niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 11 cz.I




 Rozdział dedykuje wszystkim tym, którzy gdzieś po drodze zagubili się w swoim życiu. Jeśli jesteś taką osobą i to czytasz pamiętaj, że mimo iż nie stoję teraz obok ciebie to jestem z tobą i trzymam za ciebie kciuki.








Przyjaźń jest czymś kruchym i delikatnym niczym porcelana, jakże przecież cenna. Nie zawsze przebiega bez starć, drobnych potyczek czy słownych przepychanek. Najważniejsze jednak, by się w tym wszystkim nie zagubić i mimo nieporozumień trwać w tym pięknym związku.




~Gabriela Gargaś










Tej broniąc mnie spojrzał stanowczo po twarzach przyjaciół, a następnie odwrócił się by wyjść. Ścisnęłam telefon w ręku jeszcze bardziej spoglądając na niego szybko. Mam tu tego smsa, teraz to ja mogę rozdawać karty. Byłam na tyle wściekła, że otworzyłam drzwi z takim impetem iż prawie wyleciały z zawiasów. Wszyscy spojrzeli na mnie z lekkim przerażeniem i zdziwieniem. Złapałam Teja za ramię by został.
- Poczekaj.- Skwitowałam krótko wracając wzrokiem do reszty ekipy.- Nigdy, przenigdy nie ważcie się spiskować za moimi plecami!! Pierdole te wasze świetne pomysły dotyczące mnie!! Mam prawo decydować sama za siebie!! Dominic to, że jesteś moim bratem nie oznacza, że możesz mówić jak mam żyć albo co robić.- Wydzierałam się na pół pieprzonego Tokio, a oni odwrócili ode mnie wzrok. Jedynie Dom i Brian, który szedł w moim kierunku patrzyli mi się prosto w oczy z założonymi rękoma. 

