poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 4 cz.II


Rozdział dedykuje naszej kochanej Agacie! Kończy ona dziś 20 lat. Wszystkiego najlepszego, zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń, dalszego rozwoju w karierze blogowej oraz jeszcze raz wszystkiego co najlepsze! 





Prawdopodobnie będę wariatką do końca życia. Pewnie będę podejmować pojebane decyzje i robić nienormalne rzeczy, nie zdając sobie nawet sprawy, że są nienormalne.


 -Rainbow Rowell ‘Fangirl’ 






Obudziłam się nieźle skacowana. Kiedy usiadłam na łóżku złapałam się za obolałą głowę lekko ją masując. 

- Cholera, nigdy więcej.- Podniosłam się bardzo ostrożnie podpierając szafki nocnej. W bardzo podobny sposób schodziłam także po schodach. W salonie na szczęście nie było aż tak wielkiego bałaganu. Emily leżała pół na wersalce, a pół na podłodze. Podeszłam do niej i potrząsnęłam ją za ramię. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy, pisnęła bardzo głośno po czym z hukiem wylądowała na ziemi. Ja odruchowo krzywiąc się zatkałam sobie prawe ucho, do którego wpadła największa ilość bolącego dźwięku.- Em. Nie tak głośno, głowa mi pęka.- Skwitowałam szybko po czym rozsiadłam się w fotelu wypuszczając powietrze z płuc. Blondynka spojrzała na mnie groźnie zbierając się z podłogi.
- Myślisz, że mi nie?- Odpowiedziała cicho poprawiając się na sofie. Wtedy coś mi się przypomniało. Wydawało mi się to nie dorzeczne i dziwne, ale chciałam poruszyć ten temat.
- W ogóle to miałam przedziwny sen. Śniło mi się, że oni tu byli, że wrócili.- Em na moje słowa nagle zamarła. Spojrzała na mnie z lekkim przerażeniem, a jej źrenice powiększyły się kilkakrotnie. Kilka razy otwierała buzie by coś powiedzieć, ale za każdym razem wycofywała się z tego. Jej zachowanie zaniepokoiło mnie, zmarszczyłam brwi oczekując jakiegoś gestu z jej strony.
- Chach.. to nie był sen. Brian, Dominic.. Oni wszyscy wrócili do ciebie. W końcu ktoś wyciągnie cię z tego syfu.- Kiedy wypowiedziała te wszystkie słowa zaczęłam je kalkulować w głowie. Nagle poczułam jak robi mi się słabo. Świat całkowicie zawirował mi przed oczami, a ja zsunęłam się jeszcze bardziej na oparcie fotela.
- Aria! Kurwa, Aria obudź się!- Poczułam jak ktoś mnie szarpię i krzyczy nade mną.  Podniosłam ostrożnie powieki uważając na światło. Usiadłam jak należy i przetarłam oczy.- Weź mnie tak więcej nie strasz!- Em oddychając szybko usiadła obok mnie na podłodze opierając się o nią plecami. Dopiero po chwili zajarzyłam  co naprawdę się stało. 
- Em? Co teraz będzie?  Nie jestem gotowa by znów wpuścić ich do swojego życia.  Mam wrażenie, że nawet tego nie chcę. - Odezwałam się po chwili wpatrując w przyjaciółkę. 
- Aria, ja naprawdę nie wiem. Brian pewnie nadal cię kocha i będzie próbował cie odzyskać. Jednak to ty zdecydujesz co zrobisz, bo to ma być twoja decyzja. Ja będę cię nadal wspierać w tym wszystkim, ale nie powiem ci co masz zrobić. - Dziewczyna mówiła bardzo po woli i spokojnie jakby chciała  być pewna, że rozumiem co do mnie mówi. 
- Gorzej być już chyba nie może!- Westchnęłam głośno spuszczając głowę. Akurat teraz wszystko musi się komplikować jeszcze bardziej.  Mam i tak dużo problemów, a oni są kolejnym.
Bez tytułu #94
- Owszem może,  właśnie sobie przypomniałam, że to dziś są zawody. Dokładnie za godzinę musimy być na miejscu.- Em wzruszyła ramionami patrząc się na mnie obojętnie. Ja tylko pokiwałam głową i skierowałam wzrok na śnieżnobiały sufit. Jednak po chwili obie spojrzałyśmy po sobie przestraszone i zerwałyśmy się na równe nogi. Zapomniałyśmy nawet o tym cholernym kacu i pognałyśmy do mojego pokoju. Złapałam pierwsze lepsze ciuchy i zajęłam łazienkę. Nawet się nie malowałam, złapałam torbę i wpakowałam do niej nasz strój na występ. 
Byłam już gotowa do wyjścia bo za 15 minut miałyśmy być na miejscu, a tamta nadal siedziała w tej łazience. 
- Emily!!!  Wychodź!! Spóźnimy się!! I tak się rozmażesz! Plastic wcale nie jest fantastic!


- Sory za spóźnienie, ale ta Blondynka nie chciała wyjść z łazienki! - Zwróciłam się do zespołu patrząc groźnie na Emily,  która udawała nadal obrażoną za to, że ja poganiałam.
- Spokojnie. Jeszcze nie weszliśmy.- Tom  odpowiedział mi z lekkim sarkazmem patrząc się głupkowato na Em. 
- Właśnie kiedy wchodzimy?- Położyłam  torbę w kącie i spojrzałam na nich z zaciekawieniem.
- Za dokładnie 3 minuty.- Uśmiech natychmiast zszedł mi z twarzy. Przysięgam kiedyś zabije ta pieprzniętą Blondi. Wręcz rzuciłam się w stronę ubrań  i błyskawicznie zaczęłam się przebierać tak samo jak Emily. Gotowa do wyjścia na scenę odetchnęłam z ulgą.  Kiedy została nam minuta postanowiliśmy, że jeszcze grupowo się uściskamy, a potem już totalnie skupimy.. Kiedy nas zapowiedzieli stanęliśmy na oświetlonym parkiecie i tylko czekaliśmy na pierwsze dźwięki muzyki. Potem już dawaliśmy z siebie wszystko. Ludzie patrzyli się na nas z zachwytem jednak nie zwracałam na nich najmniejszej uwagi, najważniejsze to przejść do finału.    Sądzę, że występ udał nam się i mamy szansę wygrać.  Niestety w jednym momencie Tom i Rick pomylili się co dało się zauważyć.  Podejrzewam, że obetną nam za to punkty. No ale zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Po wszystkich grupach, przyszedł czas na solówki.  Każdy kapitan swojej drużyny musiał wsiąść w tym udział.  Stałam rozgrzewając stawy skokowe i nadgarstki.
-Dasz radę,  tylko się nie denerwuj.- Tom próbował mnie w jakiś sposób zdopingować, jednak mi tylko chciało się z tego śmiać.
- Cicho bądź, próbuje się wyciszyć ale mi nie ułatwiasz.- Uciszyłam go, a on tylko pokiwał głową i stanął trochę dalej. Po kilku sekundach z powrotem stałam na ciemnych deskach parkietu. Pozwolili mi dobrać parę osób na robienie mi tła więc dziewczyny, które były od nas z Akademii zgodziły się. Znały ten układ więc nie było najmniejszego problemu. Patrzyłam się przed siebie i stwierdziłam, że to jest ten moment, który kocham najbardziej. Dwa reflektory zwrócone tylko na ciebie. Publiczność piszcząca na twój widok oraz ty i twoja chwila chwały. Byłam pewna, że wszystko pójdzie dobrze i miałam rację.  Nigdy bym tak nie powiedziała ale teraz to zrobię. Totalnie wymiatałam i po prostu byłam z siebie dumna bo wykonałam kawał świetnej roboty. Jednak wszystko kiedyś się kończy. Kiedy wykonałam jeden z elementów w śród tłumu dostrzegłam Hana, Gisele oraz Lettty. Nasze spojrzenia się spotkały, a mnie zamurowało. Pomyliłam kroki i zaczęłam improwizować. Zabije ich za to! Jakim prawem oni tu przychodzą!!  Skomplikowali mi życie niecałe 3 lata temu i teraz znów to robią. Po raz kolejny poczułam, że  ich nienawidzę. 
Staliśmy na scenie i czekaliśmy na wyniki. Niestety w grupowym odpadliśmy ale ja nadal walczę o finał. Stałam zdenerwowana i czekałam na werdykt. Trwało to niewyobrażalnie długo powodując u mnie jeszcze większy stres. Kiedy usłyszałam swoje nazwisko, na początku nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero po chwili doszło do mnie to, że będę w finale. Cieszyłam się jak głupia,  całą grupą skakaliśmy przytuleni do siebie, a potem oni mnie podnieśli.  Kiedy byłam wysoko szukałam wśród publiczności tamtej trójki ale już ich nie było. Uśmiechnęłam się triumfalnie, a kiedy poszliśmy za kulisy wszyscy mi gratulowali.




