środa, 22 lipca 2015

Rozdział 12 The End








Kiedy zamkniesz oczy,



możesz ujrzeć jak dzień przemija,

wszystkie śmiechy i głupie bójki,

Ty i ja wijemy się jak grzmoty na niebie.

Jak przerwa o świcie,

to nigdy nie trwa wiecznie.

Wrócę więc nie opuszczaj głowy,

wrócę w każdej piosence i przy każdym zachodzie słońca

nasza pamięć jest zawsze w zasięgu,

Wrócę, wrócę więc nie opuszczaj głowy.

Kiedy czujesz się pusty,

będę paliwem którego potrzebujesz,

aby ciągle pchać Cię w dół samotnej ulicy

zawsze jestem w ciemni skryta.

Dom jak reflektory na trawniku,

nigdy nie odejdę na długo.

Wrócę więc nie opuszczaj głowy,

wrócę w każdej piosence i przy każdym zachodzie słońca

nasza pamięć jest zawsze w zasięgu,

Wrócę, wrócę więc nie opuszczaj głowy.




Minął już miesiąc odkąd "pracujemy"z chłopakami dla Bragi. Nie było tak źle, woziliśmy w sumie tylko towar, albo czasem komuś wpieprzyliśmy. Jedynie raz wydał nam polecenie, którego nie wykonałam. Kazał nam kropnąć chłopaka w moim wieku, który w sumie niczym poważnym nie zawinił. Nie zrobiłam tego, pomogłam chłopakowi uciec do LA. Tam mieli zająć się nim moi starzy kumple.  Z tego co wiem udało się i chłopakowi nic nie jest. Braga sądzi,  że pozbyłam się "jego problemu", a ciało wrzuciłam do rzeki.  Co do Briana to jest to dość skomplikowane. Wytłumaczył mi tamtą sytuację w kawiarni, a ja uwierzyłam mu. Jednak zrobiliśmy sobie przerwę i to ja tego chciałam. Obiecałam mu, że po powrocie do domu wrócimy do tematu. Teraz za dużo się dzieje bym mogła racjonalnie myśleć. Rozmawiamy ze sobą  normalnie jednak jest pomiędzy nami jakaś niewielka granica. Kocham go i nie oddam żadnej innej dziewczynie. Codziennie chce mu to powiedzieć, ale powstrzymuje się sama nie wiem czemu.  Dominic nie kontaktował się ze mną ani razu, podobnie jak reszta ekipy. Brian mówi, że Dom obwinia się za grożące mi niebezpieczeństwo. Nie rozumiem tego, bo przecież sama się w to wpakowałam. Podobno mój udział w rozpoczęciu konfliktu z Bragą był najmniejszy. Chłopaki mówią, że to moja ekipa za nim jeszcze się u mnie zjawiła miała na pieńku z tym Dupkiem. To o nim mówił Dom kiedy go poznałam. Czasem nie rozumiem tego wszystkiego co dzieje się wokół mnie. Sama wybrałam sobie takie życie i jestem z tego powodu cholernie zadowolona oraz dumna z tego kim jestem. Szczycę się tym, że nazywam się Toretto. Mój brat jest wspaniałym człowiekiem pewnie tak samo jak mój tata, którego nigdy nie poznałam. No właśnie wybrałam sobie świat, w którym to ja rozdaje karty, a teraz jestem na zawołanie jakiegoś idioty. Jeszcze tylko kilka dni i skończę z nim. Codziennie jestem coraz bliżej w zdobyciu potrzebnych informacji na temat Billyego. Kiedy już będę je miała Facet pożałuje, że ze mną zadarł. Siedziałam właśnie na hotelowym łóżku czekając aż Tej skończy gadać z Bragą przez telefon, a Rom w końcu wyjdzie z łazienki. Kiedy w końcu Parker przyszedł, widać było bo jego minie, że coś jest nie tak. Wstałam i w tym samym czasie pojawił się też Rom. Uśmiechał się głupkowato i wycierał kark ręcznikiem.
Bez tytułu #105 - Mamy problem. Braga kazał podłożyć bombę w samochodzie Dominica. Potem chce się z nim ścigać i w między czasie wysadzić go.- Tej ścisnął telefon mocniej w dłoni napinając wszystkie mięśnie. Ja natomiast cała zesztywniałam. Spojrzeliśmy się z Romanem po sobie z otwartymi buziami.
- Że co?! Jak to do cholery?!- Krzyknęłam głośno łapiąc się z głowę.  Miałam wrażenie, że zaraz wyrwę sobie wszystkie włosy z głowy.
- Do tego to ty masz ją podłożyć.- Parker spojrzał na mnie nie pewnie.- Ja mam zaraz jechać po to cholerstwo. Jakiś plan?- Podeszłam do okna i  chwyciłam swój telefon.