O' Conner chciał coś powiedzieć gestykulując przy tym rękoma.  Chciał mnie przytulić jednak nie pozwoliłam mu na to uderzając go z "liścia" w twarz. Złapał się za prawy policzek po czym pokiwał twierdząco głową.
- Dobra wiem, należało mi się ale chociaż mnie wysłuchaj.- Spojrzał na mnie tymi niebieskimi tęczówkami, w których widać było wyraźny ból. Jednak nie spowodowany pulsowaniem policzka, a całą tą sytuacją.
- Nie to ty posłuchaj mnie, wrócę do tego cholernego domu ale to jest ostatni raz kiedy za mnie decydujecie.- Kończąc swoją wypowiedź zacisnęłam usta w jedną linię patrząc się na przemian to na Briana, to na Dominica.
- Dobrze.- Blondyn wypuścił głośno powietrze z płuc i dopiero teraz wtuliłam się w jego ciepły tors. Nie trwało to jednak długo ponieważ odkleiłam się od niego i wyszłam. Tej ruszył za mną, a po drodze jeszcze Rom nie wiedząc co się dzieje dołączył do nas. Wyszliśmy na zewnątrz i usiedliśmy na murowanych schodach pod dachem. Deszcz lał jak z cebra. Była 20:30, noc ogarniała wszystko, widoczne były jedynie gwiazdy na niebie. Miejsce naszego przebywania oświetlała wisząca lampa nad naszymi głowami.
- I co teraz? Poddasz się?- Tej spytał mnie,  a ja wahałam się co odpowiedzieć. W końcu zdecydowałam się pokazać im wiadomość od Bragi. Po przeczytaniu jej, oboje mieli chytre uśmieszki na twarzach.
- Ja nigdy się nie poddaje. Musze do niego zadzwonić, ale chcę żebyście mnie kryli. Tej będę cię potrzebować, wchodzisz w to ze mną? Rom, ty też?- Spojrzałam na nich z nadzieją, że się zgodzą. Ci tylko pokiwali głowami uśmiechając się przy tym głupkowato. Przybiliśmy sobie te nasze "specjalne" żółwiki po czym wybrałam numer. Po dwóch sygnałach w słuchawce odezwał się męski głos.
- Wiedziałem, że się odezwiesz. Przyjedz jutro rano. Adres prześle ci potem.
- Mam jeden warunek.- Skwitowałam krótko przełykając śline z dość wielkim trudem. W gardle urosła mi ogromna klucha spowodowana podjętą przeze mnie decyzją.
- Słucham.
- Chce wziąć moich dwóch ludzi. Bez nich nie zgadzam się na nic.- Powiedziałam stanowczo oczekując na odpowiedź.
- Niech będzie,  jednak jeżeli coś pójdzie nie tak. Pozbędę się i ich i ciebie.- To ostatnie zdanie spowodowało, że jeszcze bardziej zaczęło zależeć mi na zabiciu Bragi. Rozłączył się, a ja spojrzałam na chłopaków uśmiechając się do nich triumfalnie.
- To musi się udać. -Tej odezwał się przerywając chwilową ciszę.
- Mam taka nadzieje w innym wypadku pozabijają nasz wszystkich łącznie z Hobbsem. Zawsze muszę się wpakować w jakieś bagno.- Siedząc zaczęłam podtrzymywać sobie kolana podciągnięte pod brodę. Na moje słowa chłopaki objęli mnie ramionami. Chcieli dodać im otuchy. Jednak nikt się nie odzywał. Każdy siedział jak mysz pod miotłą do czasu gdy Rom postanowił to przerwać.
- Przestań pieprzyć głupoty.  Dasz sobie radę i wiesz co? Zawsze chciałem być taki jak ty. Podziwiam cię odkąd cie poznałem Toretto. Zawsze jesteś twarda, silna, niczego się nie boisz. Kochasz ryzyko jak nikt inny. Każdemu wychodzisz na przeciw nie dając sobą pomiatać. Jednak przy tym wszystkim  jesteś tak pozytywnie pierdolnięta, tryskasz tą swoją energią i zarażasz uśmiechem innych. Ta nasza ekipa odżyła odkąd do nas dołączyłaś. Nigdy nie wolno ci się zmieniać bo inaczej wszystko się spieprzy.- Kiedy skończył mówić spojrzałam na niego razem z Tejem z niedowierzaniem wymalowanym na naszych twarzach. Od kiedy Roman umie się tak wysłowić?? Moje oczy przypominały wielkością UFO.
- Wow, jestem pod wrażeniem Rom. Też cię kocham.- Odpowiedziałam dalej mając oczy wielkości ufo.
- Szacun stary. Ale Chachi on ma rację. Popieram go w 100%.- Ostatni raz spojrzałam na nich po czym wstaliśmy, a ja ich przytuliłam. Wtedy drzwi otworzyły się i obok nas stanął Brian. Musze powiedzieć mu prawdę. Nie mogę go okłamywać. On na to nie zasługuje. Jeśli teraz tego nie zrobię, potem będę miała wyrzuty sumienia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że zrozumie i mi pomoże.
- Brian muszę ci coś powiedzieć. - Oderwałam się od chłopaków i stanęłam na przeciw niego, patrząc mu w oczy.- Tylko proszę cię, nie mów, że się nie zgadzasz. Znasz mnie i wiesz, że nie odpuszczę..- Chciałam dociągnąć dalej ale on mi przerwał przyciągają do siebie.