 Przebrałam się szybko i wyszłam z budynku aby odetchnąć. Emocje jeszcze nie opadły i buzowały we mnie tak, że myślałam iż zaraz nimi eksploduje. Cieszyłam się jak dziecko! Szliśmy cała ekipą śmiejąc się i wygłupiając się. 
- Ej! Chodźmy gdzieś uczcić dzisiejszy dzień! - Tom krzyknął patrząc na nas po kolei z wielką ekscytacją.
- Jasne! Świetny pomysł!- Em odpowiedziała mu z równie wielkim zachwytem.  Ja też już miałam powiedzieć,  że się zgadzam, ale zmieniłam zdanie gdy zobaczyłam, że pewne osoby na mnie czekają.
- Wiecie co idźcie sami. Ja muszę coś załatwić.- Odpowiedziałam i ruszyłam w kierunku moich byłych przyjaciół nie czekając na odpowiedź tamtych. Zrobiłam to tylko dlatego, że miałam do nich jedno pytanie. Kiedy do nich podeszłam nie wiedziałam jak mam się zachować i co powiedzieć. Na szczęście oni zaczęli pierwsi.
- Gratulacje. Byłaś świetna.- Han posłał mi pełen bólu uśmiech. On naprawdę cierpiał, dziewczyny z resztą także. To było widać mimo, że wszyscy próbowali to zamaskować. 
- Dziękuję.- Odpowiedziałam szybko odwracając głowę w bok. Czułam, że zaraz się popłacze na środku chodnika jak głupia.  
-  Nie sądziłam, że masz taki talent do tego. Widać samochody nie są twoją jedyną mocną stroną.- Letty podeszła trochę bliżej, a ja spojrzałam jej w oczy. Naprawdę jeśli zaraz stąd nie pójdę to rzucę im się na szyje! Aria weź się w garść do cholery!
- Letty przestań. Wyścigi i inne tego typu rzeczy to zamknięty temat.- Odpowiedziałam spuszczając wzrok na buty.
- My też?- Gisele przestąpiła z nogi na nogi,  a ja przygryzłam dolną wargę. Harabo przysięgam,  zginiesz zaraz marnie. 
- Tak. Doskonale wiecie,  że nie powinnam z wami rozmawiać.  Jednak mam tylko jedno pytanie. Kiedy dokładnie wyjechaliście?- Spojrzałam się na nich z zaciekawieniem oczekując odpowiedzi. Han wypuścił głośno powietrze z płuc. Widać było,  że bije się z myślami. 
- W dniu twojego wybudzenia się ze śpiączki.  Aria, proszę chociaż mnie wysłuchaj. Wiesz,  że nie mieliśmy z Gisele nic do gadania!- Han w tej chwili wręcz błagał mnie bym nie odwróciła się i nie poszła jak najdalej stąd.  Po chwili przemyśleń przytaknęłam głową.- Codziennie każdy z nas siedział na szpitalnym korytarzu modląc się, abyś się obudziła. Każdy z nas oddał by wtedy wszystko co ma byś tylko żyła. Wiem, że nasza trójka nigdy nie dawała ci szczególnie do zrozumienia tego, że jesteś dla nas cholernie ważna, ale tak jest. Tam w szpitalu dotarło do nas jak bardzo. Roman z Tejem obwiniali siebie nawzajem za to co się stało i nadal to robią. Brian totalnie się załamał,  nie jadł, nie spał. Cały czas siedział przy twoim łóżku. Często płakał i powtarzał jak bardzo cię kocha. On nie przestał cię kochać i już chyba nigdy nie przestanie.  Dominic, rozwalił prawie wszystkie swoje samochody przeklinając je. A my, znienawidziliśmy siebie za to, że z całej naszej ekipy poświęciliśmy ci najmniej czasu. Prawda jest taka, że nigdy cię nie wspieraliśmy. Sądziliśmy, że oni ci wystarczą.. Popełniliśmy duży błąd w tym wszystkim. Mieliśmy wrócić po dwóch tygodniach, ale baliśmy się spojrzeć ci w oczy. Teraz jest już za późno i doskonale o tym wiemy. Jednak proszę cię tylko o to byś dała wytłumaczyć się Brianowi by chociaż jemu zrobiło się lżej. On naprawdę źle to znosi. - W połowie jego wypowiedzi łzy zaczęły spływać mi po policzkach. 
- Ja powiem wam tyle. Może i nie mieliśmy ze sobą najlepszego kontaktu, takiego jak ja z Tejem i Romanem, ale wasz trójka była dla mnie najlepszą rodziną na świecie.  Nigdy wam tego nie zapomnę,  a teraz przepraszam.. muszę iść. - Spojrzałam na nich ostatni raz po czym pobiegłam do swojego samochodu. Kiedy usiadłam w nim po raz kolejny wybuchnęłam ogromnym płaczem. No i co ja mam teraz zrobić??!! Nienawidzę swojego życia mimo, że to ja sama je sobie wybrałam!! Nie chcę tak, żyć!!  To jest bez sensu!! Czy to tak trudno zrozumieć, że nie chcę ich już w swoim życiu?!  Kurwa Aria weź się w garść!  Musisz walczyć dla Emily i Maxa, teraz masz ich i musisz ich wspierać tak samo jak oni ciebie. Wytarłam zapłakane oczy wierzchem dłoni i ruszyłam wprost do domu gdzie od razu wzięłam tabletki na senne aby łatwiej zasnąć. 

---------------------------------------------------------------
Hej Rodzinko!
I jak się podoba? Ja osobiście myślałam, że wyjdzie lepiej ;/
Nie mam jako tako informacji więc tutaj skończę swą wypowiedź xd
6 KOM.= NEXT
 (odpowiem na nie kiedy pojawią się wszystkie)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 3 cz. II



,,Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć.”
                         
 — Julio Cortázar ‘Gra w klasy’






