czwartek, 23 lipca 2015

Epilog









Mój przyjacielu, to był długi dzień bez ciebie.

Opowiem ci o nim, gdy znowu się spotkamy.

Zaszliśmy bardzo daleko.

Opowiem ci o tym, gdy znowu się spotkamy.

Gdy znowu się spotkamy.

Cholera, kto by pomyślał.

Samoloty którymi lataliśmy,

Dobre rzeczy, które nam się przytrafiły.

Nie sądziłam, że będę tutaj stała i mówiła ci

o innej ścieżce.

Wiem, że uwielbialiśmy wsiadać do samochodu i śmiać się, jadąc przed siebie.

Ale coś mi mówiło, że to się kiedyś skończy.

Musiałam się zmienić.

I spojrzeć na wszystko pod innym kątem, żeby dostrzec w tym jakiś cel.

Co to były za dni...

Ciężka praca się opłaca.

Teraz widzę cię w lepszym miejscu..

Jak mamy nie mówić o rodzinie,

Skoro rodzina to wszystko, co mamy?

Stałeś po mojej stronie bez względu na to, co przeżywałam,

A teraz będziesz moim towarzyszem

Podczas mojej ostatniej przejażdżki

Mój przyjacielu, to był długi dzień bez ciebie.

Opowiem ci o nim, gdy znowu się spotkamy (znowu się spotkamy)

Zaszliśmy bardzo daleko (tak, zaszliśmy bardzo daleko, dobrze zaczęliśmy).

Opowiem ci o tym, gdy znowu się spotkamy (pozwól, że ci opowiem)

Gdy znowu się spotkamy.

Najpierw dwójka ludzi podąża własnymi ścieżkami.

Posiada siłę.

Coś małego zamienia się w przyjaźń,

A przyjaźń w więzi

Te więzi nigdy nie zostaną zerwane,

A miłość nigdy nie zniknie (miłość nigdy nie zniknie)

Jeśli braterstwo jest najważniejsze,

Granicy nikt nie przekroczy,

Bo sami ją postawiliśmy,

Kiedy odczuliśmy, że musi gdzieś leżeć

Właśnie się do niej zbliżamy,

Więc nie zapomnij mnie, gdy odejdę (nie zapomnij mnie, gdy odejdę)

Jak mamy nie mówić o rodzinie,

Skoro rodzina to wszystko, co mamy?

Stałeś po mojej stronie bez względu na to, co przeżywałam,

A teraz będziesz moim towarzyszem

Podczas mojej ostatniej przejażdżki

Niech światło wskaże mi drogę,

Niech przypomina o tobie, gdy będziesz szedł przed siebie

Każda droga, którą wybierzesz, zawsze doprowadzi cię do domu, do domu.

Mój przyjacielu, to był długi dzień bez ciebie.

Opowiem ci o nim, gdy znowu się spotkamy (znowu się spotkamy)

Zaszliśmy bardzo daleko (tak, zaszliśmy bardzo daleko, dobrze zaczęliśmy).

Opowiem ci o tym, gdy znowu się spotkamy (pozwól, że ci opowiem)

Gdy znowu się spotkamy.


Każdy z nas zastanawia się jak zakończy swoją podróż po tym świecie. Jedni boją się tego momentu, a inni z niecierpliwością na niego czekają. Jednak nikt z nas nie wie w jaki sposób odejdzie. Śmierć za kogoś kogo się kocha wydaję się być najlepsza. Poświęcenie dla rodziny czy przyjaciół jest warte śmierci. Nie ma nic ważniejszego od miłości, nadziei, honoru, poświęcenia  oraz odwagi. Nie w ich świecie. Dla nich liczy się tylko to. Dobro ich rodziny stawiane jest na pierwszym miejscu. To, że często ktoś z naszych bliskich odchodzi, rani nas dogłębnie. Często nie możemy się z tym pogodzić, lub zajmuje nam to cholernie dużo czasu. Wtedy nasze serce łamie się w pół, cierpimy bardziej niż po rozstaniu z drugą połówką. Jednak pamiętajmy, że ta osoba nigdy nas nie opuści jeśli będziemy nosić ją w sercu. Pamięć o niej nigdy nie zgaśnie póki my wciąż ją kochamy. Ona zawsze będzie znajdować się w każdej sekundzie naszego życia. Będzie nam zawsze towarzyszyć, ale to od nas zależy w jaki sposób ją zapamiętamy..

Ku pamięci mojej najlepszej przyjaciółki Kai.. 
Nigdy cię nie zapomnę Kochana..



---------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak więc jest i Epilog. Z całego serduszka jeszcze raz ogromnie wam dziękuje za wszystkie spędzone tu chwile. Zawsze będę pamiętać to ile dla mnie robiliście, jak duże wsparcie okazywaliście mi na każdym kroku. Nie będę teraz wymieniać wszystkich których kojarzę bo już to robiłam w filmie. Prosiłabym tylko o to by dosłownie KAŻDY skomentował abym wiedziała, czy jest sens pisać II część. Aż nie mogę uwierzyć, że to już koniec, rozryczałam się pisząc tą końcówkę. To chyba tyle, do zobaczenia Rodzinko!

P.S. Wszyscy byliście dla mnie jak druga rodzina, mimo dzielących nas kilometrów. Dziękuje wam i kocham was!

środa, 22 lipca 2015

Rozdział 12 The End








Kiedy zamkniesz oczy,



możesz ujrzeć jak dzień przemija,

wszystkie śmiechy i głupie bójki,

Ty i ja wijemy się jak grzmoty na niebie.

Jak przerwa o świcie,

to nigdy nie trwa wiecznie.

Wrócę więc nie opuszczaj głowy,

wrócę w każdej piosence i przy każdym zachodzie słońca

nasza pamięć jest zawsze w zasięgu,

Wrócę, wrócę więc nie opuszczaj głowy.

Kiedy czujesz się pusty,

będę paliwem którego potrzebujesz,

aby ciągle pchać Cię w dół samotnej ulicy

zawsze jestem w ciemni skryta.

Dom jak reflektory na trawniku,

nigdy nie odejdę na długo.

Wrócę więc nie opuszczaj głowy,

wrócę w każdej piosence i przy każdym zachodzie słońca

nasza pamięć jest zawsze w zasięgu,

Wrócę, wrócę więc nie opuszczaj głowy.




