niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 1 cz.II


Rozdział dodany już dziś na specjalne życzenie mojej upierdliwej, lecz kochanej Eweliny:*:* 





Aria, nie wk zacząć więc posłuchaj mnie bardzo uważnie. Jesteś moją jedyną siostrą i odpowiadam za ciebie. Jesteś dla mnie najważniejsza i dlatego zrobię wszystko byś była bezpieczna. Odnalazłem cię z nadzieją, że obronię cię przed tym wszystkim co ci groziło. Jednak pomyuliłem się. Ściągnąłem na ciebie jeszcze wnic.ększe niebezpieczeństwo. Zamiast to ja, chronić ciebzamian ie, ty ochroniłaś mnie tam w Tokio o mały włos nie tracąc swojego życia. Oboje doskonale wiemy, że przeżyłaś jakimś cudem. Bardzo ci dziękuje za to co wtedy zrobiłaś, nigdy ci tego nie zapomnę. Nie oszukujmy się, że nie powinno tak być. To nie ty powinnaś spędzić tyle czasu w szpitalu lecz  ja. Dlatego lepiej będzie jeśli teraz się rozstaniemy. Dopóki będą cie z nami widzieli nie będziesz miała szansy na normalne życie. Teraz pewnie znienawidzisz nas wszystkich za to co robimy, ale kiedyś to rozumiesz. Teraz, kiedy nas nie będzie wszystko się zmieni, ale pamiętaj, że bez względu na wszystko jesteś Toretto i musisz być silna. Zaufaj nam i uwierz, że tak będzie lepiej, a z czasem wszystko się ułoży. Kochamy cię i nigdy nie zapomnimy.

                                                              Twoja Rodzina.


Ściskałam ten list w ręku płacząc. Dominic do cholery przestań być dla mnie ojcem, a bądź bratem!! Nic się nie ułoży dopóki wy nie wrócicie. Jednak ja już chyba tego nie chcę. Tak, masz rację nienawidzę was za to, że teraz moje życie zmieniło się w koszmar. Nikt z was nie ma pojęcia przez co codziennie przechodzę od dwóch lat od kiedy zniknęliście. Han.. wtedy w kuchni obiecałeś mi, że nigdy mnie nie zostawicie..  Brian zapewniałeś mnie, że kochasz mnie najbardziej na świecie.. Nawet nie zdążyłam ci powiedzieć jak wiele dla mnie znaczysz oraz, że chcę z tobą być do usranej śmierci. Wolałbym tam zginąć lub nigdy nie wybudzić się z tej pierdolonej śpiączki.Nie wierze, że zrobiliście mi coś takiego. Nigdy wam tego nie wybaczę. Zrobiliście to niby dla mojego bezpieczeństwa. Gówno prawda. Ciekawe czy według was jestem teraz bezpieczna. Codziennie jestem poniżana, bita, maltretowana oraz zastraszana. Codziennie budzę się ze strachem, że Logan posunie się do czegoś gorszego. Po nocy śnią mi się same koszmary. Nie raz boję się zasnąć. Nieraz chciałam wziąć te zasrane tabletki i popić jakimiś procentami.  Zrobiłabym to już dawno gdyby nie to, że spełniam stare marzenia. Jednak wyścigi, samochody i wszystko to co kochałam odeszły wraz z moją jedyną rodziną.  Nie chcę już nigdy do tego wracać. To już zamknięty rozdział i zostawiam go za sobą. Od powrotu ze szpitala nie byłam w garażu. Samochody stoją zasłonięte plandekami. Wszystkie nasze wspólne zdjęcia zaniosłam tam w kartonie. Pokoje w których spaliście pozamykane są na klucz. Mimo tego jak bardzo nie chcę was znać, brakuje mi was. To jest tak niesamowicie sprzeczne, ale jednak możliwe. Taa, ponoć od rodziny nigdy się nie odwraca. Nie szukałam was bo podobno jeśli kogoś się kocha należy dać mu wolność. To była ich decyzja, a ja nie mam nic do gadania.  Nigdy nie sadziłam, że skończę na takim dnie. Zmieniłam się i to bardzo, doskonale wiem, że stara Aria już nie wróci. Zamknęłam się w sobie, przestałam się uśmiechać i cieszyć z jakiejkolwiek rzeczy. Nie jestem już odważna i pewna siebie. Nie szukam już kolejnych niebezpiecznych przygód oraz robót pełnych akcji. Czy mi tego brakuje? Tak, brakuje mi starej siebie. Takiej która umiała się odezwać i przyjebać pierwszej lepszej osobie, która mnie wkurzy.  Z resztą podejrzewam, że niedługo i tak skończę gdzieś na dnie jakiegoś jeziora lub rzeki po tym jak Ross mnie zgwałci, a potem pobije na śmierć lub poczęstuje kulką. Otóż tak skończy niejaka Aria Chachi Toretto, postrach Los Angeles i najlepszy kierowca na tej półkuli. Jednak to tylko moje wewnętrzne przemiany. Teraz ubieram się bardziej dziewczęco. Tak to kolejne życzenie Logana  Ale w dupie z tym, nie jest tak źle i w sumie trochę mi się podoba. To nie jest jako taki problem,  problemem jest to, że prawie nic nie jem. Schudłam i to dość sporo. Zawsze byłam szczupła, a wręcz chuda, a teraz jest jeszcze gorzej. Nieraz mdleje. Kiedyś zdarzyło mi się nawet na środku ulicy. Jednak nie chodzę do lekarza, bo nie chce usłyszeć najgorszego. Mam podkrążone oczy i bez makijażu wyglądam jak siedem nieszczęść. 
Kiedy tak siedziałam po ciemku patrząc jak deszcz dudni o parapet usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Emily, po wyjściu ze szpitala zakopałyśmy topór wojenny. Doskonale pamiętam jak to wyglądało.