- Mam plan. Zabić Bragę.- Odpowiedziałam twardo i wybrałam numer. Po kilku sygnałach usłyszałam męski głos w słuchawce.- Shaun? Potrzebuje pomocy. Bierzcie wszystkich ludzi jakich tylko macie, broń oraz wszystko co może się przydać. Czas skończyć z Bragą. Widzimy się za 4 godziny przy rzece. Plan jest prosty, wchodzimy, rozwalamy wszystko i wszystkich.
- Rozumiem, będziemy.- Po jego słowach rozłączyłam się i zadzwoniłam do Briana.
- Brian? Musisz przyprowadzić mi samochód Dominica.
- Co?? Aria co się dzieje?!- Blondyn starał się nie krzyczeć ale nie wychodziło mu to zbytnio. Musiał wyczuć, że coś nie gra.
- Wszystko w porządku. Po prostu mi go jak najszybciej podrzuć. Zostaw go przy rzece pod plandeką. Zabierz Dominicowi także telefon i zostaw w wozie.
- Dobrze, coś wymyślę. Ale wiem, że coś się dzieje. Za dobrze cię znam. Nie oszukasz mnie.
- Nie wszystko jest ok. Po prostu potrzebuje go. Przepraszam nie mogę rozmawiać.  Widzimy się potem.- Kiedy nacisnęłam na czerwoną słuchawkę spojrzałam na ekran telefonu. Wyświetlało się na nim nasze wspólne zdjęcie. Jedna łza kapnęła mi na wyświetlacz. Kolejne kłamstwo wypłynęło z moich ust w jego stronę. Naprawdę coraz bardziej nienawidzę się za to, że cięgle go oszukuje. Wytarłam ją i odwróciłam się do chłopaków.- Tej,  jedź już. Wyrzuć tą bombę gdzieś w bezpieczne miejsce.- Spojrzałam na niego poważnym wzrokiem po czym skierowałam go na podłogę.
- Ok, sądzę,  że wiesz co robić.- Posłał mi słaby lecz budujący na duchu uśmiech po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Uda nam się ten twój plan, zobaczysz.  Nie mogę się doczekać aż dokopę temu Sukinsynowi.- Rom stanął obok mnie kładąc dłoń na ramieniu.
- Musi się udać inaczej wszystkich nas wystrzelają.- Wypuściłam głośno powietrze z płuc i usiadłam.
- Aria może jedźmy do naszych? Dominic i tak ma to wszystko na sumieniu, a zwłaszcza to, że cię w to wciągnął. Oni nam pomogą.- Roman stanął na przeciwko mnie z błagającym spojrzeniem.
- Nie. Dam sobie radę sama.- Skwitowałam szybko odwracając od niego wzrok.
- A co jeśli komuś się coś stanie? Pomyśl jak oni się poczują, w szczególności twój brat.- Pearce usiadł obok mnie powodując tym samym iż materac lekko się ugiął.
- Roman skończ. Mój brat chciał odesłać mnie do domu w imię jego poglądów. Nie liczyło się moje zdanie.
- Aria, on się o ciebie boi. Chcę cie chronić i troszczy się o ciebie. Stara się zastąpić ci ojca. On naprawdę robi to wszystko z miłości do ciebie.- Odwróciłam głowę w bok i przygryzłam wargę tylko po to aby sumienie się nie odezwało.
- Roman proszę nie utrudniaj mi!- Krzyknęłam już w tej chwili na przyjaciela wstając napięcie. Kręciłam się po pokoju do póki Tej nie wrócił po prawie dwóch godzinach. Potem spakowaliśmy się wszyscy, zanieśliśmy rzeczy do wozów i zapłaciliśmy za hotel. Nie mieliśmy co ze sobą zrobić więc zatrzymaliśmy się przy rzece na wzgórzu. Widać stąd było prawie całe Tokio. Wysiadłam z auta i oparłam się rękoma o metalową barierkę podziwiając widok.  Wiatr brutalnie targał moje włosy. Nad miasto nacierały szare chmury zasłaniając całe niebo. Zimno jakie panowało dookoła nie przeszkadzało mi teraz. Czy byłam wściekła? Zdenerwowana? Bałam się?  Nie, nic z tych rzeczy. Czułam satysfakcję z tego, że w końcu to wszystko się skończy. Chciałam być już w domu, gdzie siedzieliśmy wszyscy razem popijając Corronę. Chcę móc znów siedzieć w warsztacie grzebiąc przy samochodach. Właśnie! Moje autka już na  mnie czekają w garażu. Po prostu nie mogę doczekać się już tej codzienności. Wiadomo, że potem będzie i tak kolejna robota, mimo obietnicy Dominica.
- Chachi?- Usłyszałam głos Teja za swoimi plecami. Kiedy się odwróciłam ujrzałam mnóstwo wozów i ludzi. Nie wiem jakim cudem nic nie słyszałam i nie zauważyłam. Prawdopodobnie za bardzo się zamyśliłam.