Minął już miesiąc odkąd "pracujemy"z chłopakami dla Bragi. Nie było tak źle, woziliśmy w sumie tylko towar, albo czasem komuś wpieprzyliśmy. Jedynie raz wydał nam polecenie, którego nie wykonałam. Kazał nam kropnąć chłopaka w moim wieku, który w sumie niczym poważnym nie zawinił. Nie zrobiłam tego, pomogłam chłopakowi uciec do LA. Tam mieli zająć się nim moi starzy kumple.  Z tego co wiem udało się i chłopakowi nic nie jest. Braga sądzi,  że pozbyłam się "jego problemu", a ciało wrzuciłam do rzeki.  Co do Briana to jest to dość skomplikowane. Wytłumaczył mi tamtą sytuację w kawiarni, a ja uwierzyłam mu. Jednak zrobiliśmy sobie przerwę i to ja tego chciałam. Obiecałam mu, że po powrocie do domu wrócimy do tematu. Teraz za dużo się dzieje bym mogła racjonalnie myśleć. Rozmawiamy ze sobą  normalnie jednak jest pomiędzy nami jakaś niewielka granica. Kocham go i nie oddam żadnej innej dziewczynie. Codziennie chce mu to powiedzieć, ale powstrzymuje się sama nie wiem czemu.  Dominic nie kontaktował się ze mną ani razu, podobnie jak reszta ekipy. Brian mówi, że Dom obwinia się za grożące mi niebezpieczeństwo. Nie rozumiem tego, bo przecież sama się w to wpakowałam. Podobno mój udział w rozpoczęciu konfliktu z Bragą był najmniejszy. Chłopaki mówią, że to moja ekipa za nim jeszcze się u mnie zjawiła miała na pieńku z tym Dupkiem. To o nim mówił Dom kiedy go poznałam. Czasem nie rozumiem tego wszystkiego co dzieje się wokół mnie. Sama wybrałam sobie takie życie i jestem z tego powodu cholernie zadowolona oraz dumna z tego kim jestem. Szczycę się tym, że nazywam się Toretto. Mój brat jest wspaniałym człowiekiem pewnie tak samo jak mój tata, którego nigdy nie poznałam. No właśnie wybrałam sobie świat, w którym to ja rozdaje karty, a teraz jestem na zawołanie jakiegoś idioty. Jeszcze tylko kilka dni i skończę z nim. Codziennie jestem coraz bliżej w zdobyciu potrzebnych informacji na temat Billyego. Kiedy już będę je miała Facet pożałuje, że ze mną zadarł. Siedziałam właśnie na hotelowym łóżku czekając aż Tej skończy gadać z Bragą przez telefon, a Rom w końcu wyjdzie z łazienki. Kiedy w końcu Parker przyszedł, widać było bo jego minie, że coś jest nie tak. Wstałam i w tym samym czasie pojawił się też Rom. Uśmiechał się głupkowato i wycierał kark ręcznikiem.
Bez tytułu #105 - Mamy problem. Braga kazał podłożyć bombę w samochodzie Dominica. Potem chce się z nim ścigać i w między czasie wysadzić go.- Tej ścisnął telefon mocniej w dłoni napinając wszystkie mięśnie. Ja natomiast cała zesztywniałam. Spojrzeliśmy się z Romanem po sobie z otwartymi buziami.
- Że co?! Jak to do cholery?!- Krzyknęłam głośno łapiąc się z głowę.  Miałam wrażenie, że zaraz wyrwę sobie wszystkie włosy z głowy.
- Do tego to ty masz ją podłożyć.- Parker spojrzał na mnie nie pewnie.- Ja mam zaraz jechać po to cholerstwo. Jakiś plan?- Podeszłam do okna i  chwyciłam swój telefon.
- Mam plan. Zabić Bragę.- Odpowiedziałam twardo i wybrałam numer. Po kilku sygnałach usłyszałam męski głos w słuchawce.- Shaun? Potrzebuje pomocy. Bierzcie wszystkich ludzi jakich tylko macie, broń oraz wszystko co może się przydać. Czas skończyć z Bragą. Widzimy się za 4 godziny przy rzece. Plan jest prosty, wchodzimy, rozwalamy wszystko i wszystkich.
- Rozumiem, będziemy.- Po jego słowach rozłączyłam się i zadzwoniłam do Briana.
- Brian? Musisz przyprowadzić mi samochód Dominica.
- Co?? Aria co się dzieje?!- Blondyn starał się nie krzyczeć ale nie wychodziło mu to zbytnio. Musiał wyczuć, że coś nie gra.
- Wszystko w porządku. Po prostu mi go jak najszybciej podrzuć. Zostaw go przy rzece pod plandeką. Zabierz Dominicowi także telefon i zostaw w wozie.
- Dobrze, coś wymyślę. Ale wiem, że coś się dzieje. Za dobrze cię znam. Nie oszukasz mnie.
- Nie wszystko jest ok. Po prostu potrzebuje go. Przepraszam nie mogę rozmawiać.  Widzimy się potem.- Kiedy nacisnęłam na czerwoną słuchawkę spojrzałam na ekran telefonu. Wyświetlało się na nim nasze wspólne zdjęcie. Jedna łza kapnęła mi na wyświetlacz. Kolejne kłamstwo wypłynęło z moich ust w jego stronę. Naprawdę coraz bardziej nienawidzę się za to, że cięgle go oszukuje. Wytarłam ją i odwróciłam się do chłopaków.- Tej,  jedź już. Wyrzuć tą bombę gdzieś w bezpieczne miejsce.- Spojrzałam na niego poważnym wzrokiem po czym skierowałam go na podłogę.
- Ok, sądzę,  że wiesz co robić.- Posłał mi słaby lecz budujący na duchu uśmiech po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Uda nam się ten twój plan, zobaczysz.  Nie mogę się doczekać aż dokopę temu Sukinsynowi.- Rom stanął obok mnie kładąc dłoń na ramieniu.
- Musi się udać inaczej wszystkich nas wystrzelają.- Wypuściłam głośno powietrze z płuc i usiadłam.
- Aria może jedźmy do naszych? Dominic i tak ma to wszystko na sumieniu, a zwłaszcza to, że cię w to wciągnął. Oni nam pomogą.- Roman stanął na przeciwko mnie z błagającym spojrzeniem.
- Nie. Dam sobie radę sama.- Skwitowałam szybko odwracając od niego wzrok.
- A co jeśli komuś się coś stanie? Pomyśl jak oni się poczują, w szczególności twój brat.- Pearce usiadł obok mnie powodując tym samym iż materac lekko się ugiął.
- Roman skończ. Mój brat chciał odesłać mnie do domu w imię jego poglądów. Nie liczyło się moje zdanie.
- Aria, on się o ciebie boi. Chcę cie chronić i troszczy się o ciebie. Stara się zastąpić ci ojca. On naprawdę robi to wszystko z miłości do ciebie.- Odwróciłam głowę w bok i przygryzłam wargę tylko po to aby sumienie się nie odezwało.
- Roman proszę nie utrudniaj mi!- Krzyknęłam już w tej chwili na przyjaciela wstając napięcie. Kręciłam się po pokoju do póki Tej nie wrócił po prawie dwóch godzinach. Potem spakowaliśmy się wszyscy, zanieśliśmy rzeczy do wozów i zapłaciliśmy za hotel. Nie mieliśmy co ze sobą zrobić więc zatrzymaliśmy się przy rzece na wzgórzu. Widać stąd było prawie całe Tokio. Wysiadłam z auta i oparłam się rękoma o metalową barierkę podziwiając widok.  Wiatr brutalnie targał moje włosy. Nad miasto nacierały szare chmury zasłaniając całe niebo. Zimno jakie panowało dookoła nie przeszkadzało mi teraz. Czy byłam wściekła? Zdenerwowana? Bałam się?  Nie, nic z tych rzeczy. Czułam satysfakcję z tego, że w końcu to wszystko się skończy. Chciałam być już w domu, gdzie siedzieliśmy wszyscy razem popijając Corronę. Chcę móc znów siedzieć w warsztacie grzebiąc przy samochodach. Właśnie! Moje autka już na  mnie czekają w garażu. Po prostu nie mogę doczekać się już tej codzienności. Wiadomo, że potem będzie i tak kolejna robota, mimo obietnicy Dominica.
- Chachi?- Usłyszałam głos Teja za swoimi plecami. Kiedy się odwróciłam ujrzałam mnóstwo wozów i ludzi. Nie wiem jakim cudem nic nie słyszałam i nie zauważyłam. Prawdopodobnie za bardzo się zamyśliłam.


- To jaki plan?- Twinkie podszedł do mnie bliżej uśmiechając się zadziornie.
- Plan jest prosty! Macie narobić zamieszania, rozjebać wszystko i zrobić mi przejście do Bragi! Jego zostawcie mi.- Odpowiedziałam szybko i zwięźle, jednak nie było to skierowane tylko do niego ale do reszty osób także. Oni pokiwali głowami czekając na mój znak. Przeładowałam swój pistolet po czym uśmiechając się szyderczo wsiadłam do wozu. Podjechałam do Shauna z otwartą szybą i powiedziałam:
- No to do roboty, powodzenia.
- Jasne, dzięki.- Zasunęłam okno i ruszyłam przed siebie. Cholera, co ja robię?! Jestem walnięta, Tej miał co do tego rację. Adrenalina zaczęła coraz szybciej krążyć mi w żyłach utwierdzając mnie jeszcze bardziej w tym co robię. Chwyciłam krótkofalówkę i zwróciłam się do chłopaków.
- Rom, Tej. Gdyby coś poszło nie tak, to przeproście resztę.- Wymawiając to jedno zdanie klucha utknęła mi w gardle. Nie mogłam tego wypowiedzieć, jednak jakimś cudem udało mi się.
- Co ty gadasz? Wszystko się uda!- Rom krzyknął do mnie radośnie co spowodowało, że na mojej twarzy uśmiech sam zagościł.
- Dobra, nie ekscytuj się tak. Zaczynamy.- Byliśmy właśnie na zjeździe prowadzącym do Bragi. Shaun i wszyscy jego kumple pojechali przodem. W sumie to ledwo widziałam co tam się dzieje. Jednym z terenowych samochodów staranowali bramę, która jak się okazuje wcale nie była taka wytrzymała. Przed dom wybiegło kilkunastu ochroniarzy. Strzelali w kogo tylko się dało.  Wysiedliśmy z wozów i chowając się za ich drzwiami załatwialiśmy każdego po kolei. Kiedy teren przed domem bym czysty część naszych poszła za dom, a reszta ze mną do Bragi. Po przekroczeniu progu drzwi moim oczom ukazał się ten sam duży hol w czerwonym kolorze. Po chwili to piękne pomieszczenie zmieniło się w pobojowisko z resztą tak samo jak reszta domu. Przeładowałam broń ponownie, po włożeniu nowych naboi i po woli zaczęłam iść po schodach na górę. Za mną szedł Rom i Tej ubezpieczając mnie. Po kolei otwierałam drzwi każdego pokoju uważając na jakąś niespodziankę. Wszystko było by świetnie gdyby nie to, że z jednego pomieszczenia wybiegło wprost na nas trzech mięśniaków. Facet rzucił się na mnie próbując przygwoździć do ziemi. Niestety nie udało mu się.  Kopnęłam go z całej siły w kolano, potem dostał prawego sierpowego zalewając się krwią z nosa. Mimo to nie poddawał się.  Podniósł się i zaczął iść w moim kierunku z wściekłością wymalowaną w przekrwionych oczach. Kopnęłam pufę na kółkach w jego kierunku, facet przewrócił się i wyleciał przez okno. Spojrzałam po chłopakach, którzy także dali sobie radę chowając w tym samym momencie kosmyk włosów za ucho. Patrząc się na siebie wzruszyliśmy obojętnie ramionami po czym poszliśmy dalej. Zebraliśmy naszą broń z podłogi i ustawiając się gęsiego wparowaliśmy z impetem do biura Bragi. Byliśmy gotowi strzelić w każdym momencie jednak nie było go tu. Zrezygnowani stanęliśmy obok siebie.
- Gdzie on jest?!- Rom spojrzał na mnie pytająco.
- Nie wiem Roman nie wiem!! Sama chciałbym to wiedzieć! Cholera by to wzięła!- Zgarnęłam moją kręconą grzywkę do tyłu kopiąc fotel.
- Dobra spokojnie. Trzeba pomyśleć i tyle.- Tej próbował załagodzić napiętą atmosferę. Podparł się o biurko i wydawało się,  że intensywnie nad czymś myśli. Ja też wpadłam na pewien pomysł. Jednak wymaga to pewnego poświęcenia. Mam samochód Doma, a Braga chce się z nim ścigać. Pojadę zamiast Dominica. W wozie nie ma bomby ale ten Sukinsyn o tym nie wie. Mam sporą przewagę. To moja ostatnia szansa by dorwać drania. Jeśli tego nie zrobię on znajdzie Dominica i po prostu zaserwuje mu kulkę w łeb. Zerwałam się biegiem i udałam się do samochodu. Chłopaki biegli za mną.  Kazałam Tejowi jechać ze mną by potem on mógł wrócić moim autkiem.  Oboje nie wiedzieli co robię ale  słuchali się i nie utrudniali mi życia milionem pytań. Wskazałam im miejsce zostawionego samochodu i po chwili dotarliśmy na miejsce. Wóz już czekał. Odkryłam go szybko i zaczęłam szukać szybko telefonu mojego brata. Znajdował się on w schowku razem z kluczykami. Kiedy spojrzałam na ekran okazało się, że jest jeden sms i to od Bragi. Napisał o której i gdzie czeka na Dominica. Miałam 5 minut na dojechanie tam. Wsiadłam i odpaliłam samochód. Chłopaki nachylili mi się do szyby z lustrując mnie pytającym wzrokiem.