- Właśnie dlatego, że cię znam wiedziałem, że coś kombinujesz. Nie zgodziłabyś się wracać do domu od tak. Przesadzam z tą troską i wiem o tym. Zapominam o tym, na jak wiele cię stać.. - Teraz to ja mu przerwałam całując go namiętnie.
- Po prostu mi pomóż i kryj przed Dominiciem oraz resztą.- Skwitowałam szybko i oboje spoważnieliśmy. Następnie pokazałam mu sms. Miałam wrażenie, że zaraz szlag go trafi ale nic nie powiedział.- Już wszystko załatwione, Rom i Tej będą tam ze mną. Proszę cię tylko o to abyś nas krył i pomagał wszystko zatuszować. Brian proszę cię.- Kończąc swoją wypowiedź czekałam aż coś powie, ewentualnie zacznie krzyczeć.
- Zawsze możesz na mnie liczyć. Kocham Cię , pamiętaj o tym.- Przytulił mnie mocno zamykając w szczelnym uścisku.
- Ja ciebie też. Jutro rano mamy tam być.
- Trzeba działać i to zaraz.- Pociągnął mnie za rękę i już po chwili staliśmy przed moim bratem oraz resztą ekipy.
- Aria załatwiła sobie już samolot. Rom i Tej wracają z nią. Za godzinę mają samolot.- W tej samej chwili podszedł do mnie Dom, ściągnął swój wisior i założył mi go ma szyje, następnie przytulił mnie tak jak nigdy dotąd. Ostatni raz czułam się tak gdy mój tata z adopcji żegnał się ze mną w dniu wypadku przed wyjściem do pracy. Zabolało mnie to, że ich okłamuje. Oni wszyscy są moją jedyną rodziną, mam nadzieje, że mi wybaczą to co właśnie robię.
- Wszystko będzie dobrze. Za góra miesiąc zobaczymy się w domu. Staraj się zbytnio nie wychylać.- Nie odklejając się od niego powiedziałam mu na ucho coś czego w sumie nie chciałam mówić, jednak czułam, że tak będzie najlepiej.
- Obiecaj mi jeszcze jedno, to jest ostatnia robota. Potem dajemy dobie spokój. Dopiero zyskałam brata i rodzinę. Nie chcę teraz was stracić.- Pojedyncza łza spłynęła mi po prawym policzku. Dominic puścił mnie z objęć i wytarł kciukiem słoną ciecz patrząc mi w oczy.
- Obiecuje. - Na jego słowa pokiwałam głową i podeszłam do Letty. Przytuliłyśmy się mocno kiwając na boki. Następnie zwróciłam się do Gisele i Hana, z którymi zrobiłam to samo. Nie wiem czemu nie mogłam się od nich odkleić. Ta dwójka dawała mi taką siłę i wewnętrzny spokój jak nikt inny. No ale nie mogę tak z nimi stać. W końcu zrobiłam krok do tyłu, spojrzałam na nich smutnym wzrokiem uśmiechając się przy tym lekko po czym wyszłam z dwójką przyjaciół i chłopakiem do samochodu. Brian wsadził moją torbę do bagażnika dla pozorów, podobnie jak torby chłopaków. Ruszyliśmy po woli na ruchliwą ulicę. 
- To co teraz? Jakiś hotel?- Tej siedząc z tyłu odezwał się jako pierwszy. Nie miałam jak na razie żadnego planu więc liczyłam na Briana. On nie odpowiedział i tylko patrzył na drogę. Nim się spostrzegłam byliśmy pod policją gdzie zostawiliśmy wczoraj auta. Przy szlabanie do okna wozu podszedł policjant.
- Agent FBI, Brian O' Conner.- Blondyn pokazał swoją odznakę, a raczej przepustkę czy co to tam jest,  facet pokiwał głową i puścił nas. Kawałek dalej Brian kazał chłopakom wysiąść i zgarnąć nasze samochody, a potem jechać za nami. Jednak to nie było takie proste ponieważ Tej musiał postarać się, aby zrobić coś z tymi pieprzonymi GPS-ami i to dość szybko. Miałam wielką nadzieje, że Rom nic nie zrobi z moim kochanym autkiem.
Kawał drogi jechaliśmy w milczeniu, aż w końcu odezwałam się pierwsza.
- Brian, jak to się skończy jedźmy na Dominicane. Dawno tam nie byłam. Ostatni raz dwa lata temu kiedy kradłam paliwo.- Mówiąc to ostatnie zdania zaśmiałam się razem z O' Connerem krzywiąc się przy tym lekko.
- Pojedziemy gdzie tylko będziesz chciała. Sami, we dwoje. Tylko ty i ja.- Na chwilę spojrzał na mnie czule uśmiechając się przy tym nieziemsko.
- To mi się bardzo podoba. Tylko najpierw niech to wszystko się skończy. Szczerze mówiąc tęsknię już za domem.
- Ja też. Może jednak się rozmyśliłaś i wrócisz?- Zerknął na mnie po raz kolejny podnosząc brwi do góry. Ja tylko pokiwałam przecząco głową.
- Nie, coś zaczęłam i teraz muszę to skończyć. Braga pożałuje, że ze mną zadarł.
- Chciałaś powiedzieć "z nami".- Spojrzał na mnie unosząc brwi do góry.

