył w stronę swojego samochodu pakując do niego wcześniej kilka gnatów. 
- Jedziemy tymi wozami pod komisariat policji.- Dom ogłosił szybko swój jak na razie nie zrozumiały plan.  Spojrzeliśmy się na niego z lekkim oburzeniem na myśl o psach. Każdy wsiadł do swojego wozu i odjechaliśmy. Jedynie Tej został by mieć wszystko na oku. Tak jak mówiliśmy samochody trafiły na policyjny parking przy pomocy Hobbsa. Potem przesiedliśmy się tak, że ja, Brian i Dom mieliśmy po jednym samochodzie sami. Mój brat oraz chłapak wzięli działki amfetaminy i pojechaliśmy każdy w swoją stronę. Reszta jechała za Dominiciem. Mieliśmy się spotkać w jednym miejscu przy rzece. Nie wiem co mój brat planuje zrobić ale robi się coraz dziwniej. 



Jechałam normalną prędkością by nie zwracać na siebie zbytnio uwagi. Nagle ktoś zaczął jechać obok mnie.  Odwróciłam ostrożnie głową i dostrzegłam Bragę. Uśmiechał się do mnie zadziornie co chwilę patrząc na drogę. Chciałam sięgnąć prawą ręką krótkofalówkę. Jednak on uderzył w bok mojego wozu. Mój jedyny środek przekazu wpadł pod siedzenie. Telefonu nie miałam jak wyciągnąć z kieszeni spodni więc muszę improwizować. Przyśpieszyłam znacznie z nadzieją, że ten dupek zostanie w tyle. Moje błagania poszły na marne. Po kilku sekundach znowu jechał równo ze mną. Wtedy nadjechały trzy inne auta. Czarne Hondy, które na pewno - należały do jego ludzi. 
- Pięknie!- Krzyknęłam sama do siebie przyśpieszając jeszcze bardziej oraz gwałtownie skręcając w lewo. Jeszcze tylko mi policji brakuje do pełni szczęścia. W tym samym momencie moja tyla szyba potłukła się na kawałeczki, a ja odruchowo pochyliłam się do przodu. Super po prostu! Jeszcze strzelać do mnie będą. Zagrodzili mi drogę z każdej strony, nie miałam szansy uciec. Kiedy zauważyłam dużego tira postanowiłam zaryzykować. Zahamowałam gwałtownie, odbiłam w lewo i wjechałam pod niego.  Następnie znów dałam w lewo, zarzuciłam ręczny i obróciłam się o 180 stopni. Nacisnęłam pedał gazu i ruszyłam przed siebie z piskiem opon. Kiedy myślałam, że się udało. Usłyszałam głośne uderzenie o bok mojego wozu. Przyczepili mi to cholerne urządzenie zakłócające pracę samochodu. Przez chwilę nic się nie działo, lecz po kilku sekundach straciłam kontrole nad pojazdem i zjechał on gwałtownie w prawo wbijając się w przystanek autobusowy. Wszystko działo się z taką siłą, że wóz stanął pionowo, a potem przewalił się na dach. Nie wiedziałam co się dzieje. Na dosłownie chwilę straciłam przytomność. Cholernie bolała mnie głowa oraz prawy nadgarstek. Nagle poczułam szarpnięcie, ludzie mojego oprawcy wyciągnęli mnie i wsadzili do swojego auta. Oparłam się o siedzenie odchylając głowę do tyłu z zamkniętymi oczyma. Po 5 minutach ogarnęłam się i popatrzyłam na nich. Siedziało ze mną dwóch napakowanych kolesi w czarnych garniturach. Z przodu siedział ten pieprzony Braga wraz z jego kierowcą.
- Muszę przyznać jestem pod ogromnym wrażeniem. Nigdy nie widziałem tak dobrego kierowcy. - Ten pieprzony dupek odwrócił się do mnie i zaczął pierdolić coś co nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia.- Zadziwiłaś mnie i chcę dać ci szanse. Daje ci propozycję dzięki,  której przeżyjesz dzisiejszy wieczór. Chcę abyś dołączyła do mnie i moich ludzi.- Na jego słowa prychnęłam z niedowierzania i rozbawienia.. - Nie to nie, ja dałem ci wybór. Trochę szkoda będzie zabijając tak piękną kobietę oraz takiego kierowcę. Rodzice i brat pewnie są z ciebie dumnie.-Wzruszył ramionami i wrócił do patrzenia na przednią szybę. Po niedługim czasie dojechaliśmy nad miejsce spotkania z moją ekipą. Co jest kurwa?!! . Dominic stał na murku za, którym znajdowała się rzeka. Trzymał w ręku działki narkotyków wsadzonych w niewielką torbę. Braga wysiadł i widziałam jak zaczęli rozmawiać. Nagle dał znak, jeden z goryli siedzących obok mnie popchnął mnie i kazał wysiąść. Zrobiłam to bez większych przeszkód, facet trzymał mnie mocno za ramię na wypadek gdybym chciała uciec. Wszystkie oczy moich przyjaciół zwróciły się na mnie z lekkim strachem. Dom i Brian napięli się nerwowo zaciskając pięści.