Otworzyłam powieki lekko mrugając po to aby przyzwyczaić się do oślepiającego światła. Usiadłam na łóżku podpierając się z tyłu jedną ręką. Druga zaś przetarłam zmęczone oczy. Dopiero po chwili zorientowałam się,  że leżę pod pościelą całkiem naga. Zmarszczyłam brwi zastanawiając się co musiało się wczoraj wydarzyć. 
- Cholera! Co ja narobiłam?!- Kiedy doszło do mnie to, że przespałam się z Maxem uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. Ale ze mnie idiotka! Jak ja mogłam iść z nim do łóżka! Spojrzałam w bok i zapatrzyłam się na moje zdjęcie z O' Connerem.
- Czego się patrzysz?- Przewróciłam ramkę tak, że upadła "twarzą" do szafki. Ej zaraz! Ggdzie w takim razie jest Max??- Podniosłam się leniwie z łóżka po czym ubrałam szary lecz miekki szlafrok. Udałam się na dół po schodach i już w połowie drogi poczułam zapach kawy. W kuchni zastałam Blondyna robiącego śniadanie. Na mój widok uśmiechnął się promiennie. Ja natomiast zmieszana wplotłam sobie dłoń we włosy zaciskając usta w prostą linię.
- Śniadanie dla Śpiącej Królewny. - Chłopak podszedł do mnie chcąc mnie pocałować.  Odepchnęłam go lekko, na co się zdziwił.
- Max posłuchaj, to co się wydarzyło minionej nocy nie powinno mieć miejsca. Poniosło nas i tyle. Przepraszam, że zrobiłam ci jakąkolwiek nadzieję. Nie mówię całkowicie nie, ale teraz nie jestem na to gotowa.- Mówiąc to wszystko nie patrzyłam na niego lecz gdzieś w bok ze opuszczoną głową. On po chwili ciszy uniósł mój podbródek tak bym spojrzała mu w oczy. Nie było w nich tych radosnych iskierek co 2 minuty temu. Niebieski blask jego tęczówek całkiem zgasł.
- Rozumiem. Aria kocham cię ale nie będę cię do niczego zmuszał.  Ale proszę cię o to byśmy byli chociaż przyjaciółmi.- Uśmiechnęłam się lekko po czym pokiwałam twierdząco głową.
- Jesteśmy przyjaciółmi i nadal nimi będziemy.  Po prostu zapomnijmy o tym wydarzeniu i żyjmy dalej.- Max pocałował mnie w czoło po czym przytulił.
- Nie ma sprawy. Tak z innej beczki , na wszelki wypadek nie pokazuj się dzisiaj Loganowi. Gdyby przyjechał nie wpuszczaj go i dzwoń do mnie. Po tej bójce na pewno nie odpuści. Nie chcę by cię znów  skrzywdził.
- Ok, poproszę Emily by dziś do mnie przyjechała na noc.
- Dobry, pomysł.  Ja już pójdę ale potem się odezwę.  Uważaj na siebie.- Cmoknął mnie jeszcze w policzek po czym wziął kurtkę i wyszedł.  Zamknęłam za nim drzwi na klucz i wróciłam się do kuchni. Opadłam bezwładnie na krzesło wypuszczając głośno powietrze z płuc. Po chwili usłyszałam warkot odjeżdżającego auta Maxa. Podsunęłam krzesło bliżej stołu i napiłam się kawy. Nie powiem, dobra mu wyszła. Nie zastanawiając się dłużej dorwałam  stojące obok naleśniki z dżemem truskawkowym.  Kurde chłopak musi mi częściej robić śniadania bo robi to lepiej ode mnie.
Kiedy już ogarnęłam kuchnię poszłam na górę doprowadzić do ładu samą siebie. Wzięłam ubrania z garderoby i weszłam do łazienki. Nalałam całą wannę wody i dolałam płynu do kąpieli o zapachu czekolady. Uwielbiałam moment zanóżania się w ciepłej wodzie. Stres odchodził natychmiast. Kiedy tak leżałam rozkoszując się  nieziemsko słodkim zapachem zaczęłam się zastanawiać. Kurcze no bo w sumie nie mogę zaprzeczyć,  że nie czuję zupełnie nic do Maxa. W sumie kocham go ale do końca nie jestem o tym przekonana. Nasza wspólna noc była wspaniała. Dotykał mnie z tak niezwykłą czułością i delikatnością jak nikt inny wcześniej.  Te jego niebieskie oczy mówią same za siebie. Cholera, a gdyby spróbować? Może coś by z tego wyszło?  Jedynym problemem jest Logan. Gdyby się dowiedział zabiłby najpierw Maxa, a potem mnie. 

 Z rozmyśleń wyrwał mnie fakt,  że woda zrobiła się już trochę zimna. Szybko spieniłam miękką gąbkę, umyłam się i wyszłam wycierając się ręcznikiem.  Ubrałam się,  wysuszyłam kręcone włosy i lekko się umalowałam. Mimo, że siedzę w domu musiałam się pomalować bo inaczej źle bym się czuła. Wyszłam z łazienki i od razu sięgnęłam po telefon. Zadzwoniłam po Em, która powiedziała,  że wpadnie gdzieś za dwie godziny.  Wiem, że dla mnie musi zostawić rodzinę samą u niej w domu ale uznała, że to nie problem.  Ze względu na to, że nie miałam co robić wzięłam czarny lakier do paznokci i poszłam do salonu pomalować paznokcie. Włączyłam przy okazji telewizję, w której trafiłam na wiadomości.  Zamurowało mnie gdy zobaczyłam zdjęcia Ekipy Doma.  Ta laska w telewizji mówiła, że dziś w nocy pomogli oni Hobbsowi złapać groźnego przestępcę. Najgorsze było na końcu. Nie mogli znaleźć Briana! Podobno jakiś piętrowy parking się zawalił gdy on ścigał tego faceta. Przyglądałam się temu wszystkiemu z niedowierzaniem. Zaraz? A co mnie to obchodzi??! Oni mają w dupie to co się teraz ze mną dzieje. To zamknięty rozdział.  Przełączyłam kanał na jeden z muzycznych by w spokoju poczekać ma Emily. Nie mogłam jednak zbyt długo usiedzieć na miejscu bo coś wewnętrznie nie dawało mi spokoju więc wyszłam na taras, a stamtąd do altanki położyć się w hamaku. Bujając się wzięłam telefon do ręki. Spojrzałam na datę i głośno westchnęłam, dzisiaj mijają równe dwa lata od mojego wybudzenia się ze śpiączki. Jednak nie dlatego ta data jest wyjątkowa. To dwa lata temu straciła rodzinę i zostałam sama jednak czasu nie cofnę i muszę iść dalej. Zastanawiam się tylko nad tym czemu moje popaprane życie jest pełne tylu wzlotów i upadków?  To kara za te wszystkie cholerne lata spędzone na zabijaniu, łamaniu prawa oraz oszustwach. Codziennie zastanawiam się dokąd to życie mnie jeszcze zaprowadzi . Cóż pozostaje się z tym tylko pogodzić.  Leżałam może z 10 minut na tym hamaku aż w końcu zaczęłam się wiercić i wstałam. Co jest ze mną dzisiaj?? Nie mogę sobie znaleźć miejsca i kręcę się tylko po tym wielkim domu. On jest stanowczo za duży jak na mnie jedną. W końcu chwyciłam węża ogrodowego i zaczęłam podlewać ogród.  To zajęcie wciągnęło mnie na jakiś czas. Lałam tę wodę przez dobre 40 minut. Nagle z zamyśleń wyrwał mnie kobiecy głos zza pleców.
- Aria? Powiesz mi co ty do cholery wyprawiasz? Czemu podlewasz rośliny?  I do tego w samo południe? - Odwróciłam się i zobaczyłam zdziwioną Emily.  Zakręciła mi wodę więc rzuciłam węża na ziemie i otrzepałam ręce.
- Tak, tak podlewam chwasty w samo południe.  Wiem, pogięło mnie ale nie mogłam znaleźć sobie miejsca.- Wzruszyłam ramionami i ruszyłam  w stronę domu wprost do salonu gdzie rozwaliłam się na kanapie.
- Właśnie widzę. Dzwoniłam dzwonkiem, ale nie otwierałaś więc użyłam w końcu kluczy, które mi dałaś.
- Właśnie Em, coś wcześniej przyjechałaś!- Spojrzałam na przyjaciółkę marszcząc brwi. Miała być dopiero  za około godzinę. Pewnie rodzinka jej dopiekła.
- Nic nawet nie mów.  Ten mój niedorozwinięty, starszy braciszek nie daje mi żyć! Wyrwałam się stamtąd czym prędzej!- Blondynka opadła bezwładnie na oparcie fotela wzdychając.
- No to dobrze. Mamy dziś babski wieczór.  Obejrzymy jakieś filmy,  wypłaczemy się i ogółem będzie świetnie. - Posłałam Em szeroki uśmiech,  który odwzajemniała. Nagle poderwała się i ruszyła do kuchni. Zaciekawiona poszłam za nią. Na stole zobaczyłam kilka reklamówek z zakupami.
- Kupiłam kilka rzeczy, żeby nie było, że o suchym pysku będziemy tak siedzieć.- Z jednej z siatek wyjęła dwie butelki drogiego,  czerwonego wina i pokazała mi je triumfalnie.  Podeszłam bliżej i zaczęłam rozpakowywać zakupy.  Znalazłam w tym wszystkim kolejne dwie butelki czerwonego trunku oraz górę słodyczy, lodów  oraz chrupek. Przecież tego jest jak dla jakieś pięciotysięcznej armii! Ta dziewczynę totalnie pogięło.  A to niby ja mam coś z głową bo podlewam sama kwiatki w ogródku!
Było już po 22, a my byłyśmy nieźle wstawione. Znaczy Emily, ja jeszcze twardo się trzymałam. Oglądałyśmy Titanica i ryczałyśmy jak głupie. Cały wieczór przegadałyśmy o głupotach płacząc lub śmiejąc się i również przez to płacząc.  Całe szczęście Logan nie dzwonił. Musiał mieć jakiś konkretny powód jednak nie obchodziło mnie to zbytnio. Kiedy tak siedziałyśmy bezczynnie pijąc rozgrzewający gardło alkohol Em podniosła się i gdzieś poszła bo niby coś  słyszała.  Próbowałam jej wytłumaczyć, że jest cholernie pijana i coś jej się wydaje ale ona postanowiła na swoim. Nagle usłyszałam jak coś krzyczy, a raczej bełkocze krzycząc.
- Aria!! Chowaj wino! Ja rzeczywiście się upiłam bo coś mi się w oczach pierdoli!!Mam jakieś dziwne zwidy!- W końcu nie wytrzymałam i podniosłam się  idąc za nią do przedpokoju. Stała tam oparta o ścianę ze spuszczoną głową. Jednak kiedy odwróciłam od niej wzrok ujrzałam te 7 cholernych osób. Na początku nie mogłam w to uwierzyć i myślałam, że zaraz się obudzę z tego przeklętego snu. Oni stali i przyglądali mi się z wielką powagą i zdziwieniem za razem. Brian chciał podejść i pomóc mi normalnie stanąć widząc mój stan jednak nie pozwoliłam mu na to. Widocznie tylko mi się wydawało, że nie jestem pijana. Musiała naprawdę źle  wyglądać.
- Nie waż się mnie dotykać!- Krzyknęłam na niego i podniosłam ręce w obronnym geście co było błędem gdyż się zachwiałam.
- Aria.. Może porozmawiajmy jutro. Dziś nie jest to najlepszy pomysł.  Musimy sobie dużo wyjaśnić. - Dominic odparł spokojnie delikatnie unosząc rękę, dokładnie przy tym lustrując moje dalsze  zachowanie.
- Macie stąd natychmiast wyjść!! Nie chcę was więcej widzieć! Nienawidzę was za to co zrobiliście!! Zjawiacie się tu dziś dokładnie wtedy gdy mijają dwa lata odkąd zniknęliście bez śladu i co? Chcecie coś wyjaśniać?  Nie ma czego. Wyjdźcie stąd i nigdy nie wracajcie!- Krzycząc na nich popłakałam się jak dziecko.  Widziałam jak ich serca łamały się w pół widząc w jakim jestem stanie.  Najbardziej cierpiał Dominic i Brian.
- Aria.. to nie miało tak być.  Nie chcieliśmy tego. Tak bardzo cię przepraszamy, proszę cię pozwól nam to wytłumaczyć.-  Teraz odezwał się Brian bardzo delikatnie, zważając na każde słowo.
- Nie O' Conner!! Jesteś ostatnią osobą od, której chcę jakiekolwiek wyjaśnienia! Co pewnie chcesz mi powiedzieć, że mnie kochasz?Przykro mi, ja ciebie nie kocham i co więcej mam kogoś z kim jestem szczęśliwa! Wybaczyłam wam już dawno, a teraz wyjdźcie!- Na moje ostatnie słowa Dom pokiwałam twierdząco głową, spojrzał na mnie ostatni raz po czym wyszedł.  Reszta zrobiła to samo. Kiedy mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Romana oraz Teja miałam ochotę ich zawrócić jednak byłam silna i tkwiłam w miejscu. Na samym końcu wyszedł Brian. Zatrzymał się w drzwiach tak, że patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Wtedy dostrzegłam, że ma rozcięty łuk brwiowy i rozwaloną wargę. Postał tak z minutę, a potem zniknął za drzwiami zamykając je za sobą.  Stałam tam nadal przyglądając się w miejsce, w którym stali wciąż nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. Rozpłakałam się jeszcze bardziej i nie zważając na Emily pobiegłam do siebie ma górę po drodze przewracając się kilkakrotnie. Rzuciłam się bezwładnie na łóżko ciągle płacząc aż do momentu zaśnięcia.