- Co ty robisz do cholery?!!! - Roman krzyknął na mnie, a ja spuściłam wzrok na wycieraczkę.
- To co powinnam. Jadę na wyścig z Bragą zamiast Doma. Ten skurwiel chciał go dorwać w ten sposób. Po to potrzebna mu była bomba w wozie. Nie dopuszczę do tego by skrzywdził moją rodzinę.- Odpowiedziałam im spokojnie przygryzając na koniec dolną wargę.
- Możesz zginąć rozumiesz??!! Nie wiadomo co on ma w zanadrzu!- Odwróciłam głowę w drugą stronę na słowa Teja.
- Tej ja wiem, ale wolę abym była to ja niż Dom rozumiesz?! Kocham was chłopaki, do zobaczenia.- Odpowiedziałam szybko i nacisnęłam pedał gazu. Mknęłam przez miasto wprost na jego obrzeże. Braga chcę się ścigać na jakiejś cholernej górze. Całe szczęście samochód miał mocno przyciemniane szyby więc nie było widać kto go prowadzi.

~Narrator~
Roman oraz Tej jechali spanikowani z zawrotną szybkością wprost do reszty ekipy. Chcieli jak najszybciej powiedzieć reszcie co planuje Chachi. Kiedy wjechali ostro chamując na teren fabryki wszystkie oczy skierowały się na nich.
- Nie pytajcie tylko słuchajcie! Braga kazał podłożyć bombę pod twój samochód Dom, a potem chciał się z tobą ścigać. Razem z Chachi przez ten cały czas byliśmy wtykami u tego Sukinsyna. Aria by cię chronić pojechała teraz się z nim ścigać! Musisz ją powstrzymać i to już!- Tej tłumacząc to wszystko prawie krzyczał. Wszyscy byli zdziwieni, a za razem zdenerwowani tym co dzieje się  z Arią. Dominic spiął wszystkie mięśnie wstając z krzesła.
- Jak mogliście ją puścić. Mieliście ją cały czas pilnować!- Brian podszedł wściekły do kumpla łapiąc go za kurtkę.
- Wiedziałeś o tym Brian?- Dom odciągnął Blondyna od Parkera lustrując go wściekłym wzrokiem. Ten tylko pokiwał głową spuszczając ją w dół.
- Potem to wyjaśnicie teraz lepiej jedźmy już po nią. Jeśli coś jej się stanie żadne z nas sobie tego nie wybaczy.- Gisele podeszła do nich ponaglając ich aby szybciej zbierali się do samochodów. Dookoła panowała napięta atmosfera, po drodze nikt się nie odzywał. Dominic jechał w ciszy razem z Letty. Toretto pierwszy raz w życiu bał się.  Bał się o Arię. Sądził, że to jego wina, że ona znalazła się u Bragi. Gdyby nie kazał jej wracać do domu miał by ją cały czas na oku. Z resztą gdyby w ogóle nie pojawił się w jej życiu nie doszło by do tego.  Chachi nie była by w tak wielkim niebezpieczeństwie. Miał żal do siebie za to, że ona naraża za niego swoje życie. Był zdziwiony jak wielka może być miłość jego siostry do niego. Jednak był na 100% pewny tego, że on dla niej zrobiły to samo bez względu na cenę. No ale co się dziwić w końcu mieli tylko siebie.
Braga i Chachi byli już naprawdę wysoko. Z każdym metrem było coraz bardziej wąsko oraz stromo. Żadne z nich się nie poddawało. W końcu jej rywal postanowił że czas skończyć tą zabawę. Zwolnił i kiedy był w bezpiecznej odległości nacisnął guzik aktywujący bombę. Kiedy nic się nie wydarzyło zaklną tylko pod nosem.
- To ta suka! Zabije ją zaraz po jej braciszku!!- Zacisnął dłonie mocniej na kierownicy dodając gazu. Nie zauważył samochodu z naprzeciwka. Chciał skręcić, jednak popełnił mały błąd. Razem z samochodem stoczył się z olbrzymiej skarpy w dół. Nikt nie przeżyłby takiego upadku oraz dachowania.  Aria podjechała blisko krawędzi z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Duma rozpierała ją od środka. Tak jak chciała pozbyła się Bragi i teraz będzie mogła wrócić do domu. Do rodziny czekając na następna robotę popijając w międzyczasie Corronę. Nagle samochód Bragi stanął w płomieniach powodując eksplozję. Pod wpływem bardzo głośnego huku jeden z głazów oderwał się spadając wprost na auto Chachi. Po drodze turlał się i obijał o resztę skał. Aria nie miała żadnych szans, po prostu czekała na silne uderzenie. Potem widziała tylko jak samochód uderza o skały spadając w dół tak samo jak przed chwilą auto jej wroga. Poczuła ogromny ból, a potem jej oczy zamknęły się i pogrążyły w ciemności, która po chwili zamieniała się w świetlistą jasność. Kiedy jej ekipa dotarła na miejsce patrzyła zapłakana w dół góry. Dominic padł na kolana z totalnej bezsilności płacząc jak dziecko pierwszy raz w życiu.  Brian oraz Han pojechali niżej aby mogli przedostać się do Chachi.
- Spóźniliśmy się...- Tej odezwał się nawet nie ocierając łez.- Ona.. kazała was przeprosić. Powiedziała też, że nas kocha..- Chłopak chciał kontynuować jednak nie mógł gdyż czuł, że jeśli to zrobi popłacze się jeszcze bardziej.
- My też ją kochamy.. Nie zapomnimy o niej nigdy .- Letty otarła łzy spływające po jej policzku.
- Oddała życie za moje mimo, że nie powinna.- Dominic w końcu podniósł się i przytulił do siebie resztę ekipy.
- Była najlepszą przyjaciółką oraz siostrą jeśli mogę tak powiedzieć. - Gisele powiedziała to tak cicho jak tylko potrafiła, jednak każdy i tak to słyszał.
- Była najlepsza, a my pożegnamy ją w równie należyty sposób..

----------------------------------------------------------------------
Witam was Rodzinko.
Tak, zmieniłam zdanie i jest to już ostatni rozdział. Nie chciałam aby to się tak skończyło no ale jednak. Jutro powinien pojawić się epilog i wtedy wam powiem co dalej.
Mam prośbę, każdy kto to czyta niech zostawi komentarz. Może to być nawet ".". Chodzi mi o to, żeby wiedziała czy jest sens pisać II część. To chyba tyle. Na koniec bardzo chciałam wam podziękować za wspólnie spędzone chwile. Ten blog był dla mnie nie małym wyzwaniem ale i wspaniałą przygodą. Tak więc dziękuję i do zobaczenia;) KOCHAM WAS!

13 000 WYŚWIETLEŃ!!!

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 11 cz.II





“Powtarzałeś często, że pragniesz mnie na zawsze. W końcu Ci uwierzyłam, bardzo zaufałam. Chciałam ciepła Twoich ramion, smaku ust o poranku, chciałam dreszczy, wstrząsów i wysokich uniesień. Przestałam się bać i Ciebie, i siebie, i nas.”