- Zrobimy tak, ty Toretto oddasz mi towar wart kilkanaście milionów dolarów, a ja oddam ci siostrzyczkę.
- Spierdalaj.- Powiedziałam w jego stronę po to by go sprowokować. Będzie łatwiej gdy zrobi się zmieszanie.
- A co jeśli tego  nie oddam? - Dom spojrzał na niego w ciągłym skupieniu i powadze. Braga podszedł do mnie i przystawił mi pistolet do głowy.
- Koleś, rozwalasz mi taki świetny wóz, porywasz mnie, a teraz grozisz? Trochę ogłady i pomysłowości.- Debil nie odbezpieczył broni więc mogłam działać dalej. 
- Zaryzykuje. - Dominic zauważył chyba do czego dążę dlatego wrzucił do wody cały towar. Szef mafii stanął jak wryty, lecz nie na długo. Zaczęło się. Jego ludzi zaczęli iść w kierunku mojej ekipy. Skorzystałam z okazji, kopnęłam faceta za mną prosto w kolano, wykręciłam rękę Bradze i odbezpieczając pistolet podbiegłam do Briana. 
Kiedy miało dojść do większej kontrowersji usłyszeliśmy dźwięk policyjnych syren oraz czerwono-niebieskie światła z ich kogutów. Zaczęliśmy szybko wsiadać do aut. Brian pociągnął mnie za sobą. Nie czekając na nic wsiadłam, a zaraz za mną O' Conner. 
- Uważaj Toretto to nie koniec. - To były ostatnie słowa skierowane do mojego brata za nim odjechał. Kiedy nas mijał spojrzał się na mnie znacząco jak by chciał powiedzieć, że po mnie wróci. Ja jedynie spojrzałam na niego groźnie nie ukazując żadnej skruchy. Zaraz po nich odjechaliśmy także my. Opadałam bezwładnie na siedzenie wypuszczając głośno powietrze z płuc. W tym samym momencie dostałam smsa od zastrzeżonego numeru.
" Daje ci ostatnią szanse by dołączyć do mnie. Nie zmarnuj jej. Jeśli się zdecydujesz zadzwoń.". Facet ma naprawdę nie równo pod sufitem jeśli sądzi, że się zgodzę. Ale zaraz.. to mógłby być dobry plan. Byłabym u niego jako wtyka. Znałabym każdy jego ruch. Lecz z drugiej strony nie chcę ranić Briana. Nie mogę mu tego zrobić. Martwił by się i denerwował jeszcze bardziej. 
- Chachi? Wszystko dobrze?- Spojrzałam się w stronę Blondyna wlepiającego wzrok w drogę. Jego kostki były białe od trzymania kierownicy zbyt mocno. 
- Tak. Przestań, zobacz co robisz.- Pokiwałam głową po czym położyłam dłoń na jego. Na ten gest rozluźnił uścisk.
- Dorwiemy go prędzej czy później.- Brian był tak pewny siebie jak nigdy dotychczas. Pierwszy raz go takiego widziałam. Było to po prostu martwiącego. Ta cała sytuacja zmienia go i to jest z tego wszystkiego najgorsze. Zaczęło się już w samolocie, z każdym dniem będzie coraz gorzej. To nie jest zwykłe zdeterminowanie, to przeobraża się w coś znacznie gorszego. Mam tyko nadzieje, że się mylę w tym wszystkim.
- Wiem o tym.- Skwitowałam szybko chcąc jak najszybciej uciąć ten temat. Nie minęła chwila, a byliśmy już w naszej kryjówce. Brian zgasił silnik jednak ani ja ani on nie ruszyliśmy się z miejsca. Spojrzałam na niego i dostrzegłam jak lustruje mnie wzrokiem uśmiechając się  przy tym zabójczo pięknie. Nie wiedziałam o co mu dokładnie chodzi, odwróciłam wzrok zbierając włosy za ucho. Po sekundzie jednak znów nasze spojrzenia się spotkały, on przysunął się bliżej, chwycił delikatnie mój podbródek po czym pocałował mnie z niewyobrażalną namiętnością. Kiedy znów spojrzał mi w oczy tymi pięknymi niebieskimi tęczówkami miałam wrażenie, że zaraz całkowicie się rozpłynę. 