- Tak, tak z nami. Niech ci będzie.
Po jakiś 20 minutach dojechaliśmy do niewielkiego hotelu.Weszliśmy do recepcji i Brian zaczął załatwiać pokoje dla mnie i chłopaków. Pech chciał, że były wolne tylko te trzy i czteroosobowe. Nie marudząc wzięliśmy klucz od trzyosobowego i poszliśmy na drugie piętro. Po wejściu Brian postawił moją torbę na podłodze i zdzwonił do chłopaków. Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu. Było ono dość duże, ściany były beżowe, na jednej z nich umieszczona była tapeta z czerwonymi wzorami. Typowa abstrakcja i takie tam. Pod oknem znajdowało się jedno pojedyncze łóżko, a pod wytapetowaną ścianą duże, podwójne. Obok każdego łóżka stał stolik nocny, a na nim czerwona lampka. Ogólnie mówiąc, nie jest tak źle. Usiadłam na dużym łóżku czekając, aż Brian skończy gadać z Romanem przez telefon. Kiedy to zrobił schował komórkę do tylnej kieszeni spodni i podszedł do mnie. Chwycił moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie obejmując w tali. 
- Chłopcy powinni zaraz tu być. Ja muszę już jechać, żeby reszta nie zaczęła się domyślać.- Na jego słowa pokiwałam głową przymykając powieki.- Kocham cię i proszę abyś uważała na siebie. Nie wiem co bym zrobił gdyby coś ci się stało.- Spojrzałam mu prosto w oczy, nie znalazłam w nich tej niebieskiej głębi co zawsze lecz zwykłe cierpienie. 
- Brian, ja też cię kocham i obiecuje ci, że nic mi nie będzie. Niedługo będziemy sami na plaży w Santo Domingo.- Blondyn złączył nasze warg w namiętnym pocałunku, a ja poczułam ten cudowny zapach jego perfum oraz mięty. Po chwili zjechał z pocałunkami na moją szyję powodując iż z moich ust wydobył się cichy jęk. Po mimo, że było mi tak cholernie dobrze przerwał  i zamknął mnie w szczelnym uścisku, tak jakby chciał mnie uchronić przed całym złem tego świata. Po kilku minutach trwania w takiej pozycji i kiwania się lekko na boki puścił mnie. Ostatni raz spojrzał mi w oczy, pocałował w czoło, powiedział "pamiętaj, że cię kocham", a potem wyszedł. Wypuściłam głośno powietrze z płuc i opadłam z powrotem na łóżko. Trwałam tak w bezruchu do póki kumple nie wpadli do pokoju. Nie wiedząc dlaczego Roman rzucił mi się do stóp trzymając ręce jak do modlitwy z błagalnym wyrazem twarzy, wstałam ponownie.
- Rom, dobrze się czujesz?- Uniosłam pytająco prawą brew lustrując przyjaciela wzrokiem.
- Kobieto błagam oddaj mi ten samochód. Zrobię wszystko tylko mi go daj! Błagam no!- Razem z Tejem patrzyliśmy na Ciemnoskórego z niedowierzaniem, śmiejąc się przy tym.
- Opanuj się Pearce! Nie oddam ci go i już ci to mówiłam! Zachowuj się jak facet i podnieś się.- Skwitowałam krótko i podeszłam bliżej Teja. Rom podniósł się z krzywą miną. 
- Ej, czemu tu są dwa łóżka??!- Parker patrzył to na mnie to na miejsca do spania.
- Bo nie było nic wolnego. Będziecie spać razem, a ja sama.
- Nie! Nie będę z nim spał! Cholera wie, co mu w nocy strzeli do głowy.- Roman oburzył się i zaczął wymachiwać rękoma. Tej pokiwał tylko głową z dezaprobaty.
- Ja??!! To ty jesteś niewyżyty! Poza tym nie tknął bym kogoś z tak wielkim i nieproporcjonalnym czołem!- Super! Jeżeli oni zaczną się teraz kłócić, to ja dziękuje bardzo.
- Dobra Rom, zajmiesz łóżko pod oknem, a ja będę spała z Tejem.- Po wypowiedzeniu tego Roman wytrzeszczył oczy, a Tej uśmiechnął się do niego chytrze.
- Czego się rżysz?! Dotknij mnie, a skrócę ci łapy. Załatwcie coś do jedzenia, ok?- Rzuciłam szybko i zgarniając koszulkę i krótkie spodenki do spania oraz czystą bieliznę ruszyłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam ciepłą wodę. Gorące krople rozpryskiwały się uderzając z impetem o moją skórę. Chwyciłam niewielką butelkę hotelowego żelu pod prysznic o zapachu malin, po czym namydliłam się. Postałam tak jeszcze chwilę z zamkniętymi oczyma oddychając miarowo po czym zakręciłam wodę, chwyciłam ręcznik zawieszony przez drzwi kabiny i wytarłam się porządnie. Ubrałam się, przeczesałam mokre włosy i wyszłam z łazienki. Po przekroczeniu progu ujrzałam chłopaków z pudełkiem pizzy i kilkoma piwami. Musiałam spędzić dość dużo czasu ogarniając się skoro oni załatwili to wszystko. Siedząc przy niewielkim stole oboje zlustrowali mnie wzrokiem, miałam wrażenie, że Roman palnie za chwilę jakiś zboczony komentarz ale nic takiego się nie stało. 