- To jaki plan?- Twinkie podszedł do mnie bliżej uśmiechając się zadziornie.
- Plan jest prosty! Macie narobić zamieszania, rozjebać wszystko i zrobić mi przejście do Bragi! Jego zostawcie mi.- Odpowiedziałam szybko i zwięźle, jednak nie było to skierowane tylko do niego ale do reszty osób także. Oni pokiwali głowami czekając na mój znak. Przeładowałam swój pistolet po czym uśmiechając się szyderczo wsiadłam do wozu. Podjechałam do Shauna z otwartą szybą i powiedziałam:
- No to do roboty, powodzenia.
- Jasne, dzięki.- Zasunęłam okno i ruszyłam przed siebie. Cholera, co ja robię?! Jestem walnięta, Tej miał co do tego rację. Adrenalina zaczęła coraz szybciej krążyć mi w żyłach utwierdzając mnie jeszcze bardziej w tym co robię. Chwyciłam krótkofalówkę i zwróciłam się do chłopaków.
- Rom, Tej. Gdyby coś poszło nie tak, to przeproście resztę.- Wymawiając to jedno zdanie klucha utknęła mi w gardle. Nie mogłam tego wypowiedzieć, jednak jakimś cudem udało mi się.
- Co ty gadasz? Wszystko się uda!- Rom krzyknął do mnie radośnie co spowodowało, że na mojej twarzy uśmiech sam zagościł.
- Dobra, nie ekscytuj się tak. Zaczynamy.- Byliśmy właśnie na zjeździe prowadzącym do Bragi. Shaun i wszyscy jego kumple pojechali przodem. W sumie to ledwo widziałam co tam się dzieje. Jednym z terenowych samochodów staranowali bramę, która jak się okazuje wcale nie była taka wytrzymała. Przed dom wybiegło kilkunastu ochroniarzy. Strzelali w kogo tylko się dało.  Wysiedliśmy z wozów i chowając się za ich drzwiami załatwialiśmy każdego po kolei. Kiedy teren przed domem bym czysty część naszych poszła za dom, a reszta ze mną do Bragi. Po przekroczeniu progu drzwi moim oczom ukazał się ten sam duży hol w czerwonym kolorze. Po chwili to piękne pomieszczenie zmieniło się w pobojowisko z resztą tak samo jak reszta domu. Przeładowałam broń ponownie, po włożeniu nowych naboi i po woli zaczęłam iść po schodach na górę. Za mną szedł Rom i Tej ubezpieczając mnie. Po kolei otwierałam drzwi każdego pokoju uważając na jakąś niespodziankę. Wszystko było by świetnie gdyby nie to, że z jednego pomieszczenia wybiegło wprost na nas trzech mięśniaków. Facet rzucił się na mnie próbując przygwoździć do ziemi. Niestety nie udało mu się.  Kopnęłam go z całej siły w kolano, potem dostał prawego sierpowego zalewając się krwią z nosa. Mimo to nie poddawał się.  Podniósł się i zaczął iść w moim kierunku z wściekłością wymalowaną w przekrwionych oczach. Kopnęłam pufę na kółkach w jego kierunku, facet przewrócił się i wyleciał przez okno. Spojrzałam po chłopakach, którzy także dali sobie radę chowając w tym samym momencie kosmyk włosów za ucho. Patrząc się na siebie wzruszyliśmy obojętnie ramionami po czym poszliśmy dalej. Zebraliśmy naszą broń z podłogi i ustawiając się gęsiego wparowaliśmy z impetem do biura Bragi. Byliśmy gotowi strzelić w każdym momencie jednak nie było go tu. Zrezygnowani stanęliśmy obok siebie.
- Gdzie on jest?!- Rom spojrzał na mnie pytająco.
- Nie wiem Roman nie wiem!! Sama chciałbym to wiedzieć! Cholera by to wzięła!- Zgarnęłam moją kręconą grzywkę do tyłu kopiąc fotel.
- Dobra spokojnie. Trzeba pomyśleć i tyle.- Tej próbował załagodzić napiętą atmosferę. Podparł się o biurko i wydawało się,  że intensywnie nad czymś myśli. Ja też wpadłam na pewien pomysł. Jednak wymaga to pewnego poświęcenia. Mam samochód Doma, a Braga chce się z nim ścigać. Pojadę zamiast Dominica. W wozie nie ma bomby ale ten Sukinsyn o tym nie wie. Mam sporą przewagę. To moja ostatnia szansa by dorwać drania. Jeśli tego nie zrobię on znajdzie Dominica i po prostu zaserwuje mu kulkę w łeb. Zerwałam się biegiem i udałam się do samochodu. Chłopaki biegli za mną.  Kazałam Tejowi jechać ze mną by potem on mógł wrócić moim autkiem.  Oboje nie wiedzieli co robię ale  słuchali się i nie utrudniali mi życia milionem pytań. Wskazałam im miejsce zostawionego samochodu i po chwili dotarliśmy na miejsce. Wóz już czekał. Odkryłam go szybko i zaczęłam szukać szybko telefonu mojego brata. Znajdował się on w schowku razem z kluczykami. Kiedy spojrzałam na ekran okazało się, że jest jeden sms i to od Bragi. Napisał o której i gdzie czeka na Dominica. Miałam 5 minut na dojechanie tam. Wsiadłam i odpaliłam samochód. Chłopaki nachylili mi się do szyby z lustrując mnie pytającym wzrokiem.