--------------------------------------------------------------

Hej!
Rozdział trochę dupny i wiem o tym. Nie mam w sumie wam dużo do powiedzenia jak tylko to: 

5 KOMENTARZY= NEXT!!!

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 2 cz.II


"Do tej pory to zdarzenie jest dla mnie abstrakcyjne. Ja w ogóle nie wierzę, że mi się to zdarzyło."

- Małgorzata Halber ‘Najgorszy człowiek na świecie’ 



Emily wchodzą do salonu, w którym siedziałam po ciemku trzymając list w ręku zapaliła światło, które automatycznie mnie oślepiło. Zmrużyłam oczy, a ona przystanęła i popatrzyła na mnie z dezaprobatą.
- Aria znowu to samo? Ile razy to przerabiałyśmy? Minął już rok. Nie płacz proszę cię.- Podeszła do mnie i usiadła na przeciw mnie z zatroskaną miną. Spojrzałam na nią smutno po czym spuściłam głowę w dół, wzrokiem lądując na moim biuście.  Chwyciłam delikatnie  krzyżyk Dominica wiszący na mojej szyi, dokładnie go oglądając z każdej strony.- Nie łatwiej było by go zdjąć? Nie przypominałby ci ich.
- Nie Em, on jest częścią mnie. Jedyną prawdziwą częścią. Ostatnim odłamkiem tego co było.. Teraz to co było moją pasją, hobby i całym życiem, zabija mnie od środka.
- Dobrze, rozumiem. Skończmy ten temat. Dzwonił Logan.. Chce cię widzieć jutro z samego rana.- Na jej słowa przełknęłam głośno ślinę kiwając głową.- Aria, czemu ty do cholery z nim jesteś??!!- Dziewczyna wstała nerwowo pocierając skroń.
- Myślisz, że chcę tego? Żałuje, że tam w Tokio pomogłam mu uciec od Bragi. Mogłam go zabić taj jak mi kazali. Nienawidzę go i doskonale o tym wiesz. On przejął nade mną kontrolę, a ja mam zbyt mało siły by się wyplątać z tego gówna.. Sama sobie nie poradzę..




Rok później..