- Nigdy więcej nie daj się złapać. Tak bardzo się bałem, że cię stracę.
- Nie mogę tego obiecać, ale postaram się.- Na moje słowa oboje zaśmialiśmy się lekko, a następnie opuściliśmy auto. W tym też momencie mój nadgarstek znów dał się we znaki. Skrzywiłam się trochę, lecz nie chciałam nic dać po sobie poznać. Na mojej drodze pojawił się Dom, który przytulił mnie dość mocno zamykając tym samym w szczelnym uścisku. Kiedy mnie puścił podeszłam do reszty. Mieli na twarzach zadziorne uśmiechy świadczące sama nie wiem o czym. Dobra jestem blondynką ale bez przesady. Ich czasem naprawdę trudno rozgryźć. Wzięłam z leżącej na metalowym stole apteczki opaskę elastyczną i opierając się o stół zaczęłam obkręcać nadgarstek.
- Chachi, a gdzie wóz?- Roman spojrzał się na mnie głupkowato wraz z tym jego uśmieszkiem.
- No mówiłam już, rozjebany w drobny mak.- Wzruszyłam ramionami przygryzając dolną wargę.
- No ale jak?- Rom ciągnął dalej, a ja wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Otóż najpierw wjechałam w przystanek autobusowy, potem samochód się zbuntował i stanął dęba, a na sam koniec dachowałam.- Rom zacisnął usta w jedną linie.
- To ja pójdę po piwo.- Ciemnoskóry podniósł się szybko i poszedł gdzieś. Ja natomiast dostrzegłam obok siedzącej ekipy kilka skrzyń na broń ustawionych w dwóch rzędach. Nie patrząc na nic położyłam się na nich i zamknęłam oczy by w końcu móc trochę odpocząć. Po chwili już spałam lecz z przy resztkach świadomości poczułam jak ktoś mnie nakrywa ciepłą bluzą. Sądząc po zapachu należała do mojego chłopaka. Nakryłam się nią jeszcze bardziej zasłaniając sobie nawet głowę. Było mi bardziej zimno w tułów niż nogi więc ona jedna spokojnie wystarczyła. Kiedy już spałam nagle ktoś odkrył mi głowę. Lekko wkurzona spojrzałam do góry i ujrzałam uśmiechniętego Romana. Nie był to jego drwiący uśmiech lecz taki pełen troski i dodający otuchy. Oczywiście odwzajemniłam uśmiech na co rozpromienił się jeszcze bardziej.
- Sprawdzałem czy jeszcze oddychasz.- Na jego słowa zaczęłam po prostu się śmiać widząc jak udaje, że się dusi. Dopiero wtedy dostrzegłam, że reszty nie ma. Usiadłam leniwie opatulając się bluzą. Rozejrzałam się i rzeczywiście byliśmy sami. Nie chciałam jednak o nic pytać.Wstałam i podeszłam do samochodu, którym wracałam by wziąć z niego telefon. Kiedy miałam z powrotem się położyć usłyszałam szepty. Podeszłam do ciężkich drzwi, które na szczęście niebyły całkiem domknięte. Przez szparę dostrzegłam przyjaciół. Po ich minach widać było, że gadają o czymś ważnym. Wtedy odezwał się Dominic.
- Brian wrócisz z nią do domu. My dokończymy sprawę. 
- Dacie sobie radę sami?- Nie widziałam zbyt wiele, jednak po głosie wywnioskowałam, że był to Brian.
- Damy, spokojnie. Życie mojej jedynej siostry jest najważniejsze.
- No dobra, ale jak jej to powiedzieć, a co gorsza przekonać by wróciła do Los Angeles? Znacie ją, wiecie jaka jest. Nie odpuści tak łatwo.- Słowa, które właśnie wypowiedział Han wstrząsnęły mną. Poczułam się jak bym dostała z liścia w twarz. Jednak nie reagowałam i czekałam co powiedzą dalej. 
- Coś się wymyśli.- Nie no, nawet Gisele w tym siedzi. Nie mogę w to uwierzyć. Oni tak po prostu spiskują za moimi plecami niby dla mojego dobra. 
- Jakoś uda się nam ją przekonać. Nie może tu dłużej zostać, nie po dzisiejszym.- Letty przeszła się po pomieszczeniu z założonymi rękoma oraz spuszczoną głową.
- Właściwie, jak to możliwe, że dała się złapać? Trochę nie chce mi się w to wierzyć. Przecież to Chachi, samo to mówi za siebie. Słuchajcie nie przesadzacie trochę? Potrzebujemy jej jak nikogo innego. Jest nie zastąpiona. Tak naprawdę to ona jest najlepszym kierowcą z nas wszystkich i doskonale o tym wiecie!