Siedziałam w sali przesłuchań czekając aż ktoś przyjdzie. Chodziło o tą sprawę sprzed Tokio w domu Emily. Dziwka pozwała mnie, a oni mają dowody. Jednak powiedziałam, że byłam sama aby nie ścigali teraz chłopaków. Siedziałam na tym cholernym krześle ze spuszczona głową.  Groziło mi 7 lat więzienia ze względu na poprzednie akcje. Jednak teraz było mi wszystko jedno. Straciłam jedyną rodzinę i sens życia wiec w dupie mam to czy będę siedzieć czy nie. Nagle to pomieszczenia wszedł brunet koło czterdziestki. Do tej pory nigdy go nie widziałam.
- Możesz wyjść. Udało mi się wyciągnąć cię z tego bagna dziewczyno, ale to już ostatni raz.- Na jego słowa lekki uśmiech wkradł się na moją twarz. Kiwałam lekko głową czekając na jego dalszą wypowiedź.- Jednak zrobiłem to tylko ze względu na O' Connera. Pracowaliśmy razem i byłem winien mu przysługę. Słysząc nazwisko Briana cała automatycznie zesztywniałam. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Myślę, że zrozumiał co miałam na myśli, jednak pokiwał przecząco głową.- Przykro mi, ale nie mam z nim kontaktu, po prostu wiedziałem, że mu na tobie zależy i dlatego wyświadczyłem mu przysługę.- Po raz kolejny spuściłam głowę i podniosłam się z krzesła. Wychodząc rzuciłam tylko:
- Dziękuje za pomoc, gdybym mogła się jakoś odwdzięczyć proszę dać znać.- Narzuciłam kaptur na głowę, wyszłam z budynku po czym wsiadłam do swojego białego Nissana. Po drodze totalnie się rozkleiłam. Jadąc ścierałam łzy z policzków.- Brian tak bardzo cię kocham proszę wróć do mnie. Wy wszyscy wróćcie z powrotem do domu. Nie dam sobie bez was rady. Proszę was..- Po tych cicho wypowiedzianych słowach dławiłam się łzami tak bardzo, że zjechałam na pobocze. Wtedy to nie był już płacz tylko krzyk i lament małego dziecka. Udało mi się opanować tylko ze względu na to, że zadzwonił mi telefon. Odebrałam go jak najszybciej z nadzieją, że usłyszę w nim jeden ze znajomych mi głosów. Pomyliłam się, dzwonił adwokat z informacją o zakończonej przed chwilą sprawie z Emily. Po rozłączeniu się ruszyłam dalej. Zatrzymałam się przed jej domem i nie pewnie wysiadłam. Taka zapłakana, z kapturem na głowie oraz lekko przemoczona stanęłam przed jej drzwiami. Wahałam się ale w końcu zadzwoniłam dzwonkiem. Po minucie stanęła w nich znajoma mi blondynka. Nie pytając o nich chciała zamknąć mi drzwi przed nosem jednak zatrzymałam je nogą.
- Emily poczekaj..
- Czego chcesz? Dzwonie na policje!- Krzyknęła mi zza framugi. Wypuściłam głośno powietrze z płuc po czym zaczęłam mówić.
- Chce porozmawiać, proszę wpuść mnie..- Wyjrzała ostrożnie zza drzwi i po chwili dokładnego przyglądania się mi wpuściła mnie do środka.
- Masz minute.- Rzuciła krótko stając przede mną z założonymi rękoma.
- Ja cię przepraszam za wszystko. Wiem ile krzywd ci wyrządziłam. Zapłacę za te szkody i za samochód tylko proszę odpuść mi tym razem i nie niszcz mi reszty życia. Trzy dni temu wybudziłam się z półrocznej śpiączki i trzy dni temu straciłam jedyną rodzinę.  Zostałam sama rozumiesz? Ja nie wiem jak teraz będzie i zrobię wszystko byś mi wybaczyła. Ty masz brata i rodziców, daleko bo w Anglii ale masz. Ja nie mam już nikogo. Znowu zostałam sama.. Więc przepraszam i nie liczę na nic z twojej strony.. Lepiej jeśli już pójdę. -.Mówiąc to wszystko znowu zaczęłam płakać.  Nie chciałam by to widziała więc udałam się w stronę drzwi.
- Poczekaj.- Odwróciłam się niepewnie i ujrzałam jak na jej twarzy pojawia się lekki uśmiech. - Ja też cię przepraszam. Byłam podła i wiem o tym. Źle cię traktowałam ponieważ byłam zazdrosna. Tak bardzo jest mi przykro z powodu tego co się stało. Wiem co czujesz, doskonale rozumiem jak to jest stracić bliskie ci osoby. Nie musisz mi niczego zwracać. Ja ci wybaczyłam, a czy teraz ty wybaczysz mi?- Potarła sobie dłonią lewe ramię, patrząc się na mnie  niepewnie.  Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam jednak ona mówiła to wszystko  szczerze.
- Oczywiście, że tak.- Uśmiechnęłam się do niej blado, a wtedy ona podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Torreto nie płacz już, duże dziewczynki tak nie robią. Nie jesteś już sama, pomogę ci i razem damy sobie rade. Wrócisz do tańca, do twojego zespołu i wszystko się ułoży.- Potarła moje plecy, a ja nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie dzieje. Jednak poczułam ciepło ma sercu. Mój wróg w ciągu 5 minut stał się moim przyjacielem.
- Dziękuje. Emily choć pojedziemy do mnie. Muszę zrobić porządki po nich. Nie mogę żyć i mieszkać w domu pełnym wspomnień.- Dziewczyna pokiwała tylko głową, założyła kurtkę i tak jak mówiłam pojechałyśmy do mnie. Pomogła spakować mi zdjęcia, zasłonić samochody oraz uprzątnąć pozostałe  rzeczy w salonie oraz kuchni. Na stoliku nocnym w sypialni zostawiłam tylko jedno moje zdjęcie z Brianem, a w salonie dużą fotografie 
wiszącą na ścianie, na której byliśmy wszyscy razem..