Bez tytułu #116
Właśnie kończyłam malować się w łazience gdyż zaraz miałam jechać do Logana.  Kiedy skończyłam robić grubą kreskę nad 
lewym okiem wyszłam z łazienki gasząc za sobą światło. Zgarnęłam torebkę z łóżka i zeszłam na sam dół kierując się na podjazd. Wsiadłam do małego fiata 500 w miętowym kolorze po czym ruszyłam. Po drodze gdy akurat stanęłam na światłach zadzwonił mi telefon. Odebrałam już po kilku sekundach ponieważ nie miałam większego problemu ze znalezieniem go w torebce. 
- Hej Kochana! Co tam chciałaś Em?- Przyłożyłam sobie komórkę do ucha odzywając się wesoło do przyjaciółki.
- Hej, hej. Jakie plany na dzisiaj?
- Wieeesz teraz jadę do Logana. Potem  na treningu się widzimy, a potem idę jeszcze biegać. Może wyskoczymy na jakąś kawę przed zajęciami?- Światło zmieniło się na zielone, a ja po woli ruszyłam, w między czasie odpowiedziałam blondynce czekając na jej odpowiedź.
- Myślę, że do świetny pomysł.
- Dobra, to widzimy się o 13 w The Griddle Cafe. Ja już muszę kończyć.- Zaparkowałam samochód zaraz przed wejściem do Cheetahs
 zaciągając hamulec ręczny. 
- Ok, do zobaczenia. Uważaj na siebie.- Blondynka po tych słowach rozłączyła się, a ja uśmiechnęłam się lekko. Schowałam telefon z powrotem do torebki i wysiadłam z samochodu zamykając go. Rozejrzałam się i ujrzałam przejeżdżający obok czerwony, sportowy  samochód. Widzę go od kilku dni. Niestety nie mogłam zobaczyć kto jest w środku ponieważ szyby były przyciemniane. Od jakiś 3 tygodni czuję się obserwowana i śledzona. Ten samochód wydawał mi się dziwnie podejrzany. Stałam na środku chodnika jak idiotka więc postanowiłam dać sobie spokój z bawieniem się w detektywa i weszłam do środka. Poza tym to na pewno byli ludzie Rossa. Po przekroczeniu progu, do moich uszu dobiegła dudniąca muzyka. Club był jeszcze nieczynny ponieważ imprezowanie zaczynało się dopiero o 21:00. Wystrój był bardzo nowoczesny.  Ściany i podłoga były czerwone, a stoły, krzesełka i sofy białe oraz czarne. Na środku było kilka podestów z zamontowanymi rurami do tańca.  Przy jednym ze stolików siedział Logan ze swoim przyjacielem Maxem. Kiedy mnie zobaczyli uśmiechnęli się do mnie szeroko. Max w uroczy sposób,  pełny ciepła.  Logan zadziornie i uwodzicielsko. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Pocałował mnie bardzo zachłannie, a potem zszedł z pocałunkami na szyję. Za każdym razem gdy mnie dotykał, zbierało mi się na wymioty spowodowane obrzydzeniem co do jego osoby nie wspominając już o całowaniu.
- Cześć Max.- Rzuciłam szybko odwzajemniając jego wcześniejszy uśmiech.
- Siemanko.
- To co, zabalujemy dziś razem?- Logan posłał mi chytry uśmiech,  a ja pokiwałam tylko głową.- Mam wielką ochotę na ciebie.  Moim marzeniem jest zerżnąć cię tak, że jutro nie staniesz o własnych nogach.- Te słowa wypowiedział mi wprost do ucha, a ja aż cała zesztywniałam. Zrobiło mi się gorąco i myślałam, że zaraz zemdleje.
- Przepraszam ale jednak dziś nie mogę, przypomniało mi się,  że policja ma dziś przyjść w sprawie starych machlojek.- Okłamałam go i miałam wielką nadzieję, że  to łyknie. On jedynie naprężył się i jednym zwinnym ruchem wstał przyciskając do ściany jednocześnie trzymając za gardło. Max poderwał się zaraz za nim patrząc się na mnie przepraszająco. Łzy zaczęły napływać mi do oczu, a ja z trudem je powstrzymywałam.
- Słuchaj Mała, gówno mnie to obchodzi!! Zbajerujesz ich jakoś!! Jeśli mówię,  że mam ochotę się z tobą pieprzyć to tak będzie rozumiesz??!!!- Pokiwałam lekko głową i dopiero wtedy mnie puścił, a ja opadłam na kolana oddychając szybko i głęboko.  Tak bardzo się go bałam. Niech to się już skończy.  Nagle Max podszedł do mnie, pomógł wstać, a potem usiąść. Podał mi jeszcze szklankę wody, z której od razu upiłam kilka łyków.
- Aria, wszystko ok?- Ukucnął przede mną i spojrzał na mnie troskliwie.
- Tak, dzięki Max.- Pokiwałam głową i odwdzięczyłam mu się bladym uśmiechem.
- Wiesz co?- Logan odezwał się do mnie lustrując podnieconym wzrokiem. Ohoo to nie wróży nic dobrego.- Po co czekać do wieczora!- Ross poszedł do mnie, złapał za nadgarstek po czym pociągnął w głąb Clubu wprost do jednego z pokoi.  Próbowałam się wyrywać ale nic to nie dało. Rzucił mnie na łóżko po czym usiadł na mnie okrakiem. Miałam ochotę krzyczeć jednak wiem, że oberwało by mi się.  Po prostu przygotowywałam się na najgorsze. Zaczął błądzić po moim ciele swoimi ohydnymi łapskami całując przy tym. Zaczął mnie rozbierać. Rozpiął mi sukienkę i po woli zaczął ją ściągać. Po chwili rozpiął swoje spodnie i zsunął je ze swoich nóg. Jeszcze tylko chwila i będzie po wszystkim. Kiedy już miał pozbawić mnie majtek do pokoju wparował Max.
- Logan! Ważny telefon. Dzwonią z informacją o towarze.- Brunet siedzący na mnie zszedł ze mnie, założył spodnie z powrotem  po czym wziął telefon i wyszedł. Max puścił mi oczko i pobiegł za nim. Dzięki ci chłopaku za pomoc! Co ja bym bez ciebie zrobiła?!! Ubrałam się szybko,  złapałam torebkę w locie i jak najszybciej opuściłam to przeklęte miejsce odjeżdżając. Po drodze łapałam szybko powietrze by choć trochę się uspokoić.  Cholerny dupek! Miałam jeszcze pół godziny do spotkania z Em więc wróciłam się do domu po rzeczy na trening, a stamtąd udałam się już prosto do umówionego miejsca. Kiedy weszłam do umówionego lokalu, który był bardzo elegancki dostrzegłam siedzącą już Em przy jednym ze stolików. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko na mó widok, przywitałam się z nią buziakiem w policzek po czym usiadłam na przeciwko niej.
- Jak u Logana?- Napiła się soku pomarańczowego nalanego do podłużnej szklanki lustrując mnie dokładnie wzrokiem jak by chciała się upewnić,  że nic mi nie jest.
- Nie mówmy o tym.- Skwitowałam krótko urywając temat akurat przy przyjściu kelnera. Zamówiłam sobie waniliowe latte macchiato, które tak bardzo lubiłam.
- A ty wciąż go nosisz..- Blondynka przerwała popijanie podwójnego espresso i dotknęła srebrnego krzyżyka na mojej piersi. Odwróciłam wzrok i schowałam naszyjnik pod sukienkę.
- Tak. Coś w tym dziwnego? Doskonale wiesz, że nigdy się z nim nie rozstaje.- Odpowiedziałam szybko, Jezu czy ona musi poruszać dziś same niewygodne tematy?! Tak nosze ten wisior bo on jedyny daje mi jakąkolwiek siłę do życia.
- No dobrze, przepraszam. Więcej nie pytam.- Od tego momentu siedziałyśmy w ciszy, którą ona przerwał po jakiś pięciu minutach. Potem rozmawiałyśmy już normalnie, o wszystkim i o niczym jak to dwie blondynki.
Po skończonej kawie poszłyśmy do Akademii na codzienny trening.  Niedługo mamy zawody w street dance. Musimy być dobrze przygotowani aby to wygrać.  Ogólnie rzecz mówiąc czas na treningu minął nam świetnie.  Mimo ciężkiej pracy wszyscy wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. Potem razem z Emily zostałam jeszcze na godzinę ponieważ co wtorek oraz czwartek  uczę piętnastolatków hip-hopu. Robię to za darmo ponieważ są to dzieci z biednych rodzin, których nie stać  na normalne lekcje. Kocham to robić.  Jest to moja nowa pasja. Oni dzielą się ze mną uśmiechem i radością mimo ich beznadziejnej sytuacji, a ja przekazuje im swoje umiejętności oraz wiedzę. Pasję do samochodów zastąpiłam tańcem i w sumie jestem z tego zadowolona. Razem z Em miałam iść biegać zaraz po zajęciach jednak zadzwoniła jej mama, że są na lotnisku i trzeba ich odebrać.  Chcieli zrobić jej niespodziankę ponieważ nie widziała się z rodzina od prawie dwóch lat. Przebrałam się więc w nową koszulkę, krótkie spodenki oraz 
girl #14założyłam wygodniejsze buty do biegania po czym zostawiłam torbę z ubraniami w aucie i poszłam do parku  pobiegać sama. Do uszu włożyłam słuchawki i puściłam sobie jeden z kawałków Eminema. Nie musiałam się rozgrzewać ani rozciągać ponieważ byłam już po niezłej rozgrzewce. Nie zastanawiając się dłużej  nad niczym zaczęłam swój codzienny jogging. Biegłam przez cały park mijając dwa mostki, Ogród Francuski oraz główną fontannę. Dopiero po 5 km zatrzymałam się by napić się wody. Wtedy znów zobaczyłam ten samochód.  Logan znowu doczepił mi cholerny ogon. Odprowadziłam auto wzrokiem do momentu jego zniknięcia na rogiem. Przychyliłam się do przodu by było mi łatwiej złapać oddech w zmęczone już nieco płuca i wtedy ujrzałam znajomą mi postać. Stała tyłem do mnie. Nie no, nie może być!!  Był to ciemnoskóry mężczyzna, krzyknęłam do niego lecz ten nie odwracając się zaczął biec. Ruszyłam pędem za nim, musiała pokonać nawet niewielkie ogrodzenie lecz po paru minutach udało mi się go dorwać.  Kiedy złapałam go za ramię i odwróciłam w swoim kierunku doznałam nie małego rozczarowania.
- Czego pani ode mnie chce?!! Czemu pani mnie goni??- Przede mną stał osiemnastoletni dzieciak z przerażoną miną. 
- Przepraszam! Pomyliłam cię z kimś, przepraszam.- Rzuciłam do niego krótko po czym szybko poszłam w stronę samochodu. Niech to szlag! Aria weź się w garść bo masz już jakieś zwidy na ich punkcie! Potrząsnęłam głową i przebiegłam się  truchtem do wozu, po 15 minutach byłam na miejscu. Oparłam się o dach samochodu by po raz kolejny odetchnąć. Wsiadłam do auta i ruszyłam wprost do domu. Po wejściu do niego od razu pobiegłam pod prysznic. W samym ręczniku i z mokrymi włosami wyszłam do garderoby po odpowiednią sukienkę na wieczór. Boże proszę cię,  nie każ mi tam  iść!  Tak bardzo tego nie chcę! Jednak jeśli dziś się tam nie pojawię oberwie mi się i to nieźle. W końcu wzięłam pierwszy lepszy zestaw ubrań i poszłam do łazienki.  Zrobiłam sobie włosy,  umalowałam się dość mocno, a na sam koniec ubrałam. Spojrzałam na siebie w lustro nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę ja. Zobaczyłam, że dochodzi już 20:30 wiec szybko zeszłam na dół gdzie czekała już na mnie taksówka. 
Bez tytułu #120Kiedy podjechałam pod Club zapłaciłam należytą sumę i wysiadłam. Wszędzie było pełno ludzi. Muzyka rozbrzmiewała nawet na zewnątrz. Półnagie dziewczyny stały w kolejce do wejścia.  Na moim Race War było bardzo podobnie. Nagle ktoś złapał mnie pod rękę. Odwróciłam głowę i dostrzegłam Maxa.
- Hej, Chach. Słuchaj nie pij dziś żadnego drinka od Logana. Bierz tylko te ode mnie. Ja będę je zamieniał.- Blondyn mówił bardzo szybko jak by bał się, że ktoś nas zobaczy. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego pytająco.
- Co? Czemu? Max co się dzieje??
- Logan szykuje dla ciebie pigułkę. Ja już go trochę nachlałem, wiec nie powinien jakoś szczególnie ogarniać tego, że nic się z tobą nie dzieje. Po prostu wlej w niego jeszcze więcej wódki i problem z głowy.- Chłopak spojrzał na mnie smutno i za razem pocieszająco po czym udał się do wejścia.
- Dzięki Max!- Rzuciłam bardzo szybko, ten tylko odwrócił się i uśmiechnął do mnie szeroko. Ten chłopak codziennie ratuje mi tyłek. Pomaga mi jak tylko może i chroni przed tym Dupkiem. Cholerny Sukinsyn chciał mnie przelecieć po tym jak naćpa mnie jakimś tanim gównem. Nie zastanawiając się dłużej weszłam chwilę po kumplu mijając bramki bez czekania w kolejce. Goryl przy drzwiach skinął na mnie głową, a te wszystkie laski kipiały z zazdrości. Gdyby wiedziały jak jest naprawdę przestały by zazdrościć. W środku nie musiałam się długo rozglądać by dostrzec Logana z dwiema laskami po bokach oraz Maxa siedzącego obok. Kiedy podeszłam Ross wygonił te panienki, które podejrzewam miały ochotę mnie zabić. Widać było,  że ten Sukinsyn był dobrze napity po jego twarzy oraz ruchach.
- Jednak jesteś Koteczku. To co zabawimy się dzisiaj. - Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. Odepchnęłam go lekko zagarniając ze stołu dużego, niebieskiego drinka.
- Najpierw  się napijmy.- Podałam mu go, a on uśmiechnął się zadziornie.- Sama wzięłam malutkiego, którego za plecami podał mi Max i upiłam łyka.
Po dwóch godzinach wlewania alkoholu w Logana zaczęła się bójka.  Staliśmy przed Clubem i chłopaki tłukli się między sobą.  Ja stałam tam cała zaryczana ponieważ Ross wyzywał mnie o szmat i kurew. Dodatkowo chciał mnie uderzyć gdyby nie to, że jest pijany w trzy dupy i Lynch mu na to nie pozwolił. Max stanął w mojej obronie i tak się zaczęło. Na szczęście chłopak poradził sobie z Loganem, który padł już po dwóch porządnych ciosach.  Kumpel podszedł do mnie objął ramieniem i zaczął prowadzić do swojego samochodu następnie kierując się w stronę mojego domu. Kiedy minęliśmy próg drzwi od razu udaliśmy się do kuchni. Chłopak zrobił mi gorącej herbaty i usiadł na przeciwko mnie. 
- Toretto zrób coś z tym. Skończ z nim. Pomogę ci stąd uciec.- Blondyn mówił spokojnie patrząc mi w oczy. Dostrzegłam w nich coś więcej niż za każdym razem. Widziałam w nich tańczące iskierki co mnie zdziwiło. Dopiero teraz dostrzegłam piękno jego niebieskich oczu. 
- Dobrze wiesz, że to nie takie proste. Nie będę uciekać,  ostatnio robię to nałogowo.- Odpowiedziałam leniwie mieszając łyżeczką w herbacie. W końcu wstałam i podeszłam do szafki po proszek od bólu głowy.  Nalałam wody do szklanki i połknęłam lekarstwo. Wtedy poczułam ręce Maxa na moich biodrach odwrócił mnie przodem do siebie i po  raz kolejny spojrzał w oczy. Nie zastanawiając się dłużej wpiłam się w jego gorące wargi. Sama nie wiedziałam co wyprawiam ale te jego oczy mnie zahipnotyzowały. On odwzajemnił pocałunek z jeszcze większą zachłannością. Podniósł mnie do góry i posadził na blacie. Objęłam go nogami w pasie, a on jedną ręką ściągnął mi buty. Potem złapał mnie za uda i zaczął iść ku górze.  W tej chwili nie liczyło się nic więcej tylko ja i on. Rozum krzyczał, żebym to natychmiast przerwała, ale serce i pożądanie przejęły dowodzenie. Kiedy  mnie niósł ja wsadziłam  ręce pod koszulkę i zaczęłam błądzić rękoma po jego torsie. Kiedy doszliśmy na miejsce położył mnie na łóżku i nachylił się nade mną znów lustrując mnie niebieskimi tęczówkami. 
- Na pewno tego chcesz?- Zadał mi jedno pytanie, które zrobiło burzę w mojej głowie. 
- Nie gadaj tylko działaj. Chyba nie wymiękasz co?- Odpowiedziałam mu uśmiechając się zadziornie. On odwzajemnił uśmiech i ponownie wpił się w moje wargi..