- Co ty robisz do cholery?!!! - Roman krzyknął na mnie, a ja spuściłam wzrok na wycieraczkę.
- To co powinnam. Jadę na wyścig z Bragą zamiast Doma. Ten skurwiel chciał go dorwać w ten sposób. Po to potrzebna mu była bomba w wozie. Nie dopuszczę do tego by skrzywdził moją rodzinę.- Odpowiedziałam im spokojnie przygryzając na koniec dolną wargę.
- Możesz zginąć rozumiesz??!! Nie wiadomo co on ma w zanadrzu!- Odwróciłam głowę w drugą stronę na słowa Teja.
- Tej ja wiem, ale wolę abym była to ja niż Dom rozumiesz?! Kocham was chłopaki, do zobaczenia.- Odpowiedziałam szybko i nacisnęłam pedał gazu. Mknęłam przez miasto wprost na jego obrzeże. Braga chcę się ścigać na jakiejś cholernej górze. Całe szczęście samochód miał mocno przyciemniane szyby więc nie było widać kto go prowadzi.

~Narrator~
Roman oraz Tej jechali spanikowani z zawrotną szybkością wprost do reszty ekipy. Chcieli jak najszybciej powiedzieć reszcie co planuje Chachi. Kiedy wjechali ostro chamując na teren fabryki wszystkie oczy skierowały się na nich.
- Nie pytajcie tylko słuchajcie! Braga kazał podłożyć bombę pod twój samochód Dom, a potem chciał się z tobą ścigać. Razem z Chachi przez ten cały czas byliśmy wtykami u tego Sukinsyna. Aria by cię chronić pojechała teraz się z nim ścigać! Musisz ją powstrzymać i to już!- Tej tłumacząc to wszystko prawie krzyczał. Wszyscy byli zdziwieni, a za razem zdenerwowani tym co dzieje się  z Arią. Dominic spiął wszystkie mięśnie wstając z krzesła.
- Jak mogliście ją puścić. Mieliście ją cały czas pilnować!- Brian podszedł wściekły do kumpla łapiąc go za kurtkę.
- Wiedziałeś o tym Brian?- Dom odciągnął Blondyna od Parkera lustrując go wściekłym wzrokiem. Ten tylko pokiwał głową spuszczając ją w dół.
- Potem to wyjaśnicie teraz lepiej jedźmy już po nią. Jeśli coś jej się stanie żadne z nas sobie tego nie wybaczy.- Gisele podeszła do nich ponaglając ich aby szybciej zbierali się do samochodów. Dookoła panowała napięta atmosfera, po drodze nikt się nie odzywał. Dominic jechał w ciszy razem z Letty. Toretto pierwszy raz w życiu bał się.  Bał się o Arię. Sądził, że to jego wina, że ona znalazła się u Bragi. Gdyby nie kazał jej wracać do domu miał by ją cały czas na oku. Z resztą gdyby w ogóle nie pojawił się w jej życiu nie doszło by do tego.  Chachi nie była by w tak wielkim niebezpieczeństwie. Miał żal do siebie za to, że ona naraża za niego swoje życie. Był zdziwiony jak wielka może być miłość jego siostry do niego. Jednak był na 100% pewny tego, że on dla niej zrobiły to samo bez względu na cenę. No ale co się dziwić w końcu mieli tylko siebie.