Zwiastun:


--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko Rodzinko!
I jak? Podoba się taka zapowiedź?^^
Nie mam jakiś tam informacji więc tylko poproszę was o to abyście KOMENTOWALI, ponieważ ostatnio jakoś tak cienko z tym wychodzi ;C!!


EDIT
Chce poruszyć temat komentarzy ponieważ denerwuje mnie on od jakiś dwóch tygodni albo i dłużej.  Ja naprawdę się staram z tym rozdzialami. Teraz dodaje je czesto abyscie byli zadowoleni. Nie raz pisze w srodku nocy, naprawde w ostatnim czasie ciezko pracuje nad tym blogiem i to tylko dla was. Jednak z waszej strony jest totalna olewka. No bo po co komentowac tak? Wy ode mnie wymagacie rozdzialow, ale sami nie dajecie nic w zamian. Nie wydaje wam sie to nie fair co do mnie? Nic nie mowilam ale teraz juz po prostu nie wytrzymalam! Jesli dalej tak bedzie blog zostanie zakonczony w trybie natychmiastowym oraz usuniety bo ja nie zamierzam pisac do sciany. Zastanowcie sie nad tym jak mnie traktujecie bo ja nie jestem maszyna do cholery. To ma byc wspolpraca po miedzy nami. Moze jak dawalam jeden rozdzial na miesiac albo dwa bylo lepiej? Wtedy cchociaż ktos sie udzielal. Prosze bardzo mozemy do tego wrocic! Naprawde napisanie "fajne" to tak duzo? Bo nie wiem moze prosze o zbyt wiele. TO tyle z mojej strony.