- Możecie przestać rozbierać mnie wzrokiem?- Zwróciłam się do nich przy okazji śmiejąc. Oboje potrząsnęli głowami i otworzyli pudełko. Usiadłam obok Teja, a na przeciwko Romana i zgarnęłam jedno, już otworzone piwo. Nie zastanawiając się dłużej zaczęliśmy jeść pizze ze wszystkimi prawie że możliwymi składnikami. Taaa czyli już wiemy, że to Rom ją zamawiał, inaczej nie było by na niej tyle mięsa.
- Pewna jesteś, że chcesz z nim spać w jednym łóżku? Nie zdziwiłbym się, gdyby rzucił się na ciebie w pewnym momencie.- Rom uśmiechnął się do mnie zadziornie wskazując głową na Teja. Parker pokręcił tylko głową wypuszczając głośno powietrze z płuc.
- No wiesz, on może i się rzuci, ale ty natomiast musiałbyś mnie zgwałcić bo innej opcji nie widzę w przeciwieństwie do sytuacji z Tejem.- Kumpel po mojej lewej zakrztusił się piwem przez to, że zaczął się śmiać, ja także wybuchnęłam śmiechem, a Rom zrobił obrażoną minę. Po chwili wstał, chwycił kawałek pizzy oraz butelkę piwa i wyszedł z pokoju na balkon. 
- Roman no nie obrażaj się no! Jeszcze znajdzie się jakaś co pokocha twoje czoło!- Tej krzyknął za nim co spowodowało, że zaczęliśmy się śmiać jeszcze bardziej. W końcu wstałam i wyszłam do Romana. Stał oparty o barierkę tyłem zajadając się kupą mięsa.
- Rom nie zachowuj się jak dziecko i chodź. Nie chce się teraz przeziębić.- Przyjaciel przewrócił oczyma i ruszył do drzwi ostatni raz piorunując mnie wzrokiem. 
Wieczór minął nam naprawdę dobrze, jeśli godzinę 3 w nocy można nazwać wieczorem. Siedzieliśmy we trójkę na łóżku popijając naszą ulubioną Coronę. 
- Chłopaki chodźcie już spać.  Jutro czeka nas spotkanie z tym mamucim wypierdkiem. - Wypuściłam głośno powietrze z płuc wywracając oczyma. Odstawiłam butelkę na stół i podeszłam do łóżka Romana.
- Chodź tu i mi pomóż.- Zwróciłam się do niego na co oboje spojrzeli na mnie pytająco.- No nie patrz się na mnie głupio Rom tylko do cholery rusz tyłek!- Kiedy w końcu podniosłam lekko głos wstał i podszedł do mnie, w tym samy czasie Tej zajął łazienkę.- Złap tu i przesuwamy na 3.- Wskazałam mu palcem bok łóżka po czym sama stanęłam obok niego.- 3!- Oboje w tym samym momencie zaparliśmy się i łóżko przesunęło się. Po chwili oba były połączone w jedno.- No Rom teraz nie będziesz czuł się pokrzywdzony.- Uśmiechnęłam się do niego słodko po czym wpakowałam się pod pościel na środku łóżka. 
- Jesteś stuknięta.-Roman odpowiedział mi równie słodkim i sztucznym uśmiechem po czym dopił swoje piwo. Nagle drzwi od łazienki otworzyły się i wyszedł z niej Tej ubrany w zieloną koszulkę z jakimiś tam napisami oraz w dresy.  Po jakiś 30 minutach leżeliśmy w łóżku już we trójkę.  Ja jednak myślałam, że zaraz wybuchnę nieopanowanym śmiechem. Chłopaki leżeli na samych krawędziach tak, że brakowało im 5 cm do spotkania z podłogą i do tego odwrócili się do mnie tyłem. 
- Ej chłopaki wy wiecie, że ja żartowałam nie?  Zaraz któryś z was spadnie. Nie pogryzę was spokojnie. Możecie się przecież przysunąć.- Mówiąc to do nich musiałam się powstrzymywać od śmiechu. Mimo, że w pokoju panowała ciemność widziałam jak oboje odwrócili głowy patrząc się na mnie. Po chwili zastanowienia przysunęli się do mnie i tak zasnęliśmy.
Koło 5 nad ranem zaczęły nękać mnie koszmary. Po raz kolejny śnił mi się wypadek rodziców, ale tych którzy mnie adoptowali. Obudziłam się krzykiem oraz łzami na policzkach, chłopaki budzili mnie przez dobre 5 minut aż  w końcu im się udało. 
- Aria wszystko w porządku?- Usłyszałam nad sobą głos zmartwionego Teja.
- Tak, sory chłopaki, że was obudziłam. Chodźcie spać i nie przejmujcie się.- Otarłam dłonią policzki i przymknęłam oczy. Następnie przytuliłam się do Teja leżącego po mojej prawej. On lekko się zdziwił ale zaraz zamknął mnie w szczelnym uścisku, Rom natomiast przytulił mnie od tyłu. W dupie z tym, że się tu ugotuje, czułam się bezpiecznie i to mi wystarczyło. Nie powiem nie jedna osoba gdyby to zobaczyła powiedziała by, że coś tu jest nie tak. Jednak to byli moi najlepsi przyjaciele i nie widziałam w tym nic złego ani dziwnego. 
- Yyy, wiecie co? Może nie mówmy nic Brianowi bo się chłopak wkurzy.- Nagle Roman się odezwał wywołując na mojej twarzy uśmiech. Jednak nie miałam ochoty na dalsze dyskusje z nim więc postanowiłam go uciszyć.
- Nie wkurzy, on to nie ty. Z reszta zamknij się już i daj nam spać, dobranoc.