- Anna Daszuta ‘Anioł na ramieniu’




Otworzyłam ostrożnie powieki i pierwsze co zobaczyłam to czyjaś ręka na mojej twarzy.  Zwaliłam ją i delikatnie usiadłam przecierając oczy. Widok który do mnie dotarł tuż po rozbudzeniu się, wywołał na mojej twarzy nie mały uśmiech. Nie wiem jak do tego doszło ale Roman spał na brzuchu z otwartą buzią  pomiędzy mną, a Tejem. Jego druga ręka, tak jak poprzednio na mojej twarzy znajdowała się również na twarzy Perkera. Ten jednak nie reagował i spał sobie w najlepsze. Chwyciłam telefon leżący na szafce obok łóżka i po sprawdzeniu godziny odłożyłam go z powrotem na miejsce.  Była 8:30, a mi nadal cholernie chciało się spać.  Wzięłam do ręki jedną z poduszek i bez zastanowienia strzeliłam nią Romana, a potem Teja prosto w głowę. Jakimś cudem wystarczyło im po jednym uderzeniu by się przebudzić.  Parker tak samo jak ja strzepnął ze swojej twarzy wielką rękę Roma, po czym usiadł na łóżku ziewając. Pearce jedynie tylko mruknął coś po nosem i przekręcił głowę na drugą stronę.
- Wstawaj ty pieprzony idioto.- Potrząsnęłam go ramię z dość dużą siłą, jednak nic to nie dało. Razem z Tejem spojrzeliśmy się po sobie, uśmiechając
 przy tym chytrze. Nie czekając dłużej  na nic zaczęliśmy nawalać  Romana poduszkami. W pewnym momencie zerwał się krzycząc i tym o to sposobem zaczęła się nasza woja na śmierć i życie. Wskoczyłam Pearceowi na plecy, przyduszając go lekko. Wtedy on zwinnym ruchem przewalił mnie na materac, usiadł mi na  nogach i teraz  we dwóch okładali mnie poduszkami. Śmiałam się jak opętana, im uśmiech także nie schodził z twarzy. Nie wiem jakim cudem te poduchy były jeszcze całe. Nagle do pokoju wparowała pokojówka, stanęła jak wryta patrząc się na nas w bardzo dziwny sposób. Dodatkowo zasłoniła sobie  buzie ręką. 
- Ja przepraszam.. Ja... ja przyjdę potem!- Jak by nigdy nic, wybiegła z pokoju krzycząc.  My natomiast spojrzeliśmy się na siebie, znowu wybuchając nieopanowanym śmiechem. Uderzyłam Teja ostatni raz po czym podniosłam się z łóżka.
- Jak myślicie, rozpowie innym, że mamy tu harem i dwóch czarnuchów zabawia się w najlepsze z młodą dziewczyną?- Zwróciłam się do chłopaków grzebiąc w torbie w poszukiwaniu ubrań.
- Pewnie zazdrości, że to nie ona była na twoim miejscu. Nie każda ma okazję zadawać się z takim ciachem.- Rom posłał mi perskie oko, a ja pokręciłam głową przerzucając oczyma.
- Roman nie schlebiaj sobie. Prędzej mi współczuje, że muszę znosić takiego palanta jak ty. - Pokazałam mu język wchodząc do łazienki. W bardzo szybkich tempie ogarnęłam się i zwolniłam 
pomieszczenie chłopakom. Za godzinę musimy być u tego Sukinsyna. Następny w kolejce był Tej. Usiadłam na krańcu łóżka i poczułam silną chęć skontaktowania się z Brianem. Wzięłam telefon i zaczęłam pisać wiadomość:
Bez tytułu #111
Brian jak u was? Spałeś w ogóle w nocy?  Dominic ma jakiś plan? Ugh.. tak wiem dużo tych pytań i dopiero minęła jedna noc ale muszę wiedzieć co z wami. Kocham cię.. pamiętaj o tym.
P.S. Brian, potrzebuje tych butli z azotem. Proszę przywieź mi je potem jakoś. Najlepiej jeszcze dziś tak by nikt nie widział. :*
Czekałam na odpowiedź bardzo długo i niestety nie doczekałam się jej. Nim się spostrzegłam na przeciwko mnie nie siedział Rom, tylko już Tej. Położył mi dłoń na kolanie i lekko je potarł.
- Ej, nie łam się. Ty tu rządzisz i nie możesz nagle zmięknąć Toretto.- Posłał mi budujący uśmiech, który odwzajemniłam. Ścisnęłam telefon mocniej w ręku równocześnie  wstając. W tym samym momencie z łazienki wyszedł Pearce.
- To co? Śniadanko nie??!- Roman zatarł dłonie uśmiechając się głupkowato. Mijając go poklepałam go po ramieniu głośno wzdychając.
- Skoro nalegasz, to tak, ale jeżeli znowu dadzą mi ośmiornicę to jedziemy do Maca- Wychodząc z pokoju odwróciłam się w stronę chłopaków.
- To może od razu tam jedźmy?- Tej odpowiedział mi szybko głośno wydychając powietrze z płuc.
- No dobra, niech będzie. Wiecie co? Idźcie już, ja czegoś zapomniałam, zaraz was dogonię. - Zostawiając chłopaków na korytarzu weszłam z powrotem do pokoju. Schyliłam się pod łóżko i wyjęłam spod niego pistolet. Wsadziłam sobie moją ukochaną zabawkę za pasek z tyłu spodni, następnie zasłaniając bluzką. Wychodząc zamknęłam głośno drzwi i zbiegłam po schodach. Gdy przekroczyłam główne wejście hotelu, chłodny wiatr owiał mnie z każdej strony targając przy tym włosami. Rozejrzałam się i dostrzegłam chłopaków stojących nie przy dwóch, lecz czterech autach. To trzecie na bank należało do Shauna. Dopiero po chwili zorientowałam się,  że jest razem z Twinkiem. Uśmiechnęli się do mnie kiedy mnie zobaczyli. Podeszłam do nich szybkim krokiem i rzuciłam krótko:
- Cześć, co wy tu robicie?- Spojrzałam na zmianę to na jednego, to na drugiego.
- Pożyczam wam samochód.-  Brunet puścił mi oczko na co uśmiechnęłam się szeroko.
- Dzięki Shaun. Postaramy się byś go odzyskał. No chyba, że Tej go rozwali. - Przez cały czas uśmiech nie schodził nam wszystkim z twarzy. Tej pokazał mi abym się "popukała" po czym wziął kluczyki od chłopaka.
- Ok, najwyżej oddasz mi swój.- Shaun wskazał głową na moje auto, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie ma mowy, ale mogę ci oddać czarnego niewolnika.- Uwiesiłam się Romanowi na szyi robiąc przy tym słodkie oczka.
- Ha ha, bardzo śmieszne.- Mój przyjaciel odsunął się ode mnie z obrażoną miną.
- Właśnie Aria, mam dla ciebie butle. Brian zadzwonił rano i prosił abym je podrzucił.- Twinkie otowrzył bagażnik swojego zielonego potwora i pokazał mi mój towar. Zaniosłam butle jedna po drugiej obok mojego wozu po czym wróciłam się po kilka narzędzi, które Ciemnoskóry także woził ze sobą. Otworzyłam maskę pomarańczowej bestii i zaczęłam kombinować. Po 30 minutach butle były już na swoim miejscu. Wycierając ręce w kawałek szmaty wróciłm do kumpli.
- Jak tyś to..?? Mi by to zajęło cały dzień!- Twinkie oburzył się gestykulując rękoma. Zdziwiony patrzył to na mnie to na mój samochód.
- Każdemu by się zeszło cały dzień, ale nie jej. Dzieciaku ona w tym siedzi od urodzenia. Jeszcze nie raz ona was zadziwi, ja ci to mówię.- Roman wsiadając do samochodu rzucił do chłopaków na odchodne.
- Jeszcze raz dzięki i do zobaczenia.- Ja także poszłam w jego ślady i po minucie wyjechałam z parkingu z piskiem opon. Jechaliśmy jedno za drugim. Najpierw ja, potem Tej, a na końcu Rom. Tak można było się sprawnie poruszać bo nikt się nie wpakował pomiędzy nas. Nagle na fotelu rozbrzmiał krótki dzwonek mojego telefonu świadczący o przyjściu smsa. Chwyciłam telefon i patrząc raz na drogę, a ran na ekran odczytałam wiadomość. Miałam nadzieje, że to w końcu Brian się odezwał ale niestety przeliczyłam się.  Był to sms od Bragi z nowym adresem, w który mieliśmy się udać dopiero za dwie godziny. Odrzuciłam telefon na bok i chwyciłam krótkofalowkę.
- Chłopaki zmiana planów, ale na szczęście mamy jeszcze dwie godziny.
- No i to mi się podoba! Będzie czas na wyżerkę!- Roman odpowiedział jako pierwszy ciesząc się jak głupi.
- Wiecie co, nie powinniśmy się pokazywać zbytnio ale Tokio jest wielkie. Chodzcie gdzieś połazić. Przy okazji zjemy i odpoczniemy od tego wszystkiego.- Nie usłyszałam już odpowiedzi więc znaczyło, że mam po prostu ich prowadzić. Po niedługiej chwili wjechałam w jakiś zaułek i zaparkowałam. Wysiadłam z auta i we trójkę ruszyliśmy w ruchliwą uliczkę. 