---------------------------------------------------
Siemka Rodzinko!
A więc doczekaliście się kolejnego rozdziału. Napiszcie co o nim sądzicie. Możecie też przedstawić swoje pomysły na dalszą akcję.

Tak macie tam linka do strony, możecie dać tam like, a będziecie ze mną na bieżąco. 
Na http://nasz-spis-opowiadan.blogspot.com/ jestm nominowana do bloga miesiąca po prawej stronie jest ankieta, liczę na wasze głosy.
Myślałam aby opowiadanie pojawiło się tez na wattpadzie co wy na to?? 


,,Ogólnie nie zawiodłam się lubię cię za to kim jesteś a nie za wygląd nie żebyś była brzydka broń boże."  hahaha dziękuje za ten komentarz i to tlumaczenie sie na koniec :D ja tez cie baaardzo lube :*

P.S. koniec sie zbliza wielkim krokami *buczenie*

16 komentarzy:

  1. Wreszcie rozdział juhu.Jak oni tak mogli spiskować niby dla jej dobra ale i tak buu jeszcze większe buuuuuuuuu za to że zbliża się koniec.Rozdział długo wyczekany ale warto było.A wracając do tego że niedługo koniec ile planujesz jeszcze rozdziałów?No i najważniejsze pytanie czy teraz zamierzasz tak jakoś bardziej regularnie dodawać i co ile ?
    To z wattpadem to dobry pomysł ja go osobiście uwielbiam i na pewno bym do ciebie zajrzała.
    Weny weny i jeszcze raz weny życzę :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem ile rozdzialów jeszcze, zobacze jak z tym Tokio pojdzie^^ co do regularności to nie wiem jak bedzie bo zawsze cos sie dzieje przez co tego rozdzialu nie ma xd
      Bardzo ci dziekuje:*

      Usuń
  2. Ten rozdział jest świetny zastanawiam się skąd ty bierzesz te wszystkie pomysły. Mam nadzieje że następny pojawi się niedługo JULA :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze ci sie podoba. Pomysly jakos same mi wpadaja do glowy w roznych sytuacjach, a potem zapisuje je i wykorzystuje kiedy sie przydadza.;)

      Usuń
  3. Hohoh <3 Cudeńko :3 Cieszę się , że wykorzystałaś ten mój pomysł o Bradze :D Spiskowanie przeciw własnej rodzinie ? Jak mogą :| Choć to dla jej dobra chodź nie czaje poświęcania się dla innych w taki sposób .Czekam na kolejny oby jak najszybciej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Noo twoj pomysl uratowal mi tylek:D Ciesze sie, ze ci sie podoba:3 Ale w jakim sensie chodzi ci o to poswiecenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to że Dom z reszta rodziny planują sie poświęcać do jej dobra .Braian ma ja zabrać do LA żeby byli bezpieczni a nie sądzę ,że Braga będzie w ich stosunku grzeczny i potulny za pozbycie się towaru wstęgi tyle $$ xD

      Usuń
  5. Rozdział świetny. Jestem ciekawa czy Chachi dojdzie do Bragi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze ci sie podoba:3 a tego to nie powiem, a w sumie jeszcze sama tego nie wiem hahhh