---------------------------------------------------
Siemanko Rodzinko!!
I jak? Ujdzie? Rozdział pozostawiam wam do oceny tak jak z resztą zawsze;) Widzę się z kimś od 27 lipca do 3 sierpnia we Władysławowie? Jeśli chcecie to podajcie mi swoje snapy ostatnio bardzo mi się nudzi. Aaa właśnie przebiliśmy 12 000 wyświetleń! Jestem tak cholernie zadowolona i dumna z was jak chyba nigdy dotąd. Nie sądziłam, że tyle osiągnę, a to wszystko dzięki wam! DZIĘKUJĘ! :* Jednak nie spoczywamy na laurach i działamy dalej!:
P.S Największa liczba komentarzy do tej pory to 24, pobijemy? Damy rade? Inaczej, czy wy dacie radę? Ja tam w was wierze! :D  

UWAGA!!! MAM BARDZO PILNĄ SPRAWE!!! POTRZEBUJE LUDZI DO PRACY NA MOIM SPISIE(LINK JEST NA TYM PIERWSZYM BUTTONIE PO LEWEJ STRONIE) ZOSTALYSMY TAM WE DWIE A MAMY 5 DZIALOW DO OGARNIECIA I NIE WYRABIAMY JUZ PO PROSTU. GLOWNIE POSZUKUJE KOGOS NA ADMINISTRATORA (PRZYJMOWANIE ZGLOSZEN) ALE I NIE TYLKO. WSZYSTKO JEST W ZAKLADCE REKRUTACJA NA SPISIE. GDYBY JAKAS KOCHANA DUSZYCZKA CHCIALA NAM POMOC TO BEDE OGROMNIE WDZIECZNA. JESLI DO NNASTĘPNEGO TYGODNIA NIKOGO NIE ZNAJDE NEDE MUSIALA ZAMKNAC SPIS, A TEGO BARDZO NIE CHCE.