------------------------------------------------------------------

Hej Rodzinko!
I jak? Podoba się? Chciałabym aby KAŻDY zameldował się w KOMENTARZU. Ostatnio aktywność na blogu strasznie spadła i jest coraz gorzej ;( Nie powiem, trochę mnie to martwi i jest to po prostu przykre. Kolejny rozdział pojawi się gdzieś za tydzień. Ja jutro wyjeżdżam i po prostu nie będę miała jak dodać kolejnego mimo, że jest już napisany.  Dodałam nowe postacie w zakładce "bohaterowie"

No to tyle, do następnego! 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Info dla kazdego!


Chce poruszyć temat komentarzy ponieważ denerwuje mnie on od jakiś dwóch tygodni albo i dłużej.  Ja naprawdę się staram z tym rozdzialami. Teraz dodaje je czesto abyscie byli zadowoleni. Nie raz pisze w srodku nocy, naprawde w ostatnim czasie ciezko pracuje nad tym blogiem i to tylko dla was. Jednak z waszej strony jest totalna olewka. No bo po co komentowac tak? Wy ode mnie wymagacie rozdzialow, ale sami nie dajecie nic w zamian. Nie wydaje wam sie to nie fair co do mnie? Nic nie mowilam ale teraz juz po prostu nie wytrzymalam! Jesli dalej tak bedzie blog zostanie zakonczony w trybie natychmiastowym oraz usuniety bo ja nie zamierzam pisac do sciany. Zastanowcie sie nad tym jak mnie traktujecie bo ja nie jestem maszyna do cholery. To ma byc wspolpraca po miedzy nami. Moze jak dawalam jeden rozdzial na miesiac albo dwa bylo lepiej? Wtedy cchociaż ktos sie udzielal. Prosze bardzo mozemy do tego wrocic! Naprawde napisanie "fajne" to tak duzo? Bo nie wiem moze prosze o zbyt wiele. TO tyle z mojej strony.