Braga i Chachi byli już naprawdę wysoko. Z każdym metrem było coraz bardziej wąsko oraz stromo. Żadne z nich się nie poddawało. W końcu jej rywal postanowił że czas skończyć tą zabawę. Zwolnił i kiedy był w bezpiecznej odległości nacisnął guzik aktywujący bombę. Kiedy nic się nie wydarzyło zaklną tylko pod nosem.
- To ta suka! Zabije ją zaraz po jej braciszku!!- Zacisnął dłonie mocniej na kierownicy dodając gazu. Nie zauważył samochodu z naprzeciwka. Chciał skręcić, jednak popełnił mały błąd. Razem z samochodem stoczył się z olbrzymiej skarpy w dół. Nikt nie przeżyłby takiego upadku oraz dachowania.  Aria podjechała blisko krawędzi z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Duma rozpierała ją od środka. Tak jak chciała pozbyła się Bragi i teraz będzie mogła wrócić do domu. Do rodziny czekając na następna robotę popijając w międzyczasie Corronę. Nagle samochód Bragi stanął w płomieniach powodując eksplozję. Pod wpływem bardzo głośnego huku jeden z głazów oderwał się spadając wprost na auto Chachi. Po drodze turlał się i obijał o resztę skał. Aria nie miała żadnych szans, po prostu czekała na silne uderzenie. Potem widziała tylko jak samochód uderza o skały spadając w dół tak samo jak przed chwilą auto jej wroga. Poczuła ogromny ból, a potem jej oczy zamknęły się i pogrążyły w ciemności, która po chwili zamieniała się w świetlistą jasność. Kiedy jej ekipa dotarła na miejsce patrzyła zapłakana w dół góry. Dominic padł na kolana z totalnej bezsilności płacząc jak dziecko pierwszy raz w życiu.  Brian oraz Han pojechali niżej aby mogli przedostać się do Chachi.
- Spóźniliśmy się...- Tej odezwał się nawet nie ocierając łez.- Ona.. kazała was przeprosić. Powiedziała też, że nas kocha..- Chłopak chciał kontynuować jednak nie mógł gdyż czuł, że jeśli to zrobi popłacze się jeszcze bardziej.
- My też ją kochamy.. Nie zapomnimy o niej nigdy .- Letty otarła łzy spływające po jej policzku.
- Oddała życie za moje mimo, że nie powinna.- Dominic w końcu podniósł się i przytulił do siebie resztę ekipy.
- Była najlepszą przyjaciółką oraz siostrą jeśli mogę tak powiedzieć. - Gisele powiedziała to tak cicho jak tylko potrafiła, jednak każdy i tak to słyszał.
- Była najlepsza, a my pożegnamy ją w równie należyty sposób..