7 komentarzy:

  1. Haha bardzo śmiesze ! XD Dziękuje za dedykacje :3 Też Cię kocham jendzo !
    o nie ! Ona żyje mówiłam ! Ja to wiedziałam !
    JAK MOŻESZ ! DAWĆ JEJ TAKIE ŻYCIE ! NIECH BRAIN ODNAJDZIE CHCACHI I SKOPIE DUPE TEMY LOGANOWI ! OOOOOO tak ! Biedna Aria tyke wycierpiała ,a nikt z rodziny się nie odzywa :x Jak Dom może tak sie zachowywać ! A tym bardziej Brian ,który mówił ,że ją kocha i jej nie opuści ?
    Czekam na rozwój wydarzeń ! Oby następny rozdział uzazał się szybko ;3 Znasz mnie zawsze czekam na twoje rozdziały !
    Zielono oka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ee tylko nie jendzo, uwazaj bo cie w bawelne wysle razem z Romanem?^^ :* Wiesz teoretycznie miała nie zyc, ale twoje twoje wypominanie mi tego ciagle i ciagle doprowadziło mnie, do szefskiej pasji heuheuheu ja tez mam nadzieje, ze rodzina sie odnajdzie i bedzie happy a Logan Ross (dziena za postac^^) dostanie po dupie. Juz sie biore za dalsze pisanie wiec bedzie w przeciagu tygodnia..chyba;)

      Usuń
  2. Logan Ross xD Postać ,którą pomagałam ci wymyślać xD Dostanie od Briana wielki ,ale to wielki wpierdol !!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. O żesz ty.... MAŁPO!!!!! xd xd xd
    O JA PIERDYLE!!!! :D :D :D :D
    FOCH Z PRZYTUPEM I WOGÓLE BULWERS! JAK MOGŁAŚ MNIE TAK OKŁAMAĆ!?!?!?!?! ;( TO JA TU JUŻ OPŁAKAŁAM ARIĘ, BO POWIEDZIAŁAŚ, ŻE DEFINITYWNIE I OSTATECZNIE NIE ŻYJE A ONA JEDNAK ŻYJE?! XD Moje serce właśnie krwawi xd
    Ale się cieszę, że jednak żyje!!!!! :P
    Wgl... Brian ma wpierdol, że ją zostawił... (jak on mógł to zrobić głupi, tępy, kłamliwy, chamski, podły skurczybyk... "Bo blondyni bałamucą,
    pokochają i porzucą!")
    Roman ma wpierdol, że ją zostawił... (jego trzeba wysłać karnie na plantacje bawełny, bo mu się chyba w dupie poprzewracało xd)
    Tej ma wpierdol, że ją zostawił...(jemu karę na komputer xdd)
    Dominic ma wpierdol..
    Han ma wpierdol...
    Letty i Gisele też mają wpierdol...
    KIM KURWA JEST TEN LOGAN?! Bo też ma wpierdol.
    I przy okazji też masz wpierdol, bo poczułam się oszukana xd ;P
    Szkoda mi Arii... ;( ;( ;(
    Wgl weeeeź... nie wiem co mam pisać, bo tak się cieszę, że Chachi żyje xd ALE DALEJ JESTEM WKURZONA ;/

    No i jeszcze pogodziła się z Emily!? Aria chyba ze długo w tej śpiączce leżała, bo też jej sie w głowie poprzestawiało. xdd Mogły się wytargać za kudły na dobre rozpoczęcie przyjaźni xd

    No a wracając do tego typka Logana... co to kurwa za debil bije Chachi i dlaczego ona mu zwyczajnie nie odda... ciekawe kim on jest, bo wnioskuję z rozdziału, że zdominował Arię w chwili jej słabości... pewnie jakiś tępy mięśniak...

    Aria ma wrócić do akcji! xdxdxdxd bo sie zmarnuje dziewczyna xd

    No nie wiem co napisać... serio xd za dużo emocji mną targa w tym momencie. xd

    Czekam na następny! ;* ;* ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa! zapowietrzylam sie czytając to na jednym tchu! Dom ma wpierdol i kare na auta, Han na chipsy i ciacha, Gisele oddaje swoj pistolet w konfiskatę, a Letty przez rok bedzie gotowac obiad heuheuheu wieesz Brian to Brian on zawsze musi cos spieprzyc jesli chodzi o laski;) co do Logana to dostanie niezly wpierdol:) Aria.. hmm.. ona się przecie nigdy nie poddaje i kiedys i tak nie wytrzyma i po prostu wybuchnie, rozpierdalajac wszystko i wszystkich w promieniu 100km:D

      Usuń
  4. jejku, rozdzial mega :3 Jak oni wszyscy mogli zostawić Chachi :O mam nadzieje ze Nowy rozdział będzie niedlugo *-*
    wik4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo sie ciesze, ze ci sie podoba! rozdział bedzie jeszcze dzis;)

      Usuń