Wszędzie było pełno ludzi. Niektórzy rozmawiali przez telefon, inni gadali między sobą, a jeszcze inni tak jak my poznawali okolicę. Weszliśmy do tego cholernego Maca by coś zjeść. Osobiście chciałam iść na jakieś lepsze jedzenie, ale chłopaki się uparli no i zostałam przegłosowana. Więc tak jak chcieli zjedliśmy te hamburgery i poszliśmy zwiedzać dalej. Rom poszedł przodem i nagle stanął jak wryty. Odwrócił się do nas speszony i zaczął pchać mnie w inny kierunku.
- Roman,  co ty odpieprzasz?!!- Krzyknęłam na niego, a ten popatrzył na mnie przepraszająco.
- Nie powinnaś tego widzieć.
- Rom, o czym ty mówisz? Czego nie powinnam widzieć?- Spojrzałam na niego pytająco po czym ruszyłm z Tejem do tego 
miejsca. Okazało się, że stoimy przed kawiarnią. Na początku nie ogarnęłam o co mu chodziło. Dopiero po chwili dostrzegłam Briana siedzącego z jakąś blondynką przy stoliku pod ścianą. Moje dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści, a złość ogarnęła całe moje ciało. Ona trzymała go za dłoń, a jemu najwyraźniej się to podobało. Patrzył na nią tymi maślanymi oczyma i mówił coś zawile. 
- Chachi chodź. Nie patrz na to. Proszę cię odpuść. - Tej odciągał mnie, jednak bezskutecznie.- Weszłam środka kawairni razem z przyjaciółmi, stanęłam przy barze i poprosiłam o szklankę wody. Zapłaciłam jakby nigdy nic i upiłam łyk ze szklanki. Wtedy do moich uszu doszedł urywek zdania. Ona powiedziała do niego "Misiaczku" . Myślałam, że zaraz zwymiotuje. Brzydziłam się nim. Znienawidziłam go w tej jednej chwili. Podeszłam do niego od tyłu, nachyliłam mu się do ucha i powiedziałam zmysłowo:
- To koniec.. MISIACZKU.- Zaakcentowałam to ostatnie i wylałam na Briana całą szklankę bezbarwnej cieczy. Odstawiłam szklane naczynie na jego stolik i szybko wyszłam. Chłopaki wyszli zaraz za mną, skręciliśmy w malutką uliczkę gdzie nikogo nie było i wtedy dałam upust emocjom. Kopnełam dwa razy w śmietnik, aż w końcu przewrócił się. Tej podszedł do mnie i zamknął w szczelnym uścisku po to abym nic sobie nie zrobiła. Jednak nic nie mówił. Po prostu mnie przytulał i kiwał na boki, próbując mnie tym samym uspokoić. Rom stał o bok patrząc się na to wszystko żałośnie, lecz po chwili dołączył do nas . Moje serce pękło w pół. Myślałam, że chociaż Brian jest inny. Tyle razy mówił, że mnie kocha. To wszystko okazało się być kłamstwem. Oszukiwał mnie tyle czasu, a ja mu ufałam jak nikomu innemu.- Kiedy myślałam, że pierwsza łza wypłynie z mojego oka przybiegł Brian. Chciał coś powiedzieć i podejść jednak Roman mu nie pozwolił.
- Stary jesteś moim kumplem ale daruj sobie. Skrzywdziłeś ją i zachowałeś jak gówiarz. Daj jej spokój.- Blondyn na te słowa spojrzał mi przepraszająco w oczy.
- Wy nie rozumiecie. Dajcie mi to wytłumaczyć! Ta dziewczyna jest z FBI! Chciałem aby pomogła z Bragą! Dał mi to.- Wyjął z kieszeni pendriva i pokazał nam go.- Mielibyśmy haka na Brage. Chciałem cię tylko chronić! Z tymi danymi byłabyś bezpieczna ty cholerna idiotko! Nie dasz sobie sama rady z tym facetem, kiedy to do ciebie dotrze!?- W tej chwili zaczął na mnie krzyczeć, chciał podejść bliżej ale Roman po raz kolejny uniemożliwił mu to. Tego było za dużo. Nie wiedziałam w tej chwili w co uwierzyć. Chciałam być jak najdalej stąd. Brian rzucił mi czarnego pendriva pod  nogi po czym odszedł napięcie.- Schyliłam się i podniosłam ten malutki przedmiot. Obróciłam go kilkakrotnie w palcach po czym odwróciłam się do tyłu, okazało się, że za siatką były nasze wozy. Najwyraźniej zrobiliśy kółko. Przeszłam przez ogrodzenie i zajęłam miejsce w wozie. Jeszcze przez chwilę popatrzyłam na urządzonko i schowałam je sobie za stanik. Tak wiem dziwne miejsce na skrytkę, ale za to bezpieczne. Jeśli to prawda o tym, co tam jest to muszę trzymać to z daleka od Bragi. Odpaliłam silnik i ruszyłam przed siebie. Na autostradzie dałam upust moim łzą. Obraz całkowicie mi się zamazał. Nagle usłyszałam klakson tira i zorientowałam się, że zaraz wjadę pod niego od boku . Skręciłam szybko w prawo i wyprostowałam.
- Chachi zwolnij natychmiast.! Co ty robisz? Co się tam do cholery dzieje!- W krótkofalówce usłyszałam głos Teja. Chwyciłam urządzenia i nacisnęłam guzik.
- Sory, zamyśiłam się. Zaraz zjeżdżamy uważajcie.- Odpowiedziałam szybko, wytarłam łzy rękawem i zacisnęłam dłonie na kierownicy aż do zbielenia kostek. Chuj z tym, że rozpierdala mnie od środka, jestem do cholery Toretto i muszę być silna. Pieprzyć to, że zerwałam z Brianem. Przyśpieszyłam jeszcze bardziej i zaczęłam mijać samochody jeżdżąc slalomem. Kiedy zobaczyłam zjazd wjechałam na niego na ręcznym, a następnie 
znowu przyśpieszyłam. W tej chwili gdyby Dominic widział moje zachowanie dostałabym nie mały opierdol. Szczerze mówiąc miałam gdzieś to czy się rozpierdolę na barierce czy drzewie. Miałam to głęboko w dupie. Teraz najważniejsze dla mnie były dwie rzeczy.
Pierwsza: pożądnie się wyrzyć, a druga to dorwać Bragę. Zaczęłam zwalniać dopiero wtedy gdy dostrzegłam duży, przestrzenny dom. Zdziwiłam się tym, że nigdzie nie było ochroniarzy. Brama otwarta więc śmiało wjechałam i zatrzymałam się przed wejściem. Wzięłam głęboki wdech i wysiadłam. Chłopaki podchodząc do mnie kiwali zadziornie głowami.
- Nie sądziłem, że można być tak szalonym i popierdolonym jednocześnie, ale jak widać można. Ale nie powiem, to było świetne!- Tej krzyknął, nazbyt się ekscytując. Był uśmiechnięty od ucha do ucha.  Rom wyglądał prawie, że identycznie tylko on gestykulował dodatkowo rękoma.
- Dziewczyno, to było zajebiste! Ja też tak chce!
- Roman, uspokój się dobra? Mamy tu robotę.- Nim się spostrzegliśmy obok nas stanęło dwóch goryli. Tych samych którzy wtedy byli przy moim jakże "skomplikowanym" porwaniu. Też się wykazali, przyczepili mi to cholerstwo do wozu i cieszyli się, że mnie mają. No po prostu pogratulować. FBI działa już lepiej niż ci tutaj. Facet wskazał nam ręką ścieżkę prowadzącą na tył domu. Ryszyliśmy idąc pewnym krokiem. Wszystko tutaj było bardzo drogie i piękne. Mój dom to cholerna willa, która jest zbyt dobrze zaopatrzona i  droga,  a to tutaj, to pałac.  Po chwili naszym oczom ukazał się piękny ogród z basenem. Braga siedział przy drewnianym stole licząc hajs. Kiedy nas zauważył podniósł głowę do góry i wskazał nam krzesła. Usiedliśmy na przeciwko niego z kamiennymi twarzami. Czekaliśmy na jego dalszy ruch. Po pewnym czasie uśmiechnął się do mnie rozluźniając nieco swoje ciało. Ja jednak trwałam w bezruchu.
- Witam szanownych gości. Od początku wiedziałem, że zobaczymy się w takich okolicznościach.
- Przejdźmy do rzeczy.- Skwitowałam krótko z chytrym wyrazem twarzy. Nie mam czasu siedzieć z nim tutaj i gadać o głupotach.
- Jaka pewna siebie. Bardzo dobrze, będzie nam się dobrze pracowało. Napijecie się czegoś?- Przejechał wzrokiem po naszej trójce, Rom już miał coś powiedzieć jednak byłam szybsza.
- Nie,  nie po to tu jesteśmy.
- Dobrze więc, zaczynacie od jutra. Macie czekać na mój telefon i wykonywać moje polecenia. Jeśli mnie oszukacie, zabije was. Rozumiecie?- Ten cholerny Sukinsyn nie będzie mi groził!! Mam ochotę wstać i po prostu zastrzelić go! Dobra Chachi uspokój się w tej chwili! Wdech i wydech. Przytaknęłam tylko głową nic nie mówiąc. Braga zaciągnął się swoim cygarem po czym dodał- Możecie już iść. Żegnam.- Oj żegnać to ja cię będę na twoim pogrzebie po tym jak wsadzę ci dynamit w dupę ty pierdolony Skurwysynu.- Wstałam i razem przyjaciółmi poszłam do samochodu. Kopnęłam jeszcze w oponę auta i wsiadłam. Odpaliłam silnik i ruszyłam wprost do hotelu kurwiąc to raz pod nosem, a raz chłopakom do krótkofalówki. Droga powrotna wyglądała identycznie, a może nawet i gorzej niż kiedy jechałam do Bragi.