P.S. Jeśli sytuacja sie nie poprawi do 15 sierpnia blog zostanie usuniety.. przykro mi ale nie mam wyjscia.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 1 cz.II


Rozdział dodany już dziś na specjalne życzenie mojej upierdliwej, lecz kochanej Eweliny:*:* 





Aria, nie wk zacząć więc posłuchaj mnie bardzo uważnie. Jesteś moją jedyną siostrą i odpowiadam za ciebie. Jesteś dla mnie najważniejsza i dlatego zrobię wszystko byś była bezpieczna. Odnalazłem cię z nadzieją, że obronię cię przed tym wszystkim co ci groziło. Jednak pomyuliłem się. Ściągnąłem na ciebie jeszcze wnic.ększe niebezpieczeństwo. Zamiast to ja, chronić ciebzamian ie, ty ochroniłaś mnie tam w Tokio o mały włos nie tracąc swojego życia. Oboje doskonale wiemy, że przeżyłaś jakimś cudem. Bardzo ci dziękuje za to co wtedy zrobiłaś, nigdy ci tego nie zapomnę. Nie oszukujmy się, że nie powinno tak być. To nie ty powinnaś spędzić tyle czasu w szpitalu lecz  ja. Dlatego lepiej będzie jeśli teraz się rozstaniemy. Dopóki będą cie z nami widzieli nie będziesz miała szansy na normalne życie. Teraz pewnie znienawidzisz nas wszystkich za to co robimy, ale kiedyś to rozumiesz. Teraz, kiedy nas nie będzie wszystko się zmieni, ale pamiętaj, że bez względu na wszystko jesteś Toretto i musisz być silna. Zaufaj nam i uwierz, że tak będzie lepiej, a z czasem wszystko się ułoży. Kochamy cię i nigdy nie zapomnimy.

                                                              Twoja Rodzina.


Ściskałam ten list w ręku płacząc. Dominic do cholery przestań być dla mnie ojcem, a bądź bratem!! Nic się nie ułoży dopóki wy nie wrócicie. Jednak ja już chyba tego nie chcę. Tak, masz rację nienawidzę was za to, że teraz moje życie zmieniło się w koszmar. Nikt z was nie ma pojęcia przez co codziennie przechodzę od dwóch lat od kiedy zniknęliście. Han.. wtedy w kuchni obiecałeś mi, że nigdy mnie nie zostawicie..  Brian zapewniałeś mnie, że kochasz mnie najbardziej na świecie.. Nawet nie zdążyłam ci powiedzieć jak wiele dla mnie znaczysz oraz, że chcę z tobą być do usranej śmierci. Wolałbym tam zginąć lub nigdy nie wybudzić się z tej pierdolonej śpiączki.Nie wierze, że zrobiliście mi coś takiego. Nigdy wam tego nie wybaczę. Zrobiliście to niby dla mojego bezpieczeństwa. Gówno prawda. Ciekawe czy według was jestem teraz bezpieczna. Codziennie jestem poniżana, bita, maltretowana oraz zastraszana. Codziennie budzę się ze strachem, że Logan posunie się do czegoś gorszego. Po nocy śnią mi się same koszmary. Nie raz boję się zasnąć. Nieraz chciałam wziąć te zasrane tabletki i popić jakimiś procentami.  Zrobiłabym to już dawno gdyby nie to, że spełniam stare marzenia. Jednak wyścigi, samochody i wszystko to co kochałam odeszły wraz z moją jedyną rodziną.  Nie chcę już nigdy do tego wracać. To już zamknięty rozdział i zostawiam go za sobą. Od powrotu ze szpitala nie byłam w garażu. Samochody stoją zasłonięte plandekami. Wszystkie nasze wspólne zdjęcia zaniosłam tam w kartonie. Pokoje w których spaliście pozamykane są na klucz. Mimo tego jak bardzo nie chcę was znać, brakuje mi was. To jest tak niesamowicie sprzeczne, ale jednak możliwe. Taa, ponoć od rodziny nigdy się nie odwraca. Nie szukałam was bo podobno jeśli kogoś się kocha należy dać mu wolność. To była ich decyzja, a ja nie mam nic do gadania.  Nigdy nie sadziłam, że skończę na takim dnie. Zmieniłam się i to bardzo, doskonale wiem, że stara Aria już nie wróci. Zamknęłam się w sobie, przestałam się uśmiechać i cieszyć z jakiejkolwiek rzeczy. Nie jestem już odważna i pewna siebie. Nie szukam już kolejnych niebezpiecznych przygód oraz robót pełnych akcji. Czy mi tego brakuje? Tak, brakuje mi starej siebie. Takiej która umiała się odezwać i przyjebać pierwszej lepszej osobie, która mnie wkurzy.  Z resztą podejrzewam, że niedługo i tak skończę gdzieś na dnie jakiegoś jeziora lub rzeki po tym jak Ross mnie zgwałci, a potem pobije na śmierć lub poczęstuje kulką. Otóż tak skończy niejaka Aria Chachi Toretto, postrach Los Angeles i najlepszy kierowca na tej półkuli. Jednak to tylko moje wewnętrzne przemiany. Teraz ubieram się bardziej dziewczęco. Tak to kolejne życzenie Logana  Ale w dupie z tym, nie jest tak źle i w sumie trochę mi się podoba. To nie jest jako taki problem,  problemem jest to, że prawie nic nie jem. Schudłam i to dość sporo. Zawsze byłam szczupła, a wręcz chuda, a teraz jest jeszcze gorzej. Nieraz mdleje. Kiedyś zdarzyło mi się nawet na środku ulicy. Jednak nie chodzę do lekarza, bo nie chce usłyszeć najgorszego. Mam podkrążone oczy i bez makijażu wyglądam jak siedem nieszczęść. 
Kiedy tak siedziałam po ciemku patrząc jak deszcz dudni o parapet usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Emily, po wyjściu ze szpitala zakopałyśmy topór wojenny. Doskonale pamiętam jak to wyglądało.