15 komentarzy:

  1. Genialny rozdział! Zresztą, tak jak całe opowiadanie. Czekam na następny i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Geniusz <3 Czekam na wpierdaling Bragi :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heuheu dziena:* Oj ja też się nie mogę doczekać się końca, kiedy Chachi wpadnie do Bragi i wszystko rozpierdoli haha

      Usuń
    2. Właśnie mi o to chodzi <3 O WIELKI ROZPIERDALING :3

      Usuń
  3. O MÓJ BOŻE ZARAZ COŚ ROZWALE!!!! NAPISAŁAM KOMENTARZ I SIĘ NIE OPUBLIKOWAŁ! :(
    no chyba się załamię :(
    Napiszę, jeszcze raz..
    a więc...
    Jak już Ci wcześniej napisałam rozdział jest zajebisty! :D
    Uwielbiam nieogar Romana!
    "...a po drodze jeszcze Rom nie wiedząc co się dzieje dołączył do nas." <- ten fragment po prostu powalił mnie na łopatki, jak sobie go wyobraziłam xdd
    Brian biedny dostał po mordzie. :( A MÓGŁ ODDAĆ! XD Takie partnerskie walenie po pysku. ;P

    Wątek z łóżkiem był genialny! To takie fajne, mieć kumpli, z którymi można iść spać bez żadnych podtekstów.
    Ciekawa mogłaby być reakcja recepcjonistki na widok Chachi, Teja i Romana. xd No wiesz... dwóch czarnoskórych mężczyzn i jedna biała dziewczyna śpiący w jednym pokoju. ;D xdd

    A Brian napewno nie będzie zły? ;P

    PS. CAŁOWANIE DOLNEJ WARGI?! SERIO?! XDD :D
    Ciekawe czego ta osoba poszukiwała... xd

    Pozdrawiam! ;* ;* ;*

    (Dzisiaj krótki komentarz, bo nie miałam siły pisac drugi raz tego samego no i zapomniałam co chciałam napisać, ale najważniejsze rzeczy ujęłam.. chyba xd)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahah Dziewczyno uwielbiam te twoje komentarze :D Tak harem sobie zrobili w tym łóżku hahaha prędzej sprzątaczka by ich nakryła niż recepcjonistka. Z resztą chuj ją to obchodzi kto z kim śpi hueheu Niee Brian nie bedzie zly.. chyba xd Tak mnie tez to z warga zdziwilo hahah

      Usuń
  4. Niesamowite, nie wiem co jeszcze mogłabym napisać. Jest świetny ! Pisz dalej czekam na next ;) /Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprostu zajebisty czekam na nexta kiedy bd ?

      Usuń
    2. Dziekuje! Nastepny pojawi sie chyba dzisiaj ^^

      Usuń
    3. Mam pytanie ile masz zamiar napisać rozdziałów ? :)

      Usuń
    4. Prawdopodobnie zostały nam 3 do końca+ epilog ;)

      Usuń
  5. Oby była jeszcze nastepna część *-*
    rozdział mega, ale fragment z łóżkiem przebił wszystko hahah xd :D
    Chachi i Tej , mmm XD ;3 *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie mmm.. hahah nad druga czescia opowiadania wciaz rozmyslam ale nic nie obiecuje. Bardzo dziękuję za opinie;)

      Usuń