Do pokoju wparowałam nadal wkurzona.
- Mam ochotę coś rozwalić! - Krzyknęłam do chłopaków kręcąc się po pokoju gestykulując przy tym rękoma. W końcu rzuciłam się na łóżko krzycząc z całej siły w poduszkę.
- Taa, i to jest ta, co radzi sobie ze stresem.- Usłyszałam jak Tej podśmiewuje się ze mnie, chwyciłam poduszkę i rzuciłam mu ją w twarz po czym usiadłam na krańcu materaca.
- Ugh!! Nienawidzę tego mamuciego wypierdka! Pieprzony Pizdokleszcz i tyle!
- Chachi!!- Roman krzyknął do mnie, a ja się na niego spojrzałam.

- Czego?!!- Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem jednak 
po chwili zeszłam z tonu.
- Ktoś do ciebie. - Przesunął się w drzwiach by po chwili w pokoju znalazł się Brian. Spojrzałam na niego spode łba, prychając przy tym.





-----------------------------------------------------------------
Siemanko!
Więc powiem szczerze, że ten rozdział jako tako nie podoba mi się. Miało być całkiem inaczej. Oficjalnie powiem, że do końca pozostały nam 2 (może 3) rozdziały + epilog. Jak się z tym czujecie? Bo ja jakoś nie mogę się z tym pogodzić. Nie wiem czy będzie druga część, ciągle nad tym myślę. Mam co do tego mieszane uczucia, ale co i jak powiem wam gdy pojawi się już epilog. 
Tak jak mówiłam, 27 jadę nad to cholerne morze. Potem prawdopodobnie jeszcze do Włoch skoczę jednak nie zmierzam do chwalenia się wakacjami tylko do tego, że wyśle komuś kartkę. Wybiorę może z 3 osoby, które dostaną ode mnie karteczkę;) Jednak żebym nie miała problemu z tym komu wysłać napiszcie (jesli komus zalezy na kilku slowach ode mnie) czemu chcecie kartkę ode mnie. Taaa ja tez nie mam jakiego pytania wam zadac. Nie musi byc to absolutnie dlugie! 
Na górze jest nowa ankieta wiec zaznaczcie tam cos^^ 
To chyba tyle.. KOCHAM WAS SKARBY WY MOJE!

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 11 cz.I




 Rozdział dedykuje wszystkim tym, którzy gdzieś po drodze zagubili się w swoim życiu. Jeśli jesteś taką osobą i to czytasz pamiętaj, że mimo iż nie stoję teraz obok ciebie to jestem z tobą i trzymam za ciebie kciuki.








Przyjaźń jest czymś kruchym i delikatnym niczym porcelana, jakże przecież cenna. Nie zawsze przebiega bez starć, drobnych potyczek czy słownych przepychanek. Najważniejsze jednak, by się w tym wszystkim nie zagubić i mimo nieporozumień trwać w tym pięknym związku.




~Gabriela Gargaś










Tej broniąc mnie spojrzał stanowczo po twarzach przyjaciół, a następnie odwrócił się by wyjść. Ścisnęłam telefon w ręku jeszcze bardziej spoglądając na niego szybko. Mam tu tego smsa, teraz to ja mogę rozdawać karty. Byłam na tyle wściekła, że otworzyłam drzwi z takim impetem iż prawie wyleciały z zawiasów. Wszyscy spojrzeli na mnie z lekkim przerażeniem i zdziwieniem. Złapałam Teja za ramię by został.
- Poczekaj.- Skwitowałam krótko wracając wzrokiem do reszty ekipy.- Nigdy, przenigdy nie ważcie się spiskować za moimi plecami!! Pierdole te wasze świetne pomysły dotyczące mnie!! Mam prawo decydować sama za siebie!! Dominic to, że jesteś moim bratem nie oznacza, że możesz mówić jak mam żyć albo co robić.- Wydzierałam się na pół pieprzonego Tokio, a oni odwrócili ode mnie wzrok. Jedynie Dom i Brian, który szedł w moim kierunku patrzyli mi się prosto w oczy z założonymi rękoma. 