      Usuń
  6. W końcu się doczekałam nowego rozdziału! :D :D Przeczytałam już wczoraj, ale nie byłam w stanie skomentować, bo przehodziłam załamanie psychiczne. Otóż mądra ja, robiąc porządki na komputerze, przypadkowo usunęłam plik, gdzie miałam zapisane moje rozdziały i pomysły. :/ Miałam kopię zapasową na pendrivie, ale niezaktualizowaną i tym sposobem nejnowszy rozdział i niektóre pomysły poszły się je*ać... :(
    Ale do rzeczy.
    Uwielbiam ten rozdział! Nie pierdziel, że nie masz pomysłu, bo pomysł jest przedni! :D Braga zaczął w końcu działać!! Robi się ostro xdd
    Brian i Chachi sa takimi słodziakami, ale nurtuje mnie pytanie kiedy skonsumują związek? If you know waht I mean. ;D Jak ją całował w samochodzie to już myślałam że coś będzie, ale nie.. trzymasz w napięciu. xd
    Romana to bym normalnie zatuliła na śmierć.. on jest takim słodziutkim bobaskiem... Szkoda, że nie był godny tego samochodu. ;P No ale tak, dzieci nie można rozpieszczać. ^^ Tyyyy... a może skoro on taki dziecinny, to znajdź mu jaką opiekunkę????
    No i Tej... nieudany haker. - TO BYŁO DOOOBRE! :D

    No i jeszcze standardowo moja rozkmina nad cytacikiem:
    "Wyciągnęłam rękę przed siebie po czym zachęciłam kolesia palcem." - Wolę nie wiedzieć w jaki sposób zachęcała go tym palcem. OMG JESTEM ZBOCZONA XD <- udajmy, że tego nie pisałam. ;)

    Aria chyba nie da się wyciulać do domu, co? Przecież ona jest za twarda, żeby siedzieć na chacie.. :)

    Chciałam coś jeszcze napisać, ale nie pamiętam co....
    To może odpiszę na Twój komentarz na moim blogu:
    Cieszę sie, że czekasz i będziesz czekać na mnie. xd I wiedz, że i ja pozostanę wierną Tobie i Twojemu opowiadaniu! :********
    Życzę Ci dalszej weny do pisania moja droga i żebyś szybciutko pisała następny rozdział! ;*

    No i powiem, że zagłosowałam na Cb na spisie. :*

    A oceny poprawione?! xd

    Pozdrawiam cieplutko!
    Pogonistka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HAHA! Ja to się zawsze rozpiszę.. xd
      Chce Ci się to czytać? xd

      Usuń
    2. Po pierwsze, tak chce mi sie to czytać gdyż zawsze jak to robię mam uśmiech na japie ^^ Ja nie dawno też tak miałam, że wszystko poszło w pizdu, chyba z 2 godziny płakałam lol, ale dasz radę napisać rozdzial jeszcze raz :D Hmmm, zwiazek Briana i Chachi?? JESTES ZBOCZONA KOCHANA! hahaha
      Nad Romanem wciąż mysle, spokojnie ^^ Taak Tej i jego komputery, tak mi jakos wpadlo do gowy heuheu Co do Chachi to jeszcze nic sama nie wiem co ona zrobi ale csii ;) (tak jestem tak zdolną utorką, że nie wiem co bedzie w nastepnym rozdziale, ale jakims cudem i tak go napisze hahaha)
      OOOO dziekuje za te wszystkie mile slowa, jeju jak ja cie kocham;********
      Co ty moje oceny to dno i wodorosty, ale mama odwiesila mi niby kare. Ogl okazalo sie, po dwoch tygodniach, ze nie mialam kary na lapka i wgl tylko nie moglam z niego korzystac przed zrobieniem lekcji. Jednak mama powiedziala to tak,ze mysalam iz mam kategoryczny zakaz. hahahahahahahahhaah I tym sposobem dwa tygodnie spedzilam prawie bez internetu :D

      Usuń
  7. Rozdział super. Fajnie by było gdyby Aria doszła do Bragi potajemnie bo myśli że rodzina jej nie ufa że Sb poradzi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do Arii do niedługo sami sie przekonacie co zrobi^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, muszę dać chociaż jeden szybki komentarz, bo jak tego nie zrobię to umrę. Dziewczyno, rozwaliłaś system. Rozdział jak zwykle geniastyczny. Moim zdaniem Chachi dołączy do Bragi. I myślę, że ktoś zginie ( nie rób tego! To tylko moje wydaje mi się!). Piękny wygląd bloga! Śliczniastyczny! Winslownators reactivation!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heuheu dziekuje kochana!! Moge was zapewnic, ze nikogo nie zabije:*

      Usuń