Siedziałam w sali przesłuchań czekając aż ktoś przyjdzie. Chodziło o tą sprawę sprzed Tokio w domu Emily. Dziwka pozwała mnie, a oni mają dowody. Jednak powiedziałam, że byłam sama aby nie ścigali teraz chłopaków. Siedziałam na tym cholernym krześle ze spuszczona głową.  Groziło mi 7 lat więzienia ze względu na poprzednie akcje. Jednak teraz było mi wszystko jedno. Straciłam jedyną rodzinę i sens życia wiec w dupie mam to czy będę siedzieć czy nie. Nagle to pomieszczenia wszedł brunet koło czterdziestki. Do tej pory nigdy go nie widziałam.
- Możesz wyjść. Udało mi się wyciągnąć cię z tego bagna dziewczyno, ale to już ostatni raz.- Na jego słowa lekki uśmiech wkradł się na moją twarz. Kiwałam lekko głową czekając na jego dalszą wypowiedź.- Jednak zrobiłem to tylko ze względu na O' Connera. Pracowaliśmy razem i byłem winien mu przysługę. Słysząc nazwisko Briana cała automatycznie zesztywniałam. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Myślę, że zrozumiał co miałam na myśli, jednak pokiwał przecząco głową.- Przykro mi, ale nie mam z nim kontaktu, po prostu wiedziałem, że mu na tobie zależy i dlatego wyświadczyłem mu przysługę.- Po raz kolejny spuściłam głowę i podniosłam się z krzesła. Wychodząc rzuciłam tylko:
- Dziękuje za pomoc, gdybym mogła się jakoś odwdzięczyć proszę dać znać.- Narzuciłam kaptur na głowę, wyszłam z budynku po czym wsiadłam do swojego białego Nissana. Po drodze totalnie się rozkleiłam. Jadąc ścierałam łzy z policzków.- Brian tak bardzo cię kocham proszę wróć do mnie. Wy wszyscy wróćcie z powrotem do domu. Nie dam sobie bez was rady. Proszę was..- Po tych cicho wypowiedzianych słowach dławiłam się łzami tak bardzo, że zjechałam na pobocze. Wtedy to nie był już płacz tylko krzyk i lament małego dziecka. Udało mi się opanować tylko ze względu na to, że zadzwonił mi telefon. Odebrałam go jak najszybciej z nadzieją, że usłyszę w nim jeden ze znajomych mi głosów. Pomyliłam się, dzwonił adwokat z informacją o zakończonej przed chwilą sprawie z Emily. Po rozłączeniu się ruszyłam dalej. Zatrzymałam się przed jej domem i nie pewnie wysiadłam. Taka zapłakana, z kapturem na głowie oraz lekko przemoczona stanęłam przed jej drzwiami. Wahałam się ale w końcu zadzwoniłam dzwonkiem. Po minucie stanęła w nich znajoma mi blondynka. Nie pytając o nich chciała zamknąć mi drzwi przed nosem jednak zatrzymałam je nogą.
- Emily poczekaj..
- Czego chcesz? Dzwonie na policje!- Krzyknęła mi zza framugi. Wypuściłam głośno powietrze z płuc po czym zaczęłam mówić.
- Chce porozmawiać, proszę wpuść mnie..- Wyjrzała ostrożnie zza drzwi i po chwili dokładnego przyglądania się mi wpuściła mnie do środka.
- Masz minute.- Rzuciła krótko stając przede mną z założonymi rękoma.
- Ja cię przepraszam za wszystko. Wiem ile krzywd ci wyrządziłam. Zapłacę za te szkody i za samochód tylko proszę odpuść mi tym razem i nie niszcz mi reszty życia. Trzy dni temu wybudziłam się z półrocznej śpiączki i trzy dni temu straciłam jedyną rodzinę.  Zostałam sama rozumiesz? Ja nie wiem jak teraz będzie i zrobię wszystko byś mi wybaczyła. Ty masz brata i rodziców, daleko bo w Anglii ale masz. Ja nie mam już nikogo. Znowu zostałam sama.. Więc przepraszam i nie liczę na nic z twojej strony.. Lepiej jeśli już pójdę. -.Mówiąc to wszystko znowu zaczęłam płakać.  Nie chciałam by to widziała więc udałam się w stronę drzwi.
- Poczekaj.- Odwróciłam się niepewnie i ujrzałam jak na jej twarzy pojawia się lekki uśmiech. - Ja też cię przepraszam. Byłam podła i wiem o tym. Źle cię traktowałam ponieważ byłam zazdrosna. Tak bardzo jest mi przykro z powodu tego co się stało. Wiem co czujesz, doskonale rozumiem jak to jest stracić bliskie ci osoby. Nie musisz mi niczego zwracać. Ja ci wybaczyłam, a czy teraz ty wybaczysz mi?- Potarła sobie dłonią lewe ramię, patrząc się na mnie  niepewnie.  Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam jednak ona mówiła to wszystko  szczerze.
- Oczywiście, że tak.- Uśmiechnęłam się do niej blado, a wtedy ona podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Torreto nie płacz już, duże dziewczynki tak nie robią. Nie jesteś już sama, pomogę ci i razem damy sobie rade. Wrócisz do tańca, do twojego zespołu i wszystko się ułoży.- Potarła moje plecy, a ja nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie dzieje. Jednak poczułam ciepło ma sercu. Mój wróg w ciągu 5 minut stał się moim przyjacielem.
- Dziękuje. Emily choć pojedziemy do mnie. Muszę zrobić porządki po nich. Nie mogę żyć i mieszkać w domu pełnym wspomnień.- Dziewczyna pokiwała tylko głową, założyła kurtkę i tak jak mówiłam pojechałyśmy do mnie. Pomogła spakować mi zdjęcia, zasłonić samochody oraz uprzątnąć pozostałe  rzeczy w salonie oraz kuchni. Na stoliku nocnym w sypialni zostawiłam tylko jedno moje zdjęcie z Brianem, a w salonie dużą fotografie 
wiszącą na ścianie, na której byliśmy wszyscy razem..


Zwiastun:


--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko Rodzinko!
I jak? Podoba się taka zapowiedź?^^
Nie mam jakiś tam informacji więc tylko poproszę was o to abyście KOMENTOWALI, ponieważ ostatnio jakoś tak cienko z tym wychodzi ;C!!


EDIT
Chce poruszyć temat komentarzy ponieważ denerwuje mnie on od jakiś dwóch tygodni albo i dłużej.  Ja naprawdę się staram z tym rozdzialami. Teraz dodaje je czesto abyscie byli zadowoleni. Nie raz pisze w srodku nocy, naprawde w ostatnim czasie ciezko pracuje nad tym blogiem i to tylko dla was. Jednak z waszej strony jest totalna olewka. No bo po co komentowac tak? Wy ode mnie wymagacie rozdzialow, ale sami nie dajecie nic w zamian. Nie wydaje wam sie to nie fair co do mnie? Nic nie mowilam ale teraz juz po prostu nie wytrzymalam! Jesli dalej tak bedzie blog zostanie zakonczony w trybie natychmiastowym oraz usuniety bo ja nie zamierzam pisac do sciany. Zastanowcie sie nad tym jak mnie traktujecie bo ja nie jestem maszyna do cholery. To ma byc wspolpraca po miedzy nami. Moze jak dawalam jeden rozdzial na miesiac albo dwa bylo lepiej? Wtedy cchociaż ktos sie udzielal. Prosze bardzo mozemy do tego wrocic! Naprawde napisanie "fajne" to tak duzo? Bo nie wiem moze prosze o zbyt wiele. TO tyle z mojej strony.

Prolog cz.II










Czuję się jakby niebo spadało w dół

Nikt tu nie jest by się bawić*
Przekroczyłem granice, nie wrócę z powrotem
Bo to czas by iść na całego albo iść do domu
Jedna droga do celu, nie ma już odwrotu
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Zatrzymaliśmy się, nie spieszmy się
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Pięć, cztery, trzy, dwa, mam jeden strzał
Tracisz miłość i szacunek, gdzie zatrzymujesz zaufanie
Nowa praca, spadek z szczytu
Toczę się co pietnaście minut jak z przystanku autobusowego
I możesz poczuć jak się palę gdy zdzieram opony*
I możesz mnie złapać na nieczystej jeździe, ale nie w moim samochodzie
To miłość i wierność poprzez zamek mojego serca
Nigdy nie odwracaj się, nie wiem jak to się stało
Powiedziałem to raz, zrobię to ponownie
Gram w gierkę, robię wszystko aby wygrać
Z tobą i twoimi przyjaciółmi, na dobre i na złe
To ja i mój zespół, wiesz, że chcemy wygrać
Wiesz, że, wiesz, że jedziemy dopóki koła nie odpadną
Wiesz że się trzymam, że nie myślimy o tym wszystkim
Czuję się jakby niebo spadało w dół
Nikt tu nie jest by się bawić
Przekroczyłem granice, nie wrócę z powrotem
Bo to czas by iść na całego albo iść do domu
Jedna droga do celu, nie ma już odwrotu
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Zatrzymaliśmy się, nie spieszmy się
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Pieniądze, po które ciągle idę
Kołysząc się w zielonych, jakbym próbowała dostać się do czwartego poziomu
Nie siedzę przy moim stole, mam nadzieję że nie zgłodnieję
Ho, nie wciskaj moich guzików, zanim nie zaczniesz od mojego samochodu
Ciśnienie stworzy diament, presja zrobi ze mnie gwiazdę
Masz sposób na moje szaleństwa, by doprowadzić mnie do baru
Ludzie zawsze mnie pytają jak zaszłam tak daleko
Moja odpowiedź to po prostu być uczciwą i taką, jaką jestem
Teraz nazywają mnie Panią Kasiatą jakbym poślubiła bogatego faceta
Wystarczy zmierzyć mój sukces, potrzebuję co najmniej stu zasad
Chwała, alleluja, wezmę w końcu ten tyłek do kościoła
Skończę jak zaczęłam, wciąż pracuje
Czuję się jakby niebo spadało w dół
Nikt tu nie jest by się bawić
Przekrocz granice, nie wrócę z powrotem
Bo to czas by iść całego albo iść do domu
Jedna droga do celu, nie ma już odwrotu
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Zatrzymaliśmy się, nie spieszmy się
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Czuję się jakby niebo spadało w dół
Nikt tu nie jest by się bawić
Przekroczyłem granice, nie wrócę z powrotem
Bo to czas by iść na całego albo iść do domu
Jedna droga do celu, nie ma już odwrotu
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny
Zatrzymaliśmy się, nie spieszmy się
Dałem z siebie wszystko, wszystko dla rodziny








*pobawić, tu: pościgać się
*burnout - potocznie: zdzierać opony