----------------------------------------------------------------------
Witam was Rodzinko.
Tak, zmieniłam zdanie i jest to już ostatni rozdział. Nie chciałam aby to się tak skończyło no ale jednak. Jutro powinien pojawić się epilog i wtedy wam powiem co dalej.
Mam prośbę, każdy kto to czyta niech zostawi komentarz. Może to być nawet ".". Chodzi mi o to, żeby wiedziała czy jest sens pisać II część. To chyba tyle. Na koniec bardzo chciałam wam podziękować za wspólnie spędzone chwile. Ten blog był dla mnie nie małym wyzwaniem ale i wspaniałą przygodą. Tak więc dziękuję i do zobaczenia;) KOCHAM WAS!

13 000 WYŚWIETLEŃ!!!

9 komentarzy:

  1. NIEEEEEEEEEEEEEEE ! DLACZEGO CO ONA CI ZROBIŁA !
    ŻEBY TAK KOŃCZYĆ ! Chodź i tak pewne widome jest , że chyba przeżyła , ale NO JAK TAK MOŻNA !
    Musiała poświęcić się dla rodziny :x Biedny Braian i Dom :x
    Czekam na epilog i na część 2 ! <3
    Zielono oka pozdrawia i pogrąża się w rozpaczy :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanie ty moje, oddała życie z miłości i już nie wróci. Brian kogoś sobie znajdzie, a Dom pogodzi się z tym. Przykro mi..

      Usuń
    2. Jak możesz tak podle spojlerować ! To niewybaczalne ! xD Kochanie :3

      Usuń
  2. Nie wiem w sumie co mam napisać.. Pierwszy raz mi się to zdarzyło! Taka sytuacja.. xd
    Poryczałam się jak głupia.. :( Ten rozdział + ta piosenka = rozklejenie całkowite
    To szlachetne, że Chachi chciała ochronić Doma, ale przecież nie mogła zginąć! :( Dlaczego Roman i Tej jej nie powstrzymali?! Głupi Roman nie zasłużył na samochód Chachi!!! :(
    Przecież Brian nie przeżyje bez niej ani jednego dnia... Chcesz żeby popełnił samobójstwo?! xd Nie w sumie to nie było śmieszne. Ja bym się zabiła jakbym straciła miłość mojego życia..
    W sumie to jedynie Han i Brian ogarnięci pojechali zobaczyć wraz samochodu. A moze ona wypadła po drodze?!?! Bo w sumie to możliwe, że wypadła, bo niby dlaczego nie, co? ; (Dlatego tata nigdy nie pozwalał mi w Polonezie siedzieć przy drzwiach - bo drzwi czasami otwierały się na zakrętach i mogłam się wyturlać z auta xdd)

    Mam nadzieję, że jednak zdecycujesz się pisać drugą część, nawet jeśli Aria nie żyje to chcę czytać Twoje opowiadanie do końca świata <3 <3 <3
    I chuj. ;P [WYDRUKUJĘ SOBIĘ TĘ CZĘŚĆ I BĘDĘ Z NIĄ SPAĆ POD PODUSZKĄ, TAKI MAM DOBRY PLAN]
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mimo, ze mi tez jest przykro z powodu chachi smieje sie jak glupia i to dzieki tobie. Zawsze jak czytam twoje komy japa mi sie do ekranu cieszy xdd Brian da sobie rade, blondzia go pocieszy. Ta mi tez przy drzwiach nie pozwolali siadac heuhue no tak tylko oni ogarnieci, a pamietasz 6 czesc to z Gisele? mikt nie pojechal sprawdzic czy zyje xd wkurwilam sie wtedy i myslalam, ze rozjebe telewizor! jak ty wydrukujesz to ja wydrukuje twoje! hahah :*

      Usuń
    2. dla mnie to było co najmniej dziwne z Gisele...
      Owen spadł praktycznie z takiej samej wysokości i przeżył o.O
      tzn.. "przeżył" grając życiówkę w FF7.. może nawet nie 5 minut jako warzywo...

      Usuń
  3. Niech to nie będzie już koniec ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. ryyyycze :'( nie rób tego nie kończ tej historii dawaj druga cześć ;-) kocham tego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Uduszę Cię za zakończenie! Jak mogłaś, jak mogłaś to zrobić?!!

    OdpowiedzUsuń