O' Conner chciał coś powiedzieć gestykulując przy tym rękoma.  Chciał mnie przytulić jednak nie pozwoliłam mu na to uderzając go z "liścia" w twarz. Złapał się za prawy policzek po czym pokiwał twierdząco głową.
- Dobra wiem, należało mi się ale chociaż mnie wysłuchaj.- Spojrzał na mnie tymi niebieskimi tęczówkami, w których widać było wyraźny ból. Jednak nie spowodowany pulsowaniem policzka, a całą tą sytuacją.
- Nie to ty posłuchaj mnie, wrócę do tego cholernego domu ale to jest ostatni raz kiedy za mnie decydujecie.- Kończąc swoją wypowiedź zacisnęłam usta w jedną linię patrząc się na przemian to na Briana, to na Dominica.
- Dobrze.- Blondyn wypuścił głośno powietrze z płuc i dopiero teraz wtuliłam się w jego ciepły tors. Nie trwało to jednak długo ponieważ odkleiłam się od niego i wyszłam. Tej ruszył za mną, a po drodze jeszcze Rom nie wiedząc co się dzieje dołączył do nas. Wyszliśmy na zewnątrz i usiedliśmy na murowanych schodach pod dachem. Deszcz lał jak z cebra. Była 20:30, noc ogarniała wszystko, widoczne były jedynie gwiazdy na niebie. Miejsce naszego przebywania oświetlała wisząca lampa nad naszymi głowami.
- I co teraz? Poddasz się?- Tej spytał mnie,  a ja wahałam się co odpowiedzieć. W końcu zdecydowałam się pokazać im wiadomość od Bragi. Po przeczytaniu jej, oboje mieli chytre uśmieszki na twarzach.
- Ja nigdy się nie poddaje. Musze do niego zadzwonić, ale chcę żebyście mnie kryli. Tej będę cię potrzebować, wchodzisz w to ze mną? Rom, ty też?- Spojrzałam na nich z nadzieją, że się zgodzą. Ci tylko pokiwali głowami uśmiechając się przy tym głupkowato. Przybiliśmy sobie te nasze "specjalne" żółwiki po czym wybrałam numer. Po dwóch sygnałach w słuchawce odezwał się męski głos.
- Wiedziałem, że się odezwiesz. Przyjedz jutro rano. Adres prześle ci potem.
- Mam jeden warunek.- Skwitowałam krótko przełykając śline z dość wielkim trudem. W gardle urosła mi ogromna klucha spowodowana podjętą przeze mnie decyzją.
- Słucham.
- Chce wziąć moich dwóch ludzi. Bez nich nie zgadzam się na nic.- Powiedziałam stanowczo oczekując na odpowiedź.
- Niech będzie,  jednak jeżeli coś pójdzie nie tak. Pozbędę się i ich i ciebie.- To ostatnie zdanie spowodowało, że jeszcze bardziej zaczęło zależeć mi na zabiciu Bragi. Rozłączył się, a ja spojrzałam na chłopaków uśmiechając się do nich triumfalnie.
- To musi się udać. -Tej odezwał się przerywając chwilową ciszę.
- Mam taka nadzieje w innym wypadku pozabijają nasz wszystkich łącznie z Hobbsem. Zawsze muszę się wpakować w jakieś bagno.- Siedząc zaczęłam podtrzymywać sobie kolana podciągnięte pod brodę. Na moje słowa chłopaki objęli mnie ramionami. Chcieli dodać im otuchy. Jednak nikt się nie odzywał. Każdy siedział jak mysz pod miotłą do czasu gdy Rom postanowił to przerwać.
- Przestań pieprzyć głupoty.  Dasz sobie radę i wiesz co? Zawsze chciałem być taki jak ty. Podziwiam cię odkąd cie poznałem Toretto. Zawsze jesteś twarda, silna, niczego się nie boisz. Kochasz ryzyko jak nikt inny. Każdemu wychodzisz na przeciw nie dając sobą pomiatać. Jednak przy tym wszystkim  jesteś tak pozytywnie pierdolnięta, tryskasz tą swoją energią i zarażasz uśmiechem innych. Ta nasza ekipa odżyła odkąd do nas dołączyłaś. Nigdy nie wolno ci się zmieniać bo inaczej wszystko się spieprzy.- Kiedy skończył mówić spojrzałam na niego razem z Tejem z niedowierzaniem wymalowanym na naszych twarzach. Od kiedy Roman umie się tak wysłowić?? Moje oczy przypominały wielkością UFO.
- Wow, jestem pod wrażeniem Rom. Też cię kocham.- Odpowiedziałam dalej mając oczy wielkości ufo.
- Szacun stary. Ale Chachi on ma rację. Popieram go w 100%.- Ostatni raz spojrzałam na nich po czym wstaliśmy, a ja ich przytuliłam. Wtedy drzwi otworzyły się i obok nas stanął Brian. Musze powiedzieć mu prawdę. Nie mogę go okłamywać. On na to nie zasługuje. Jeśli teraz tego nie zrobię, potem będę miała wyrzuty sumienia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że zrozumie i mi pomoże.
- Brian muszę ci coś powiedzieć. - Oderwałam się od chłopaków i stanęłam na przeciw niego, patrząc mu w oczy.- Tylko proszę cię, nie mów, że się nie zgadzasz. Znasz mnie i wiesz, że nie odpuszczę..- Chciałam dociągnąć dalej ale on mi przerwał przyciągają do siebie.
- Właśnie dlatego, że cię znam wiedziałem, że coś kombinujesz. Nie zgodziłabyś się wracać do domu od tak. Przesadzam z tą troską i wiem o tym. Zapominam o tym, na jak wiele cię stać.. - Teraz to ja mu przerwałam całując go namiętnie.
- Po prostu mi pomóż i kryj przed Dominiciem oraz resztą.- Skwitowałam szybko i oboje spoważnieliśmy. Następnie pokazałam mu sms. Miałam wrażenie, że zaraz szlag go trafi ale nic nie powiedział.- Już wszystko załatwione, Rom i Tej będą tam ze mną. Proszę cię tylko o to abyś nas krył i pomagał wszystko zatuszować. Brian proszę cię.- Kończąc swoją wypowiedź czekałam aż coś powie, ewentualnie zacznie krzyczeć.
- Zawsze możesz na mnie liczyć. Kocham Cię , pamiętaj o tym.- Przytulił mnie mocno zamykając w szczelnym uścisku.
- Ja ciebie też. Jutro rano mamy tam być.
- Trzeba działać i to zaraz.- Pociągnął mnie za rękę i już po chwili staliśmy przed moim bratem oraz resztą ekipy.
- Aria załatwiła sobie już samolot. Rom i Tej wracają z nią. Za godzinę mają samolot.- W tej samej chwili podszedł do mnie Dom, ściągnął swój wisior i założył mi go ma szyje, następnie przytulił mnie tak jak nigdy dotąd. Ostatni raz czułam się tak gdy mój tata z adopcji żegnał się ze mną w dniu wypadku przed wyjściem do pracy. Zabolało mnie to, że ich okłamuje. Oni wszyscy są moją jedyną rodziną, mam nadzieje, że mi wybaczą to co właśnie robię.
- Wszystko będzie dobrze. Za góra miesiąc zobaczymy się w domu. Staraj się zbytnio nie wychylać.- Nie odklejając się od niego powiedziałam mu na ucho coś czego w sumie nie chciałam mówić, jednak czułam, że tak będzie najlepiej.
- Obiecaj mi jeszcze jedno, to jest ostatnia robota. Potem dajemy dobie spokój. Dopiero zyskałam brata i rodzinę. Nie chcę teraz was stracić.- Pojedyncza łza spłynęła mi po prawym policzku. Dominic puścił mnie z objęć i wytarł kciukiem słoną ciecz patrząc mi w oczy.
- Obiecuje. - Na jego słowa pokiwałam głową i podeszłam do Letty. Przytuliłyśmy się mocno kiwając na boki. Następnie zwróciłam się do Gisele i Hana, z którymi zrobiłam to samo. Nie wiem czemu nie mogłam się od nich odkleić. Ta dwójka dawała mi taką siłę i wewnętrzny spokój jak nikt inny. No ale nie mogę tak z nimi stać. W końcu zrobiłam krok do tyłu, spojrzałam na nich smutnym wzrokiem uśmiechając się przy tym lekko po czym wyszłam z dwójką przyjaciół i chłopakiem do samochodu. Brian wsadził moją torbę do bagażnika dla pozorów, podobnie jak torby chłopaków. Ruszyliśmy po woli na ruchliwą ulicę. 
- To co teraz? Jakiś hotel?- Tej siedząc z tyłu odezwał się jako pierwszy. Nie miałam jak na razie żadnego planu więc liczyłam na Briana. On nie odpowiedział i tylko patrzył na drogę. Nim się spostrzegłam byliśmy pod policją gdzie zostawiliśmy wczoraj auta. Przy szlabanie do okna wozu podszedł policjant.
- Agent FBI, Brian O' Conner.- Blondyn pokazał swoją odznakę, a raczej przepustkę czy co to tam jest,  facet pokiwał głową i puścił nas. Kawałek dalej Brian kazał chłopakom wysiąść i zgarnąć nasze samochody, a potem jechać za nami. Jednak to nie było takie proste ponieważ Tej musiał postarać się, aby zrobić coś z tymi pieprzonymi GPS-ami i to dość szybko. Miałam wielką nadzieje, że Rom nic nie zrobi z moim kochanym autkiem.
Kawał drogi jechaliśmy w milczeniu, aż w końcu odezwałam się pierwsza.
- Brian, jak to się skończy jedźmy na Dominicane. Dawno tam nie byłam. Ostatni raz dwa lata temu kiedy kradłam paliwo.- Mówiąc to ostatnie zdania zaśmiałam się razem z O' Connerem krzywiąc się przy tym lekko.
- Pojedziemy gdzie tylko będziesz chciała. Sami, we dwoje. Tylko ty i ja.- Na chwilę spojrzał na mnie czule uśmiechając się przy tym nieziemsko.
- To mi się bardzo podoba. Tylko najpierw niech to wszystko się skończy. Szczerze mówiąc tęsknię już za domem.
- Ja też. Może jednak się rozmyśliłaś i wrócisz?- Zerknął na mnie po raz kolejny podnosząc brwi do góry. Ja tylko pokiwałam przecząco głową.
- Nie, coś zaczęłam i teraz muszę to skończyć. Braga pożałuje, że ze mną zadarł.
- Chciałaś powiedzieć "z nami".- Spojrzał na mnie unosząc brwi do góry.

- Tak, tak z nami. Niech ci będzie.
Po jakiś 20 minutach dojechaliśmy do niewielkiego hotelu.Weszliśmy do recepcji i Brian zaczął załatwiać pokoje dla mnie i chłopaków. Pech chciał, że były wolne tylko te trzy i czteroosobowe. Nie marudząc wzięliśmy klucz od trzyosobowego i poszliśmy na drugie piętro. Po wejściu Brian postawił moją torbę na podłodze i zdzwonił do chłopaków. Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu. Było ono dość duże, ściany były beżowe, na jednej z nich umieszczona była tapeta z czerwonymi wzorami. Typowa abstrakcja i takie tam. Pod oknem znajdowało się jedno pojedyncze łóżko, a pod wytapetowaną ścianą duże, podwójne. Obok każdego łóżka stał stolik nocny, a na nim czerwona lampka. Ogólnie mówiąc, nie jest tak źle. Usiadłam na dużym łóżku czekając, aż Brian skończy gadać z Romanem przez telefon. Kiedy to zrobił schował komórkę do tylnej kieszeni spodni i podszedł do mnie. Chwycił moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie obejmując w tali. 
- Chłopcy powinni zaraz tu być. Ja muszę już jechać, żeby reszta nie zaczęła się domyślać.- Na jego słowa pokiwałam głową przymykając powieki.- Kocham cię i proszę abyś uważała na siebie. Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało.- Spojrzałam mu prosto w oczy, nie znalazłam w nich tej niebieskiej głębi co zawsze lecz zwykłe cierpienie. 
- Brian, ja też cię kocham i obiecuje ci, że nic mi nie będzie. Niedługo będziemy sami na plaży w Santo Domingo.- Blondyn złączył nasze warg w namiętnym pocałunku, a ja poczułam ten cudowny zapach jego perfum oraz mięty. Po chwili zjechał z pocałunkami na moją szyję powodując iż z moich ust wydobył się cichy jęk. Po mimo, że było mi tak cholernie dobrze przerwał  i zamknął mnie w szczelnym uścisku, tak jakby chciał mnie uchronić przed całym złem tego świata. Po kilku minutach trwania w takiej pozycji i kiwania się lekko na boki puścił mnie. Ostatni raz spojrzał mi w oczy, pocałował w czoło, powiedział "pamiętaj, że cię kocham", a potem wyszedł. Wypuściłam głośno powietrze z płuc i opadłam z powrotem na łóżko. Trwałam tak w bezruchu do póki kumple nie wpadli do pokoju. Nie wiedząc dlaczego Roman rzucił mi się do stóp trzymając ręce jak do modlitwy z błagalnym wyrazem twarzy, wstałam ponownie.
- Rom, dobrze się czujesz?- Uniosłam pytająco prawą brew lustrując przyjaciela wzrokiem.
- Kobieto błagam oddaj mi ten samochód. Zrobię wszystko tylko mi go daj! Błagam no!- Razem z Tejem patrzyliśmy na Ciemnoskórego z niedowierzaniem, śmiejąc się przy tym.
- Opanuj się Pearce! Nie oddam ci go i już ci to mówiłam! Zachowuj się jak facet i podnieś się.- Skwitowałam krótko i podeszłam bliżej Teja. Rom podniósł się z krzywą miną. 
- Ej, czemu tu są dwa łóżka??!- Parker patrzył to na mnie to na miejsca do spania.
- Bo nie było nic wolnego. Będziecie spać razem, a ja sama.
- Nie! Nie będę z nim spał! Cholera wie, co mu w nocy strzeli do głowy.- Roman oburzył się i zaczął wymachiwać rękoma. Tej pokiwał tylko głową z dezaprobaty.
- Ja??!! To ty jesteś niewyżyty! Poza tym nie tknął bym kogoś z tak wielkim i nieproporcjonalnym czołem!- Super! Jeżeli oni zaczną się teraz kłócić, to ja dziękuje bardzo.
- Dobra Rom, zajmiesz łóżko pod oknem, a ja będę spała z Tejem.- Po wypowiedzeniu tego Roman wytrzeszczył oczy, a Tej uśmiechnął się do niego chytrze.
- Czego się rżysz?! Dotknij mnie, a skrócę ci łapy. Załatwcie coś do jedzenia, ok?- Rzuciłam szybko i zgarniając koszulkę i krótkie spodenki do spania oraz czystą bieliznę ruszyłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam ciepłą wodę. Gorące krople rozpryskiwały się uderzając z impetem o moją skórę. Chwyciłam niewielką butelkę hotelowego żelu pod prysznic o zapachu malin, po czym namydliłam się. Postałam tak jeszcze chwilę z zamkniętymi oczyma oddychając miarowo po czym zakręciłam wodę, chwyciłam ręcznik zawieszony przez drzwi kabiny i wytarłam się porządnie. Ubrałam się, przeczesałam mokre włosy i wyszłam z łazienki. Po przekroczeniu progu ujrzałam chłopaków z pudełkiem pizzy i kilkoma piwami. Musiałam spędzić dość dużo czasu ogarniając się skoro oni załatwili to wszystko. Siedząc przy niewielkim stole oboje zlustrowali mnie wzrokiem, miałam wrażenie, że Roman palnie za chwilę jakiś zboczony komentarz ale nic takiego się nie stało. 
- Możecie przestać rozbierać mnie wzrokiem?- Zwróciłam się do nich przy okazji śmiejąc. Oboje potrząsnęli głowami i otworzyli pudełko. Usiadłam obok Teja, a na przeciwko Romana i zgarnęłam jedno, już otworzone piwo. Nie zastanawiając się dłużej zaczęliśmy jeść pizze ze wszystkimi prawie że możliwymi składnikami. Taaa czyli już wiemy, że to Rom ją zamawiał, inaczej nie było by na niej tyle mięsa.
- Pewna jesteś, że chcesz z nim spać w jednym łóżku? Nie zdziwiłbym się, gdyby rzucił się na ciebie w pewnym momencie.- Rom uśmiechnął się do mnie zadziornie wskazując głową na Teja. Parker pokręcił tylko głową wypuszczając głośno powietrze z płuc.
- No wiesz, on może i się rzuci, ale ty natomiast musiałbyś mnie zgwałcić bo innej opcji nie widzę w przeciwieństwie do sytuacji z Tejem.- Kumpel po mojej lewej zakrztusił się piwem przez to, że zaczął się śmiać, ja także wybuchnęłam śmiechem, a Rom zrobił obrażoną minę. Po chwili wstał, chwycił kawałek pizzy oraz butelkę piwa i wyszedł z pokoju na balkon. 
- Roman no nie obrażaj się no! Jeszcze znajdzie się jakaś co pokocha twoje czoło!- Tej krzyknął za nim co spowodowało, że zaczęliśmy się śmiać jeszcze bardziej. W końcu wstałam i wyszłam do Romana. Stał oparty o barierkę tyłem zajadając się kupą mięsa.
- Rom nie zachowuj się jak dziecko i chodź. Nie chce się teraz przeziębić.- Przyjaciel przewrócił oczyma i ruszył do drzwi ostatni raz piorunując mnie wzrokiem. 
Wieczór minął nam naprawdę dobrze, jeśli godzinę 3 w nocy można nazwać wieczorem. Siedzieliśmy we trójkę na łóżku popijając naszą ulubioną Coronę. 
- Chłopaki chodźcie już spać.  Jutro czeka nas spotkanie z tym mamucim wypierdkiem. - Wypuściłam głośno powietrze z płuc wywracając oczyma. Odstawiłam butelkę na stół i podeszłam do łóżka Romana.
- Chodź tu i mi pomóż.- Zwróciłam się do niego na co oboje spojrzeli na mnie pytająco.- No nie patrz się na mnie głupio Rom tylko do cholery rusz tyłek!- Kiedy w końcu podniosłam lekko głos wstał i podszedł do mnie, w tym samy czasie Tej zajął łazienkę.- Złap tu i przesuwamy na 3.- Wskazałam mu palcem bok łóżka po czym sama stanęłam obok niego.- 3!- Oboje w tym samym momencie zaparliśmy się i łóżko przesunęło się. Po chwili oba były połączone w jedno.- No Rom teraz nie będziesz czuł się pokrzywdzony.- Uśmiechnęłam się do niego słodko po czym wpakowałam się pod pościel na środku łóżka. 
- Jesteś stuknięta.-Roman odpowiedział mi równie słodkim i sztucznym uśmiechem po czym dopił swoje piwo. Nagle drzwi od łazienki otworzyły się i wyszedł z niej Tej ubrany w zieloną koszulkę z jakimiś tam napisami oraz w dresy.  Po jakiś 30 minutach leżeliśmy w łóżku już we trójkę.  Ja jednak myślałam, że zaraz wybuchnę nieopanowanym śmiechem. Chłopaki leżeli na samych krawędziach tak, że brakowało im 5 cm do spotkania z podłogą i do tego odwrócili się do mnie tyłem. 
- Ej chłopaki wy wiecie, że ja żartowałam nie?  Zaraz któryś z was spadnie. Nie pogryzę was spokojnie. Możecie się przecież przysunąć.- Mówiąc to do nich musiałam się powstrzymywać od śmiechu. Mimo, że w pokoju panowała ciemność widziałam jak oboje odwrócili głowy patrząc się na mnie. Po chwili zastanowienia przysunęli się do mnie i tak zasnęliśmy.
Koło 5 nad ranem zaczęły nękać mnie koszmary. Po raz kolejny śnił mi się wypadek rodziców, ale tych którzy mnie adoptowali. Obudziłam się krzykiem oraz łzami na policzkach, chłopaki budzili mnie przez dobre 5 minut aż  w końcu im się udało. 
- Aria wszystko w porządku?- Usłyszałam nad sobą głos zmartwionego Teja.
- Tak, sory chłopaki, że was obudziłam. Chodźcie spać i nie przejmujcie się.- Otarłam dłonią policzki i przymknęłam oczy. Następnie przytuliłam się do Teja leżącego po mojej prawej. On lekko się zdziwił ale zaraz zamknął mnie w szczelnym uścisku, Rom natomiast przytulił mnie od tyłu. W dupie z tym, że się tu ugotuje, czułam się bezpiecznie i to mi wystarczyło. Nie powiem nie jedna osoba gdyby to zobaczyła powiedziała by, że coś tu jest nie tak. Jednak to byli moi najlepsi przyjaciele i nie widziałam w tym nic złego ani dziwnego. 
- Yyy, wiecie co? Może nie mówmy nic Brianowi bo się chłopak wkurzy.- Nagle Roman się odezwał wywołując na mojej twarzy uśmiech. Jednak nie miałam ochoty na dalsze dyskusje z nim więc postanowiłam go uciszyć.
- Nie wkurzy, on to nie ty. Z reszta zamknij się już i daj nam spać, dobranoc.

---------------------------------------------------
Siemanko Rodzinko!!
I jak? Ujdzie? Rozdział pozostawiam wam do oceny tak jak z resztą zawsze;) Widzę się z kimś od 27 lipca do 3 sierpnia we Władysławowie? Jeśli chcecie to podajcie mi swoje snapy ostatnio bardzo mi się nudzi. Aaa właśnie przebiliśmy 12 000 wyświetleń! Jestem tak cholernie zadowolona i dumna z was jak chyba nigdy dotąd. Nie sądziłam, że tyle osiągnę, a to wszystko dzięki wam! DZIĘKUJĘ! :* Jednak nie spoczywamy na laurach i działamy dalej!:
P.S Największa liczba komentarzy do tej pory to 24, pobijemy? Damy rade? Inaczej, czy wy dacie radę? Ja tam w was wierze! :D  

UWAGA!!! MAM BARDZO PILNĄ SPRAWE!!! POTRZEBUJE LUDZI DO PRACY NA MOIM SPISIE(LINK JEST NA TYM PIERWSZYM BUTTONIE PO LEWEJ STRONIE) ZOSTALYSMY TAM WE DWIE A MAMY 5 DZIALOW DO OGARNIECIA I NIE WYRABIAMY JUZ PO PROSTU. GLOWNIE POSZUKUJE KOGOS NA ADMINISTRATORA (PRZYJMOWANIE ZGLOSZEN) ALE I NIE TYLKO. WSZYSTKO JEST W ZAKLADCE REKRUTACJA NA SPISIE. GDYBY JAKAS KOCHANA DUSZYCZKA CHCIALA NAM POMOC TO BEDE OGROMNIE WDZIECZNA. JESLI DO NNASTĘPNEGO TYGODNIA NIKOGO NIE ZNAJDE NEDE MUSIALA ZAMKNAC SPIS, A TEGO BARDZO NIE CHCE.





czwartek, 2 lipca 2015

Kontakt (konta prywatne)

Hej Rodzinko!!
W zakładkach obok pojawiło się coś takiego jak "twitter", "tumblr", "instagram'', "facebook". Oprócz fb są tam moje prywatne konta na tych serwisach. Jeśli ktoś by chciał to serdecznie zapraszam (dodatkowe like czy cos zawsze mile widziane hahahah) :D


Snapchat: CarrotJelly